|
Oczami niepełnosprawnego na stołeczną komunikację |
|
|
|
|
Autor WG
|
|
Piątek, 28. 05. 2010 10:55 |
Jest Pan „weteranem”, poruszającym się - od kilkudziesięciu lat - na wózku, często z psem. Co z perspektywy tych lat najbardziej doskwiera niepełnosprawnym w naszym mieście, nie tylko w komunikacji?
Od 30 lat poruszam się na wózku i dlatego jestem „fachowcem” od wózkowiczów. Warszawa jest, według mnie, coraz bardziej przyjazna osobom z niepełnosprawnością, poruszającym się na wózkach. Ponieważ żyję dość aktywnie - praca, Towarzystwo Przyjaciół Szalonego Wózkowicza, pokazy w Pomocnej Łapie (psy asystenci), życie osobiste, konieczna stała rehabilitacja, aby mój stan jak najdłużej mocno się nie pogarszał – korzystam z transportu miejskiego praktycznie codziennie. Samochód jest używany przy wyjazdach dalszych - w weekendy i w czasie wakacji, na rehabilitację. Najbardziej doskwiera mi, że po wydaniu mnóstwa pieniędzy pozostają „niedoróbki” niweczące czyjeś starania, zaangażowane środki i pracę. Przykłady? Proszę bardzo. – Niskopodłogowe autobusy - kierowcy nie zdają sobie czasami sprawy, że przyklęk autobusu może ułatwić wjazd kobiecie z wózkiem albo wejście osobie starszej. Niesprzątnięte klapy i brak serwisowania klamek owocuje niemożliwością ich otwierania, rdzewieniem zawiasów itd. Spotykam się co jakiś czas z problemem braku „haczyków” do otwierania klap – kierowca bezradnie rozkłada ręce, mówiąc, że paznokciami klapy nie wydrze i odjeżdża, zostawiając osobę na wózku, np. na mrozie czy w deszczu. Ostatnio miałem taką przygodę (7 maja) z autobusem linii 166. – Tramwaje – zakupiono dużą liczbę tramwajów kursujących na linii 9. Mają one rewelacyjne automatyczne podjazdy. Co z tego, gdy po wyjściu z tramwaju jestem uwięziony na przystanku schodami – patrz przystanki przy Dworcu Centralnym czy przy rondzie Dmowskiego. Inna linia – przystanek metro Pole Mokotowskie – schody z obu stron przystanku tramwajowego, przystanek odgrodzony barierkami od ulicy, następny tramwaj za półtorej godziny. – Dworce, gdzie zupełnie nie liczą się takie osoby, jak my – schody, schody, schody. Dla nas to jak zakaz wjazdu, bariera, dyskryminacja. Tylko dla chodzących! – Rondo Dmowskiego i windy, do których nie wchodzi większość dużych wózków akumulatorowych i wózków dziecięcych bez składanych rączek. Rondo – skrzyżowanie al. Jana Pawła z Jerozolimskimi – podziemne przejścia bez możliwości skorzystania przez osoby na wózku. – Trakt Królewski – mimo remontu w ubiegłym roku, mimo wydania dużych pieniędzy, pozostawiono 95 procent barier w postaci jednego schodka – a taka była szansa, by to miejsce było dostępne. – Krawężniki na wielu skrzyżowaniach, które po 2 – 3 latach wykruszają się i bardzo utrudniają poruszanie się. – Nieodśnieżone zimą przystanki, na chodnikach ścieżki na kilkanaście centymetrów. Wiele innych niedoróbek i zaniedbań pokazuję na mojej stronie TPSW.pl Czy w Pana opinii mieszkańcy Warszawy są dostatecznie uwrażliwieni na problemy niepełnosprawnych? Czy nadal aktualny jest problem tworzenia sprzyjających warunków i kształtowania świadomości obywatelskiej w tej sprawie? Największe bariery są w głowach osób na stanowiskach, które mogą decydować, a nie robią tego, ponieważ nie „czują tematu”. Jesteśmy dla nich marginalni. Wracając do warszawiaków - gdy zwracam się o pomoc, nie słyszę nigdy słowa „nie”, są chętni do pomocy i dość życzliwi. Często jednak nie zdają sobie sprawy z tego, że ulice, którymi chodzą, albo tramwaje czy metro, którymi podróżują, są dla nas niedostępne albo najeżone barierami i bywają wręcz niebezpieczne. Nie wiedzą, nie wpada im do głowy, że śliczny Trakt Królewski to dla nas miejsce okrutne, gdzie uświadamiamy sobie, że jesteśmy traktowani jako obywatele gorszej kategorii i czujemy, że to nie jest miasto „nasze”. Zwłaszcza osoby świeżo po wypadkach czują się przytłoczone takimi miejscami. W tym miejscu znów zapraszam na film zamieszczony na stronie.
Czy z Pańskiego doświadczenia i podejmowanych działań nie wynika, że wystarczą czasami „banalne” rozwiązania, żeby „komunikacyjna egzystencja” niepełnosprawnych była bardziej przyjazna? Tak, oczywiście. Dopilnowanie, aby oprzyrządowania, windy, podnośniki, podjazdy były właściwe, a nie kupowane „byle jak” (np. zły model), bo powinny być kupione precyzyjnie, do konkretnego obiektu. Używanie właściwych materiałów, niepsujących się po krótkim użytkowaniu. Przy oddawaniu obiektów, a nawet już w czasie ich projektowania, powinny być konsultowane rozwiązania z osobami z niepełnosprawnością i innymi. Tak samo przed zakupem nowych środków transportu. Powinna powstać grupa złożona z 3-4 przedstawicieli różnych grup dyspanseryjnych, która uzupełni to, czego nie dostrzeże sprawny człowiek, posługujący się samymi przepisami. Przykładowo w metrze: trzy rampy, uzupełnienie funkcji wyświetlaczy i dopilnowanie naprzemienności (względnej), rozwiązałoby problem jego dostępności w 100 procentach dla wózkowiczów. Ale do tego potrzebna jest dobra wola i zrozumienie.
 |
|
Dodatek Specjalny
|