7.9 C
Warszawa
poniedziałek, 18 października 2021

Patodeweloperka w wydaniu chińskim

Koniecznie przeczytaj

Największy chiński deweloper Evergrande Group chwiał się na nogach od wielu miesięcy. Teraz, upadając, może pociągnąć za sobą znaczną część chińskiej gospodarki.

Podstawowa różnica między przestępstwami finansowymi popełnianymi w Stanach Zjednoczonych oraz Chińskiej Republice Ludowej polega na tym, że dopuszczając się ich w pierwszym z krajów, trzeba się liczyć co najwyżej z długotrwałą odsiadką w więzieniu, a w drugim z błyskawicznie wykonaną karą śmierci. Bernard Madoff, bohater głośniej afery finansowej, w której naciągnął na udział w piramidzie finansowej kilkanaście tysięcy osób, został ostatecznie skazany na 150 lat więzienia. Zupełnie inaczej potraktowano Lai Xiaomina, prezesa kontrolowanego przez państwo funduszu Huarong Asset Management, który miał z niego wyprowadzić w ciągu 10 lat ponad 270 mln dolarów. Chiński finansista po błyskawicznym procesie został skazany na karę śmierci, co zresztą nie jest w państwie środka czymś niecodziennym, gdy tylko udowodnione zostanie łapownictwo lub inne malwersacje.

Potentat z Shenzhen

Czy w sprawie Evergrande Group zapadną wkrótce analogiczne wyroki? Tego wykluczyć nie można, lecz jeśli komunistyczne władze faktycznie sięgną po tego typu środki, zdradzą tym samym jedynie własną bezradność. Największy na świecie deweloper nie dopuszczał się bowiem czynów analogicznych do tych, z których zasłynął prezes Huarong. Wręcz przeciwnie, przez długi czas firma z Shenzhen stanowiła wręcz modelowy przykład ogromnego sukcesu chińskiej gospodarki. Evergrande Group prowadziła inwestycje w ponad 280 miastach w całych Chinach i zatrudniała 200 tys. pracowników. Należy do niej 45,8 mln mkw. terenów inwestycyjnych, lecz zakres działalności nie ogranicza się wyłącznie do nieruchomości. Evergrande Group zaczynała jako zwykła firma deweloperska, lecz obecnie jest także aktywna na rynku zdrowotnym, medialnym, motoryzacyjnym i rozrywkowym. Spory pakiet jej akcji nabył kilka lat temu właściciel Alibaby, Jack Ma.

Działalności Evergrande Group, której akcje są notowane na większości liczących się azjatyckich giełd, oprócz blasków towarzyszyły jednak od dłuższego czasu również cienie. Jednym z nich były „miasta-widma”,  jak choćby to przeznaczone dla 60 tys. osób osiedle w Kunming w stanie Yunnan, a zamieszkałe przez zaledwie odsetek tej liczby. Tego typu projektów grupa z Shenzhen zrealizowała niestety znacznie więcej, lecz trwający od wielu lat nieprzerwany boom gospodarczy sprawiał, że inwestorzy i klienci przymykali na wszystko oko.

Kłopoty Evergrande dawało się maskować tak długo, jak firma mogła się swobodnie zadłużać (obecnie długi sięgają już zawrotnej kwoty 89 mld dolarów). Od pewnego czasu jednak jej projekty utkwiły w martwym punkcie, pracownicy przestali otrzymywać pensje, a zarząd nie ma już środków na obsługę wyemitowanych przez spółkę obligacji. I właśnie niemożność spłacenia i obsługi wszystkich finansowych zobowiązań deweloperskiego kolosa stanowi największy powód do zmartwień, gdyż prowadząc działalność na tak ogromną skalę Evergrande Group posiada dziś nieuregulowane należności wobec ponad 170 chińskich banków, nie wspominając o całej armii podwykonawców i firm zależnych.

Powtórka z rozrywki?

Ceny akcji firmy z Shenzhen spadały konsekwentnie już od wielu miesięcy i tylko w obecnym roku zaliczyły spadek aż o 85 proc. Początek obecnego tygodnia przyniósł jedynie pogorszenie sytuacji i sprawił, że na sprawę Evergrande zaczęto patrzeć przez pryzmat zagrożenia, jakie stwarza nie tylko dla całej chińskiej gospodarki, ale i całego świata. I rzeczywiście, obaw co do powtórki z 2008 r. nie brakuje, gdyż chiński megadeweloper przyciągał od dłuższego czasu ogromne zasoby kapitałowe, ponieważ wszyscy zakładali, że niepowstrzymany marsz państwa środka ku gospodarczej dominacji nie napotka żadnych większych ograniczeń. Spodziewano się wręcz, że szybciej potknąć mogą się Stany Zjednoczone, które ogarnięte pandemią, ulicznymi protestami i politycznym niepokojem są na prostej drodze do wielkiego kolapsu. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się jednak, że finansowe tąpnięcie szybciej nastąpi jednak na kontynencie azjatyckim.

Dług Evergrande Group jest najwyższy wśród wszystkich firm z branży nieruchomości na całym świecie, a jego większość musi zostać spłacona do końca roku. Czy zatem chińskie władze uratują tonącego giganta? Nie jest to wcale pewne, choć konsekwencje wizerunkowe i finansowe przyzwolenia na upadek dewelopera byłyby naprawdę wielkie. Evergrande było firmą, która zbudowała lokum dla milionów Chińczyków, którzy nierzadko wpłacali środki na zakup nieruchomości jeszcze zanim one w ogóle powstały. Firma prowadziła niezwykle agresywną politykę względem konkurencji, oferując znaczne upusty, aby tylko przyciągnąć możliwie jak największą liczbę klientów i ich środki.

Aby sprostać tak forsownemu marszowi w górę, firma założona przez Xu JiaYina pożyczała coraz więcej. Jak zawsze w tego typu przypadkach formuła działalności opierająca się na błyskawicznym wzroście przy stosowaniu promocyjnych cen w pewnym momencie zacina się, gdyż żaden podmiot nie jest w stanie rosnąć w nieskończoność. Wówczas okazuje się, że znaczna część przedsięwzięć realizowanych przez firmę jest zwyczajnie nieopłacalna i następuje brutalna weryfikacja.

Przypadek Evergrande Group to nie żaden wypadek przy pracy, lecz konsekwencja polityki prowadzonej od dłuższego czasu przez Chiny. Od dłuższego czasu zwraca się uwagę na to, że chiński sektor nieruchomości jest zdecydowanie przegrzany, a inwestorzy lokują w niego dużo większe środki niż w amerykański rynek nieruchomości w przed 2008 r. Dla przeciętnego Chińczyka zakup mieszkania czy apartamentu to wciąż najlepsza forma inwestycji, co niestety wywindowało ich ceny do niebotycznych poziomów.

Chińska Republika Długu

Chiński wzrost od dłuższego czasu jest budowany w sporej mierze w oparciu o dług, który uwzględniając zadłużenie sektora prywatnego i gospodarstw domowych na koniec roku sięgnął poziomu 270 proc. PKB. Oficjalnie zadłużenie chińskiego państwa jest dużo niższe i wynosi ok. 60 proc. PKB, lecz chińska specyfika polega na tym, że znaczną część zadłużenia publicznego skrywają rzekomo prywatne instytucje finansowe, banki i firmy. Z tego właśnie powodu sektor prywatny Chin należy do najbardziej zadłużonych na świecie.

W następstwie pojawienia się koronawirusa chiński rząd tak jak większość jego odpowiedników na świecie zdecydowanie poluzował politykę fiskalną. Efekty tego zaczynają być widoczne właśnie teraz. Początkowo mogło się wydawać, że Chiny opanowały rozprzestrzenianie się koronawirusa sprawniej niż pozostałe potęgi i dzięki temu jeszcze bardziej wzmocnią swoją pozycję. Obecnie okazuje się, że Pekin może mieć naprawdę spore problemy.

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych w Chinach obowiązywał faktyczny zakaz nabywania nieruchomości przez osoby prywatne, a wszystkie mieszkania i domy rozdzielało państwo. Evergrande Group był jednym z podmiotów, który na fali wielkich przemian w tym zakresie zrobił oszałamiającą wręcz karierę. Potentat z Shenzhen stał się jednym z symboli nowej epoki, w której we własne lokum może zainwestować nawet zwykły obywatel z prowincji. Czy nadciągające bankructwo firmy sprawi, że teraz Evergrande stanie się symbolem kryzysu? Niemal wszystko zależy teraz do chińskich władz, które wiedzą, że z obecnej sytuacji nie ma tak naprawdę dobrego wyjścia.

Autor

Najnowsze

Zielony kryzys energetyczny

Afera Pfizera

Nowe wejście smoka

Powtórka z ZSRR?

Afganistan: skrzyżowanie bezdroży