14 C
Warszawa
niedziela, 2 października 2022

Upadek Yahoo!

Koniecznie przeczytaj

Jak afery pogrążyły legendę Internetu.

Amerykański koncern telekomunikacyjny Verizon przejął firmę Yahoo!, właściciela m.in. portalu i przeglądarki internetowej, za 4,48 mld USD – poinformował w ubiegłym tygodniu branżowy magazyn Computer World.
Kwota ta to zaledwie cień tego ile internetowy gigant był wart jeszcze kilka lat temu. Firma nie wytrzymała w starciu z portalami społecznościowymi i wielkimi aferami związanymi z wyciekami informacji o jej użytkownikach oraz udostępnianiu ich danych.

Starszy Google
Yahoo! rozpoczęło działalność już w 1994 roku (wówczas jako Jerry and David’s Guide to the World Wide Web). Twórcami byli David Filo i Jerry Yang. Strona szybko zyskiwała zainteresowanie wśród użytkowników dopiero raczkującego Internetu. Już w 1996 roku Yahoo! trafiło na giełdę.
Serwis zyskiwał popularność przede wszystkim za sprawą swojej wyszukiwarki internetowej i usługom takim jak poczta e-mail czy portal informacyjny. W 1998 roku portal Yahoo! był najczęściej odwiedzaną stronę w Internecie z średnim wynikiem niemal 100 mln odsłon dziennie. W tym samym roku na rynku pojawił się Google, który wkrótce zajął miejsce na podium najchętniej odwiedzanych stron internetowych.
Jednak prawdziwe problemy z konkurencją Yahoo! zaczęły się wraz z powstaniem zaawansowanych portali społecznościowych: MySpace w 2003 roku, a następnie Facebook w 2004 roku.

Ciężki okres
Najbardziej burzliwe dla Yahoo! i całego biznesu internetowego były lata 2005-2008. W 2005 roku MySpace (wcześniej – jak informowała dziennikarka The Wall Street Journal – odrzucając możliwość odkupienia Facebooka za 75 mln USD) zostało zakupione za 580 mln USD przez News Corporation Ruperta Murdocha. W 2008 roku Facebook zajął miejsce lidera w serwisach społecznościowych. Projekt platformy społecznościowej Google pozostawał daleko w tyle za konkurencją.
Na przełomie 2007 i 2008 roku media donosiły o pomyśle „wymiany” jaką miał zaoferować Yahoo! Murdoch. W zamian za MySpace jego imperium miałoby dostać 30 proc. Yahoo! (oznaczało to, że MySpace było warte od 9 do 12 mld USD). Do grona zainteresowanych Yahoo! dołączył też Microsoft, którego oferta wywróciła stawkę.
Propozycja przedsiębiorstwa założonego przez Billa Gatesa wynosiła 44,6 mld USD. Twórca Fox News stwierdził wówczas: „nie będziemy walczyć z Microsoftem, który ma dużo więcej pieniędzy od nas” i zrezygnował z walki.
Jednak szefostwo Yahoo! ofertę Microsoftu odrzuciło, twierdząc, że jest zbyt niska (w czasach swojej świetności, z początku wieku Yahoo! wyceniano nawet na 125 mld USD).

Era afer
Obok głośnych przejęć i prób zakupu Yahoo! zaczęły pojawiać się oskarżenia pod adresem firmy ze strony mediów. Pierwszy głośny przypadek dotyczył sprawy z września 2005 roku gdy Reporterzy bez Granic oskarżyli Yahoo! o udzielenie pomocy komunistycznym władzom w skazaniu i uwięzieniu dziennikarza, który informował mailowo o ograniczaniu swobody mediów w Chinach. O ile pod adresem Google czy Microsoft w przeszłości pojawiały się zarzuty o cenzurowanie treści, które nie podobały się komunistom, to ta sytuacja była znacznie cięższa.
– Według Reporterów bez Granic, z akt sądowych wynika, że Yahoo Holdings (Hongkong) Ltd. udostępnił chińskim organom ścigania informacje, umożliwiające dotarcie do Shi jako autora prywatnego e-maila, zawierającego jakoby tajemnice państwowe – opisywała sprawę Wirtualna Polska. Dziennikarz został skazany na 10 lat więzienia za ujawnianie tajemnic państwowych cudzoziemcom, a podstawą skazania był e-mail zawierający jego uwagi do okólnika rządowego dot. restrykcji wobec mediów. Yahoo! unikało komentarzy do sprawy. Kolejny skandal wybuchł zaledwie kilka miesięcy później.
Na początku 2006 roku Reporterzy bez Granic ujawnili bowiem, że sprawa z 2005 roku nie była pierwszą tego typu. Yahoo! miała bowiem jeszcze w 2003 roku pomóc komunistycznym władzom w namierzeniu chińskiego dysydenta, który dostał osiem lat więzienia za „działalność wywrotową” (pisał o aferach w swojej prowincji i jej pierwszym sekretarzu na forach internetowych, potem na emigracyjnej stronie internetowej). W wyjaśnienie afery zaangażowali się amerykańscy kongresmani z podkomisji praw człowieka, domagając się od Yahoo! informacji nt. współpracy z chińską policją. Republikanie podejrzewali, że to nie jedyne przypadki. Internetowy gigant bronił się, że zgodnie z lokalnym prawem nie może odmawiać dostarczania danych internautów chińskim władzom. Ówczesna rzecznik prasowa Yahoo! Mary Osako zapewniała, że firma nie wiedziała kim są osoby, o których dane zwracały się komunistyczne władze.
– Przyjmijmy, że prośba o podanie adresu skrzynki prywatnego użytkownika przysłana przez chiński sąd (Osako twierdzi, że Yahoo! spełni tylko prośby uzasadnione prawnie) jest lakoniczna, ale sam charakter zarzutu, np. “działania wywrotowe” czy “łamanie tajemnicy państwowej”, pozwala się domyślić, że chodzi o dysydenta. (…) Nie mamy już wątpliwości, że współpraca Yahoo! z chińską policją była stała i, niestety, skuteczna – komentował sytuację Vincent Brossel z Reporterów bez Granic w rozmowie z Gazetą.pl.
Do Yahoo! zwrócił się m.in. nowojorski Komitet Obrony Dziennikarzy, z prośbą o podanie informacji, ile razy firma była proszona o dostarczanie danych swoich użytkowników.
Dwa miesiące później, ponownie Reporterzy bez Granic, ujawnili trzeci przypadek – Yahoo! miała przekazać komunistom e-mail ze skrzynki Jianga Lijun. Został on skazany na cztery lata więzienia za „działalność wywrotową” czyli m.in. zamieszczenie w Internecie odezwy wzywającej do obalenia partii komunistycznej.
Po tej czarnej serii na Yahoo! spadły pozwy ze strony skazanych użytkowników ich usług.

Kryzys wyciekowy
Wraz z upływem lat pozycja na rynku Yahoo! zaczęła bardzo słabnąć. Poza Stanami Zjednoczonymi portal i pozostałe usługi zaczęły tracić zainteresowanie (dominującą pozycję utrzymał jednak Yahoo! Japan). W Polsce Yahoo! zawitało bardzo późno. Polska wersja portalu miała premierę dopiero w 2011 roku i po niecałych trzech latach zakończył działalność (podobnym fiaskiem okazał się podbój polskiego rynku przez eBaya).
Właściciele Yahoo! zaczęli rozglądać się za inwestorem. W połowie 2016 roku amerykański koncern telekomunikacyjny Verizon ogłosił, że kupi dinozaura Internetu za niecałe 5 mld USD, a transakcja ma być sfinalizowana w 2017 roku. Przeglądarka miała zostać zintegrowana z AOL (jednym z dostawców usług internetowych, przejętych wcześniej przez Verizon). Umowa przejęcia nie obejmowała udziałów Yahoo! w Alibabie (portal handlowy) i Yahoo! Japan (w którym przemianowane na Altaba Inc. Yahoo Inc. posiada 35,5 proc. udziałów, a 36,4 proc. to własność SoftBank Group).
Najgorsze nastąpiło we wrześniu i grudniu 2016 roku. Na przełomie września i października Yahoo!, po pojawiającej się w mediach informacji nt. gigantycznego wycieku, oficjalnie przyznało, że ich serwery padły ofiarą ataku na wielką skalę. Hakerzy wykradli informacje z co najmniej 500 mln kont użytkowników. Sam atak miał nastąpić w 2014 roku ale firma nie zdawała sobie sprawy, że padła ofiarą przestępców, a śledztwo ruszyło dopiero gdy w sieci zaczęły pojawiać się informacje o włamaniu. Hakerzy byli na tyle zuchwali, że jeden z nich chwalił się, że jest w posiadaniu danych z kont 200 mln użytkowników Yahoo! i chce je sprzedać.
Wśród danych były m.in. imiona, nazwiska, daty urodzenia, adresy e-mail, numery telefonów, hasła a nawet pytania bezpieczeństwa wraz z odpowiedziami. Firma informowała, że hakerzy nie zdobyli informacji o kartach płatniczych ani kontach bankowych, a ona sama rozpoczęła współpracę z rządem Stanów Zjednoczonych. Atak miał natomiast zostać przeprowadzony najprawdopodobniej na zlecenie innego państwa.
Jeszcze większa panika wybuchła w grudniu, gdy Yahoo! przyznało się do kolejnego wycieku danych – tym razem z miliarda kont użytkowników. Dodatkowo firma przyznała, że poprzedni atak został wykryty nie przez nich ale organy ścigania, które zwróciły się do Yahoo! z prośbą o potwierdzenie, czy dane udostępnianie przez hakerów rzeczywiście pochodzą z kont ich użytkowników.
– Sprawa nie jest świeża. To, co udało się firmie ustalić, to fakt, że strona trzecia uzyskała dostęp do serwerów firmy w sierpniu 2013 roku – najpewniej w innym ataku niż w tym, który posłużył do wykradzenia 500 mln kont, o czym mówiło się kilka miesięcy temu. Oznacza to, że dane użytkowników były w rękach cyberprzestępców przez trzy lata, a sprawa dopiero teraz wychodzi na jaw – opisywał sprawę Piotr Grabiec z branżowego portalu Spidersweb.pl.

Smutny koniec
Afery, które wstrząsnęły Yahoo! pod koniec 2016 roku odbiły się na ostatecznej cenie, jaką za nią zapłacił Verizon. Cena spadła bowiem do 4,48 mld USD. Afera kosztowała Yahoo! 350 mln USD.
W wyniku połączenia Yahoo! z AOL na rynku dostawców usług internetowych pojawi się nowy podmiot – spółka Oath. Na jej czele stanie Tim Armstrong (dotychczasowy prezes AOL). Prezes Yahoo! Marissa Mayer odeszła z rekordową odprawą 189 mln USD w akcjach i gotówce.
Jak poinformował „Business Insider” Verizon zredukuje zatrudnienie w swojej grupie internetowej o ponad 2 tys. etatów, a zwolnienia obejmą zarówno dotychczasowych pracowników Yahoo! jak i AOL.

Autor

Poprzedni artykułZdrowie z przemytu
Następny artykułRynek pożyczek gotówkowych

Najnowsze