22.9 C
Warszawa
poniedziałek, 4 lipca 2022

Najwyższy Sąd Rodzinny

Koniecznie przeczytaj

Syn Małgorzaty Gersdorf występował jako pełnomocnik przed Sądem Najwyższym za czasów jej prezesury. Robił to wspólnie z członkiem warszawskiej palestry zamieszanym w aferę reprywatyzacyjną.

31 stycznia br. Małgorzata Gersdorf na wiecu sędziów w Warszawie tak zwróciła się do swoich kolegów i koleżanek: „O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć…”. Sędziowie lubią podkreślać swoją niezależność, niczym prawda objawiona powtarzają tę mantrę do upadłego. Gdy jednak chodzi o praktykę niezależności sędziowskiej, przychodzi jej pilnować stronie występującej przed sądem. Jak się okazuje, Sąd Najwyższy nie prowadzi monitoringu osób występujących przed nim pod względem pokrewieństwa. Idąc przed sąd, warto więc sprawdzać swojego przeciwnika procesowego. Być może trafimy na syna samej pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf.

Doktor Maciej Giaro jest radcą prawnym prowadzącym swoją kancelarię w Warszawie. Karierę naukową robi na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, podobnie zresztą jak jego matka. W przeszłości obydwoje byli współautorami publikacji prawniczych. Doktor Giaro oprócz publikacji naukowych z matką, był autorem glos, w tym także do orzeczeń Sądu Najwyższego. Jeszcze w 2016 roku Giaro wraz z Krzysztofem Wąsowskim występowali w sprawie o sygn. akt IV CSK 57/16, jako pełnomocnicy jednej ze stron. Wąsowski to były rzecznik dyscyplinarny warszawskiej adwokatury. W ubiegłym roku prokuratura postawiła mu zarzut wyrządzenia szkody w mieniu Skarbu Państwa na kwotę ponad 33 milionów złotych. Sprawa ma związek z reprywatyzacją. Wąsowski także wywodzi się ze środowiska naukowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Można zadać pytanie, czy to etyczne, aby profesjonalny pełnomocnik, radca prawny jednocześnie syn I prezes Sądu Najwyższego występował przed instytucją, którą kieruje jego matka? Dwa lata temu niektóre sądy warszawskiej apelacji wymagały, aby asystenci sędziów, którzy byli jednocześnie aplikantami adwokackimi lub radcowskimi, porzucili albo pracę, albo aplikację. Według sędziów nie wystarczyło zapewnienie, że nie będą występować jako aplikanci przed wydziałami ani także sądami, w których pracują. Sędziowie uważali, że to niedopuszczalne, aby aplikant jednocześnie pracował w sądzie, chociaż nie prowadził on w nim żadnej ze spraw. Tymczasem syn pierwszej prezes Sądu Najwyższego występował przed instytucją kierowaną przez jego matkę, jako radca prawny, reprezentując interesy jednej ze stron. To trochę tak, jakby syn prezesa występował przed pracownikami rodzinnej firmy. Świadczą o tym uprawnienia pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Sędziowie SN składają swoje oświadczenia majątkowe właśnie prezes Gersdorf, która dokonuje ich analizy. To sędzia Gersdorf kieruje też sędziów na badania do lekarzy orzeczników ZUS, gdy ma wątpliwości, czy nadają się oni do pełnienia powierzonej funkcji. Nawet gdyby sędzia Sądu Najwyższego chciał mieszkać poza Warszawą, musiałby uzyskać zgodę pierwszej prezes Gersdorf. Co więcej, rzecznik dyscyplinarny SN podejmuje działania na wniosek pierwszego prezesa SN.

Można zastanawiać się, jaki wpływ na wynik postępowania przed Sądem Najwyższym miał udział Macieja Giaro. Wiadomo, że chociaż Sąd Najwyższy nie podzielał jego stanowiska procesowego, to i tak uwzględnił kasację i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu. W składzie sędziowskim zasiadali Barbara Myszka, Krzysztof Pietrzykowski i Agnieszka Piotrowska. Pietrzykowski zasiadał razem z matką Giaro w radzie naukowej Spółdzielczego Instytutu Naukowego. Natomiast sędzia sprawozdawca Barbara Myszka orzekała w jednym składzie z prezes Gersdorf.

Zwróciliśmy się z serią pytań do rzecznika Sądu Najwyższego o to, w jakich jeszcze sprawach Maciej Giaro występował jako pełnomocnik. Z odpowiedzi wynikało, że Sąd Najwyższy nie monitoruje spraw, które toczą się przed nim pod względem pokrewieństwa pełnomocników z sędziami. System teleinformatyczny, na którym pracują sędziowie i cały Sąd Najwyższy nie pozwala na ustalenie, czy w jeszcze jakichś sprawach występował doktor Giaro. Inaczej sprawa wygląda w systemie Currenda, który zapewnia obsługę informatyczną sądów powszechnych. W tym systemie w sposób niezwykle łatwy można ustalić, w jakich sprawach występowali konkretni pełnomocnicy przed danym sądem. Tak więc Sąd Najwyższy mieszczący się w pięknym gmachu w Warszawie ma gorszy system teleinformatyczny od sądów powszechnych nawet w małych miastach Polski Wschodniej. Co zatem robić? Według biura prasowego Sądu Najwyższego to strony na etapie postępowania powinny składać odpowiednie wnioski.

Problem rodzinny?

To nie koniec perypetii rodzinnych Macieja Giaro i Małgorzaty Gersdorf. Syn pierwszej prezes znany jest w środowisku naukowym ze swojego niekonwencjonalnego stanowiska w wielu sprawach. Między innymi jest autorem publikacji „Członek zarządu spółki kapitałowej jako pracownik per facta concludentia”. Jak możemy przeczytać w abstrakcie do artykułu „Autor polemizuje z prezentowaną w orzecznictwie Sądu Najwyższego tezą, zgodnie z którą dopuszczalne jest uznanie umowy o pracę z członkiem zarządu spółki kapitałowej za zawartą per facta concludentia”. Przez chwilę z jego stanowiskiem zgadzała się także pierwsza prezes Sądu Najwyższego. W poprzednim artykule opisaliśmy, jak sędzia Gersdorf złamała ugruntowaną linię orzeczniczą ws. Ryszarda Jacha, po czym powróciła do niej. W przypadku Jacha, Gersdorf uznała, podobnie jak jej syn, że nie można zawrzeć umowy o pracę z członkiem zarządu spółki w sposób dorozumiany. W kolejnej sprawie, gdzie orzekała w składzie trójkowym, brała udział w wydaniu orzeczenia, w którym uznała, że jest to możliwe. Czym różniły się te dwie sprawy? W jednej z nich ze stroną postępowania łączyły ją silne powiązania osobowe i zawodowe.

Czy złamano standardy?

Na pewno znajdą się obrońcy pani prezes, jak również jej syna Macieja Giaro. Podniosą się głosy, że przecież to o niczym nie świadczy. Z racji zajmowanego stanowiska przecież M. Gersdorf zna wielu sędziów. Jako profesor prawa egzaminowała i znała wielu adwokatów i radców prawnych, przecież nie może się wyłączyć we wszystkich sprawach. Ale musimy sobie odpowiedzieć na standardy, jakie chcemy naśladować. Czy w dojrzałej zachodnioeuropejskiej demokracji dopuszczalne byłoby, aby syn pierwszej prezes Sądu Najwyższego występował przed tym sądem jako pełnomocnik? Czy nie może to budzić uzasadnionego przekonania, że jako pełnomocnik może mieć większe szanse przed Sądem Najwyższym niż jego koledzy i koleżanki po fachu? Trzeba pamiętać, że Maciej Giaro jako radca prawny musi na rynku konkurować z innymi prawnikami, którym skrzętnie zakazuje się nawet reklamy. Ktoś może zadać pytanie, ale czy w związku z tym nie powinien występować przed Sądem Najwyższym? Na to bardzo dobre pytanie odpowiedź można znaleźć w orzecznictwie samego Sądu Najwyższego. Postanowieniem z dnia 10 marca 2015 roku sygn. akt II UO 1/15 Sąd Najwyższy stwierdził, że „nawet stosunki wyłącznie służbowe w stosunkowo niewielkiej przecież instytucji (…) mogą ze względu na osobistą znajomość oraz osobisty charakter kontaktów zostać uznane za stosunki tego rodzaju, że wywołają w odbiorze zewnętrznym uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziów. Jak trafnie uznaje się bowiem w doktrynie „przyczyną wyłączenia jest sama możliwość powstania wątpliwości, i to zarówno u podmiotów zgłaszających wniosek o wyłącznie, jak i u innych występujących w procesie, jak również u osób spoza procesu”. W tej konkretnej sprawie chodziło o wyłączenie wszystkich sędziów w sprawie sędziego z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, która toczyła się przed tym sądem. Co ciekawe to sama strona postępowania złożyła wniosek o wyłączenie i przekazanie sprawy innemu sądowi. Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku uznając, że orzekanie w sprawie innego sędziego zatrudnionego w tym samym sądzie rodziłoby poważne wątpliwości.

No dobrze, ale może skład orzekający w sprawie, w której pełnomocnikiem był Maciej Giaro, nie wiedział kim on jest i jakie stosunki łączą go z prezes Gersdorf? Ciężko jest bronić takiego stanowiska przez udział w składzie SSN Krzysztofa Pietrzykowskiego, który na Uniwersytecie Warszawskim, według informacji na stronach internetowych, jest profesorem w Instytucie Prawa Cywilnego, natomiast dr Maciej Giaro znajduje się w Katedrze Prawa Cywilnego Porównawczego. Rodzice Macieja Giaro są związani ze środowiskiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego od wielu lat. O tym, czy złamano standardy, należy odpowiedzieć zastanawiając się, czy fakt, że występujący w sprawie przed Sądem Najwyższym profesjonalny pełnomocnik jest synem I Prezes Sądu Najwyższego, może budzić wątpliwości natury etycznej. Szarzy adwokaci czy radcowie prawni, których rodziny są zatrudnione w sądach jako pracownicy nawet administracyjni czy fizyczni są wyłączani ze spraw. Wszystko w obawie przed odpowiedzialnością dyscyplinarną i skandalem. Często nie mogą robić kariery prawniczej w swoim mieście rodzinnym, tylko emigrują do innych metropolii. Trzeba podkreślić, że Giaro jest członkiem małego elitarnego grona prawników, w których wzajemne kontakty zawodowe przeplatają się z towarzyskimi. Środowisko Sądu Najwyższego to w sporej części kadra naukowa Uniwersytetu Warszawskiego, podobnie jak sam dr Maciej Giaro.

O komentarz poprosiliśmy członka Trybunału Stanu – Roberta Majka, który stwierdził, że pierwsza prezes Sądu Najwyższego powinna wyjaśnić tę sprawę, bo to bardzo poważna sprawa. Może tworzyć wrażenie braku bezstronności, gdy jej syn występuje przed kierowanym przez nią sądem.

Zapytany o sprawę rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek, próbuje tonować nastrój twierdząc, że takie sytuacje się zdarzają. Przywołał przepis, już zresztą nieobowiązujący, który zabraniał małżonkowi sędziego bycia adwokatem lub radcą prawnym. Trudno zatem mówić o czymś szczególnym. Po czym dodał, że nie chce się wypowiadać o sprawie, gdyż nie zna jej szczegółów. Przyznał, że ma to szczęście, że jego córki nie zostały prawnikami i takie kontrowersje nie będą go dotyczyły. Naszą prośbę o ocenę odesłał do rzecznika Sądu Najwyższego. Ten jednak stwierdził, że nie chce komentować sprawy. Próbowaliśmy też skontaktować się z wiceministrem sprawiedliwości Patrykiem Jakim. Chociaż wiedział, w jakiej sprawie dzwoniliśmy, nie odpowiadał na nasze próby kontaktu.

Autor

Poprzedni artykułChodził Lis koło metra
Następny artykułDyskryminacja Nataszy

Najnowsze