|

Chłop potęgą jest i basta!

Nawet osoby, które o rolnictwie nie wiedzą wiele albo zgoła wcale, rozumieją, że wieś to nie tylko zboże, krowy i świeże jajka. To również olbrzymie dziedzictwo kulturowe, które jeśli zostanie zatracone, zuboży Europę w stopniu niewyobrażalnym.

„Der Pragmaticus” to austriacki magazyn o charakterze społeczno-politycznym oraz popularnonaukowym. Jak czytamy na stronie internetowej magazynu, jego celem jest walka z „dziennikarstwem sensacji” na rzecz dogłębnych, bezstronnych analiz i treści wspierających wolny rynek. Aby utrzymać wysoki poziom merytoryczny pismo współpracuje z ekspertami z dziedzin geopolityki, gospodarki oraz nauk ścisłych.

Niedawno na portalu magazynu ukazało się kilka artykułów ekspertów na temat stanu rolnictwa w UE. Czego możemy dowiedzieć się z tych materiałów?

Żaden inny sektor nie jest dla UE tak cenny jak rolnictwo: ostatnio do kieszeni europejskich rolników trafiało prawie 60 miliardów euro rocznie, co stanowiło jedną trzecią całego budżetu UE. Pieniądze mają między innymi zapewnić produkcję wystarczającej ilości żywności, aby wykarmić ludność kontynentu o stosunkowo trudnych warunkach rolniczych – drogiej glebie, kosztownej sile roboczej i surowych przepisach dotyczących ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt. Rolnicy są również niezbędni do zachowania krajobrazu kulturowego. Zwłaszcza z tym ostatnim stwierdzeniem trudno polemizować. Nawet osoby, które o rolnictwie nie wiedzą wiele albo zgoła wcale, rozumieją, że wieś to nie tylko zboże, krowy i świeże jajka. To również olbrzymie dziedzictwo kulturowe, które jeśli zostanie zatracone, zuboży Europę w stopniu niewyobrażalnym.

Niemniej jednak pozostaje pytanie, czytamy w „Der Pragmaticus”, czy miliardy z Brukseli to rozsądna inwestycja. „Dotacje sprawiły, że przedstawiciele niegdyś dumnego zawodu stali się beneficjentami pomocy charytatywnej – ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z uzależnienia finansowego [podk. R.K.]. Wielu rolnikom, pomimo hojnych dopłat, praca nie przynosi już żadnych korzyści, dlatego spadek liczby gospodarstw rolnych nie słabnie. W sektorze narasta ogromna frustracja, czego dowodem są między innymi częste demonstracje i protesty, na które rolnicy często przyjeżdżają ciężkim sprzętem”.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego mimo tak dużych subsydiów gospodarze nie wydają się szczególnie udobruchani? Mnożą się protesty i wielkie manifestacje rolników. W dodatku coraz więcej regionów wiejskich cierpi z powodu wyludnienia, starzenia się społeczeństwa i ubóstwa. „Wielu rolników upatruje przyczyn wszelkiego zła w tym, co postrzegają jako nadmierną gorliwość regulacyjną unijnych biurokratów”, pisze Franz Fischler, austriacki minister rolnictwa, komisarz UE ds. rolnictwa przez dziesięć lat.


From the British Army to Defence Industry Leader: Peter Rafferty on Poland and NATO


Magazyn zwraca też uwagę na to, że mimo spadku liczby gospodarstw produkcja nie maleje. „Rolnicy są dziś o wiele bardziej produktywni niż pięćdziesiąt lat temu. Obecnie jedna krowa daje znacznie więcej mleka, a z metra kwadratowego ziemi ornej otrzymuje się znacznie więcej pszenicy niż przed półwieczem. Coraz mniej rolników produkuje coraz większe ilości towarów w coraz większych gospodarstwach, a mimo znacznych dotacji rządowych, nie osiągają oni rentowności. Jak to możliwe?”

Na powyższe pytania starał się odpowiedzieć Mathias Binswanger, profesor ekonomii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych i Sztuk Pięknych w północno-zachodniej Szwajcarii. W tekście zatytułowanym „Upadek rolnictwa: Utknęliśmy między handlem a polityką”, zamieszczonym na początku lipca w „Der Pragmaticus”, uczony zauważa, że „utrzymanie rolnictwa to świadoma decyzja polityczna, sprzeczna z logiką rynku […] dla wysoko rozwiniętych krajów uprzemysłowionych dalsza uprawa ziemniaków i hodowla krów mlecznych nie ma sensu […] Bardziej rozsądnym ekonomicznie rozwiązaniem byłby tani import produktów rolnych z innych krajów”. Binswanger docenia pracę europejskich rolników, nie mniej realia ekonomiczne są takie, że „Rolnicy w Szwajcarii, Austrii, a nawet w Niemczech mogliby się starać, ile wlezie – nigdy nie byliby w stanie konkurować na rynku globalnym z hodowcami bydła mlecznego w Nowej Zelandii czy hodowcami drobiu w Brazylii. Ostatecznie rolnictwo jest podobne do przemysłu tekstylnego: nawet gdyby europejski przemysł tekstylny stał się znacznie bardziej produktywny, nigdy nie byłby w stanie konkurować z azjatyckimi rywalami. Tylko dzięki skutecznej ochronie granic w postaci ceł lub ograniczeń importowych produkcja rolna w krajach uprzemysłowionych może zostać utrzymana”.

Polityka celna może trzymać konkurencję na dystans. Jest jednak inny, wewnętrzny, problem: wysoce niekorzystna sytuacja rynkowa. Polega ona na tym, że na rynku produktów rolnych, takich jak „surowe” mleko, pszenica czy wołowina, siła rynkowa jest po stronie popytu. „A to oznacza, że kupujący mają dominującą pozycję i mogą dyktować warunki dostawcom. Wielu małych dostawców, indywidualnych gospodarstw rolnych, spotyka się jedynie z kilkoma dużymi nabywcami zajmującymi się przetwórstwem i handlem żywnością”. Skutkuje to, w sposób oczywisty, niskimi cenami skupu, ponieważ nieliczni nabywcy (tacy jak mleczarnie i przemysł spożywczy) mogą decydować ile zapłacą za litr mleka czy kwintal pszenicy.

„Gdyby rolnicy sprzedawali swoje produkty bezpośrednio konsumentom, byłby to podręcznikowy przykład rynku idealnego. W takim przypadku nie byłoby siły rynkowej ani po stronie podaży, ani popytu, a panowałaby pełna konkurencja. Jednak w rzeczywistości rolnicy w większości krajów uprzemysłowionych sprzedają bezpośrednio konsumentom jedynie niewielki procent swoich produktów”, uważa Mathias Binswanger.

Co ciekawe również osoby niezwiązane bezpośrednio z rolnictwem są zdania, że handel wywiera nadmierną i szkodliwą, również dla konsumenta, presję na rolników. Politolog i ankieter Peter Hayek uważa, że ​​obecne badanie rynku rolnego ujawnia trzeźwy, ale jednocześnie pełen uznania stosunek społeczeństwa do rolnictwa. „Zdecydowana większość respondentów (3,2 na 5 punktów) uważa, że ​​presja cenowa wywierana na rolników przez sektor handlu detalicznego żywnością jest znacząca lub bardzo znacząca”.


Binswanger podkreśla swoistą „schizofreniczność” polityki rolnej UE. Jednym z jej oczywistych celów jest poprawa wydajności rolnictwa. Jednak wzrost wydajności w rolnictwie prowadzi bezpośrednio do błędnego koła (uczony pisze o „rolniczym kieracie”). Rolnicy produkują bardziej opłacalnie dzięki wzrostowi wydajności, ale to prowadzi do spadku cen producentów w obecnych warunkach rynkowych. „Ani cyfryzacja, ani wykorzystanie sztucznej inteligencji w rolnictwie tego nie zmienią”.


Ekspert dostrzega też błąd systemowy. Polega on na tym, że nakłada się na rolników coraz więcej regulacji, aby zapewnić mniejsze zużycie pestycydów, mniejszą emisję gazów cieplarnianych, większą dbałość o dobrostan zwierząt i utrzymanie atrakcyjnego krajobrazu. Wymaga to bardziej naturalnych praktyk rolniczych, które nie są ukierunkowane na maksymalną produktywność. Jednocześnie wymaga się od nich dokładnie odwrotnego działania: osiągania coraz większej produktywności. „Fundamentalne sprzeczności europejskiej polityki rolnej muszą zostać poważnie rozpatrzone”.


Podatki „na chwilę”, rachunki na lata. Piotr Nowak o pułapkach systemu



Czego zatem potrzeba? Zadaje pytanie prof. Binswanger, i odpowiada: „Po pierwsze, należy utrzymać sprawnie działający system ochrony granic, aby zapewnić rolnikom długoterminowe bezpieczeństwo. Po drugie, należy podjąć działania mające na celu zrównoważenie siły rynkowej sprzedawców detalicznych. Jedną z możliwości byłoby ułatwienie działalności stowarzyszeń rolniczych, aby mogły one budować przeciwwagę dla sprzedawców detalicznych. Promowanie marketingu bezpośredniego poprzez alternatywne kanały dystrybucji może również poprawić dochody rolników. Po trzecie, sprzeczny cel „zrównoważonej produktywności” wymaga ponownego zdefiniowania. Konkurencyjność, innowacyjność i ekologiczne zarządzanie często nie idą w parze [podk. R.K.]”.


Zwolennikiem głębokiej reformy jest również wspomniany wyżej, austriacki polityk, Franz Fischler. On także uważa, że handel obniża ceny producentów. Poza tym obniżone zostały cła na produkty rolne, a nawozy stały się drogie. „Reforma jest konieczna. Ostatnia poważna reforma Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) UE miała miejsce ponad 20 lat temu. Najwyższy czas na przeprojektowanie ram. Kluczowa kwestia: rolnicy muszą otrzymywać więcej pieniędzy za swoje produkty”. Fischler zwraca też uwagę na to, że system dopłat obszarowych jest mocno przestarzały. „70 proc. dotacji UE jest przyznawane w zależności od wielkości gospodarstwa”. Po czym przyznaje „Nie jest już możliwe wypłacanie takiej samej kwoty na każdy hektar ziemi; jakby każdy hektar przynosił ten sam plon”. A w jednej z ostatnich wypowiedzi zauważa: „Właściwym podejściem byłoby zapewnienie większego wsparcia dla hektara małego gospodarstwa niż dla hektara dużego gospodarstwa rolnego”.


Część z pozyskanych, w wyniku zmian w systemie dopłat, środków mogłaby zostać zainwestowana w programy socjalne, uważa Franz Fischler.

„Rolnictwo zawsze było i pozostaje przedmiotem troski społeczeństwa” – podkreśla Peter Hayek. Znajduje to również odzwierciedlenie w silnej obecności rolników w świadomości społecznej.

Podobne wpisy