Czy czeka nas blokada energetyczna?
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) opublikowała pakiet środków ukierunkowanych na transport, mających na celu zmniejszenie globalnego popytu na ropę naftową w okresach kryzysów podażowych.
Pod koniec marca „The Sunday Guardian” informował, że w mediach społecznościowych coraz częściej pojawia się termin: „blokada energetyczna”. Jest to rzecz jasna związane z blokadą Cieśniny Ormuz, która odcięła około 20 proc. światowych dostaw ropy naftowej. Czym jest blokada energetyczna lub „lockdown energetyczny”? Mówiąc w skrócie, to zarządzanie popytem poprzez racjonowanie paliwa, działania oszczędnościowe i priorytetową dystrybucję paliwa dla transportu artykułów pierwszej potrzeby. Do najważniejszych strategii należą m.in. „dni bez samochodu”, obniżenie ograniczeń prędkości, wprowadzenie pracy zdalnej w celu ograniczenia zużycia energii w biurach i podczas dojazdu do pracy oraz przeniesienie dostaw energii z przemysłu do usług podstawowych, takich jak domy i szpitale. Niektóre kraje, zwłaszcza Filipiny, ogłosiły już stany wyjątkowe w energetyce i wdrożyły przepisy, takie jak czterodniowy tydzień pracy w agencjach rządowych.
Na czym polega dziesięciopunktowy plan Międzynarodowej Agencji Energii?
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) opublikowała pakiet środków ukierunkowanych na transport, mających na celu zmniejszenie globalnego popytu na ropę naftową w okresach kryzysów podażowych. Dostosowanie się do tego planu może zmniejszyć zużycie ropy o 2,7 mln baryłek dziennie, łagodząc presję cenową i zmniejszając potrzebę przymusowego racjonowania.
Ogłoszony plan zmniejszenia zużycia paliwa koncentruje się przede wszystkim na transporcie drogowym, który odpowiada za około 45 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową, ale obejmuje również lotnictwo, gastronomię i przemysł. W zakres pakietu środków oszczędnościowych wchodzą takie zalecenia jak praca zdalna – pozwala to wyeliminować konieczność zużycia ropy naftowej podczas dojazdów do pracy. Inne pomysły to obniżenie ograniczenia prędkości na autostradach o co najmniej 10 km/h, co ma na celu zmniejszyć zużycie paliwa w samochodach osobowych i ciężarowych, oraz promowanie transportu publicznego. Jeszcze inne koncepty są niczym wzięte z rzekomego hasła wielkiego resetu: „nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”. Chodzi o „alternatywny dostęp dla samochodów prywatnych w dużych miastach – rotacja tablic rejestracyjnych zmniejsza korki” oraz o „zwiększenie liczby samochodów współdzielonych i wdrażanie oszczędnej jazdy — większe obłożenie pojazdów zmniejsza zużycie paliwa”. Komunizm w sferze przemieszczania się – na razie.
Poza tym zalecenia MAE mówią o „efektywnej jeździe pojazdami użytkowymi – lepsze praktyki i konserwacja zmniejszają zużycie oleju napędowego”. Jak też o tym, że należy zmniejszyć zużycie LPG w transporcie – „LPG można zachować do gotowania i zaspokajania podstawowych potrzeb”. Należałoby unikać podróży lotniczych, jeśli istnieją alternatywy, a także wypróbować inne „nowoczesne rozwiązania do gotowania” – gotowanie na prądzie zmniejsza konieczność korzystania z gazu LPG, zauważa MAE.
Na pierwszy ogień Azja
Michael Snyder na portalu The Economic Collapse przekazuje niewesołe treści. Według niego to, co dzieje się obecnie w Azji z paliwem, niedługo wtoczy się do Europy. „Azja znajduje się na pierwszej linii frontu konfliktu, kupując ponad 80 proc. ropy naftowej przesyłanej przez Cieśninę Ormuz – ważną arterię, która była w dużej mierze zablokowana od początku konfliktu 28 lutego”. Cytowany przez Snydera The Japan Times pisze: „Rządy w całej Azji przygotowują się na najgorsze scenariusze energetyczne, które mogą obejmować długotrwałe i poważne zakłócenia w dostawach, nawet w tym samym czasie, gdy USA opracowują plan mający na celu zakończenie wojny w Iranie. Korea Południowa weszła w tryb kryzysowy w środę [25 marca]. Filipiny ogłosiły stan wyjątkowy, powołując się na >bezpośrednie zagrożenie krytycznie niskim poziomem dostaw energii<. Japonia dokonuje przeglądu całego swojego łańcucha dostaw produktów ropopochodnych, gdyż wzrasta prawdopodobieństwo niedoborów i skutków ubocznych dla gospodarki”.
Jednocześnie premier Indii Narendra Modi ostrzegł, że wojna może stać się dla kraju źródłem niespotykanych dotąd wyzwań. W Bombaju – mieście liczącym ponad 22 mln mieszkańców – aż jedna piąta wszystkich hoteli i restauracji została całkowicie lub częściowo zamknięta w pierwszych tygodniach marca. W menu brakuje dań, których przygotowanie zajmuje więcej czasu. W całym kraju utworzyły się długie kolejki, ponieważ ludzie próbują zdobyć butle z gazem, mimo że rząd stara się uspokoić obawy przed jego niedoborem.
Na Sri Lance każda środa jest teraz „świętem państwowym”, co jest desperacką próbą oszczędzania paliwa. W Pakistanie szkoły są zamknięte od dwóch tygodni, a kibice krykieta proszeni są o pozostanie w domach i oglądanie meczów w telewizji. Jednocześnie rząd rozważa wprowadzenie limitów zużycia paliwa przez pojazdy. Sytuacja pogarsza się również w Bangladeszu, gdzie na stacjach benzynowych tworzą się długie kolejki, niektóre sięgające nawet kilometra. Wiele zakładów nawozowych zamknięto w celu oszczędzania energii.
Fox Business donosi, że Filipiny stały się pierwszym krajem, który ogłosił stan wyjątkowy w sektorze energetycznym, ostrzegając przed „bezpośrednim niebezpieczeństwem krytycznie niskiego poziomu dostaw energii”. Wyspa importuje 98 proc. ropy naftowej z Zatoki Perskiej.
Wspomniany bloger The Economic Collapse przypomina, że „ta wojna nie trwa nawet miesiąca. Jak więc będą wyglądać sprawy, jeśli ten konflikt potrwa jeszcze przynajmniej kilka miesięcy?”.
CPAC, USA i Polska: co naprawdę się tam wydarzyło? I GAC I KITA
Europa też nie jest bezpieczna
„The Guardian” cytuje Waela Sawana, prezesa Shell, który na konferencji branżowej w Teksasie powiedział, że jeśli dostawy ropy naftowej z Zatoki Perskiej do światowych odbiorców nie powrócą przez kluczowy kanał Ormuz, w ciągu kilku tygodni Europie może grozić niedobór paliw kopalnych: „Azja Południowa odczuła to jako pierwsza. Później Azja Południowo-Wschodnia, Północno-Wschodnia, a następnie w kwietniu kryzys paliwowy w większym stopniu odczuje Europa”. Minister gospodarki Niemiec, Katherina Reiche, na tej samej konferencji branżowej stwierdziła, że niedobory energii mogą wystąpić pod koniec kwietnia lub w maju, jeśli konflikt będzie się przedłużał.
Michael Snyder prognozuje, że jeśli wojna przeciągnie się do lata, wybuchnie ogólnoświatowa panika. Już teraz gwałtowne zakupy spowodowały braki w zaopatrzeniu setek stacji benzynowych w Australii. Rząd federalny zawarł umowę z Singapurem, jednym z największych dostawców rafinowanej ropy naftowej do tego kraju, w celu utrzymania dostaw oleju napędowego i benzyny. Snyder powołuje się na słowa prezesa BlackRock, Larry’ego Finka, cytowane przez The National Pulse, który powiedział, że „przedłużający się konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Islamską Republiką Iranu może doprowadzić do wzrostu ceny ropy do 150 dol. za baryłkę i wpędzić świat w >poważną i głęboką recesję<. Uwagi te pojawiają się w dwudziestym piątym dniu amerykańskich operacji wojskowych przeciwko reżimowi islamistycznemu”. Poza tym Fink zauważył, że „rosnące ceny energii to bardzo regresywny podatek. Bardziej dotyka biednych niż bogatych”. Według prezesa BlackRock „próg 150 dol. za baryłkę to ważna granica, której należy unikać, ponieważ doprowadziłaby ona do >prawdopodobnie głębokiej i gwałtownej recesji<”.
Jednak Snyder uważa, że Fink się myli: „Uważam, że jeśli cena ropy osiągnie 150 dolarów za baryłkę i utrzyma się na tym poziomie, nastąpi globalny kryzys. Chciałbym przesadzać, ale nie przesadzam. Naprawdę weszliśmy w jeden z najbardziej chaotycznych rozdziałów w historii ludzkości, a większość społeczeństwa wciąż nie ma pojęcia, co nas czeka”.
No cóż, my już mamy pojęcie. Tylko co z tego dla nas wynika? Tankowanie pod korek i kanistry z benzyną po dach garażu? Może byłoby to jakieś wyjście. Ale nie dla wszystkich. Nie każdy ma garaż. I tu jest problem.