|

Trump bierze Grenlandię

Ameryka w praktyce uzyskała pełną kontrolę nad Grenlandią, która stała się jej militarnym i politycznym protektoratem. Można bez większej przesady powiedzieć, iż Trump koniec końców ją „sobie wziął”.

Wygląda na to, że w kwestii Grenlandii Trump finalnie uzyskał niemal wszystko, czego chciał. Niemal, bo podpisane 22 września porozumienie pomiędzy USA a rządem Królestwa Danii oraz Grenlandią zasadniczo spełnia jego główne żądania, poza jednym – inkorporacją Grenlandii. Na wstępie bowiem Trump zażądał niemożliwego – odsprzedania mu wyspy, w duchu XIX w. i epoki kolonialnej, gdy podobny handel prowincjami i terytoriami zależnymi nie był niczym nadzwyczajnym, szczególnie w przypadku Stanów Zjednoczonych, które w ten sposób nabyły m.in. Luizjanę, Florydę czy Alaskę. Idąc tym tropem, Trump najprawdopodobniej wykoncypował sobie, że przejdzie do historii jako prezydent, który „uczynił Amerykę wielką”, powiększając jej terytorium w strategicznym punkcie globu o ponad 2 mln km² – czyli więcej, niż liczy sobie Alaska (1,7 mln km²). Tego jednak Dania nie mogła zaakceptować z szeregu względów – zarówno prestiżowych, jak i prawnych, gdyż Grenlandia od 2009 r. ma prawo do samostanowienia na zasadzie „nic o nas bez nas”.

Całą resztę żądań Trumpa zarówno Dania, jak i Grenlandia były skłonne zaakceptować. Dania doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie obronić Grenlandii, nawet z pomocą reszty Europy, co pokazała groteskowa, 44-godzinna demonstracja zbrojna „Arctic Endurance”, której symbolem było wysłanie na wyspę przez Niemcy „korpusu ekspedycyjnego” w sile 15 żołnierzy, którzy udali się tam wyczarterowanym od polskiego prywatnego przewoźnika cywilnym samolotem, by m.in. sprawdzić możliwość rozlokowania na wyspie myśliwców Eurofighter. Amerykanie są obecni na Grenlandii od czasów II wojny światowej i zimnej wojny, co znalazło wyraz w porozumieniu z 1951 r. i raczej Dania nie miałaby nic przeciwko zwiększeniu militarnej obecności USA w ramach NATO – tym bardziej, że amerykańskie bazy są zawsze źródłem dodatkowych dochodów dla lokalnych społeczności. Jeśli chodzi o eksploatację surowców, sama Grenlandia ustami swej minister ds. biznesu i zasobów mineralnych Naaji Nathanielsen zaapelowała w maju 2025 r. do amerykańskich i europejskich inwestorów o zwiększenie zaangażowania, dając przy tym do zrozumienia, że w przeciwnym razie Grenlandia zacznie rozglądać się za innymi partnerami, co w praktyce równałoby się otwarciu na współpracę z Chinami. Podobnie rzecz się ma z ochroną szlaków handlowych – dla każdego jest jasne, że jedynie US Navy byłaby w stanie sprostać takiemu zadaniu.


Jacek Łęski o doświadczeniach z frontu w Ukrainie. Co warto wiedzieć, by przygotować się na kryzys?


Wszystko zatem było do dogadania normalnymi, dyplomatycznymi kanałami – i ostatecznie Trump na to poszedł, rezygnując z imperialnych pohukiwań. Efektem jest trójstronne porozumienie będące uzupełnieniem wspomnianej amerykańsko-duńskiej umowy z 1951 r. o obronie Grenlandii. Po pierwsze, porozumienie gwarantuje samostanowienie Grenlandii i duńskie zwierzchnictwo nad wyspą – lecz wszystko to w ramach trójstronnego komitetu decydującego o jej bezpieczeństwie, ponadto zawarto zapis mówiący, iż w przypadku ogłoszenia niepodległości Grenlandia pozostanie w NATO. Dalej – Stany Zjednoczone będą mogły rozbudować swą bazę w Pituffik, a także stworzyć kolejne w Narsarsuaq i Mestersvig. Ponadto Amerykanie będą mogli zwiększać swą obecność wojskową, jeżeli będą tego wymagać względy obronne Grenlandii, terytorium traktatowego NATO lub Ameryki Północnej, zwłaszcza w zakresie obrony przeciwlotniczej, co ma szczególne znaczenie w kontekście budowy systemu obrony powietrznej USA – tzw. Złotej Kopuły. Prócz tego USA zagwarantowały sobie swobodę logistyczną i operacyjną, tj. możliwość przemieszczania swych sił na lądzie, wodzie i w powietrzu. Widzimy zatem, iż Ameryka w praktyce uzyskała pełną kontrolę nad terytorium Grenlandii, która stała się jej militarnym i politycznym protektoratem. Biorąc to pod uwagę, zarówno duńską „suwerenną” władzę nad wyspą, jak i prawo Grenlandczyków do „samostanowienia” należy potraktować jako czystą wydmuszkę, mającą złagodzić wizerunkowo amerykańską dominację.

Równie skrzętnie Waszyngton zabezpieczył swoje interesy gospodarcze. Porozumienie stanowi bowiem, iż bezpośrednie inwestycje zagraniczne, szczególnie w obszarze infrastruktury krytycznej oraz innych wrażliwych sektorach, takich jak wydobycie surowców, będą zastrzeżone jedynie dla państw NATO i członków Unii Europejskiej. Inne kraje będą mogły uzyskać dostęp jedynie za zgodą wszystkich trzech stron porozumienia. De facto zatem USA uzyskały kontrolę nad grenlandzkimi zasobami, w tym kluczowymi z punktu widzenia rywalizacji z Chinami metalami ziem rzadkich. Generalnie, umowa daje więc Stanom Zjednoczonym monopolistyczną pozycję gospodarczą i militarną, przekładającą się na panowanie nad potężnym fragmentem Arktyki, jej zasobami oraz szlakami handlowymi, co w znaczącym stopniu wyhamuje chińskie i rosyjskie apetyty związane z tym regionem. Można bez większej przesady powiedzieć, iż Trump koniec końców „wziął” sobie Grenlandię. Pytanie tylko, czy podobnego efektu nie dałoby się osiągnąć bez trwającej niemal dwa lata awantury?

Podobne wpisy