Podwyżka CIT do 22 procent i niepewne dochody budżetu na 2027 rok
Sejm wykreślił podwyżkę CIT, Senat ją przywrócił, a Ministerstwo Finansów zdążyło już uwzględnić przyszłe wpływy w budżecie. O tym, czy największe firmy zapłacą od 2027 r. 22-procentowy podatek, mogą przesądzić najbliższe dni.
Zbigniew Makowski
prezes i ekspert Instytutu Podatków i Finansów Publicznych
Podwyżka CIT do 22 procent to zły pomysł i zły moment
Rząd zaproponował podwyższenie podstawowej stawki CIT z 19 proc. do 22 proc. dla podatników, których przychody w poprzednim roku podatkowym przekroczyły równowartość 50 mln euro. Wyższa stawka miałaby obejmować również określone podmioty należące do dużych grup krajowych i międzynarodowych. Pierwszeństwo zachowałyby odrębne stawki przewidziane dla części instytucji finansowych. Zmiana miałaby dotyczyć dochodów uzyskiwanych w latach podatkowych rozpoczynających się po 31 grudnia 2026 r.
Warto właściwie nazwać skalę proponowanej zmiany. To podwyżka o 3 punkty procentowe, ale przy tej samej podstawie opodatkowania oznacza wzrost kwoty CIT o prawie 15,8 proc. Dla przedsiębiorstwa płacącego dotychczas 19 mln zł podatku od 100 mln zł dochodu nowa stawka oznaczałaby 22 mln zł. Trzy miliony złotych różnicy to środki, których firma nie przeznaczy na inwestycje, rozwój lub wypłatę zysku właścicielom.
Ministerstwo Finansów odwołuje się do zasady sprawiedliwości podatkowej i większej zdolności płatniczej największych podatników. Tyle że projekt posługuje się przychodem jako kryterium zastosowania wyższej stawki. Przychód nie jest dochodem. Przedsiębiorstwo o ogromnych obrotach może osiągać minimalną marżę, ponosić wysokie koszty energii i finansowania albo w ogóle nie wykazywać zysku. Sam próg 50 mln euro nie mówi więc jeszcze nic o jego rzeczywistej zdolności do ponoszenia większych obciążeń.
Co więcej, próg nie działałby tak jak kolejny przedział skali PIT. Po jego przekroczeniu wyższa stawka obejmowałaby co do zasady całą odpowiednią podstawę opodatkowania, nie tylko nadwyżkę ponad limit. Należy też pamiętać, że część mniejszych spółek mogłaby zostać objęta nową stawką z powodu przynależności do odpowiednio dużej grupy kapitałowej, mimo że same nie osiągają przychodów zbliżonych do 50 mln euro.
W dyskusji o sprawiedliwym opodatkowaniu nie można pomijać już istniejących obciążeń. W raporcie opublikowanym w październiku 2026 r. Grant Thornton wskazał, że średnia efektywna stawka podatkowa badanych dużych grup giełdowych osiągnęła w 2025 r. 38 proc. Nie jest to oczywiście średnia stawka CIT wszystkich polskich firm ani liczba wprost porównywalna z ustawowymi 19 proc. Pokazuje jednak, że obraz rzeczywistych obciążeń grup kapitałowych jest znacznie bardziej złożony niż samo zestawienie nominalnych stawek.
Projekt przewiduje także regulacje mające ograniczać unikanie nowej stawki przez podziały, aporty i inne reorganizacje. Cel antyabuzywny można zrozumieć, ale rozwiązania oparte na automatycznych kryteriach mogą dotknąć również restrukturyzacji uzasadnionych gospodarczo, w tym sukcesji i przejęć innowacyjnych przedsiębiorstw. Dodatkową niepewność dla firm znajdujących się blisko limitu tworzy uzależnienie jego przeliczenia na złote od kursu euro z końca poprzedniego roku podatkowego.
Największe zastrzeżenie dotyczy jednak momentu wprowadzenia podwyżki. Jest listopad, a duże przedsiębiorstwa mają już przygotowane plany i budżety na 2027 r. Zmiana stawki o niemal 16 proc. w ujęciu względnym, ogłaszana tuż przed nowym rokiem, wymusza korekty decyzji inwestycyjnych i finansowych. Nawet jeśli fiskus potrzebuje większych dochodów, tak istotne zmiany powinny być zapowiadane z odpowiednim wyprzedzeniem. Stabilność prawa podatkowego też ma wartość gospodarczą.
Sejm usunął podwyżkę, a Senat ją przywrócił
Rządowy projekt, procedowany w Sejmie jako druk nr 3147, początkowo obejmował podwyżkę CIT do 22 proc. Podczas prac parlamentarnych doszło jednak do istotnego zwrotu. 22 października 2026 r. Sejm przyjął ustawę, ale usunął z niej przepisy podwyższające CIT dla największych podatników. Pozostawił natomiast inne elementy reformy podatków dochodowych, w tym zmiany skali PIT.
Nie był to jednak koniec sprawy. 27 października Senat uchwalił poprawki, które przywracają do ustawy mechanizm 22-procentowej stawki CIT. Przy okazji senatorowie zaproponowali również usunięcie przyjętej przez Sejm corocznej waloryzacji progów PIT. Poprawki wróciły do Sejmu jako druk nr 3270.
Warto odnotować jeszcze jeden szczegół prawny. Senat przywrócił regulację, którą Sejm świadomie usunął w toku prac. Podczas senackiej debaty pojawiła się kwestia granic dopuszczalności takiej poprawki. Zwolennicy jej przyjęcia argumentowali, że nie jest to nowa materia, ponieważ podwyżka CIT była elementem pierwotnego projektu rządowego i przedmiotem sejmowych prac. Spór o zakres poprawki senackiej jest więc dodatkowym aspektem całej legislacyjnej historii.
W budżecie są miliardy z podatku, którego jeszcze nie ma
Dlaczego Ministerstwu Finansów tak zależy na przywróceniu CIT 22 proc.? Odpowiedź w dużej mierze znajduje się w projekcie budżetu państwa na 2027 r. Resort prognozuje przyszłoroczne wpływy z CIT na poziomie 94,6 mld zł i wprost przyznaje, że w prognozie uwzględnił projektowane podwyższenie stawki dla największych firm. Według wypowiedzi wiceministra finansów Jarosława Nenemana rezygnacja z tej podwyżki oznaczałaby około 6,2 mld zł niższych wpływów w 2027 r.
Zwróćmy uwagę na chronologię. Rząd przygotował projekt budżetu z założeniem, że konkretna nowelizacja podatkowa wejdzie w życie. Zaplanowano stronę dochodową, wydatki i wynik budżetu, choć nie było pewności, czy Sejm podwyżkę poprze, czy Senat zmieni ustawę i czy ostatecznie podpisze ją Prezydent. Teraz, w czasie prac nad budżetem, okazuje się, że jedno z przyjętych założeń może w ogóle nie zostać zrealizowane.
Projekt budżetu na 2027 r. zakłada dochody w wysokości 696,4 mld zł, wydatki 977,6 mld zł oraz deficyt nie większy niż 281,2 mld zł. Jeżeli zabraknie zakładanych 6,2 mld zł z podwyżki CIT, a wszystkie pozostałe dochody i wydatki pozostaną bez zmian, luka między nimi wzrośnie do 287,4 mld zł. To nie jest mało istotna korekta, tylko dodatkowe 6,2 mld zł potencjalnego deficytu. Nie oznacza to, że zapisany w ustawie limit deficytu wzrośnie automatycznie. Zgodnie z art. 220 ust. 1 Konstytucji Sejm nie może ustalić deficytu większego niż zaproponowany przez Radę Ministrów. Rząd musi więc znaleźć dochody zastępcze albo ograniczyć wydatki.
Oczywiście budżet państwa zawsze opiera się na prognozach, a uwzględnianie planowanych zmian prawa nie jest samo w sobie zakazane. Czym innym jest jednak ostrożne prognozowanie wpływów z istniejących podatków, a czym innym wpisanie do podstawowych założeń budżetu wielomiliardowych dochodów z podwyżki, której Sejm wcale nie musi uchwalić i którą Prezydent może zawetować. W takiej sytuacji odpowiedzialne zarządzanie finansami publicznymi wymagałoby bardzo wyraźnego scenariusza na wypadek niepowodzenia projektu. Takiego zabezpieczenia nie widać w publicznym uzasadnieniu dla przyjętej prognozy.
Tym bardziej dziwi, że podobną lekcję przyniósł już poprzedni rok. Pakiet niekorzystnych zmian w podatkach dochodowych oznaczony numerem UD116 miał pierwotnie obowiązywać od 1 stycznia 2026 r., ale w 2025 r. nie przeszedł całej drogi legislacyjnej i nie został ogłoszony w terminie wymaganym dla takich zmian. Nie jest to ten sam projekt co obecna podwyżka CIT, lecz przykład ryzyka wynikającego z planowania fiskalnego na podstawie rozwiązań, których los pozostaje niepewny.
Moim zdaniem nie jest to już przesadny optymizm, lecz nieodpowiedzialność przy konstruowaniu budżetu państwa. Ministerstwo Finansów potraktowało wynik przyszłego procesu legislacyjnego niemal jak przesądzony i oparło na nim istotną część planu dochodów. Tymczasem parlament może odrzucić propozycję rządu, a Prezydent ma pełne prawo odmówić podpisania ustawy. To nie są nadzwyczajne awarie procesu legislacyjnego, lecz elementy konstytucyjnego ustroju państwa.
Widzę w tym również objaw znacznie głębszego, utrwalającego się od lat problemu naszej praktyki ustrojowej: stopniowego osłabiania rzeczywistej roli Sejmu wobec rządu. W teorii to władza ustawodawcza rozstrzyga, jakie przepisy staną się prawem, i kontroluje władzę wykonawczą. W praktyce rząd coraz częściej zdaje się traktować parlament jako instytucję, która ma zatwierdzić wcześniej podjęte decyzje. Jeśli Ministerstwo Finansów wpisuje do budżetu miliardy złotych z nieuchwalonego podatku, powstaje pytanie, czy w ogóle liczy się z możliwością, że posłowie powiedzą mu „nie”.
Nie chodzi o to, że rząd nie powinien współpracować z większością parlamentarną. To naturalne w systemie parlamentarno-gabinetowym. Niepokojące jest jednak przekonanie, że poparcie tej większości można z góry traktować jak formalność, a wynik prac ustawodawczych jak administracyjny etap realizacji decyzji rządu. Jeśli taka praktyka staje się regułą, trudno nie zapytać, w jakiej kondycji jest zasada podziału władz w Polsce i czy w rzeczywistym funkcjonowaniu państwa władza wykonawcza nie zaczyna dominować nad ustawodawczą.
Niższy PIT, wyższy CIT? Makowski o tym, kto zapłaci za reformę podatkową
Dwa scenariusze na 5 i 6 listopada
Zgodnie z opublikowanym harmonogramem Komisja Finansów Publicznych ma rozpatrzyć poprawki Senatu 5 listopada. Rozstrzygnięcia sejmowego można oczekiwać na posiedzeniu zaplanowanym
na 5 i 6 listopada; w dotychczasowych założeniach wskazywano głosowanie 6 listopada. Możliwe są dwa podstawowe scenariusze.
Pierwszy: Sejm odrzuca senackie poprawki przywracające podwyżkę CIT. Wtedy w tej ustawie nie znajdzie się nowa stawka 22 proc., a plan jej zastosowania od 2027 r. upadnie. Drugi: poprawki Senatu pozostają w ustawie, a podwyżka przechodzi do ostatniego etapu procedury ustawodawczej – przedstawienia ustawy Prezydentowi.
Jest tu istotny szczegół. Zgodnie z art. 121 ust. 3 Konstytucji RP, aby odrzucić poprawkę Senatu, Sejm potrzebuje bezwzględnej większości głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jeżeli takiej większości nie uzyska, poprawkę uważa się za przyjętą. Dlatego drugi scenariusz nie wymaga pozytywnego głosowania za podwyżką. Wystarczy, że nie uda się jej skutecznie odrzucić.
Czy z sejmowej arytmetyki wynika już, że poprawka Senatu się utrzyma? Nie. W głosowaniu z 22 października za usunięciem podwyżki CIT opowiedziało się 220 posłów, przeciw było 214, a jeden wstrzymał się od głosu. Przy identycznej frekwencji i identycznym podziale głosów grupa 220 posłów miałaby także wymaganą bezwzględną większość do odrzucenia poprawki Senatu. Nie można więc rzetelnie twierdzić, że jej odrzucenie jest matematycznie niemal niemożliwe. Jednocześnie różnica jest minimalna: przy takim samym udziale posłów zmiana stanowiska zaledwie trzech głosujących za usunięciem podwyżki CIT wystarczyłaby, żeby poprawki nie udało się odrzucić.
W ocenie politycznej można zakładać, że rząd i Ministerstwo Finansów zrobią bardzo wiele, by przywrócić podwyżkę, od której zależy ponad 6 mld zł planowanych dochodów. Uważam więc, że scenariusz utrzymania poprawek Senatu jest jak najbardziej realny. Nie nazwałbym jednak rozstrzygnięcia przesądzonym: o losie 22-procentowej stawki może zdecydować dosłownie kilku posłów.
Wyścig z kalendarzem i 21 dni Prezydenta
Na tym etapie zaczyna się problem terminów. Zgodnie z art. 122 ust. 2 Konstytucji RP Prezydent ma zasadniczo 21 dni od przedstawienia ustawy na jej podpisanie. Nie musi wykorzystać całego terminu: może podpisać ustawę wcześniej. Może jednak także skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego albo skorzystać z weta, a wtedy bieg terminu zostaje wstrzymany. Weto obejmuje ustawę jako całość, a nie tylko wybraną podwyżkę CIT.
Dlaczego w tej sprawie tak ważny jest 30 listopada? Utrwalone orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, wywodzone z zasady zaufania obywatela do państwa z art. 2 Konstytucji, wymaga co do zasady co najmniej miesięcznego wyprzedzenia przy ogłaszaniu niekorzystnych zmian dotyczących podatków rozliczanych rocznie. Jeżeli 22-procentowa stawka miałaby obowiązywać już od początku 2027 r., ustawa powinna być ogłoszona w Dzienniku Ustaw najpóźniej 30 listopada 2026 r. Późniejsze ogłoszenie byłoby sprzeczne z orzecznictwem Trybunału i powodowałoby niezgodność wprowadzonej ustawy z Konstytucją RP.
Spójrzmy na konkretne daty. Piątek 6 listopada to potencjalny dzień rozstrzygnięcia Sejmu. Jeśli ustawa trafi do Prezydenta jeszcze tego dnia, konstytucyjne 21 dni upłynie w piątek 27 listopada. Na ogłoszenie pozostanie zatem jeszcze poniedziałek 30 listopada. Jeśli natomiast dokument zostanie przedstawiony Prezydentowi w poniedziałek 9 listopada, termin upłynie w poniedziałek 30 listopada – czyli dokładnie w ostatnim dniu, który pozwala zachować wymagany standard wyprzedzenia.
Czy Prezydent podpisze ustawę, która jednocześnie zawiera korzystne dla części podatników zmiany w PIT i niekorzystną podwyżkę CIT? Nie sposób tego przesądzić. Ma pełne konstytucyjne prawo do własnej oceny i do weta. Ministerstwo Finansów powinno było uwzględnić tę możliwość już na etapie przygotowywania budżetu.
Konkluzja
Ta historia nie sprowadza się do sporu o trzy punkty procentowe CIT. Jest testem tego, jak państwo traktuje stabilność prawa gospodarczego i ryzyko w finansach publicznych. Nie ma nic niewłaściwego w przedstawianiu parlamentowi propozycji zwiększenia dochodów. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyszłą podwyżkę traktuje się w budżecie niemal jak fakt dokonany, zanim zakończy się proces ustawodawczy. Przed nami decyzje Sejmu, Prezydenta i wyjątkowo napięty kalendarz. Na razie pewne jest jedno: CIT 22 proc. nie jest jeszcze obowiązującym prawem.