|

Kara za bezczynność

Minister finansów Andrzej Domański bagatelizuje obniżkę ratingu polskiego państwa, choć sytuacja staje się coraz bardziej poważna. 18 września br. agencja ratingowa Moody’s ogłosiła decyzję o obniżeniu oceny ratingowej Polski z poziomu A2 do A3. Tym samym trzecia z najważniejszych światowych agencji oceniających wiarygodność kredytową zrównała swoją ocenę z pozostałymi dwiema.

Poprzednia głośna obniżka ratingu miała miejsce na początku 2016 r. Tuż po objęciu władzy przez „dobrą zmianę” Standard & Poor’s zredukowała swoją ocenę z A- do BBB+, co stało się przedmiotem burzliwej dyskusji na temat zasadności zmian wprowadzanych przez ówczesny obóz rządzący. Gdy później w 2018 r. ta sama agencja ratingowa przywracała rating do poprzedniego poziomu, rząd mógł triumfować, ponieważ uzyskiwał zewnętrzne potwierdzenie stabilności swojego pomysłu na finanse publiczne. W przypadku Fitch rating A- utrzymuje się nieprzerwanie na tym samym poziomie od początku 2007 r., choć od września ubiegłego roku agencja zmieniła perspektywę na negatywną.

Moody’s również nie zwykł zmieniać zbyt często zdania na temat Polski, gdyż dotychczasowy rating pozostawał na tym samym poziomie aż od 2002 r. Obecny rząd dokonał więc tym samym rzeczy sporej, ponieważ skłonił amerykańską agencję do przyjęcia tej samej perspektywy, którą miała jeszcze w czasach bardzo odległych gdy Polska była dużo biedniejsza i mogła tylko marzyć o byciu przyjętą do grupy G-20.

W swoim komunikacie Moody’s zastrzegł wprawdzie wyraźnie, że zmienił jednocześnie perspektywę Polski z negatywnej na stabilną, lecz jest to dość marna pociecha. W nocie towarzyszącej zmianie ratingu przypomniane zostały pokrótce wszystkie najważniejsze grzechy popełniane przez obecną władzę. Mowa jest więc m.in. o rażąco wysokim deficycie w sektorze rządowym i samorządowym, który w latach 2026-2027 ma się utrzymywać na poziomie 7 proc. PKB, o wysokich kosztach obsługi zaciągniętego długu oraz przewidywanym wzroście zadłużenia (liczonego wg tzw. metodologii unijnej) z 59,7 proc. w 2025 r. do 68,9 proc. PKB w 2027. Moody’s wskazuje, że Polska wydaje mnóstwo pieniędzy na cele militarne, ale jednocześnie znaczne sumy pochłaniają wydatki na służbę zdrowia oraz na tzw. cele społeczne.

Wypunktowany rząd

Do wstydliwej obniżki publicznie odniósł się minister Andrzej Domański, który w swoim wpisie na portalu X stwierdził, że nie lekceważy tego sygnału, lecz jednocześnie wyraził przekonanie, iż utrzymujący się wciąż wysoki wzrost gospodarczy pozwoli w dłuższej perspektywie obniżyć deficyt budżetowy i poradzić sobie z wysokimi kosztami obsługi zadłużenia. Słowa Domańskiego potwierdziła w znacznej części nota agencji Moody’s, w której szacowany na 3,7 proc. w 2026 r i 3,2 proc. w 2027 r. wzrost produktu krajowego brutto traktowany jest jako główny czynnik zapewniający Polsce stabilną perspektywę.

Uwagę zwraca przy tym wystosowane ostrzeżenie, że Polska być może będzie się musiała liczyć z kolejną obniżką ratingu jeśli w ciągu kolejnych lat przekroczy barierę zadłużenia wynoszącą 75 proc. PKB. Jeszcze w minionej dekadzie mogła się ona wydawać całkowicie abstrakcyjna, lecz w świetle ostatnich doniesień jej przekroczenie staje się jak najbardziej realne. Od kilkunastu lat polskiemu życiu politycznemu ton nadaje licytacja obietnic socjalnych, której jak na razie nie udaje się powstrzymać, a zbliżająca się wielkimi krokami kampania wyborcza przed przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi może doprowadzić do jeszcze większego nasilenia całego zjawiska.

Wyrażając nadzieję, że Polska zdoła wreszcie niebawem powrócić do dyscypliny fiskalnej, agencja Moody’s wyraziła dość realistyczne przypuszczenie, że deficyt budżetowy może w najbliższych latach na stałe wzrosnąć do poziomu ok. 70 proc. Wprawdzie polska konstytucja wyraźnie zabrania takich praktyk, lecz rzeczywistość może okazać się dość brutalna. Na dodatek obecny obóz rządzący przejawia bardzo luźne przywiązanie do reguł konstytucyjnych, co jeszcze bardziej uprawdopodabnia scenariusz, w którym „nową normalnością” fiskalną będzie operowanie na dużo wyższym pułapie zadłużenia.

Działalność wiodących agencji ratingowych jest oczywiście daleka od pełnej obiektywności, a historia zna wiele przypadków ich całkowitego rozminięcia się z rzeczywistością (by wspomnieć choćby o sytuacji sprzed kryzysu finansowego z 2008 r.). Uzasadnienie zmiany ratingu przez Moody’s oparte jest jednak na bardzo konkretnych argumentach, które powinny skłonić obecny rząd do bardzo poważnej refleksji nad swoją dotychczasową działalnością.


Czy Polacy przetrwają pierwsze 72 godziny kryzysu? Zapytaliśmy na MSPO w Kielcach


Uniki i pozory

Obniżka ratingu przez Moody’s to tak naprawdę kara za bezczynność rządu Donalda Tuska. Obecny gabinet bardzo silnie zapracował na miano jednego z najbardziej niesłownych w dotychczasowej historii III RP. Niesłowność ta dotyczy w znacznej mierze polityki fiskalnej, która wedle pierwotnych zapowiedzi miała zostać uporządkowana po poprzednikach, a tymczasem stała się przedmiotem jeszcze większej rozrzutności i chaosu.

Moody’s wyraża zaniepokojenie, że Polska dorobiła się tak horrendalnie wysokiego deficytu i zadłużenia w czasach teoretycznie dobrej koniunktury, która w oczywisty sposób kiedyś dobiegnie końca. Relatywnie wysoki (przynajmniej na tle reszty kontynentu) wzrost gospodarczy oraz przekonujące zwycięstwo wyborcze powinny być wykorzystywane do stabilizacji finansów i wprowadzenia części niepopularnych decyzji. Zamiast tego obóz rządzący wybrał drogę opartą na unikach i pozorowaniu poważnych działań.

W dniu, w którym Moody’s obniżył rating Polsce europejska agencja ratingowa Scope obniżyła ocenę Francji. Zadłużenie tego kraju jest dużo większe niż w przypadku Polski i osiągnęło właśnie najwyższy poziom od 1978 r. (117,5 proc. PKB), choć jeszcze do niedawna mogło się wydawać, że dysponując tak silnymi fundamentami gospodarczymi jest właściwie odporny na jakiekolwiek wstrząsy i może zadłużać się na nieosiągalne dla innych kwoty.

Wiele wskazuje niestety na to, że polskim elitom politycznym również udzielił się sposób myślenia charakterystyczny dla Francji. Zachłyśnięci rzekomym złotym okresem w dziejach Polski i przyjęciem do grupy G-20 politycy mający największy wpływ na losy państwa od dłuższego czasu całkowicie bagatelizują wszelkie sygnały ostrzegawcze. Pod pewnymi względami Polska rzeczywiście odniosła sukces, ale w ostateczności nasza pozycja wcale nie jest tak silna jak mogłoby się wydawać.

W normalnej sytuacji obniżka ratingu skłoniłaby rząd do podjęcia dynamicznych działań. Tego rodzaju wydarzenie odbija się przecież na ogół dość negatywnie na kursie waluty czy rentowności długu. Rząd Donalda Tuska prowadzi jednak konsekwentnie grę pozorów, odkładając moment redukcji deficytu i stabilizacji finansów na kilka lat do przodu. Strasząc społeczeństwo wojną, nie podejmuje żadnych adekwatnych do tego zagrożenia działań finansowych, które powinny przecież zmierzać w stronę ograniczenia zbędnych wydatków.

Andrzej Domański pozostaje w dobrym nastroju, lecz już teraz zapisał się w historii jako minister finansów odpowiedzialny za największy w dotychczasowej historii polskiego państwa przyrost deficytu, długu i wartości płaconych od niego odsetek. Polityk ten nie zwykł wsłuchiwać się w głosy opozycji, ale mógłby przynajmniej wziąć sobie do serca sygnał alarmowy, który wystosowała agencja Moody’s. Pora przerwać bezczynność, póki jest jeszcze pora na spokojne wprowadzanie zmian.

Podobne wpisy