NADCHODZI AFERA SAFE?
Nasuwa się pytanie, czy wzmiankowani politycy nie otrzymują również „prowizji” od przepłaconych kontraktów, co niewątpliwie powinno zainteresować odpowiednie służby. Przykładowo, grecki minister obrony Akis Tsochatzopoulos zainkasował 75-100 mln dol., co sąd wycenił na 20 lat odsiadki.

Coraz więcej wskazuje na to, że program SAFE może zakończyć się wielką aferą – na co zresztą co trzeźwiejsi komentatorzy wskazywali od samego początku. Zacznijmy od kwestii formalnych – podpisanie umowy z UE odbyło się z naruszeniem Konstytucji, która stanowi w art. 89, iż zawarcie umowy międzynarodowej, jeśli ta niesie ze sobą znaczne obciążenie finansowe państwa, wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie. Jak wiadomo stosowną ustawę zawetował prezydent Nawrocki, zatem przedstawiciele polskiego rządu – Andrzej Domański i Władysław Kosiniak-Kamysz, których podpisy widnieją pod umową z UE – na dobrą sprawę powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności.
To jednak dopiero początek, gdyż prawdziwy aferalny potencjał ma sposób wydawania środków z unijnego programu. Jak doniósł w październiku serwis Wyborcza.biz, przedstawiciele rządu odpowiedzialni za zakupy sprzętu szastają pieniędzmi na prawo i lewo, nie dość, że słono przepłacając, to jeszcze koncentrując się głównie na zagranicznych producentach. Warto przytoczyć tutaj wypowiedzi informatora z branży zbrojeniowej: „Za wszystko przepłacamy minimum dwukrotnie, bo jest SAFE i pieniędzy się nie liczy. Jeśli ktoś oferuje coś taniej, to się go z przetargu eliminuje. Albo nie podpisuje się z nim umowy. Dlaczego? Nie wiem, ale się domyślam”; „Byłem ostatnio na targach zbrojeniowych. Politycy siedzą godzinami u największych zagranicznych producentów. U polskich po 20 minut”. To tyle, jeśli chodzi o solenne obietnice, że fundusze z SAFE zasilą przede wszystkim polski sektor zbrojeniowy. Z tekstu wynika, że politycy usiłują sobie w ten sposób zaskarbić wdzięczność zagranicznych koncernów, by w razie przegranych wyborów zapewnić sobie miękkie lądowanie, płynnie przechodząc do sektora prywatnego. A że za wszystko koniec końców zapłacimy my wszyscy, spłacając unijną pożyczkę przez kolejne 45 lat? Kto by się tym przejmował – po nas choćby potop. Nasuwa się też oczywiste pytanie, czy wzmiankowani politycy nie otrzymują również „prowizji” od przepłaconych kontraktów, co niewątpliwie powinno stać się przedmiotem zainteresowania odpowiednich służb po zmianie władzy.
To, że wynikiem presji na szybkie zawieranie umów wynikającej z narzuconego nam przez Brukselę harmonogramu będzie wzrost cen kupowanego sprzętu, było do przewidzenia – podobnie jak to, że większość pieniędzy powędruje do zachodnich koncernów, ponieważ po 30 maja możemy zawierać kontrakty jedynie w ramach partnerstwa międzynarodowego. Mieliśmy zresztą przed oczyma przykład Rumunii, której po przystąpieniu do SAFE Rheinmetall podniósł ceny o 30 proc. Tyle, że po pierwsze – rumuński rząd zamiast pokornie płacić, podniósł larum; po drugie – chodzi o 30 proc., a nie dwukrotne przepłacanie; po trzecie wreszcie – udział Rumunii w SAFE wynosi 16,6 mld euro, a nie 45 mld, jak w przypadku Polski. Skoro wspomnieliśmy o Rheinmetallu – Niemcy (i siedem innych państw) nie wzięły udziału w programie i trudno się dziwić, bo i po co, skoro duża część unijnych pieniędzy ma finalnie wylądować w ich koncernach zbrojeniowych? Dodajmy, iż niedawno Włochy obcięły swój udział w SAFE z początkowych 14 mld euro do 8,9 mld. Jak wyjaśnił szef włoskiego MSZ Antonio Tajani, zaoszczędzone w ten sposób ponad 5 mld euro postanowiono przeznaczyć na inwestycje w służbę zdrowia i politykę społeczną.
Czy Polacy przetrwają pierwsze 72 godziny kryzysu? Zapytaliśmy na MSPO w Kielcach
Jak wielką korupcyjną pokusę stanowią takie niekontrolowane zakupy, pokazuje historia Grecji, gdzie w ciągu dziesięciu lat wydano na zbrojenia 68 mld dol., a łapówki dla decydentów szły w setki milionów. Przykładowo, minister obrony Akis Tsochatzopoulos zainkasował 75‑100 mln dol., co sąd wycenił na 20 lat odsiadki. Tam również zawyżano wartości kontraktów, a zakupowe szaleństwo walnie przyczyniło się do bankructwa kraju.
Nam zapewne bankructwo nie grozi, choć niczego nie można być pewnym. Jeżeli sprawdzą się prognozy Komisji Europejskiej, wg których przy obecnym tempie zadłużania osiągniemy w 2036 r. poziom 107 proc. PKB długu publicznego, to znajdziemy się w sytuacji niebezpiecznie przypominającej właśnie „grecką tragedię” – a przypominam, że SAFE będziemy spłacać do 2075 r. Są i inne zagrożenia związane z zakupami na gwałtu-rety, aby tylko „nie zmarnować” pożyczonych nam pieniędzy. Wg ustaleń „Rzeczpospolitej” w MON nie zabezpieczono środków na infrastrukturę niezbędną do eksploatacji i magazynowania zamówionego już sprzętu o wartości 100 mld zł. Może się więc okazać, że te 100 mld w postaci dostarczonych systemów uzbrojenia będzie sobie gnić pod chmurką, bo nie wystarczy magazynów i hangarów. No i wreszcie wysoce niepewne koszty obsługi długu. Oprocentowanie niemieckich długoterminowych obligacji skarbowych sięga już 3,8 proc., a że Niemcy są największą gospodarką strefy euro, to wycena ich papierów odbije się na wzroście rentowności obligacji unijnych z których finansowane jest SAFE, co z kolei będzie miało bezpośrednie przełożenie na wysokość płaconych przez nas odsetek. Nie ma co – to ci dopiero ubiliśmy interes!