Europejski fundusz defraudacyjny
Stworzono klasyczną „mętną wodę”, w której – jak wiadomo – najlepiej łowi się ryby – mechanizm będący wręcz zaproszeniem do korupcji, defraudacji i rozmaitych nadużyć.

6 maja Europejski Trybunał Obrachunkowy, będący w strukturach unijnych instytucji odpowiednikiem naszego NIK-u, opublikował raport dotyczący wydawania środków z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), z którego finansowane są Krajowe Plany Odbudowy (KPO) w poszczególnych krajach członkowskich. Pod lupę wzięto 10 państw – Niemcy, Francję, Holandię, Hiszpanię, Rumunię, Austrię, Bułgarię, Estonię, Łotwę i Maltę. Wnioski zaprezentowane w dokumencie są jednoznacznie krytyczne. Konstrukcja Funduszu pełna jest luk, w praktyce uniemożliwiających monitorowanie przepływu pieniędzy – w efekcie środki wydawane są w skrajnie nietransparentny sposób. Autorzy sprawozdania podkreślają m.in., iż „upubliczniane informacje na temat ostatecznych odbiorców środków, faktycznie poniesionych kosztów działań i osiągniętych rezultatów nie są wystarczające” – a mówimy o programie opiewającym na kwotę 577 mld euro, finansowanym ze wspólnego europejskiego długu. Na dodatek stanowić ma on wzorzec dla kolejnego, siedmioletniego budżetu Unii Europejskiej, który będzie opierać się na analogicznych mechanizmach.
Oczywiście wśród badanych krajów są lepsze i gorsze, jednak generalnie kontrolerzy zwracają uwagę na brak systematycznego gromadzenia danych pozwalających prześledzić drogę funduszy aż do końcowego beneficjenta. Do tego niektóre państwa udostępniają odpowiednie dane jedynie na życzenie, co opóźnia i utrudnia gromadzenie informacji. Również po stronie Komisji Europejskiej wykazano istotne zaniedbania: KE nie gromadzi danych dotyczących faktycznie wypłacanych kwot, nawet jeżeli państwa nimi dysponują, przez co trudniej jest dokonać oceny skuteczności wykorzystania środków. Krytyce zostały poddane również przepisy mające zapewnić przejrzystość przepływów finansowych. Państwa mają bowiem obowiązek podawania do publicznej wiadomości jedynie 100 największych odbiorców funduszy – i z reguły na tym poprzestają, co w oczywisty sposób nie odzwierciedla całokształtu finansowania. Jak możemy przeczytać w komunikacie pokontrolnym, ponad połowę spośród czołowych odbiorców stanowią instytucje publiczne, takie jak ministerstwa. Brakuje natomiast informacji dotyczących dalszego rozdysponowania środków pomiędzy chociażby podmioty realizujące zamówienia publiczne, ponieważ państwa nie mają obowiązku ich publikowania. Kontrolerzy podkreślają, iż żadne z 10 skontrolowanych państw nie podało w wykazie informacji o większej liczbie podmiotów niż wymagane przepisami minimum, czyli 100 odbiorców. Oznacza to, że informacje na temat tego, kto i w jakim zakresie korzysta ostatecznie z RRF, są mocno niekompletne. Nadzorująca kontrolę członkini Trybunału Ivana Maletić zauważa, iż: „Jeśli finansowanie nie jest w pełni przejrzyste, obywatele tracą zaufanie do finansów publicznych (…) Mieszkańcy Unii mają prawo wiedzieć, co dzieje się ze środkami publicznymi, kto je otrzymuje i ile pieniędzy jest faktycznie wydatkowanych”, puentując: „Nie można dopuścić do tego, by przyszłe budżety unijne były obarczone takimi brakami w zakresie przejrzystości jak ten instrument”.
Ile długu potrzeba aby złamać konstytucję? | Konstytucyjny limit zadłużenia
Innymi słowy, stworzono klasyczną „mętną wodę”, w której – jak wiadomo – najlepiej łowi się ryby – mechanizm będący wręcz zaproszeniem do korupcji, defraudacji i rozmaitych nadużyć. Jeżeli wystarczy jedynie raportować „kamienie milowe”, ogólne cele wydatkowanych środków oraz 100 największych odbiorców, oznacza to w praktyce, że tylko od dobrej woli poszczególnych rządów zależy, czy pieniądze wydawane są w sposób uczciwy i zgodny z przeznaczeniem.
Mały przykład. Hiszpania wydała 10 mld euro funduszy ze swojego KPO na emerytury i świadczenia socjalne, mimo iż środki te miały zostać przeznaczone na projekty ekologiczne i cyfrowe. Komisja Europejska twierdzi, iż nie widzi problemu, gdyż jest to zwykłe „zarządzanie płynnością”. Ta sama KE blokowała wypłatę środków Polsce i Węgrom ze względu na rzekome niedostatki praworządności, mające narażać unijne fundusze na marnotrawstwo. Tyle że w Hiszpanii u władzy jest lewicowy, socjalistyczny rząd, w Polsce i na Węgrzech rządziła zaś niemile widziana w Brukseli prawica. Jeszcze à propos „zarządzania płynnością”. Jak podał prezes NIK, Mariusz Haładyj, 90 proc. środków z polskiego KPO (58 mld euro) zostało wykorzystane na „zarządzanie płynnością finansową państwa” – czyli, mówiąc po ludzku, zostały przejedzone na bieżące wydatki, a nie wydane na przewidziane w programie inwestycje. Jeżeli dołożymy do tego pamiętną aferę HoReCa z jachtami dla milionerów i solariami w pizzeriach, to aż szkoda, że wśród skontrolowanych przez Europejski Trybunał Obrachunkowy państw zabrakło Polski, bo z pewnością dowiedzielibyśmy się bardzo ciekawych rzeczy. Teraz pozostaje nam jednak czekać z niecierpliwością na nowy unijny budżet, który – jak wspomnieliśmy – ma zostać w całości skonstruowany na wzór Funduszu Odbudowy, który tak znakomicie sprawdził się w charakterze narzędzia do defraudowania kasy. To dopiero będzie używanie!