||

Chińczyki trzymają się mocno

Chiny zgromadziły ogromne rezerwy ropy naftowej. Mając do dyspozycji rekordowe w skali całego świata 1,4 mld baryłek, Pekin jest przygotowany na nawet 6 miesięcy braku dostaw.

Państwo Środka radzi sobie z zamknięciem cieśniny Ormuz lepiej, niż ktokolwiek mógł sobie to wyobrazić. W pierwszych dniach amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran nie brakowało głosów, że to właśnie Chiny będą państwem, które w największym stopniu odczuje gospodarcze skutki trwającego konfliktu.

Przygotowani na kryzys

Na rzecz takiej tezy świadczyły przede wszystkim dane wskazujące na to, iż Pekin był do niedawna odbiorcą aż 40 proc. baryłek ropy przepływających przez kluczową cieśninę. Chiny zdystansowały wszystkich pozostałych importerów na tyle, że nabywały tyle samo „czarnego złota”, co trzy kolejne państwa w rankingu razem wzięte.

Ogromne zapotrzebowanie na paliwa kopalne w Państwie Środka czyni je teoretycznie bardzo podatnymi na dostawy z rejonu Bliskiego Wschodu. Kierownictwo chińskiego państwa od dawna liczyło się jednak z tym, że Iran może znaleźć się w stanie wojny z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, dlatego zawczasu przygotowano wiele rozwiązań na wypadek kryzysu.

Po pierwsze, tak jak każde poważne państwo na świecie, Chiny zgromadziły ogromne rezerwy ropy naftowej. Mając do dyspozycji rekordowe w skali całego świata 1,4 mld baryłek, Pekin jest przygotowany na nawet 6 miesięcy braku dostaw. Mimo iż wojna trwa już miesiąc, władze nie musiały jak dotąd znacząco uszczuplić swoich rezerw. Wręcz przeciwnie – ich stan jest wciąż uzupełniany, na co pewien wpływ ma choćby fakt, że Iran czyni dla swojego chińskiego partnera wyjątek i przepuszcza część statków z ropą przez cieśninę Ormuz. Są to oczywiście pojedyncze przypadki, niemniej jednak pokazują wyraźnie, że Chiny są w stanie skorzystać z bardzo wielu opcji.

Będąc największym odbiorcą ropy naftowej z całej Zatoki Perskiej, Chiny nie uzależniły się od dostaw tylko z jednego kraju. Przed wybuchem konfliktu kupowały surowiec zarówno z Arabii Saudyjskiej, Iranu, Omanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jak i Iraku. Dzięki temu są dzisiaj w stanie kontynuować zakupy od krajów, których infrastruktura pozwala eksportować ropę z pominięciem Cieśniny Ormuz (głównie Arabia Saudyjska, ZEA czy też Oman). W ostatnich tygodniach Chiny bardzo zwiększyły także import z innych krajów, głównie z Rosji, Kazachstanu oraz Birmy. Dostawy te są realizowane nie tylko rurociągami, ale także drogą morską.


Ceny ropy spadają – mocna reakcja rynku


Własne źródła i ropa z USA

Stosunkowo słabo znanym faktem jest również to, że w ostatnich latach Chiny zdołały znacząco zwiększyć wydobycie ropy naftowej z własnych złóż. Co prawda są one już na ukończeniu, ale w kryzysowym momencie pomogły zapobiec poważnym brakom. Wedle niektórych szacunków Chiny z własnego wydobycia zapewniły sobie zasoby sięgające nawet 40 proc. surowca importowanego z zagranicy.

Trwający kryzys naftowy tworzy niewątpliwie ogromną szansę dla Rosji, która poprzez swój ropociąg „Siła Syberii” zamierza uzyskać zdecydowanie większy niż do tej pory wpływ na chińską gospodarkę. Druga nitka tego ropociągu wciąż jeszcze nie jest gotowa, dlatego trudno sobie wyobrazić, aby rosyjskie dostawy okazały się prawdziwym kołem ratunkowym dla Pekinu jeszcze w tym, a nawet w przyszłym roku.

Póki co Chiny zdecydowały się na bardzo pragmatyczny ruch i zwiększyły dostawy ropy oraz gazu ze Stanów Zjednoczonych. Amerykanie mają dziś paliw kopalnych więcej niż ktokolwiek inny na świecie, a sprzedając je swojemu największemu konkurentowi, demonstrują mu, jak wiele wciąż od nich zależy.

Uwagę przyciąga jednak fakt, że przejawiając ogromny apetyt na paliwa kopalne, Chiny mimo wszystko zdołały w ciągu ostatnich lat nieco zmniejszyć swoje uzależnienie od konwencjonalnych źródeł energii. Rewolucja w zakresie elektromobilności dokonała się w Państwie Środka w niespotykanym gdzie indziej zakresie i obecnie aż połowa wszystkich nowych pojazdów sprzedawanych na chińskim rynku to auta elektryczne. Globalnie rzecz ujmując e-auta to wciąż tylko ok. 12 proc. wszystkich pojazdów poruszających się po chińskich drogach, ale i tak ich masowe użycie pozwoliło w ostatnich kilku latach zmniejszyć zapotrzebowanie na ropę względem wcześniejszych planów.

Chiny od wielu lat przygotowują się na ewentualność wielkiej konfrontacji militarnej ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami. Przy realizacji takiego scenariusza całe państwo byłoby narażone na ograniczenie wszelkich dostaw drogą morską. Zamknięcie Cieśniny Ormuz pokazuje, że Chińczycy są w stanie szybko zaadaptować się do sytuacji, wykorzystując swoje rozległe terytorium oraz liczne opcje stwarzane przez sojuszników i kraje podporządkowane ich kapitałowej ekspansji.


Polscy Kreatorzy Architektury – architekt Leszek Kalandyk: Jak zaprojektować dom z duszą?


Mina pokerzysty

Z gruntu fałszywe byłoby jednak stwierdzenie, że Chinom jest całkowicie obojętne to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Trwająca wojna wymusiła na władzach w Pekinie bardzo sprawne zarządzanie kryzysowe oraz potwierdziła, jak bardzo są zapobiegliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że w dłuższej perspektywie blokada Cieśniny Ormuz byłaby dla Chin prawdziwą katastrofą. Jeszcze większą byłoby zaś przejęcie nad nią trwałej kontroli przez Izrael i Stany Zjednoczone.

Dla Chin rejon bliskowschodni to nie tylko miejsce, w którym zaopatrują się w niezbędne paliwa kopalne, ale także ważny kanał komunikacyjny umożliwiający organizację szlaków handlowych przebiegających przez całą Eurazję. Iran jako sojusznik Pekinu miał już od wielu lat przeznaczoną bardzo ważną rolę do spełnienia jako jeden z głównych krajów tranzytowych. Problem ten dotyczy nie tylko samych Chin, ponieważ Bliski Wschód pozostaje wciąż głównym rezerwuarem ropy i gazu dla całej Azji. Gdyby zaburzenia w dostawach miały się utrzymać znacznie dłużej, zagrażałoby to stabilności gospodarki całego azjatyckiego regionu.

Póki co Chiny trzymają więc fason i starają się nawet nie okazywać żadnego szczególnego zniecierpliwienia trwającą wojną. Niczym rasowy pokerzysta Pekin zachowuje się tak, jakby nie stało się nic szczególnego, i spokojnie kontraktuje dostawy ropy z innych krajów. Tak spora wyrwa w imporcie „czarnego złota” w końcu jednak da o sobie znać i wymusi podejmowanie gorączkowych decyzji.

Podobne wpisy