|

Elektryczna luka w finansowaniu dróg. Kto zapłaci za infrastrukturę przyszłości?

Transformacja motoryzacji postępuje szybciej, niż jeszcze kilka lat temu przewidywali eksperci. W wielu krajach Europy udział samochodów elektrycznych w nowych rejestracjach przekracza już kilkanaście procent, a producenci samochodów zapowiadają stopniowe odchodzenie od napędów spalinowych. Zmiana ta niesie wiele korzyści środowiskowych i technologicznych, ale rodzi również pytania o stabilność systemów finansowania infrastruktury drogowej.

Jednym z mniej nagłaśnianych problemów jest fakt, że właściciele samochodów elektrycznych w praktyce nie uczestniczą w takim samym stopniu jak kierowcy aut spalinowych w finansowaniu budowy i utrzymania dróg. Powstaje więc pytanie, czy obecny model jest sprawiedliwy i czy będzie możliwy do utrzymania w przyszłości.

Wspólna danina ukryta w cenie paliwa

System finansowania dróg został przez lata powiązany z konsumpcją paliw. Oznacza to, że kierowcy korzystający z samochodów spalinowych uczestniczą w kosztach utrzymania infrastruktury poprzez podatki i opłaty zawarte w cenie benzyny oraz oleju napędowego.

W Polsce znaczącą część ceny paliwa stanowią akcyza, opłata paliwowa oraz podatek VAT. Część tych wpływów trafia bezpośrednio do funduszy finansujących budowę, remonty i utrzymanie infrastruktury transportowej. W praktyce oznacza to, że im więcej kierowca jeździ, tym większy jest jego udział w finansowaniu dróg.

Mechanizm ten ma pewną logikę ekonomiczną. Osoby intensywnie korzystające z infrastruktury ponoszą wyższe koszty, ponieważ kupują więcej paliwa.

Elektryki korzystają z dróg tak samo

Pojawienie się samochodów elektrycznych zaburzyło ten model. Kierowca auta elektrycznego nie kupuje benzyny ani oleju napędowego, a więc nie płaci związanych z nimi danin publicznych. Jednocześnie korzysta z tej samej sieci dróg krajowych, wojewódzkich i lokalnych.

Co więcej, wiele pojazdów elektrycznych jest cięższych od swoich spalinowych odpowiedników ze względu na masę akumulatorów trakcyjnych. Oznacza to, że wpływ niektórych modeli na zużycie nawierzchni może być nawet większy niż w przypadku tradycyjnych samochodów osobowych.

Obecnie liczba aut elektrycznych w Polsce jest jeszcze relatywnie niewielka, dlatego skutki finansowe tego zjawiska pozostają ograniczone. Jednak wraz ze wzrostem popularności elektromobilności wpływy z podatków zawartych w cenie paliw będą stopniowo maleć.

To problem, który dostrzegają już administracje publiczne w wielu krajach. Jeżeli za kilkanaście lat znacząca część kierowców przesiądzie się do pojazdów elektrycznych, tradycyjny model finansowania infrastruktury może przestać działać.


Electric vs Petrol Cars: What Will Poles Choose?


Paradoks transformacji energetycznej

Rozwój elektromobilności stawia przed państwem nowe wyzwanie. Im więcej kierowców rezygnuje z samochodów spalinowych, tym mniej pieniędzy wpływa do budżetu z podatków i opłat zawartych w cenie paliw. Obecnie nie jest to jeszcze istotny problem, ponieważ auta elektryczne stanowią niewielką część wszystkich pojazdów poruszających się po drogach.

Sytuacja może jednak zmienić się w najbliższych latach. Liczba samochodów elektrycznych systematycznie rośnie, a wraz z nią będzie malała sprzedaż benzyny i oleju napędowego. Oznacza to niższe wpływy do funduszy, z których finansowane są inwestycje drogowe.

Jednocześnie potrzeby nie znikną. Drogi nadal będą wymagały budowy, remontów i bieżącego utrzymania, niezależnie od tego, czy poruszają się po nich pojazdy spalinowe, czy elektryczne. W efekcie państwo będzie musiało znaleźć nowy sposób finansowania infrastruktury, który uwzględni również użytkowników samochodów elektrycznych.

Czy kierowcy elektryków powinni płacić więcej?

Zwolennicy obecnego systemu wskazują, że samochody elektryczne przynoszą korzyści środowiskowe, ograniczają emisję spalin w miastach oraz zmniejszają zależność od paliw kopalnych. W ich opinii utrzymywanie preferencji podatkowych jest uzasadnione.

Przeciwnicy odpowiadają jednak, że niezależnie od rodzaju napędu każdy użytkownik korzysta z infrastruktury publicznej. Skoro drogi są dobrem wspólnym, wszyscy kierowcy powinni uczestniczyć w kosztach ich utrzymania według podobnych zasad.

W praktyce nie chodzi o karanie właścicieli samochodów elektrycznych, lecz o stworzenie modelu, który będzie sprawiedliwy i trwały finansowo.


Pokolenie X kontra młodzi: kto naprawdę trzyma firmy?


Możliwe kierunki zmian

Jednym z najczęściej dyskutowanych rozwiązań jest wprowadzenie opłat zależnych od liczby przejechanych kilometrów. Takie rozwiązanie funkcjonowałoby podobnie do systemu stosowanego wobec części pojazdów ciężarowych.

Kierowca płaciłby za faktyczne korzystanie z infrastruktury niezależnie od rodzaju napędu. Osoby jeżdżące sporadycznie ponosiłyby niewielkie koszty, natomiast użytkownicy pokonujący dziesiątki tysięcy kilometrów rocznie płaciliby więcej.

Innym rozwiązaniem mogłaby być specjalna opłata infrastrukturalna doliczana do ładowania pojazdów elektrycznych na publicznych stacjach. Mechanizm ten byłby zbliżony do obecnej opłaty paliwowej, choć jego wdrożenie wymagałoby odpowiednich regulacji i systemów rozliczeniowych.

Rozważyć można również roczną opłatę rejestracyjną uzależnioną od masy pojazdu. Takie podejście częściowo uwzględniałoby wpływ samochodu na zużycie infrastruktury drogowej. Właściciele cięższych pojazdów, niezależnie od rodzaju napędu, uczestniczyliby w większym stopniu w finansowaniu systemu.

Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak model mieszany, łączący kilka różnych źródeł finansowania. Dzięki temu obciążenia byłyby bardziej rozproszone, a dochody państwa mniej podatne na zmiany technologiczne.

Potrzebna debata zanim problem urośnie

Dyskusja o finansowaniu infrastruktury drogowej w erze elektromobilności dopiero się rozpoczyna. Dziś problem nie jest jeszcze szczególnie widoczny, ponieważ samochody elektryczne stanowią niewielki odsetek użytkowników dróg w Polsce. Jednak właśnie teraz jest najlepszy moment na przygotowanie nowych rozwiązań.

Kluczowym wyzwaniem najbliższych lat będzie znalezienie równowagi pomiędzy wspieraniem zielonej transformacji a zapewnieniem stabilnych środków na utrzymanie infrastruktury. Ostatecznie bowiem niezależnie od rodzaju napędu wszyscy kierowcy poruszają się po tych samych drogach i wszyscy oczekują, że będą one bezpieczne, nowoczesne i dobrze utrzymane.

Podobne wpisy