|

Pracowniczy bantustan

Na ostatniej prostej reformę PIP zablokował osobiście premier Donald Tusk, który swoim zwyczajem miał „się wściec” i podczas posiedzenia rządu (30 grudnia) zrobił pani minister awanturę, żądając daleko posuniętych korekt w projekcie ustawy.

Piotr Lewandowski

A mogło być tak pięknie… W 2026 r. miały wejść w życie dwie arcyważne reformy – wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) oraz nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Za tę drugą odpowiedzialna była minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która przekonywała, iż projekt przeszedł przez Stały Komitet Rady Ministrów, więc sprawa jest już praktycznie przesądzona. Jak się okazało – jednak nie, ponieważ na ostatniej prostej reformę PIP zablokował osobiście premier Donald Tusk, który swoim zwyczajem miał „się wściec” i podczas posiedzenia rządu (30 grudnia) zrobił pani minister awanturę, żądając daleko posuniętych korekt w projekcie ustawy.

Dlaczego wymieniłem obie reformy (KSeF i PIP) łącznie? Ponieważ właśnie ich połączenie miało dać do ręki inspektorom PIP potężny oręż w walce ze „śmieciówkami”, tj. umowami cywilnoprawnymi (umowa-zlecenie, umowa o dzieło, kontrakty B2B), tam gdzie w istocie zachodziłby stosunek pracy. Przypomnę, iż wg pierwotnych założeń inspektor mógłby decyzją administracyjną zmienić tego typu umowy w umowę o pracę, jeśli stwierdziłby, iż służą one jedynie zakamuflowaniu stosunku pracy – tj. dana osoba wykonuje pracę pod nadzorem pracodawcy, w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, osobiście, w sposób ciągły i charakterystyczny dla zatrudnienia pracowniczego. Ponadto PIP mogłaby dokonywać kontroli zdalnych, bez konieczności osobistej wizyty inspektora w kontrolowanej firmie; miały zostać również zwiększone kary za naruszanie prawa pracy.


🔴 MIESZKANIE PREMIUM NA WŁOCHACH: 10 MIN OD CENTRUM


Właśnie w tym momencie reforma PIP miała się spotkać z wchodzącym dla większości firm od lutego systemem e-faktur. KSeF bowiem miał być kluczowym narzędziem kontrolnym, pozwalającym wykryć obchodzenie prawa pracy. KSeF umożliwi monitorowanie faktur niemal w czasie rzeczywistym, ponadto wszystkie dane Państwowej Inspekcji Pracy, Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych znajdą się w jednym systemie teleinformatycznym, dzięki czemu algorytmy byłyby w stanie praktycznie natychmiast wykryć rozmaite anomalie. W szczególności dotyczyć miało to tzw. fikcyjnego samozatrudnienia w oparciu o kontrakty B2B. Jeżeli system stwierdziłby, iż w danym przypadku zachodzą powtarzające się okoliczności, np. co miesiąc wystawiana jest jedna faktura na tę samą kwotę, całość dochodów pochodzi ze zleceń od jednej firmy, do czego dochodzi brak kosztów prowadzonej działalności – wówczas z dużą dozą prawdopodobieństwa zachodzi stosunek pracy. Miało to pozwolić PIP na precyzyjne namierzanie podmiotów do kontroli i skuteczną walkę z umowami śmieciowymi.

Dlaczego jest to tak istotne? Otóż „uśmieciowienie” polskiego rynku pracy generuje szereg patologicznych skutków, zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Generalnie wśród „samozatrudnionych” na jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) i innych formach umów cywilnoprawnych można wyróżnić dwie kategorie: tych, którzy zostali na nie wypchnięci przymusem ekonomicznym, oraz tych, dla których JDG stanowi formę optymalizacji podatkowej (wysokiej klasy specjaliści czy kadra zarządzająca – tzw. „prezesi na śmieciówkach”). W pierwszym przypadku pracownicy tracą ochronę wynikającą z prawa pracy – chociażby prawo do urlopu czy płatnego zwolnienia lekarskiego. W drugim natomiast traci budżet państwa i system ubezpieczeń społecznych, w tym ZUS i NFZ. To są realne koszty „elastycznego rynku pracy”, które dotykają nas wszystkich. Lata funkcjonowania tego chorego modelu powodują chociażby to, że już teraz zaczynamy mieć problem z osobami wkraczającymi w wiek emerytalny, które będą miały emerytury na minimalnym albo wręcz groszowym poziomie – i to zjawisko będzie się nasilać. Nasza struktura zatrudnienia przypomina kraje Trzeciego Świata i niesie ze sobą podobne konsekwencje. Jeżeli nie chcemy za chwilę mieć społecznej katastrofy, trzeba z tym skończyć już, natychmiast.


Kto był największym przegranym 2025 roku?! I GAC


Druga rzecz: konkurowanie niskimi kosztami pracy hamuje modernizację gospodarki, bo brakuje bodźców do inwestowania w robotyzację czy nowe technologie. Innowacyjność u nas leży, co skutkuje pułapką średniego wzrostu i utknięciem w modelu rozwoju zależnego. Dlatego również z tego punktu widzenia ucywilizowanie rynku pracy staje się palącą koniecznością, bo dotychczasowe podstawy naszego rozwoju są na wyczerpaniu.

Wszystko to zostało teraz zablokowane – ewidentnie pod naciskiem lobby pracodawców, którym zależy na zakonserwowaniu obecnej sytuacji. Tymczasem warto przypomnieć, iż pełne oskładkowanie „śmieciówek” zostało wpisane do KPO jako „kamień milowy” jeszcze za rządu premiera Mateusza Morawieckiego. Obecny rząd wynegocjował zamianę tego punktu na wzmocnienie roli PIP – ale, jak widać, również i to okazało się rozwiązaniem zbyt „radykalnym”. Zamiast reformy rynku pracy pozostaniemy więc pracowniczym bantustanem rodem z epoki „Balcerowicza łupanego”, w której utkwił mentalnie nie tylko nadwiślański świat biznesu, ale i znaczna część naszej klasy politycznej.

Podobne wpisy