-1.5 C
Warszawa
poniedziałek, 8 marca 2021

Plandemia

Koniecznie przeczytaj

COVID-19 to broń biologiczna, taka teoria zyskuje coraz więcej zwolenników.

„Japoński profesor dr Tasuku Honjo wywołał dziś sensację w mediach, mówiąc, że COVID-19 został celowo stworzony przez człowieka. Gdyby bowiem był naturalny, to nie działałby tak samo na całym świecie. Ponieważ temperatura jest w każdym miejscu inna, gdyby wirus był naturalny, rozprzestrzeniałby się tylko w krajach o tej samej temperaturze co Chiny. Zamiast tego rozprzestrzenia się tak samo w Szwajcarii, jak i na obszarach pustynnych. Gdyby był pochodzenia naturalnego, to rozprzestrzeniłby się w zimnych miejscach, ale ginąłby w gorących. Przeprowadzałem przez 40 lat badania nad zwierzętami i wirusami. Ten koronawirus nie jest naturalny. Jest to celowo i świadomie wyprodukowany wirus i jest całkowicie sztuczny. Przez cztery lata pracowałem w laboratorium Wuhan w Chinach. Znam cały personel tego laboratorium. Zadzwoniłem do nich wszystkich po wybuchu epidemii. Niestety ich telefony nie działają od miesięcy i prawdopodobnie te osoby już nie żyją. Na podstawie całej mojej dotychczasowej wiedzy naukowej i niezliczonych badań mogę stanowczo stwierdzić, że korownawirus nie jest naturalny. Nie pochodzi też od nietoperzy. To manipulacja Chin. Jeśli to, co dziś mówię, okaże się fałszywe teraz, a nawet po mojej śmierci, to proszę zabrać mi nagrodę Nobla. Chiny kłamią i ta prawda kiedyś zostanie ujawniona i udowodniona” – te słowa w kilka dni obiegły cały świat, w tym Polskę.
Szybko jednak okazało się, że był to klasyczny fake news. Profesor Honjo bowiem nie oskarżył Chin o stworzenie koronawirusa. Polska wersja jego rzekomego tekstu, mimo że przetłumaczona fatalnie translatorem, szybko obiegła Internet. Nie oznacza to jednak, że problem pochodzenia wirusa jest definitywnie rozwiązany. Wiele poszlak wskazuje, że mamy do czynienia z bronią biologiczną. Jeden kraj bowiem zdecydowanie lepiej niż inne poradził sobie z pandemią koronawirusa. To Chiny. Dzięki COVID-19 chińska gospodarka, którą ominęła recesja związana z pandemią, bardzo dużo zyskała. Najwięcej stracił zaś główny rywal Chin o przywództwo w świecie – USA. Niezależnie od tego, jakie naprawdę jest pochodzenie koronawirusa, jedno jest pewne. Wywołał on śmiertelną epidemię, ale nie wirusa bynajmniej, tylko strachu. Całe społeczeństwo po prostu zwariowały.
Kusząca broń
To brednie! – tak skomentował ambasador Chin w USA Cui Tiankai informacje o tym, że nowy koronawirus jest bronią biologiczną, która wydostała się z laboratorium. Chińczycy jako źródło wirusa wskazują zwierzęta, nie potrafią jednak doprecyzować jakie. Informacje o sztucznym pochodzeniu wirusa pojawiają się od samego początku. Nie bez powodu. Miejscem wybuchu epidemii jest chińska miejscowość Wuhan, w której znajduje się Krajowe Laboratorium Bezpieczeństwa Biologicznego. Od 2017 r. są tam badane i opracowywane najgroźniejsze wirusy na świecie. Fakt, iż Chińczycy dementują takie plotki, jest zrozumiały. Na dziś pochodzenie koronawirusa nie jest jednak tak oczywiste, jakby tego chcieli.
W dzisiejszym wyścigu zbrojeń broń biologiczna, mimo że formalnie zakazana, znajduje się w czołówce arsenałów, w które się inwestuje. Konflikt pomiędzy światowymi mocarstwami od lat nie przechodzi z zimnej fazy w gorącą, bo wiadomo, że wojny nuklearnej nikt nie może wygrać (przegrani będą wszyscy). Jednak koncepcja ataku biologicznego na przeciwnika, przy jednoczesnym pełnym (lub znacznym) bezpieczeństwie własnej populacji, jest zbyt kusząca, aby ją zarzucono.
Epidemia strachu
Epidemia koronawirusa, chociaż jeszcze się nie skończyła, to wiadomo już, że będzie jednym z najważniejszych wydarzeń w historii XXI w. O ile większość epidemii w ostatnich 30 latach atakowała głównie słabo rozwinięte i ubogie kraje, tym razem największe straty ponoszą najbogatsi. Na całym świecie upadają miliony firm, a dziesiątki milionów ludzi traci pracę. Społeczeństwa Zachodu, które nastawione były od dekad na bezpieczną konsumpcję coraz to nowych dóbr, zetknęły się z zagrożeniem, na które na razie nie znaleziono odpowiedzi. Znacznie większą bowiem i dotkliwszą epidemią niż koronawirus jest epidemia strachu. Już doszło do rozpoczęcia przekształceń gospodarczych. Rosną nowe fortuny i upadają stare, a to dopiero początek. Do zmian gospodarczych dojdą również społeczne i polityczne. Na całym świecie rządy wykorzystują epidemię COVID-19 do zwiększania swojej władzy. Dla wolności ludzi i ich praw ta epidemia jest tym samym, czym były zamachy 11 września 2001 r. w Nowym Jorku. Ogłoszona wówczas wojna z terroryzmem nie została przez dwie dekady wygrana. Ktoś ją jednak przegrał: wszyscy ci ludzie, którzy uważają, że rządy nie mają prawa inwigilować prewencyjnie obywateli, odzierać ich z prawa do prywatności w imię obrony przed zagrożeniem. Teraz, pod pretekstem ochrony walki z koronawirusem, na całym prawie rozwiniętym świecie przetestowano coś w rodzaju stanu wojennego. „Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie” – komentował lord John Acton (1834-1902), jeden z bardziej znanych brytyjskich historyków i filozofów. Epidemia koronawirusa zmieni nasze życie bardziej niż dwie wojny światowe w XX w. Nie będzie powrotu do świata, który znaliśmy i lubiliśmy. A to, jaki świat powstanie, będzie przedmiotem zmagań w następnych latach.
Groźny dla wybranych
Najbardziej podstępną rzeczą w koronawirusie jest to, że w gruncie rzeczy jest niezbyt groźny dla większości populacji. Ponad 80 proc. tych, którzy zachorowali, przechodzi go lżej niż zwykłą grypę. Problem mają osoby, które przekroczyły 70. lat i te, które cierpią na przewlekłe choroby. Kłopoty mają też nadużywający narkotyków, szczególnie wziewnych, czyli aplikowanych np. do nosa. W tych grupach śmiertelność po zachorowania sięga od 8 proc. (dla tych, którzy skończyli 70. lat) do ponad 20 proc. w grupie 80-latków). Generalnie im ludzie starsi i bardziej schorowani, tym bardziej zagrożeni są koronawirusem. Wciąż to jednak wirus, który nie zagraża w żaden sposób istnieniu gatunku ludzkiego. Skąd więc wybuch takiej paniki?
Przecież mało kto rejestruje, że w Polsce rocznie na grypę i powikłania z nią związane umiera ok. 4 tys. osób. Groźne powikłania po tej chorobie potrafią z ludzi zrobić niepełnosprawnych (np. powodując chroniczne choroby serca). Do grypy się jednak przyzwyczailiśmy. Podobnie jak do wypadków samochodowych. W ich wyniku, a także powikłań po nich, w Polsce umiera ponad 5 tys. osób rocznie. Zazwyczaj są to ludzie młodzi (niedoświadczeni kierowcy powodują więcej wypadków) lub w sile wieku. Mimo to nikt nie postuluje, abyśmy zakazali transportu samochodowego, by uratować ich życie. Społeczeństwa zaakceptowały bowiem, że ceną za wygodny i szybki transport są śmierci ponoszone w wypadkach.
Na skutek blokady gospodarki i odcięcia dostępu do służby zdrowia zmarło w Polsce ponad dwa razy więcej osób (70 tys.) niż na samego koronawirusa. „Lekarstwo” więc, dosłownie, okazało się gorsze niż choroba. Mimo że te wyniki są znane, rząd cały czasu utrzymuje zamknięcie gospodarki, odwołując się do dowodu słuszności: bo inne państwa też mają zamknięte gospodarki. Furorę robi w Internecie film ze spaceru po Sztokholmie, mieście gdzie gospodarka działa normalnie, a ludzie nie noszą maseczek. Satyryczny podpis pod filmem głosi: tylko dla widzów o mocnych nerwach z uwagi na liczbę zwłok walających się po ulicach.
COVID-19 w pierwszym rzędzie aktywował nie tyleż śmiertelne zagrożenie dla cywilizacji, ale epidemię strachu przed nieznanym zagrożeniem. Epidemia koronawirusa i towarzysząca jej epidemia przestraszonych ludzi, to jedna z największych bolączek XXI w. Przez ponad sto ostatnich lat rosnące bogactwo, dostęp do wiedzy i emancypacja całych społeczeństw doprowadziły do sytuacji, w które wiara przestała być centralnym punktem w życiu ludzi. Jej miejsce zajęło przekonanie o wiecznie trwającym wzroście gospodarczym i konsumpcja coraz to nowych dóbr. Śmierć, która jeszcze 100 lat temu była naturalnym towarzyszem człowieka, została niemal wyparta z życia. Najlepszym przykładem są tutaj np. procedury pogrzebowe nakazujące natychmiastowe pozbywanie się zwłok zmarłych z domu. Jeszcze 100 lat temu zmarli najczęściej wożeni byli na cmentarz ze swoich domów. Śmierć nie sprzyja konsumpcji, zatem stała się tematem tabu. Najpopularniejsze produkty współczesnej popkultury filmowej i książkowej nie zajmują się śmiercią, a happy end, czyli szczęśliwe zakończenie jest niemal obowiązkową częścią każdego kasowego hitu. Ludzie szczęśliwi i spokojni bowiem, to ludzie zajmujący się wydawaniem pieniędzy.
W wyniku epidemii koronawirusa świat strasznie przyśpieszył. Ludzie żyjący w bogatych społeczeństwa Zachodu muszą sobie uświadomić, że to od ich determinacji i działania będzie zależało, czy i ile uratujemy z wcześniej posiadanych praw i wolności. Jeżeli społeczeństwa poddadzą się dyktaturze strachu, to świat po koronawirusie może stać się bardzo przykrym i niebezpiecznym miejscem.

Najnowsze