1.5 C
Warszawa
poniedziałek, 25 października 2021

Stracone pokolenie, czyli młodzi bez pracy, pieniędzy i perspektyw

Koniecznie przeczytaj

Koniec krypciochy w internecie?

Niemcy chcą polskich eurofunduszy

Ratunek we francuskim atomie?

Epidemia pogłębiła dramatyczną sytuację młodzieży na świecie, szczególnie odbijając się na młodych Europejczykach. Kryzys jest tak dotkliwy, że eksperci odnotowują tektoniczne wstrząsy w świadomości „straconego pokolenia”. Czy Unia ma plan, jak zapobiec młodzieżowemu buntowi?

-Przestaliśmy się liczyć – powiedzieli Deutsche Welle absolwenci uniwersytetów, dlatego niemiecka rozgłośnia nazywa młodzież straconym pokoleniem Europy.

Pokolenie skazane na klęskę?

Na dowód opisuje historię 24-latka z dyplomem barcelońskiej politechniki. Jordi Battlo twierdzi, że odmowy stały się wręcz rutyną dnia codziennego dla osób takich jak on, które starają się o pracę w UE.

– Brak pozytywnej reakcji firm, w których złożyłem CV, sprawia, że czuję się niepotrzebny, a mój dotychczasowy wysiłek życiowy nieważny –  zwierzył się absolwent wydziału inżynierii przemysłowej.

Kwietniowe dane Eurostatu wydają się potwierdzać diagnozę. Hiszpania jest unijnym liderem bezrobocia w kategorii wiekowej 18-24 lata. Socjalistyczny premier Pedro Sanchez przyznał, że sytuacja w tym segmencie rynku jest niedopuszczalna, a Hiszpania przoduje pod tym względem na kontynencie.

Ogólna stopa bezrobocia na Półwyspie Pirenejskim sięga 16,4 proc., jednak wśród pracowników w wieku do 35 lat wynosi aż 40,9 proc. W liczbach rzeczywistych oznacza to, że na 3,6 mln Hiszpanów bez pracy, 625 tys. stanowią osoby poniżej 25 roku życia.

Dramatyczne jest również tempo pokoleniowej degradacji. Tylko w jeden miesiąc liczba młodych osób bez pracy wzrosła o 30 tys. W całym 2020 r. wskaźnik podniósł się
o 187 tys. bezrobotnych.

Można jednak powiedzieć, że położenie młodzieży jest dramatyczne w całej UE. Co prawda europejska średnia osób bez pracy wyniosła w kwietniu 7,5 proc., lecz wśród młodej generacji była ponad dwukrotnie wyższa, osiągając poziom 17 proc.

Dlatego już w ubiegłym roku Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ostrzegła, że młodym ludziom w Europie grozi już nie życiowy kryzys, tylko zapaść. 2020 r. charakteryzował się zarówno blokadą zatrudnienia, jak i pospiesznymi, masowymi zwolnieniami.

Trend potwierdza statystyka najsilniejszej gospodarki Unii. Według niemieckich pracodawców liczba aplikacji wzrasta w oszałamiającym tempie, natomiast ofert nie przybywa. Na przykład firma konsultingowa Deloitte Germany dostała o 42 proc. więcej podań o pracę niż jesienią 2020 r.

Oczywiście problemy młodego pokolenia mają wymiar globalny. 1,7 bln dolarów, na tyle eksperci Banku Światowego szacują koszty „wejścia w dorosłość doby pandemii”. Chodzi zarówno o kwoty przeznaczone na opiekę medyczną, jak i efekty uboczne zdalnej lub przerwanej edukacji, a przede wszystkim likwidację czarnej dziury rynku pracy. Jednak problem jest głębszy niż tylko skutki ekonomiczne.

– Koronawirus wpływa nie tylko na zdrowie fizyczne, co jest widoczne szczególnie w przypadku starszego pokolenia, ale przede wszystkim prowadzi do tego, że na świecie rośnie nowa generacja źle przystosowana do skomplikowanej rzeczywistości.

Taką opinię wyrazili eksperci WHO oraz Międzynarodowej Organizacji Pracy, dodając, że młodzież cechuje brak wiary w siebie i w perspektywy życiowe. Pokolenie wchodzące w dorosłe życie jest pozbawione zdolności adaptacyjnych umożliwiających podjęcie pracy.

I nic dziwnego, zważywszy na dane UNICEF, zgodnie z którymi 280 mln dzieci i nastolatków musiało przerwać edukację z powodu epidemii. 100 mln z nich nie nauczy się w ogóle czytać i pisać, starając się o pracę jako analfabeci. Wbrew pozorom problem nie dotyka jedynie Trzeciego Świata.

Dane niemieckiego związku zawodowego nauczycieli mówią o podwojeniu liczby uczniów, którzy z powodu epidemii przerwali udział w zajęciach. Tylko w szkołach średnich do matury przystąpi ok. 20 proc. abiturientów mniej niż w latach 2019-2020 r.

W lutym tego roku bunt podnieśli francuscy studenci. Na wiadomość, że z powodu trzeciej fali koronawirusa nie powrócą do auli wykładowych, samorząd wezwał do masowego wyjścia na ulice. Nie chodziło jednak wyłącznie o problemy finansowe wywołane lockdownem, choć przeważająca większość studentów łączy naukę z pracą i pozostaje na własnym utrzymaniu.

Problemem jest jakość przyswajanej zdalnie wiedzy, co wynika tyleż z braku motywacji, co fatalnej organizacji zajęć akademickich online. Gdzie jak gdzie, ale w UE, a szczególnie we Francji, wykłady i ćwiczenia powinny stać na wysokim poziomie.

„Ależ nie” – w wywiadzie dla „Le Figaro” zaprzeczyli słuchacze chluby Francji, paryskiej Sorbony. Profesorowie gubią się w wirtualnej rzeczywistości.

Lub, jak przyznała studentka genetyki z Amiens: – Walimy głową w mur, bo wykładowca, który nie ma pojęcia, jak zrobić prezentację, maże kredą po czarnej tablicy, a my nic nie widzimy.

– Nabrałam fatalnych nawyków słuchania wykładów na leżąco, a na zdalnym kolokwium pasuję po kilku pytaniach, ponieważ mam trudności z koncentracją – dodaje. 

W związku z takimi warunkami, jak twierdzą francuskie media, aż 10 proc. studentów deklaruje, że przerwie rozpoczęte studia. A jeśli dodać do tego zatrważające dane na temat zdrowia psychicznego?

Z sondażu Europejskiego Forum Młodzieży wynika, że ponad 50 proc. ankietowanych odczuwa pogorszenie samopoczucia, które objawia się lękami o przyszłości, a nawet depresją.

Nic dziwnego, że centroprawicowy „Le Figaro” krytykuje Emmanuela Macrona. Zamiast przeznaczyć więcej środków na dofinansowanie edukacji, prezydent obiecał uczniom i studentom tanie obiady. Nie bez powodu zatem ekonomiści biją na alarm, wskazując długofalowe, negatywne konsekwencje pandemii na rynku pracy.

Jak twierdzi MOP, z powodu braku wykształcenia aż 35 proc. osób w wieku 16-25 lat wykonuje najprostsze, a więc najsłabiej opłacane czynności zawodowe.

Zgodnie z szacunkami agendy ONZ sytuacja jest gorsza niż podczas globalnego kryzysu finansowego lat 2008-2009. Wówczas na całym świecie nie uczyło się i nie pracowało 13,6 proc. młodzieżowej populacji, czyli ok. 267 mln osób. Natomiast jeśli chodzi o Europę, koronawirus uderzył w młode pokolenie dziesięciokrotnie silniej niż dekadę wcześniej.

Konflikt ojców i dzieci?

Wbrew rozpowszechnionej opinii podczas pandemii młodzież cierpi nie tylko, a raczej nie przede wszystkim, z powodu braku imprez, ale też na tle obaw o własną przyszłość.

To, co było przyczyną zimowego buntu francuskich studentów, potwierdzają badania socjologiczne. Przykładem są Niemcy, które podczas trzeciej fali poddały krytyce młodzież, jakoby nieprzestrzegającą zasad izolacji w pędzie ku rozrywkom.

Media, nie tylko zresztą niemieckie, publikowały reporterskie fotografie młodych ludzi zbierających się na nielegalnych eventach ulicznych. Politycy rzucili natychmiast młode pokolenie na żer opinii publicznej, wskazując winnych masowych zakażeń.

Tematu nie przemilczała Angela Merkel, wzywając młodzież do umiaru i przestrzegania ograniczeń. Tymczasem młodych ludzi wcale nie trzeba namawiać do poświęceń ani tym bardziej odpowiedzialnego zachowania.

Jak potwierdziły badania YouGove, 86 proc. grupy wiekowej 16-24 lat w pełni podporządkowało się epidemicznej dyscyplinie. Tylko 20 proc. ankietowanych uznało środki ostrożności za przesadzone.

Ten sam sondaż wykazał 26-procentowy wzrost pesymizmu młodych respondentów. Jego przyczyną były w kolejności: blokada edukacyjnych i zawodowych kontaktów społecznych oraz lęk o stan finansów.

Dopiero na trzecim miejscu uplasowała się zerowa oferta rozrywkowa, za którą jednak znalazły się słabe możliwości samorealizacji wywołane zdalną pracą. Jednak 76 proc. badanych uznało za wartość nadrzędną ochronę własnego zdrowia, jak również pomoc ofiarom pandemii.

Pesymizm pokolenia wchodzącego w dorosłość stał się domeną ogólnoeuropejską. Młodzi Włosi zarzucają rządowi porzucenie i odmowę wsparcia w celu pokonania skutków pandemii.

– Włochy są mocno opóźnione, jeśli chodzi o inwestycje w młodzież – twierdzi portal Euronews, który szacuje tamtejsze bezrobocie na 30 proc.

Z kolei Szkoła Biznesu w Madrycie ostrzega, że mimo rozpoczynającego się ożywienia gospodarczego unijny rynek pracy nie wchłonie tysięcy bezrobotnych do 29 roku życia. Hiszpańscy eksperci jako przykład podają swój kraj, w którym największą bolączką jest tymczasowość zatrudnienia. Ponad połowa młodych ludzi, w tym z wyższym wykształceniem, pracuje na umowach czasowych. Ponadto obecny system edukacji jest zbyt ułomny, aby elastycznie przygotować absolwentów szkół różnych szczebli do zmieniających się potrzeb firm.

Jakich? Na przykład pracy zdalnej. Według firmy konsultingowej Knight Frank bowiem 35 proc. światowych korporacji do 2023 r. zredukuje powierzchnie biurowe o jedną trzecią lub nawet więcej, gdyż 60 proc. firm uznało pracę online za efektywne, a więc pozytywne doświadczenie na przyszłość.

Z kolei międzynarodowa organizacja humanitarna Oxfam z siedzibą w Wielkiej Brytanii wskazuje na inną przeszkodę blokującą młodym drabinę społecznego awansu. Każdego roku na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos organizacja przedstawia badania na temat rosnących globalnych nierówności. Tegoroczny raport mówi wprost o wirusie biedy.

– Podczas gdy tysiąc najbogatszych ludzi świata odrobiło koronawirusowe straty lub wręcz pomnożyło majątek zaledwie w 9 miesięcy, najbiedniejszym przezwyciężenie ekonomicznych konsekwencji pandemii zajmie dekadę – komentuje Oxfam.

Szczególnie niepokoją wnioski dotyczące europejskiej młodzieży. – Podwójnie rozbite pokolenie dorasta w epoce straconych szans – głosi dokument. Co więcej, wskazuje, że przegrani pandemii, a zwłaszcza młodzież, tracą zaufanie do obecnych instytucji gospodarczych i politycznych.

Oxfam pyta zatem, dlaczego gros pomocy epidemicznej jest skierowana do innych grup wiekowych, gdy to młodzież jest przyszłością UE? Słowem: pandemia zaostrzyła konflikt ojców i dzieci w skali globalnej, ale ze szczególną wyrazistością w starzejącej się Europie.

Według 300 ankietowanych ekonomistów świadczą o tym nie tylko programy pomocowe, procedury biurokratyczne i priorytety narodowych lockdownów, ale także wiekowy przekrój elit władzy.

Prezydent USA Joe Biden ma 77 lat. Przywódca Chin Xi Jinping liczy sobie 66 wiosen. Angela Merkel jest tylko o rok młodsza. To liderzy wychowani w kanonach zimnej wojny, którzy nie potrafią zmierzyć się z wyzwaniami współczesności, w tym problemami młodego pokolenia.

Tymczasem demografia jest nieubłagana. Za 10 lat od dzisiejszych maturzystów oraz studentów będzie zależał stan gospodarki, a więc dobrobyt UE. Jeśli Europa nie zainwestuje dziś w kolejną generację, jak wówczas będzie wyglądała zasobność budżetowych środków emerytalnych i funduszy zdrowotnych? Tymczasem liberalne elity nie dostrzegają ani młodzieży, ani jej potrzeb.

Powtórka z 1968 roku?

Z drugiej strony pytanie, czy wybuchnie bunt młodego pokolenia, jest o tyle bezzasadne, że erupcja niezadowolenia już się zaczęła. Epidemiczna marginalizacja potrzeb wyprowadziła na niderlandzkie ulice tysiące młodych ludzi. Doszło do kilkudniowych, zaciętych walk z policją. Z identyczną sytuacją zetknęły się niemiecka, włoska i francuska policja.

Oczywiście, pretekstem są rygory COVID-19, jednak podłoże jest głębsze. Mimo narodowej specyfiki i krajowych odmienności istnieje wspólny mianownik. To brak oferty ze strony rządzących.

Taką potrzebę dostrzegają agendy ONZ i Bank Światowy, które jednym głosem mówią, że bez olbrzymiej pomocy państwowej, młodzież nie podniesie się z pandemicznego ciosu, podcinając globalny rozwój.

Bruksela i stolice zachodniej Europy pozostają jednak ślepe, tymczasem wrzenie narasta. Pandemia stała się jedynie katalizatorem przyspieszającym zmiany w świadomości młodych obywateli UE.

„Młode pokolenie przesuwa się na prawo” – zauważył „Le Figaro” wiosną tego roku. Zgodnie z wynikami sondażu cytowanego przez francuski tygodnik, tylko 26 proc. unijnych respondentów w wieku 18-24 lat przyznaje się do lewicowych poglądów. Ich zdanie podziela jedynie 22 proc. młodych Europejczyków pomiędzy 25 i 34 rokiem życia.

Jak ocenia „Le Figaro”, „to wynik rozczarowania wynikającego z niespełnionych obietnic socjalistów, takich jak bezpieczeństwo, sprawiedliwość społeczna i solidarność”. Co najciekawsze, młodzież chce powrotu do przywództwa autorytetów moralnych, które przedstawią wizję konkretnego porządku, a to czerwona kartka dla brukselskich i narodowych elit.

Czy można jednak mówić o prawicowym zwrocie pod wpływem pandemicznego kryzysu? Z pewnością nieudolność UE w walce z koronawirusem i opieszała akcja szczepień zaowocowały utratą zaufania do rządzących. Choć trzeba dodać, że nieufność budzą nie same wartości europejskie, tylko ich deformacja przez polityków, którzy ponad demokrację stawiają dobrobyt swój i rynków kapitałowych, czyli oligarchii, do której należą.

Już w 2019 r. hiszpański „El Pais” zwrócił uwagę, że w centrum zainteresowania młodzieży, obok transformacji obyczajowej, czyli oczka w głowie Brukseli, stanęły bardziej prozaiczne problemy. Na pierwszym miejscu wyzwanie imigracyjne, na kolejnym zaś owocujące terroryzmem wątpliwe efekty multikulturalizmu.

Rok później 100 merów francuskich miast zwróciło się z dramatycznym apelem do Emmanuela Macrona. Ich zdaniem sytuacja społeczna w kraju stała się tak napięta, że przypominała pole minowe na chwilę przed detonacją.

Francuscy samorządowcy zaproponowali, aby z miliarda euro rządowego funduszu pomocy epidemicznej, do młodzieży trafiło bezpośrednio 100 mln euro i kolejne 120 mln w formie osłony przed bezrobociem.

Włodarze miast zwrócili uwagę na polaryzację młodego pokolenia, której przyczyną jest islamski fundamentalizm dawnych imigrantów i przybyszów nowej fali z lat 2010-2020. Rdzenni Francuzi radykalizują się, ponieważ czują się zagrożeni cywilizacyjną agresją. Imigranci mają za nic europejskie i republikańskie wartości.

Śladem młodych sąsiadów idą Niemcy. Rozczarowani rządami CDU/CSU i SPD przechodzą gremialnie pod sztandary Alternatywy dla Niemiec. Do kwestii politycznych dołączają oczywiście ekonomiczne. Oprócz sprzeciwu wobec imigrantów zabierających miejsca pracy dochodzi paląca kwestia zadłużenia. W efekcie szeroko stosowanej metody: „kup teraz, zapłać potem”, tysiące młodych Niemców wpadły w pułapkę kredytową, przy kompletnej obojętności władz i organów nadzoru finansowego.

Z kolei w kwietniu tego roku włoska młodzież rozpoczęła protest pod hasłem: 1 procent to za mało. Chodzi oczywiście o środki Funduszu Rekonstrukcji Gospodarczej UE, którymi władze planują wesprzeć młodych obywateli. Jednak 3 mld euro to zbyt mało, twierdzą organizatorzy protestu, żądając podwyższenia kwoty do 3 proc. ogólnej sumy przypadającej Rzymowi.

Jak informuje dziennik „El Mundo”, premier Hiszpanii Pedro Sanchez przewiduje utworzenie 800 tys. miejsc pracy w ciągu najbliższych 3 lat, do czego wykorzysta fundusze europejskie. Jednak jak ocenia portal forsal.pl, biorąc pod uwagę ogólną sytuację na rynku zatrudnienia, to bardzo mało, bo tylko 260 tys. miejsc pracy rocznie. Taka liczba nie wystarczy do złagodzenia skutków kryzysu wśród młodzieży.

A jak na tym tle wygląda Polska? Od marca możemy wykazać się najniższą stopą bezrobocia w Unii Europejskiej. Według kwietniowych danych Eurostatu wynosi ona tylko 3,1 proc.

Jednak bezrobocie młodych wzrosło w Polsce z 9,6 proc. do 14,8 proc. To trzeci najszybszy przyrost w całej Unii Europejskiej. Pod tym względem ustępujemy tylko Hiszpanii i Estonii. Oznacza to, że osoby poniżej 25 roku życia są grupą zdecydowanie najbardziej poszkodowaną.

Odzwierciedleniem tendencji socjalnej jest zmiana świadomościowa. Jeśli europejscy rówieśnicy skręcają w prawo, młodzi Polacy zawracają w odwrotnym kierunku. Według CBOS, po raz pierwszy od ponad 20 lat większy odsetek młodzieży w wieku 18-24 lata zadeklarował poglądy lewicowe.

Ośrodek podkreśla, że sympatie lewicowe wyraziło 30 proc. ankietowanych, podczas gdy wartości konserwatywne – 27 proc. uczestników sondażu. Socjologowie zgadzają się jednak z lewicowym zwrotem warunkowo.

Młodzi Polacy nie są anomalią w Unii. Są tak samo rozczarowani perspektywami życiowymi, sytuacją materialną, ale przede wszystkim klasą polityczną. Tak samo pragną powrotu autorytetów moralnych, pełniących funkcję pokoleniowych drogowskazów. Wyraźnie brakuje nam Jana Pawła II.

Wyniki badania CBOS powinny być zatem sygnałem alarmowym dla rządzących, oferta zaś nie powinna ograniczać się do rynku pracy i edukacji, tylko zawierać kompleksowy program polityki wobec generacji wchodzącej w życie.

Jedno jest pewne. W tym zakresie nie możemy polegać wyłącznie na wspólnotowych strategiach Unii Europejskiej. Projekt „Kolejna Generacja” jest w powijakach.

Autor

Poprzedni artykułPoradnik TSL
Następny artykułBrunatna rozgrywka o Turów

Najnowsze

Koniec krypciochy w internecie?

Niemcy chcą polskich eurofunduszy

Ratunek we francuskim atomie?

Raje (nie)utracone

Niezatapialny Kurz