||

Świat się zmienia na niekorzyść Stanów Zjednoczonych

Operacja zmiany reżimu w Iranie pod przewodnictwem USA byłaby równoznaczna z wypowiedzeniem wojny Chinom. Oto przyczyny.

Chiny pozyskują z Iranu prawie 20 proc. ropy naftowej, a groźby działań militarnych przeciwko Iranowi ze strony USA skłoniły Chiny do wydania swoim bankom polecenia pozbycia się amerykańskich obligacji skarbowych, co stanowi kolejny cios dla dolara.

Rosnące pogłoski o starciu militarnym między USA/Izraelem a Iranem nie pojawiły się z dnia na dzień. Narastały latami, począwszy od rewolucji islamskiej i kryzysu zakładników w Iranie, kiedy to ówczesny prezydent Jimmy Carter nałożył na Iran pierwsze sankcje gospodarcze.

W latach 80. XX w. Waszyngton wykorzystał Irak jako narzędzie do walki z Irańczykami w krwawej wojnie iracko-irańskiej, kiedy to Saddam Hussein, ówczesny sojusznik USA, użył gazu musztardowego, by zabić dziesiątki tysięcy Irańczyków.

Ponieważ wielu w regionie postrzega Izrael jako wrogi bastion USA/Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie, Iran odpowiedział na atak na Izrael za pośrednictwem swojego sojusznika, Hezbollahu, w Libanie i Syrii.

Izraelczycy odpowiedzieli po masakrze z 7 października, za którą obwiniają Iran, pomagając w zorganizowaniu zamachu stanu w Syrii, a następnie likwidując dowódców Hezbollahu za pomocą operacji wojskowych i wywiadowczych, w tym detonując pagery. Izrael zamordował również irańskich dowódców podczas 12-dniowej wojny w czerwcu 2025 r. Sam Trump wydał rozkaz zabicia irańskiego generała Kasema Sulejmaniego w pobliżu międzynarodowego lotniska w Bagdadzie 3 stycznia 2020 r.

Teraz jednak cała dynamika zdaje się osiągać punkt kulminacyjny w postaci potencjalnej wojny totalnej między USA i Iranem. Ważne jest, aby wiedzieć, że nie jest to wojna z Iranem, a raczej próba dalszego zaostrzenia stosunków z Chinami i Rosją.


MANUFAKTURA, NIE MASÓWKA. DLACZEGO WOLA PRZYCIĄGA INWESTORÓW?


Podobnie jak miało to miejsce w Wenezueli, zanim Stany Zjednoczone zaatakowały ten kraj i porwały jego przywódcę, Iran stanowi dla Chin główne źródło ropy naftowej. Jednak podczas gdy Chiny otrzymują z Wenezueli tylko około 5 proc. całkowitego zaopatrzenia w ropę naftową, od Iranu pochodzi 19,8 procent.

Chiny mogą stracić wenezuelskie źródło ropy naftowej. Jednak Chiny nie mogą sobie pozwolić na utratę zarówno wenezuelskiej, jak i irańskiej ropy.

Odcinając Chinom dostęp do taniej ropy od sojuszników, Waszyngton ma nadzieję zmusić je do zakupu ropy od Waszyngtonu i/lub krajów z nim sprzymierzonych po znacznie wyższej cenie. Według obliczeń tradera, cytowanego przez Reutersa, chińskie rafinerie oszczędzają około 8-10 dol. na baryłce, kupując lekką ropę irańską zamiast nieobjętej sankcjami ropy z Omanu.

Chiny mają największą bazę przemysłową na świecie, co sprawia, że potrzebują ogromnych ilości energii do zasilania tego przemysłu. Tracąc 25 proc., chińska gospodarka przemysłowa znajdzie się nagle w realnym niebezpieczeństwie.

Wiemy, że większość wojen toczy się o zasoby i ta nie jest wyjątkiem. Całe to gadanie o finansowaniu terroryzmu przez Iran i zabijaniu własnych obywateli to tylko pozory, mające na celu wzniecenie histerii wojennej wśród nieświadomych mas w Ameryce i na Zachodzie. Waszyngton uwielbia terroryzm, gdy jest on dokonywany w jego interesach. Dlatego Ukraińcy mogą bezkarnie zabijać rosyjskich generałów bez ostrzeżenia Waszyngtonu, a Izraelczycy mogą wkroczyć do dowolnego kraju i zabić czołowych przywódców swoich wrogów. Gdyby Rosja, Chiny lub Iran to zrobiły, nazywałoby się to terroryzmem.

Geopolityka międzynarodowa jest bezwzględna i przebiegła, prowadzona bez szacunku dla ludzkiego życia i podstawowych zasad moralnych. Chodzi o demonstrację władzy i grabież zasobów.

Jeśli Chiny uznają działania Waszyngtonu przeciwko Iranowi za nieumyślną próbę pozbawienia zależnej od paliw kopalnych bazy przemysłowej swojego kraju niezbędnych zasobów energetycznych, Pekin najprawdopodobniej zinterpretuje to jako wypowiedzenie wojny przez Stany Zjednoczone.

Waszyngton ryzykuje realną perspektywę, że Chiny mogą nie uznać dalszego ustępstwa w obliczu narastającej agresji USA wobec swoich sojuszników za leżące w ich interesie. Mogłyby sobie pozwolić na wycofanie się z Wenezueli, ale czy stać je na zerwanie stosunków z Iranem?

Pytanie, które musi nurtować Trumpa, brzmi: czy naprawdę chcemy odciąć dostawy ropy do Chin i wepchnąć smoka jeszcze głębiej w ramiona rosyjskiego niedźwiedzia?

Rosja ma już pełne ręce roboty z Ukrainą, a wojna ta skończyłaby się w ciągu kilku tygodni, gdyby nie broń i pieniądze przekazywane Ukrainie przez USA i NATO. Stany Zjednoczone nakładają sankcje na kraje kupujące rosyjską ropę, a teraz wydają się gotowe do walki o ropę płynącą z Iranu do Chin.

Waszyngton już zepchnął Rosję do narożnika. Czy Chiny będą następne?

Nie chodzi o to, że Chiny nie mają wpływu na USA. Mają pozamilitarne możliwości, by przeciwstawić się Zachodowi i prawdopodobnie zagrają tymi kartami, zanim podejmą jakiekolwiek działania militarne. Chiny mogłyby odciąć dostawy pierwiastków ziem rzadkich do USA. Mogłyby odciąć przetwarzanie kluczowych leków, takich jak antybiotyki, z których większość trafia do USA z Chin. Chiny mogą podnieść poprzeczkę w dziedzinie wojny gospodarczej i wszystko wskazuje na to, że właśnie to robią.

W najnowszym szokującym posunięciu Xi nakazał chińskim bankom pozbycie się amerykańskich obligacji skarbowych. Główne chińskie banki już wcześniej po cichu pozbywały się obligacji skarbowych, ale teraz oficjalnie i masowo przeprowadzą dedolaryzację. To również powód, dla którego Chiny skupują złoto w niespotykanym dotąd tempie.

Tymczasem Stany Zjednoczone, próbując zrekompensować utratę apetytu Chin na finansowanie amerykańskiego długu, dodrukowują pieniądze, aby wykupić własny dług. To jak drukowanie własnych dolarów na drukarce atramentowej, aby spłacić zadłużenie na karcie kredytowej.

Skutkiem tej szalonej polityki pieniężnej będzie wzrost inflacji. Amerykanie, którzy już teraz mają problemy z opłaceniem zakupów spożywczych, napraw samochodów, rosnących składek ubezpieczeniowych i wielu innych wydatków, będą musieli zmierzyć się z jeszcze większą presją inflacyjną na gospodarkę, spowodowaną lekkomyślną polityką zagraniczną Donalda Trumpa. Dla administracji Trumpa zjawisko to nie mogło pojawić się w gorszym momencie, z uwagi na zbliżające się listopadowe wybory parlamentarne.

Sedno sprawy jest takie: toczy się zacięta walka o dominację w globalnej walucie i wyścig o to, kto może kontrolować najwięcej złota, minerałów i zasobów ropy naftowej.

Stany Zjednoczone osiągnęły ogromne bogactwo od zakończenia II wojny światowej, wykorzystując dolara jako światową walutę rezerwową. Jednak USA nadużyły tego przywileju, wykorzystując swoją walutę jako broń, nakładając sankcje na kraje, które nie zgadzają się z polityką Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata. W rezultacie, po dekadach obserwowania, jak Stany Zjednoczone karzą kraje za to, że po prostu chcą prowadzić interesy i stosunki handlowe ze światem, do czego suwerenne państwa mają prawo, wiele państw ucieka z tej pułapki. Pozbywają się dolarów i przestają kupować amerykańskie bony skarbowe. Widzieli, co stało się z Rosją, a teraz z Chinami, i obawiają się, że mogą być następni.

Lata wrogości między Iranem a USA/Izraelem to kontekst, którego media głównego nurtu zazwyczaj nie poruszają. Chcą, abyście uwierzyli, że ta wojna, jeśli wybuchnie, będzie miała na celu wyzwolenie uciskanego narodu irańskiego, podczas gdy w rzeczywistości chodzi o zmianę układu sił i wymuszenie reorganizacji państw w sposób korzystniejszy dla USA i Izraela, z ryzykiem wciągnięcia Chin i Rosji w regionalny, a nawet globalny konflikt militarny.

Niektórzy twierdzą, że Stany Zjednoczone muszą się rozliczyć, że ich wpływy na Bliskim Wschodzie i na świecie nie są już proporcjonalne do ich siły gospodarczej i militarnej, a ich potęga opiera się bardziej na percepcji niż na rzeczywistości.


Czy Donald Tusk właśnie przejął wszystko? I Palade komentuje


Czy w 2026 r. USA posunęły się za daleko, nie tylko wobec Iranu, ale i Chin? Czy będą musiały się zrehabilitować, skoro Iran stał się miejscem, w którym posunęły się za daleko? Czas pokaże.

W przeciwieństwie do 12-dniowej wojny z czerwca ubiegłego roku, celem kolejnego ataku militarnego jest w oficjalnie deklarowana „zmiana reżimu”. Jednak w tym tkwi problem. Reżim irański nie zamierza po prostu spakować się i odejść, gdy tylko zobaczy pierwszy sygnał bombardowania Teheranu. Przycupną i przeczekają naloty bombowe.

Jedynym sposobem na szybką zmianę reżimu byłoby wysłanie na miejsce masowych sił zbrojnych, na co Trump najwyraźniej nie chce się zgodzić, biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo niepożądanych ofiar wśród Amerykanów tuż przed wyborami.

Wymuszenie zmiany reżimu poprzez bombardowanie Iranu bez obecności wojsk lądowych wymagałoby miesięcy nieprzerwanych ataków powietrznych.

Stratedzy wojskowi, tacy jak płk Douglas MacGregor, ostrzegają, że Stany Zjednoczone nie mają zapasów ani potencjału przemysłowego, które pozwoliłyby im na przeprowadzenie wielomiesięcznej kampanii bombardowań Iranu. Trump naprawdę zapędził się w kozi róg. Zgromadził ogromną flotę morską w regionie Zatoki Perskiej, mając na celu wyłącznie atak na Iran i zmianę jego reżimu.

Być może wolałby wynegocjowaną „umowę”, która pozwoli reżimowi Iranu pozostać u władzy w zamian za pewne ustępstwa dotyczące irańskiego wsparcia dla antyizraelskich pełnomocników i tłumienia protestów we własnym kraju. Jednak wtedy musiałby się zmierzyć z Izraelczykami. Są oni zdecydowani na zmianę reżimu i liczą na to, że Trump dokona jej za nich. Neokonserwatyści w Waszyngtonie również naciskają na Trumpa, aby pociągnął za spust i przeprowadził pełną inwazję na Iran, jeśli będzie to konieczne do odsunięcia islamskiego rządu od władzy.

Świat się zmienia i to w sposób niekorzystny dla interesów USA. Niestety, Waszyngton sam sprowadził na siebie te zmiany.

Podobne wpisy