-1.5 C
Warszawa
poniedziałek, 8 marca 2021

Robin Hood czy szeryf z Nottingham?

Koniecznie przeczytaj

Przy okazji afery związanej z akcjami spółki Gamestop najbardziej popularna na świecie platforma tradingowa dla klientów detalicznych obnażyła swoje prawdziwe oblicze, które mocno kontrastuje z postacią słynnego obrońcy biednych przeciwko nadużyciom potężnych.

Założona osiem lat temu przez Vladimira Tenevę i Baiju Bhattę firma Robinhood, przez bardzo długi czas uchodziła za jedną z tych, które zrewolucjonizują swoją branżę dokładnie tak samo, jak Uber przemienił rynek transportu miejskiego. Wszystko od początku składało się na typową historię zawrotnego sukcesu, o którym marzą miliony osób na całym świecie: niewielki startup z Palo Alto w Dolinie Krzemowej znajduje wyrazistą formułę prowadzenia biznesu, przyciąga znanych inwestorów (a nawet celebrytów, gdyż w Robinhooda zainwestowali choćby raper Snoop Dogg i aktor Jared Leto) i w ekspresowym tempie podbija całą branżę w blasku kamer.
Przepis na sukces
Jeszcze niedawno wydawało się, że Tenev i Bhatt opracowali formułę zapewniającą im gwarantowany sukces na lata, gdyż ich firma oferowała niewiarygodną wręcz politykę niepobierania żadnych opłat od transakcji. Oczywiście, nie oznacza to wcale, że Hood oferował swoje usługi za darmo, gdyż opłaty ściągał od użytkowników korzystających z bardziej rozbudowanych wersji serwisu. Brak jakichkolwiek prowizji zadziałał jednak jako hasło reklamowe o potężnej mocy oddziaływania i w ciągu zaledwie kilku lat Robinhood przyciągnął rzeszę 13 mln użytkowników na całym świecie.
Należy wyraźnie zaznaczyć, że popularny serwis tradingowy nie był oczywiście jedynym, który skorzystał na giełdowej hossie. Podobne firmy biją wciąż prawdziwe rekordy popularności na całym świecie. Ogromny wpływ na to miał oczywiście rozwój technologii informatycznych, za których sprawą skomplikowane programy skomunikowane bezpośrednio z giełdowymi parkietami są dostępne na każdym urządzeniu mobilnym. Choć koronawirus sprawił, że światowa gospodarka przeżywa ogromne zawirowania, a na całym świecie wzrosło bezrobocie, miliony osób zwróciło się ku giełdzie, na której Big Tech i inne spółki zajmujące się nowoczesnymi technologiami biją wciąż kolejne rekordy. Granie na akcjach wciąż rosnącej Tesli czy Amazona staje się okazją, której nie chcą przegapić nawet osoby niemające większego pojęcia o świecie finansów.
W przypadku Robinhooda od dawna zwracano uwagę na to, że przyciąga on przede wszystkim tzw. millenialsów, a średnia wieku użytkowników wynosi 26 lat. Uproszczony schemat prezentacji danych trafiał do niedoświadczonych osób, którym wydawało się, że wystarczą w gruncie rzeczy bazowe informacje. W warunkach ciągłej hossy czujność jest zresztą na ogół bardzo uśpiona. Profesjonalni traderzy posługują się najczęściej zestawem nawet kilkunastu monitorów i są wspomagani pracą całych zespołów analitycznych, lecz Robinhood i pokrewne mu platformy uprościły inwestowanie do poziomu gry na smartfonie.
Na korzyść wielkich
Od początku mało kto spośród klientów zdawał sobie sprawę z tego, że firma założona przez Vladimira Tenevę i Baiju Bhattę swoją działalność podporządkowała nie tyle milionom millenialsów, co wielkim funduszom i korporacjom, które zainwestowały w Robinhooda potężne pieniądze (jednym z inwestorów był choćby fundusz inwestycyjny firmy Alhpabet). Istnieje dziś wiele powodów, aby sądzić, że firma ta od początku służyła głównie do tego, aby sprzedawać wielkim funduszom dane dotyczące transakcji zlecanych przez miliony drobnych użytkowników i w ten sposób umożliwić wyprzedzające działania na giełdzie. Innymi słowy, podmiot z Doliny Krzemowej zarabiał (lub dawał zarabiać) na swoich klientach w sposób najbardziej perfidny z możliwych.
Przy okazji batalii o wycenę akcji spółki Gamestop Robin Hood całkowicie zdarł już maskę i w krytycznych godzinach pospiesznie zablokował swoim użytkownikom możliwość grania na kilkunastu najbardziej wrażliwych instrumentach. Jako oficjalną przyczynę podjęcia takiego kroku władze firmy podały konieczność uzupełnienia obowiązkowych rezerw kapitałowych swojej działalności w sytuacji, gdy klienci dokonywali rekordowej liczby transakcji. W te zapewnienia mało kto jednak wierzył. W szczególności, że wydało się, iż Robin Hood jest bardzo ściśle powiązany kapitałowo z funduszem Melvin Capital, który był jednym z głównych podmiotów stosujących wobec akcji Gamestopu tzw. krótką sprzedaż (czyli grę na spadek). Zbiorowy szturm drobnych inwestorów z portalu Reddit przyczyniał się do wzrostu notowań, co z kolei generowało ogromne straty po stronie Melvina. Ważąc interesy swoich młodocianych klientów i potężnego funduszu, Robinhood nie namyślał się długo i pospiesznie ukrócił zapędy inwestorskiego planktonu.
W reakcji na to rozwścieczeni klienci pospiesznie zaczęli wystawiać Robin Hoodowi najgorszą możliwą, jednogwiazdkową ocenę w serwisie Google. Ciesząca się dotąd raczej pozytywnymi opiniami platforma dosłownie z godziny na godzinę zyskała fatalną ocenę oscylującą wokół półtorej gwiazdki. Z pomocą przyszedł wówczas sam Google, który pospiesznie usunął ponad 100 tys. negatywnych ocen, lecz ostateczne zwycięstwo należało do użytkowników, którzy i tak doprowadzili do drastycznego spadku oceny firmy i do dziś pozostaje ona na kompromitująco niskim poziomie.
Zagrożone interesy
Absolutnie znamienne jest to, że w kryzysowym momencie Robinhooda wsparli potężni inwestorzy, którzy momentalnie wyasygnowali na jego potrzeby 1 mld dolarów. Pokazało to, że platforma tradingowa służy tak naprawdę bardziej interesom wielkich graczy, niż drobnych ciułaczy. Gdyby Robinhood faktycznie walczył o swoich klientów i ich pozycję na rynku, nie zamykałby przecież możliwości dalszego inwestowania, lecz z radością poszukałby dodatkowego kapitału, aby umożliwić jeszcze większe obroty oferowanych przez siebie transakcji.
Stało się jednak zupełnie odwrotnie, co rzuca się szerokim cieniem na całej spółce, która w gruncie rzeczy skompromitowała się bez reszty. Bardzo odważny model biznesowy polegający na oferowaniu zerowych prowizji okazuje się być tak naprawdę fasadą, za którą kryje się wspieranie potężnych środowisk.
Zawiedzeni postawą Robin Hooda drobni inwestorzy już dziś szukają dla siebie nowych serwisów i platform, które nie zawiodą ich w kryzysowym momencie. Zasadne wydaje się jednak pytanie, czy w środowisku giełdowym takie enklawy w ogóle istnieją? Teoretycznie współczesną giełdę przedstawia się jako prawdziwą „świątynię” kapitalizmu, w której każdy może odnieść sukces. Jak pokazał jednak casus Gamestopu, rynek ten jest ściśle reglamentowany i w razie próby naruszenia ustalonego porządku dziobania następuje gwałtowna i zdecydowana reakcja ze strony tych, których interesy są zagrożone.
W tym kontekście najbardziej przewrotne jest to, że firma, która swoją nazwą wyraźnie szukała nawiązania do archetypu obrońcy uciśnionych, stała się wyrazicielem interesów finansowego establishmentu. Jej działania o wiele bardziej przypominają bowiem to, co w słynnej legendzie czynił szeryf z Nottingham, który pozornie stojąc na straży porządku dopuszczał się regularnie rozbojów i przemocy. Ostatnie tygodnie stanowiły dla współczesnego Robin Hooda prawdziwą rewolucję, po której już się nie podniesie. Vladimira Teneva czekają przesłuchania przed senacką komisją, które nie wyrządzą mu większej krzywdy. Prawdziwy kłopot to dla niego całkowita kompromitacja przed milionami klientów, którzy już nigdy więcej mu nie zaufają.

Najnowsze

Nowa Rewolucja Francuska

Lockdown nie ma sensu

Plandemia