środa

22

Luty 2012

gf24.pl - WERSJA BETA
Rynki finansowe
Money.pl - wiadomości, notowania, giełda, kursy walut
NBP 2012-02-22
USD 3,1635 +0,47%
EUR 4,1857 +0,29%
CHF 3,4663 +0,34%
GBP 4,9682 -0,46%
Money.pl - Kliknij po więcej
GPW (2012-02-22 18:59)
WIG 41669.41 -0,95%
WIG20 2328.36 -1,01%
mWIG40 2451.92 -0,60%
sWIG80 10420.66 -1,04%
Najnowsze wiadomości
Najczęściej czytane
    bn

Nowa prezydencja i nowa europejska arytmetyka

Data publikacji: 22 stycznia 2012

Choć polska Prezydencja w Radzie Unii Europejskiej dobiegła końca 31 grudnia ub.r., w „sercu” Unii, czyli Parlamencie Europejskim, ciągle jeszcze brzmią echa komplementów pod naszym adresem. Przyjemnie je słyszeć szczególnie z ust następców – Duńczyków, którzy w wielu przypadkach rozpoczęte za polskiej prezydencji prace będą teraz kontynuować, a po ich „dopięciu” zaliczą jako swój własny sukces ( wszyscy tak robią).

Piszę to jako autorka raportu w sprawie dyrektywy, dotyczącej pewnego wycinka praw autorskich tzw. dzieł osieroconych, którego nie udało się zakończyć za polskiej prezydencji; będzie to zatem osiągnięcie duńskie – z dobrym polskim przygotowaniem.

Euroentuzjazm Duńczyków i profesjonalizm
Duński, nowo wybrany, rząd na czele z (niezwykle atrakcyjną) premier Helle Thorning-Schmidt – socjalistką i naszą byłą koleżanką z Parlamentu Europejskiego – jest chyba jednym z najmłodszych w Unii, nie tylko stażem, ale i wiekiem. Większość ministrów, których miałam okazję poznać (podczas standardowej wizyty Komisji Prawnej PE, przed przejęciem przez kolejny kraj rotacyjnej prezydencji), to 30-latkowie – świetnie wykształceni, multijęzyczni, otwarci i proeuropejscy. To zasadnicza zmiana po poprzednim duńskim rządzie, który przytłamszony koalicyjnymi ekstremistami, usiłował np. przywrócić kontrole na granicach wewnętrznych Unii Europejskiej oraz demontować integrację europejską. Dobrze, że teraz euroentuzjastka, Helle Thorning-Schmidt będzie finalizować nowy, wieloletni budżet Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Duńska administracja państwowa ma już – w przeciwieństwie do naszej – bogate doświadczenia z poprzednich prezydencji. Duńczycy uważani są za dobrych negocjatorów; przypomnę, że podczas poprzedniej prezydencji premier Danii, Anders Fogh Rasmussen doprowadził do zakończenia, w grudniu 2002 r. w Kopenhadze trudnych rokowań rozszerzeniowych z Polską, a także pozostałymi dziewięcioma kandydatami do Unii. Polecam przy okazji niezwykle interesującą publikację „Tak to było” ówczesnego premiera RP Leszka Millera, traktującą o mało znanych detalach tych negocjacji. Z perspektywy dekady warto sprawdzić, jak o członkostwie w UE wyrażali się wtedy polscy politycy, do dziś aktywni w polskim parlamencie. Ciekawe, jak czas zmieniał ich poglądy…

Polacy rozbudzili europejski smak
Wracając jeszcze do polskiego eurodebiutu w Radzie UE, przypomnę, że już pierwsze, bardzo zresztą dobrze odebrane w Europie, wystąpienie premiera Donalda Tuska w Parlamencie Europejskim wznieciło ogromne zaciekawienie naszym krajem. Praktycznie wszystkie europejskie media pisały przez 6 miesięcy o Polsce, polskiej kulturze, zwyczajach, jedzeniu, markach oraz polskich sklepach za granicą. Udało nam się rozbudzić europejski smak na nowość „zza miedzy”, a przy okazji wielu Europejczyków odkryło, że Chopin urodził się w Polsce, Marie Curie z domu była Skłodowska, zasmakowało też w Szymanowskim, Pendereckim, Kilarze. Polski polityczny entuzjazm wzbudził nadzieję w zgaszonej kryzysem Europie. Zobaczymy już w przyszłym tygodniu na sesji w Strasburgu, czy Duńczycy ją podtrzymają w naszym wspólnym interesie.

Stratni o jednego posła
W Parlamencie Europejskim pojawiło się 18 nowych eurodeputowanych! Ma to związek z mocno opóźnionym wejściem w życie traktatu lizbońskiego i zwiększeniem liczby posłów z 736 do 751. W związku z czym będziemy mieli teraz 754 posłów. Dlaczego? Poniżej wyjaśnienie. Traktat lizboński wszedł w życie za późno. Przynajmniej pół roku. Mamy w tym swój historyczny wkład, ponieważ najdłużej blokowali go prezydenci Polski – Lech Kaczyński – i Czech – Vaclav Klaus. Data wejścia w życie traktatu – 1 grudnia 2009 r. – spowodowała, że wcześniejsze, czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się według starego, nicejskiego traktatu. W efekcie przez połowę kadencji byliśmy stratni o jednego posła. Według „Lizbony” mamy mieć 51 eurodeputowanych, tymczasem 7 czerwca 2009 r., Polacy wybrali 50. Cały Parlament zamiast 751-osobowej reprezentacji, miał 736 posłów, a nowe proporcje mogły wpłynąć na wiele decyzji.

Dodawanie i odejmowanie. Polska na plus
Rozdział osiemnastu dodatkowych lizbońskich mandatów w Parlamencie Europejskim między 27 państw oznaczał prawie w każdym z nich konieczność uruchomienia specjalnych, dodatkowych procedur wyborczych. Nowych posłów trzeba było zatem dodawać lub odejmować według pospiesznie tworzonych reguł. Jedne państwa zyskały dodatkowe stanowiska – jak Polska, inne traciły część mandatów – jak Niemcy, gdzie trzech deputowanych należałoby wysłać z powrotem do kraju. Wszystko po to, aby docelowa liczba europosłów określona w Traktacie Lizbońskim na 751 osoby, stała się faktem. To dlatego dopiero w połowie obecnej kadencji PE faktycznie otrzymaliśmy mandat dla 51, polskiego posła do Parlamentu Europejskiego. Miejsce typowane metodą d’Hondta było już wcześniej zarezerwowane dla kandydata z listy PSL. Pierwotnie miał nim zostać pierwszy w kolejce kandydat z eurowyborów z 2009 r. – Edward Wojtas, który zginął w samolotowej katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Jego miejsce w PE przypadło teraz Arkadiuszowi Bratkowskiemu (również PSL), który podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. był drugi na liście i zdobył drugie miejsce pod względem liczby głosów, biorąc pod uwagę listę ludowców. Poseł Bratkowski osiągnął rezultat 8850 głosów, co stanowiło 17,03 proc. głosów na liście PSL i jednocześnie 2,34 proc. ważnych, oddanych głosów. Arkadiusz Bratkowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji UMCS, a w latach 2001-2005 był posłem na Sejm RP.

Beneficjenci Traktatu Lizbońskiego
Ponieważ europosłowie, którzy zasiadali do tej pory w PE, zostali wybrani według traktatu z Nicei, wszystkie kraje członkowskie musiały w trybie pilnym ratyfikować specjalny protokół, dostosowujący stare reguły do nowych – lizbońskich (polski parlament dopiero w ub. roku zajął się procesem ratyfikacji protokołu). Najtrudniejsze zadanie miała Francja, która nawet nie przewidziała w 2009 r., że będzie o dwóch posłów powiększać swój euroteam (posłowie ostatecznie zostali wybrani przez francuski parlament). Najbardziej niecierpliwili się Hiszpanie, którzy wcześniej przewidzieli zmiany, bowiem dzięki „Lizbonie” zyskali aż czterech dodatkowych posłów. Od dawna na wyjazd do Brukseli szykowała się też szwedzka deputowana z Partii Piratów, 25-letnia Amelia Andersdotter. Dodatkowych eurodeputowanych otrzymali ponadto:
Austria + 2
Szwecja + 2
Bułgaria + 1
Holandia + 1
Łotwa + 1
Malta + 1
Słowenia + 1
Włochy + 1
Wielka Brytania + 1

Liczba reprezentantów pozostałych państw nie uległa zmianie.

W grupach politycznych przekłada się to na siłę :
+ 8 Chadeków
+ 5 Socjaldemokratów
+ 2 Zielonych
+ 1 Konserwatystę
+ 2 Niezrzeszonych

Równi i równiejsi
Na koniec ciekawostka. Polska i inne państwa UE otrzymały dodatkowe mandaty w połowie bieżącej kadencji Parlamentu Europejskiego. Tymczasem kraj, który musi się zrzec trzech miejsc w PE – Niemcy, uczyni to dopiero w 2014 r., podczas nowych wyborach. Balansu traktatowego zatem i tak nie będzie, ale będą równi i równiejsi…

 

Autorka jest posłem do Parlamentu Europejskiego, członkiem kilku komisji, w tym m.in. Komisji Prawnej oraz Komisji Petycji

Dodaj komentarz


Reklama
Facebook