|

Co z tym długiem?

Deficyt finansów publicznych sięgnie w tym roku 6,5 proc. PKB (w 2025 r. było to nawet 7,3 proc.) i ma się utrzymać na podobnym poziomie również w kolejnych latach, co stanowi ponad dwukrotne przekroczenie unijnego limitu 3 proc. i stawia nas pod tym względem na pierwszym miejscu w UE.

Obniżenie przez agencję Moody’s polskiego ratingu z A2 z perspektywą negatywną do A3 z perspektywą stabilną nie jest może jakąś wielką tragedią, lecz z pewnością stanowi poważny sygnał ostrzegawczy. Dość powiedzieć, że jest to pierwsza obniżka ratingu Polski w historii tej agencji, a notę A2 utrzymywaliśmy od 2002 r., czyli jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej. Niewykluczone, że w ślad za Moody’s pójdą również pozostałe agencje z „wielkiej trójki” – Fitch i S&P, choć trzeba pamiętać, iż jak dotąd to właśnie Moody’s był dla nas najbardziej pobłażliwy, podczas gdy pozostałe dwie agencje już wcześniej obniżyły nam ratingi do A-. W tym roku czeka nas jeszcze jeden „sądny dzień” – 6 listopada przegląd ratingu Polski zapowiedziała S&P, dająca nam obecnie perspektywę stabilną, w przyszłym roku natomiast podobny ruch może wykonać Fitch, u którego mamy ocenę A- z perspektywą negatywną. Jeżeli agencyjni audytorzy stracą cierpliwość i postanowią nas ukarać, to w ślad za nimi pójdą rynki finansowe, oczekując wyższego oprocentowania naszych obligacji, co przełoży się na wzrost kosztów obsługi długu publicznego – a pamiętajmy, że już teraz w bieżącym budżecie obsługa długu publicznego ma zamknąć się kwotą 115 mld zł, wliczając zadłużenie wyprowadzone do różnych „zewnętrznych” funduszy. Sprawia to, iż odsetki i prowizje od zadłużenia stanowią jeden z najpoważniejszych punktów budżetu – ponad 12,5 proc. wydatków oraz 2,7 proc. PKB – i są o blisko 20 proc. wyższe niż w ub.r. To jednak nie koniec, gdyż w kolejnych latach zadłużenie Polski ma dynamicznie rosnąć, co oczywiście przełoży się na dalszy wzrost kosztów jego obsługi, które i tak mamy relatywnie jedne z najwyższych w Europie.

Deficyt finansów publicznych sięgnie w tym roku 6,5 proc. PKB (w 2025 r. było to nawet 7,3 proc.) i ma się utrzymać na podobnym poziomie również w kolejnych latach, co stanowi ponad dwukrotne przekroczenie unijnego limitu 3 proc. i stawia nas pod tym względem na pierwszym miejscu w UE. Ponadto w tym roku przekroczymy konstytucyjny próg ostrożnościowy 60 proc. długu publicznego w relacji do PKB, w przyszłym roku natomiast zadłużenie będzie się ocierać o 70 proc., licząc metodologią unijną. Według prognoz Komisji Europejskiej przy obecnej dynamice do 2036 r. grozi nam osiągnięcie poziomu nawet 107 proc. PKB.


Is Poland Now the Frontline of European Security?


Tu uwaga – coraz częściej podnoszą się głosy, iż unijne limity 3 proc. PKB deficytu i 60 proc. PKB długu publicznego są zbyt restrykcyjne i nie wynikają z żadnych obiektywnych przesłanek. Nie ma bowiem żadnego racjonalnego powodu, by uważać, iż deficyt np. 5 proc. PKB albo zadłużenie na poziomie 70 proc. PKB są bardziej niebezpieczne od reguł zawartych w traktacie z Maastricht. Po prostu uznano, że trzeba wprowadzić jakieś reguły dyscyplinujące i kompletnie arbitralnie wyznaczono właśnie takie, a nie inne progi. Tymczasem limit bezpiecznego zadłużenia jest kwestią bardzo płynną i dynamiczną – zależy chociażby od ogólnej kondycji gospodarki, wpływów podatkowych, bilansu obrotów bieżących czy koniunktury. Zresztą poniekąd sama Unia przyznała się do „nieżyciowości” obecnych zasad, zezwalając w latach 2020-2024 na zawieszenie reguł fiskalnych w odpowiedzi na kryzysy wywołane pandemią Covid-19 i wybuchem wojny na Ukrainie. Warto również wspomnieć, że wg znajdującej coraz większe uznanie wśród ekonomistów MMT (Modern Monetary Theory – Nowoczesnej Teorii Monetarnej) państwo emitujące własną, suwerenną walutę nie może zbankrutować, deficyt sektora publicznego jest zarazem nadwyżką sektora prywatnego, a ograniczenia długu i emisji pieniądza powinny zależeć od kryteriów „zdroworozsądkowych”, takich jak inflacja czy wielkość gospodarki danego kraju. Istotna jest również struktura zadłużenia – w jakim stopniu państwo zadłuża się we własnej walucie, a w jakim w walutach obcych. Polska pod tym względem jest w nienajgorszym położeniu, gdyż ok. 80 proc. długu wyemitowane jest w złotówkach i znajduje się w rękach krajowych inwestorów.

Póki co, jest zatem „dobrze, ale nie beznadziejnie” – w dającej się przewidzieć przyszłości bankructwo nam nie grozi. To, co rodzi niepokój, to dynamika narastania zadłużenia pomimo dobrej koniunktury gospodarczej i wzrostu PKB powyżej 3 proc. rocznie. Oznacza to, że wzrost gospodarczy przestaje nam kompensować przyrost długu publicznego – ta „koniunkturalna poduszka” zaczyna wyczerpywać swoje możliwości. Na powyższe nakłada się nasz dysfunkcyjny system podatkowy, który po pierwsze jest postawiony na głowie i de facto degresywny, a po drugie dziurawy jak rzeszoto. Na dłuższą metę nie da się funkcjonować, oczekując wydatków państwa na poziomie skandynawskim, a płacąc podatki na poziomie afrykańskim. Wszystko to sprawia, iż balansujemy na cienkiej linie. Wystarczy kolejny kryzys, byśmy wpadli w kłopoty, a taki kryzys z pewnością nadejdzie i to prędzej niż później, zważywszy na niestabilną sytuację na świecie – a wtedy wszystkie dotychczasowe błędy i zaniechania zwalą się nam na głowy.

Podobne wpisy