-1.5 C
Warszawa
poniedziałek, 8 marca 2021

Chińska ekspansja

Koniecznie przeczytaj

Chińska sieć gospodarczych i politycznych macek oplotła cały świat. Pekin posługuje się strategiami, które opracował i stosuje od wieków. Konflikt z „barbarzyńcami” ma przynieść ChRL globalną dominację we wszystkich dziedzinach życia. Od gospodarki, po siłę militarną, nie pomijając kultury.

W grudniu ubiegłego roku amerykański Project Sindicate opublikował szokujące dane. Badania Uniwersytetu w Bostonie dowodzą, że ChRL inwestuje w kraje tzw. Trzeciego Świata tyle ile Bank Światowy.
Skala zagrożenia
Naukowcy wykorzystali interaktywny system śledzenia operacji dwóch instytucji finansowych obsługujących zagraniczne kredyty Pekinu. Chodzi o Chiński Bank Rozwoju i Eksportowo-Importowy Bank Chin. Okazuje się, że w latach 2008-2019 r. ChRL zainwestowała w państwa rozwijające się 462 mld dolarów, a więc tylko o 5 mld mniej od wysokości subwencji i transz kredytowych Banku Światowego. Tyle że chińskie zastrzyki finansowe przyniosły większą korzyść. Według bostońskich szacunków do 2030 r. zagraniczne inwestycje Pekinu winny zwiększyć globalne PKB o 2,9 proc.
Dla porównania, dane analizujące niedoszłe Porozumienie Handlowe Strefy Pacyfiku, oparte na identycznej analizie, mówiły o korzyściach dla wzrostu PKB państw sygnatariuszy na poziomie 1,1 proc, zaś globalnie 0,4 proc. Co więcej, wg American Economic Journal każdy projekt opłacony przez Chiny prowadzi do wzrostu danego działu gospodarki partnera o 0,41 proc. Na czym polega tajemnica rentowności?
Po pierwsze, pożyczka to wstęp do długotrwałego zainstalowania chińskich koncernów na wszystkich kontynentach. Według portalu Visual Capitalist już dwa lata temu Pekin był głównym partnerem handlowym dla 124 państw świata, podczas gdy lider zachodniego świata, Stany Zjednoczone, jedynie dla 56 państw.
Bardzo ważną rolę w ekspansji chińskiego biznesu odgrywa Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, który finansuje dwustronne przedsięwzięcia w ramach inicjatywy globalnej Jeden Pas-Jedna Droga, czyli Jedwabny szlak XXI w. Jego udziałowcami jest 57 państw, od Islandii, przez Polskę i Niemcy, skończywszy na Mongolii i Bangladeszu.
Kapitał AIIB wynosi 100 mld dolarów. Pekin kontroluje 26,06 proc. głosów w radzie nadzorczej, co daje mu prawo veta od decyzji innych akcjonariuszy, których zatwierdzenie wymaga 75 proc. głosów. W istocie bank jest instrumentem budowy chińskiej dominacji globalnej.
Po drugie, Chiny stawiają ostre warunki finansowego wsparcia państw i regionów, z którymi współpracują. Przykładem jest Afryka, którą Pekin zamienił w kolonię, wpędzając w pułapkę kredytową. Kongo, Tanzania, Uganda, Angola, Mozambik, Namibia i 13 innych państw „siedzi w chińskiej kieszeni”, spłacając długi bogactwami narodowymi. Od ropy naftowej, złota i diamentów, przez rudy rzadkich metali, po szlaki transportowe.
Po trzecie, Pekin nie zwraca większej uwagi na ekologię. Jak się okazuje, z 615 projektów monitorowanych przez Uniwersytet Bostoński, aż 124 zostało zrealizowanych na obszarach uznawanych przez państwa partnerskie za chronione. Kolejne 264 to projekty ingerujące lub wprost dewastujące strefy krytyczne z punktu widzenia życia człowieka i natury.
Po czwarte, chodzi o jakość chińskich inwestycji, czego najlepszym przykładem jest energetyka. To prawda, że dzięki funduszom z Pekinu światowa moc energetyczna wzrosła o 59 GWt, jednak 64 proc. nowo zbudowanych obiektów to elektrownie węglowe, które podczas eksploatacji wyemitują do atmosfery 12 gigaton zanieczyszczeń. Tymczasem Chiny są jednym z liderów zielonej energetyki opartej na źródłach odnawialnych. Tyle że elektrownie wiatrowe, solarne i wodne budują u siebie.
Nie lepiej od Afryki wygląda sytuacja Azji Środkowej, kluczowej z punktu widzenia euroazjatyckich szlaków zbytu chińskiej produkcji. W 1992 r. łączny PKB Kirgizji, Kazachstanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu równał się 10,29 chińskiego produktu krajowego brutto. Dziś, zgodnie z danymi Fundacji Marshalla, gospodarki posowieckiej piątki stanowią jedynie 2,04 PKB ChRL. Pięciokrotny wzrost dysproporcji to nie tyle wynik słabego rozwoju Azji Środkowej, co niebywałego skoku ekonomicznego Chin.
Jednak najważniejsze są inne proporcje. Piątka zajmuje wśród partnerów handlowych Pekinu dalekie miejsce, odpowiadając za 0,8 proc. obrotów. Tymczasem wymiana z Chinami stanowi o 21 proc. eksportu i 22 proc. importu Azji Środkowej. Strona chińska uzależniła pięć państw od kredytów, które spłacane są oczywiście bogactwami naturalnymi. W przypadku Turkmenistanu chodzi o gaz. Kazachstan nie tylko reguluje zaległości gazem i ropą naftową, ale też jest miejscem, gdzie lokalizuje się „brudny przemysł” chiński. Natomiast Kirgizja oddała Chinom największą kopalnię złota. To już stały mechanizm spłaty zadłużenia. Sri Lanka, pod groźbą niewypłacalności, na 99 lat przekazała Pekinowi jeden z największych portów handlowych.
Wobec Tadżykistanu Chiny zastosowały odmienną metodę. Na granicy z Afganistanem pojawiły się oddziały zmilitaryzowanej Chińskiej Milicji Ludowej. Nominalnie Pekin zafundował sąsiadowi pięć przejść granicznych, kilka strażnic i centrum szkoleniowe służb specjalnych. Tajemnicą poliszynela jest informacja, że obiekty służą nieoficjalnej obecności wojskowej Chin w Azji Środkowej. Milicja Ludowa czuwa, aby Taliban nie podburzał społeczności ujgurskiej do walki o suwerenność.
Być może problemy chińskiej ekspansji w Trzecim Świecie, włączając weń Afrykę, obszar Azji Środkowej, a także Amerykę Południową, są dla Polaków marginalne. Nic bardziej mylnego. Monitoring Uniwersytetu Bostońskiego udowadnia, że 60 proc. z 460 mld dolarów chińscy komuniści zainwestowali w 10 państwach na różnych kontynentach. Chodzi o Wenezuelę, Pakistan, Rosję, Brazylię, Angolę, Ekwador, Argentynę, Indonezję, Iran i Turkmenistan. Wskazuje to wyraźnie na surowcowy, a jeszcze bardziej na geopolityczny trop.
Strategia „24 hieroglifów”
W 1990 r., a więc na samym początku „skoku tygrysa”, twórca chińskich reform Deng Xiaoping opracował strategię relacji międzynarodowych ChRL na drodze do globalnej dominacji.
Koncepcja „24 hieroglifów” głosi: „Chiny powinny zająć pozycję obserwatora monitorującego rozwój globalnej sytuacji. Nasze reakcje powinny być wyważone, zapewniając bezpieczeństwo i stabilność. Ukrywajmy nasze możliwości i czekajmy na okazję. Bądźmy niezauważalni, nigdy nie pretendujmy do przywództwa”. Jednak jak podkreślają eksperci Fundacji Carnegie, polityczny testament Deng Xiaopinga odnosił się do punktu startowego i pozostawał w pełnej sprzeczności z historią Chin.
W 438 r. Feng Hong, cesarz chińskiego państwa Yan opracował strategię zbliżenia z sąsiadującymi państwami po to, aby uzależnić je ekonomicznie. W ten sposób dwór imperatorski uzyskiwał wpływ polityczny przekształcając sąsiadów w państwa wasalne, bufor oddzielający Chiny od terytoriów barbarzyńskich.
Tysiąc lat wcześniej chiński strateg i teoretyk wojskowości Sun Zi stworzył rewolucyjną koncepcję wygrywania konfliktów bez użycia siły militarnej. Kiedy antyczni Europejczycy koncentrowali armie na kierunkach głównych uderzeń, Sun Zi stawiał na osiągniecie takiej dominacji politycznej i przewagi psychologicznej, które czyniły konflikt zbrojny sensownym dla wroga. Nie mógł się zakończyć zwycięstwem lub można je było osiągnąć ceną samobójczych strat.
Już 2,5 tys. lat temu chiński strateg odradzał frontalne starcia, zalecając skryte manewry polityczne, manipulacje i wprowadzanie wroga w pułapki. Uważał je za bardziej humanitarne sposoby toczenia wojen i rozstrzygania konfliktów.

W 1990 r. Pekin zajmował w świecie pozycję obronną, postępując zachowawczo w myśl koncepcji Deng Xiaopinga. Radykalne przemyślenie polityki zagranicznej nastąpiło po dwóch inwazjach amerykańskich na Irak. Saddam Husajn dysponował wówczas armią konwencjonalną o sile porównywalnej z potencjałem chińskim.
Od początku XXI w. Pekin przyspieszył modernizację i reformy armii, a jednocześnie rozpoczął ofensywną politykę zagraniczną nawiązującą do zhołdowania państw potrzebnych Chinom ze względów geopolitycznych i ekonomicznych.
Wraz z przywództwem XI Jinpinga polityka chińska przeszła do otwartej konfrontacji z barbarzyńskim Zachodem, rzucając wyzwanie ładowi międzynarodowemu, a przede wszystkim amerykańskiej dominacji globalnej. Dziś największe obawy świata budzi genetyczny kod chińskiej polityki, opartej od setek lat na zdobywaniu wpływów poprzez korumpowanie narodowych elit. Warto zwrócić uwagę, że fundamentem globalnej ekspansji Chin jest obojętność na przestrzeganie swobód obywatelskich i reguł prawa przez współpracujące reżimy.
Jednak największym zagrożeniem wynikającym z globalnych apetytów Pekinu jest etnocentryzm. Pod takim eufemizmem kryje się otwarty szowinizm i rasizm. Wynikają z poczucia wyższości kultury, a więc cywilizacji chińskiej, nad resztą świata. W takiej sytuacji chińskie elity działają w myśl zasady: cel uświęca środki. „Najpierw ustąp silniejszemu państwu, aby zminimalizować własne straty i wyciągnąć jakiekolwiek korzyści. Następnie przeciągnij na swoją stronę władze i znaczących obywateli, wikłając w materialne zależności. Tak zniszczysz siłę przeciwnika, także w sensie militarnym”. To cytat z wykładów stosunków międzynarodowych Uniwersytetu w Szanghaju, prztaczany przez magazyn „Foreign Affaires”.
Po dwudziestu latach stosowania takiej strategii, widać efekty. Szpiegostwo, kradzież własności intelektualnej, protekcjonizm, a przede wszystkim model gospodarki, w której główną rolę odgrywa państwo, dyskryminując zagraniczny biznes.
Portal departamentu stanu ShareAmerica zwraca także uwagę na rosnącą Soft Power Chin. Przykładem jest wpływ Instytutów Konfucjusza (przedstawicielstwa kulturalne) na uniwersytety USA.
Na terytorium amerykańskim działa 75 chińskich placówek, w tym 66 w centrach akademickich, które realizują ponad 500 programów na wszystkich poziomach edukacji. Instytuty Konfucjusza utrzymują, że ich zadaniem jest popularyzacja kultury i języka Państwa Środka. Zdaniem departamentu stanu to ośrodki propagandowe Chińskiej Partii Komunistycznej piorące mózgi amerykańskiej młodzieży, w nadziei na werbunek perspektywicznych agentów wpływu.
Innym skutkiem chińskiej ekspansji jest rosnąca rola ChRL w instytucjach międzynarodowych. ShareAmerica ujawnił mechanizm manipulacji w ONZ. Oczywiście chodzi o Światową Organizację Zdrowia, która za namową Pekinu nie ogłosiła alarmu ani stanu globalnej klęski epidemicznej. Brak ostrzeżeń i rekomendacji WHO zakończył się tragicznie dla świata, a wprost fatalnie wpłynął na kondycję zachodnich gospodarek. „ChRL wymusiła na WHO zatrzymanie obiegu informacji, które pozwoliłyby podjąć adekwatne działania we wczesnej fazie epidemii”, tak brzmi zarzut departamentu stanu. Ponadto w ubiegłym roku Chiny, a więc państwo na wskroś „demokratyczne” zostało wybrane przez Zgromadzenie Ogólne ONZ do Rady Praw Człowieka. Chiński przedstawiciel decyduje m.in. o składzie komisji śledczych badających przypadki łamania swobód obywatelskich na całym świecie.
W jednym z wywiadów sekretarz stanu USA Mike Pompeo podliczył, że Pekin „zdobył” 4 z 15 wyspecjalizowanych agend ONZ, obsadzając ich kierownictwo. Chodzi m.in. o Organizację Rozwoju Przemysłowego, Międzynarodowy Związek Łączności, które służą Chinom do forsowania sieci 5G oraz mega projektów infrastrukturalnych.
Z drugiej strony chińscy przedstawiciele w ONZ blokują wszelkie próby krytyki polityki chińskiej wobec Hong Kongu, Tajwanu czy Tybetu lub Ujgurów. „Nie ma drugiego państwa z taką liczbą przewodniczących komitetów i agend ONZ, jak Chiny”, potwierdził Pompeo, wyjaśniając przyczyny. „Chińskie kierownictwo wykorzystało swoje wpływy w państwach, które wpadły w zastawioną pułapkę kredytową”.
„The Wall Street” ujawnił, że Kamerun wycofał na rzecz Pekinu swoją kandydaturę w agendzie ONZ ds. rolnictwa i wyżywienia. Zrobił to, gdy Chiny spisały zadłużenie tego kraju w wysokości 78 mln dol. Ponadto, aby zapewnić korzystny wynik głosowania w FAO, Pekin obiecał Ugandzie 25 mln dolarów inwestycji.
Z kolei Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie grupy hakerskiej związanej z chińskimi władzami, o czym poinformowały kanadyjskie media.
Rosną chińskie wpływy w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, czego dowodem było przyznanie organizacji dwóch igrzysk. Jak podsumował Mike Pompeo, w instytucjach międzynarodowych „triumf święcą tyrani”. KPCh uczestniczy w systemie międzynarodowym po to, żeby potwierdzić atrakcyjność reżimu autorytarnego i zwiększyć jego wpływy na świecie.
Czy Chiny można powstrzymać?
Tym razem zacznijmy od Polski i jej miejsca w chińskiej polityce. Według prognozy międzynarodowego Centrum Ekonomii i Badań Biznesowych (CEBR), Chiny wyprzedzą USA i staną się pierwszą potęgą gospodarczą świata już w 2028 r.
Taki skutek przyniosła pandemia, która dziwnym trafem idealnie wpisuje się w chińską strategię ekspansji. CEBR wskazuje, że chińska gospodarka wyszła z koronawirusa obronną ręką, tymczasem COVID-19 najmocniej uderzył w Zachód. Jak donoszą eksperci, PKB ChRL będzie rosło przez najbliższe pięć lat w tempie 5,7 proc. rocznie. Tymczasem gospodarka amerykańska utrzyma się również na plusie, ale tylko o 1,9 proc. rocznie.
Zatem Chiny będą miały dość środków na inwestycje w najbardziej interesującym obszarze Euroazji. Pekin już zakotwiczył się inwestycyjnie na Białorusi i wyciąga macki w stronę ukraińskich zakładów lotniczych oraz milionów hektarów czarnoziemu.
Tymczasem Polska stała się barierą na drodze europejskiej ekspansji Pekinu. Koncepcja energetycznego i politycznego Trójmorza nie wpisuje się w strategię Chin z wielu powodów, na czele z amerykańskim patronatem.
Pekin przekonał się o tym w czasie tegorocznego spotkania Europa Środkowa-Chiny w formule 17+1 (Państwo Środka zalicza do regionu także państwa bałkańskie). Kibicował utworzeniu forum negocjacyjnego w myśl zasady: dziel i rządź, licząc na wywołanie podziałów w Europie. Jednak zgodnie z oceną portalu Politico, taka polityka Chin poniosła fiasko. Wpływy w Europie Środkowej nie wzrosły, a wręcz odwrotnie – zmalały, nie bez naszej argumentacji.
Polska to jednak nie tylko geopolityka i ogromne znaczenie tranzytowe w chińskim mega-projekcie Jednego Pasa-Jednej Drogi, choć to prawda, że przez nasze terytorium prowadzi najkrótsza droga do Niemiec, które są głównym partnerem handlowym Pekinu w Europie. Chodzi o strategicznie kluczowe połączenie lądowe, bo na takie stawia Państwo Środka w obawie przed blokadą portów przez USA. Stany Zjednoczone są przecież globalną potęgą morską.
Jesteśmy również państwem Unii Europejskiej, a więc łakomym kąskiem, jeśli chodzi o dostęp do technologii. Polski przemysł kooperuje z biznesem niemieckim oraz amerykańskim, a kradzież własności intelektualnej jest znakiem firmowym Chin.
Jest tylko jeden problem. UE miota się w chińskiej polityce pomiędzy faktycznie niezbędnym partnerstwem gospodarczym i równie oczywistymi obawami przed ekspansją gospodarczą Pekinu. Obawy nasiliły się zwłaszcza w trudnej sytuacji epidemicznej.
Zarówno Bruksela, jak poszczególne stolice UE, są zaniepokojone chińskimi próbami zawłaszczania cennych aktywów. Z kolei mały i średni biznes często padają ofiarami drenażu technologicznego. Zasadniczą kwestią jest także protekcjonizm, bowiem apele o wzajemność w równym dostępie do rynków Pekin pozostawia bez echa. Tymczasem w zgodnej opinii europejskich i amerykańskich ekspertów, chiński atak na światową gospodarkę przeniósł się do wymiaru nowych technologii, ze szczególnym uwzględnieniem sztucznej inteligencji.
ChRL podjęła rywalizację w takich dziedzinach, jak budowa wydajnych mikrochipów, fizyka kwantowa i biotechnologie. Nie ulega wątpliwości, że przewaga technologiczna Chin lub Zachodu, przede wszystkim w sektorach zbrojeniowym i informacyjnym, zadecyduje w najbliższej przyszłości o powstrzymaniu lub o sukcesie planów światowej dominacji realizowanych przez Xi Jinpinga.
Podobnie jak nie ulega wątpliwości, że Polska jest ważnym celem w chińskiej polityce zdobywania wpływów ekonomicznych i politycznych. Zarówno z powodu położenia geograficznego, jak i stałego wzrostu innowacyjności gospodarki oraz rosnącego potencjału naukowo-badawczego. O partnerstwie z USA nawet nie trzeba wspominać.
Istotny jest także aspekt kulturowy. Już 3 lata temu Xi Jinping zmroził świat obietnicą aktywizacji Chin w reformach globalnego ładu. Uzasadnił decyzję potrzebą budowy „wspólnej, pomyślnej przyszłości dla całej planety”. Pekinowi marzy się Pax Sinica, który zastąpi Pax Americana, czyli demokrację. A to bodaj największe zagrożenie.

Najnowsze