||

Gdzie się podziały tamte podatki?

Po zaledwie dwóch miesiącach roku defi cyt budżetowy sięgnął 48,5 mld zł, czyli już 17,8 proc. rocznego limitu. To nie tylko efekt sezonowych wahań. Coraz wyraźniej widać bowiem trwały problem: dochody państwa rosną znacznie wolniej niż wydatki.

W porównaniu do zeszłego roku to zaledwie 3,4% wzrostu dochodów wobec wydatków większych aż o 13,2%. Coraz większy rozjazd może prowadzić do tego, że deficyt budżetowy wymknie się spod kontroli.

Papier przyjmie wszystko

Jednym z największych „grzechów” polityki fi skalnej w ostatnich latach jest konsekwentne zawyżanie dochodów na etapie planowania budżetu. Na czym polega problem? Wydatki przewidziane w ustawie budżetowej mają charakter wiążący, a dochody już nie. Jeśli przyznamy jakiemuś dysponentowi pieniądze w budżecie, to dajemy mu upoważnienie do wydatkowania środków publicznych do tego limitu. Natomiast dochody budżetowe to tylko prognoza. Ich rzeczywista wielkość wynika z efektywności administracji skarbowej i treści ustaw podatkowych. Państwo, na podstawie obowiązujących przepisów, danych historycznych, inflacji i koniunktury gospodarczej, prognozuje, jakie będą dochody w przyszłości. Uwzględnienie dochodów w ustawie budżetowej ma znaczenie tylko dla ustalenia, jakie możliwości wydatkowe ma państwo w danym roku i ile pieniędzy trzeba będzie pożyczyć, żeby sfinansować deficyt.

W praktyce oznacza to jedno: to, co wpiszemy po stronie wydatków, niemal na pewno zostanie wydane. To, co zapiszemy po stronie dochodów, już niekoniecznie. Przykładowo ustawodawca może założyć dowolnie wysokie wpływy z VAT, ale jeśli nie zmienią się przepisy podatkowe ani efektywność ich egzekwowania, takie założenia pozostaną jedynie na papierze.

Ta asymetria od lat stanowi pokusę dla polityków. Im bardziej optymistycznie oszacuje się dochody, tym więcej wydatków można uwzględnić w budżecie.

Optymizm, który kosztuje miliardy

Deficyt na koniec lutego wywołał niemałą sensację. Ale ten wynik to tylko efekt lat zaniedbań. Od dłuższego czasu tracimy kontrolę nad dochodami podatkowymi.

W pierwotnym projekcie ustawy budżetowej na 2023 r. założono, że wpływy podatkowe wyniosą 545,3 mld zł. Ostatecznie do budżetu trafi ło jednak 506,9 mld zł, czyli o 38,4 mld zł mniej od planu. Podobna sytuacja powtórzyła się rok później. W budżecie na 2024 r. zapisano 603,9 mld zł dochodów podatkowych, podczas gdy faktyczne wpływy wyniosły 555,9 mld zł, a więc były niższe o blisko 50 mld zł. Również w 2025 r. prognozy okazały się zbyt optymistyczne. Zakładano, że dochody podatkowe sięgną 570,7 mld zł, tymczasem według szacunków wpłynęło 529,2 mld zł, czyli o ponad 40 mld zł mniej. W efekcie w ostatnich trzech latach skala błędu w szacowaniu dochodów podatkowych wynosiła średnio ponad 42 mld zł rocznie.


Co obce armie kupują w Polsce?


Podatki rosną wolniej niż gospodarka

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że dochody podatkowe rosną wolniej niż sama gospodarka. Co do zasady wzrost PKB powinien przekładać się na wzrost dochodów budżetowych – im więcej wytworzonych dóbr i usług, im więcej ludzie zarabiają, tym więcej pieniędzy trafi a do państwa w postaci podatków od konsumpcji czy dochodów. Między 2023 a 2026 r. nominalny PKB ma wzrosnąć o ok. 22 proc. Dochody podatkowe – według planów – tylko o ok. 14 proc. Jeśli założymy, że po raz kolejny dochody będą mniejsze o ok. 30– 40 mld zł względem projektu, to ta różnica może być jeszcze większa – nawet o 15 p.p. PKB w latach 2023–2026 wzrośnie o ok. 22 proc., a dochody podatkowe – o ok. 7 proc. Dla porównania wydatki budżetowe w 2023 r. wyniosły ok. 660 mld zł, a w 2026 r. mają wynieść aż 919 mld zł – to wzrost o ok. 40 proc. Zresztą wydatki rosną nie tylko w samym budżecie. Jeszcze w 2022 r. wydatki sektora instytucji rządowych i samorządowych wynosiły 43,5 proc. PKB, a obecnie oscylują wokół 50 proc. PKB.

Wniosek jest jeden – podatki rosną wolniej niż gospodarka, a wydatki rosną szybciej. Niepokojący początek 2026 r. Dane za styczeń i luty 2026 r. wskazują na kontynuację tego trendu. Styczniowe dane mogły jeszcze uspokajać. Dochody wzrosły o ponad 17 proc. rok do roku, głównie dzięki wysokim wpływom z VAT, będącym efektem przesunięć rozliczeń z końca 2025 r.

Po danych za luty sytuacja budżetu wyraźnie się pogorszyła. Po dwóch miesiącach 2026 r. dochody budżetu państwa wyniosły 78,3 mld zł, czyli tylko o 3,4 proc. więcej niż rok wcześniej, co odpowiada 12,1 proc. rocznego planu. W tym samym czasie wydatki wzrosły do 126,8 mld zł, a więc aż o 13,2 proc. rok do roku, co oznacza wykonanie już 13,8 proc. tegorocznego planu.

Czy budżet znów jest zbyt optymistyczny?

Oczywiście to dopiero początek roku i nie ma co wyciągać pochopnych wniosków ani ekstrapolować tych danych na cały rok.

Ale te dane pokazują nam dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, dochody na tym etapie wzrosły jedynie o ok. 3 proc. względem zeszłego roku, a wydatki – aż o ponad 13 proc. Oznacza to, że w 2026 r. po raz kolejny dochody zapewne będą rosły wolniej niż gospodarka, a wydatki – szybciej. Po drugie, prawdopodobnie po raz kolejny okaże się, że rząd, szacując dochody w projekcie budżetu na 2026 r., przestrzelił. Realizacja planu dochodów (12,1 proc.) jest niemal identyczna jak rok wcześniej (12 proc.), kiedy prognozy okazały się zawyżone o ok. 40 mld zł. Trudno się temu dziwić, skoro już przed wejściem tegorocznego budżetu w życie było wiadomo, że deficyt będzie większy od zakładanego. Rząd uwzględnił w projekcie ok. 10 mld zł z tytułu podwyżek podatków, które jeszcze nie weszły w życie. W tym 3 mld zł z tytułu podwyżki opłaty cukrowej, podatku od wygranych i nowych stawek akcyzy, które zostały zawetowane pod koniec grudnia. Trudno uznać takie działanie rządu za racjonalne, skoro Kancelaria Prezydenta już w sierpniu jasno sygnalizowała możliwość blokady w tym zakresie.

Wydatki nie czekają na dochody

Wydatki nie czekają na dochody Podczas gdy dochody pozostają niepewne, wydatki realizowane są szybciej niż rok temu – 13,8 proc. planu wobec 12,2 proc. rok wcześniej. Za ten wzrost odpowiada przede wszystkim obsługa długu – z 6,6 mld do 11,5 mld zł. To aż o ok. 75 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Z 21,5 do 25,1 mld zł wzrosły również wydatki na ZUS – to wzrost o ok. 17 proc. Głównym „winowajcą” jest zatem wzrost wydatków sztywnych, wynikających ze zobowiązań państwa – ich redukcja w trakcie roku byłaby bardzo trudna. Najnowsze dane nie przesądzają o katastrofie. Pokazują jednak coś znacznie ważniejszego: trwałą nierównowagę między tym, co państwo planuje wydać, a tym, co realnie jest w stanie zebrać. Jeśli rozstrzał pomiędzy dochodami a wydatkami będzie się utrzymywać, być może w tym roku konieczna będzie nowelizacja budżetu. A w kolejnych latach? Podwyżka podatków albo zaciśnięcie pasa.

Podobne wpisy