Europa kolektywem silna!
Mechanizmy UE wykazały swą „ograniczoną skuteczność” we wspólnym, unijnym pokonywaniu problemów energetycznych narosłych z powodów obecnej sytuacji geopolitycznej oraz szaleńczej dekarbonizacji.

Tak przynajmniej można by wnosić z artykułów pojawiających się na portalach think tanków, mających na celu „prowadzenie nowatorskich, niezależnych badań nad europejską polityką zagraniczną i bezpieczeństwa”, jak czytamy na stronie internetowej Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych (ECFR). Dla części ekspertów unijnych obecne kryzysy, takie jak agresja Rosji na Ukrainę oraz wojna amerykańsko-izraelska z Iranem, stały się okazją do lansowania większego scentralizowania UE oraz zwiększenia prerogatyw jej instytucji wykonawczych. W omawianym tu przypadku – w sferze ekonomicznej.
Zacznijmy od przypomnienia kilku liczb. Łącznie ropa naftowa (33 proc.) i gaz ziemny (24 proc.) odpowiadają za ponad połowę europejskiego zaopatrzenia w energię. Węgiel odpowiada za 11,7 proc., następnie energia jądrowa (11,2 proc.), biopaliwa (10,9 proc.), energia słoneczna i wiatrowa (6,1 proc.) oraz energia wodna (3,1 proc.). Jak wynika z przytoczonych danych, prawie 70 proc. energii pozyskiwane jest ze „źródeł nieodnawialnych”, używając zielonoładowej nomenklatury. A źródła nieodnawialne to wiadomo co: głód, smród i ubóstwo oraz „ślad węglowy”. A „ślad węglowy” to „płonąca planeta”. Wprawdzie ostatnio pisze się o tym, że „zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza w Europie dodatkowo wpłynęło na wzrost temperatur, gdyż mniej cząsteczek odbijających światło pozostało w atmosferze”, ale to nie zmienia istoty rzeczy, stąd „klimatolodzy podkreślają, że świat w żadnym wypadku nie powinien rezygnować z wysiłków na rzecz redukcji emisji”. Skoro w drodze konsensusu ustalono, że planeta płonie w wyniku aktywności człowieka, to tak ma być i żadne fakty tego nie zmienią. Przynajmniej w czołówkach gazet i na paskach wiadomości telewizyjnych. A skoro „planeta płonie”, to musimy, jako ludzkość, zewrzeć szeregi. A jak najskuteczniej można „zewrzeć szeregi”? Tylko pod światłym przywództwem najskuteczniej można „zewrzeć szeregi”, to przecież oczywiste!
Szymon Kardaś przypomina w artykule opublikowanym na portalu ECFR o tym, że zależność UE od importu ropy naftowej wynosi 90 proc., a od importu gazu – 85 proc. „Bezpieczeństwo energetyczne Europy w dużej mierze zależy od relacji z partnerami zewnętrznymi i od łaski geopolityki. Konsekwencje dla europejskich cen energii spowodowane wojną z Iranem to tylko najnowszy przykład tego problemu”.
Artykuł Kardasia w całości opiera się na raporcie ECFR Energy Deals Tracker, który rejestruje najważniejsze umowy energetyczne zawarte przez UE i państwa członkowskie z państwami trzecimi w latach 2022-2026. Wskazuje, ile z nich było wiążących, ile miało charakter jedynie orientacyjny, a ile zawierało elementy czystej energii.
Emilia Bartosiewicz-Brożyna: Jak naprawdę wygląda biznes poza wielkimi miastami?
Kardaś, bazując na danych i ocenach raportu, ubolewa nad tym, że państwa europejskie w zakresie dbałości o bezpieczeństwo dostaw energii myślą „indywidualistycznie”, czyli o swoich interesach, a nie całej wspólnoty (sic!), i głównie o energii z paliw kopalnych, a nie, jak wynikałoby z wytycznych obecnego „diamatu”, z „zielonej energii”.
„Wiele nowych kontraktów długoterminowych [na dostawy ropy i gazu] wykracza poza horyzont 2050 r. – datę, do której UE zobowiązała się osiągnąć swój cel neutralności klimatycznej. Zobowiązania dotyczące importu gazu złożone w takich ramach czasowych mogą utrudniać realizację długoterminowych celów UE w zakresie transformacji energetycznej, zwłaszcza że umowy UE dotyczące paliw kopalnych są w zdecydowanej większości przypadków prawnie wiążącymi zobowiązaniami”.
Inaczej jest z „zieloną energią”. Bowiem umowy UE dotyczące „czystej energii” z ostatnich czterech lat zawierane były głównie w formie memorandów. „To samo dotyczy umów dotyczących surowców energetycznych (CRM) i wodoru, które, jak pokazuje Tracker, również w dużej mierze stanowią deklaracje intencji”. Umowy te zawierają również takie cymesy, jak budowa infrastruktury do produkcji lub przesyłu czystej energii. „Jednak ich niewiążący charakter stawia pod znakiem zapytania perspektywy ich realizacji”.
UE zdaje się znajdować na rozdrożu, a może lepiej, na niespodziewanym (?) rozwidleniu równolegle do siebie biegnących torów kolejowych, stojąc w rozkroku między jednym składem pociągów a drugim. Jak pogodzić konieczność zapewnienia sobie bezpiecznych (długoterminowych) dostaw paliw kopalnych z jednoczesnym przyspieszeniem działań dekarbonizacyjnych i innych działań związanych z transformacją energetyczną? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi, podczas gdy metaforyczne składy kolejowe coraz bardziej się od siebie oddalają. Jedno jest pewne – „UE będzie nadal mierzyć się z rosnącymi kosztami energii, presją na konkurencyjność przemysłu oraz polityczną wrażliwością na ceny energii, co może spowolnić tempo dekarbonizacji”. Bo od dekarbonizacji odwrotu nie ma. Tak jak nie było go od socjalizmu i planów pięcioletnich w minionej epoce.
Tymczasem mechanizmy UE wykazały swą „ograniczoną skuteczność” we wspólnym, unijnym pokonywaniu problemów energetycznych narosłych z powodów obecnej sytuacji geopolitycznej oraz szaleńczej dekarbonizacji. I tu jest problem. Nie w tym, jak skutecznie pokonywać problemy energetyczne, ale jak skutecznie WSPÓLNIE pokonywać problemy energetyczne!
Przykładem jest inicjatywa AggregateEU, uruchomiona przez Komisję Europejską w 2023 r. w ramach Platformy Energetycznej UE.