1.3 C
Warszawa
czwartek, 1 grudnia 2022
Advertisement

Zawód kłamca

Koniecznie przeczytaj

Aby w Polsce zrobić karierę w polityce czy sektorze publicznym, trzeba nauczyć się kłamać.

Aby zrobić karierę w literaturze w PRL-u, trzeba było wydać jedną książkę i dwóch kolegów – głosiła popularna anegdota. Dziś, aby w Polsce zrobić karierę w polityce czy sektorze publicznym, trzeba nauczyć się kłamać. Nasi politycy coraz częściej sięgają po arsenał, z którego zwykli korzystać szpiedzy. Po prostu kłamią i zaprzeczają, a także tworzą wielki szum informacyjny. Doskonale pokazał to przypadek Roberta Biedronia, przez niektóre osoby publiczne chwalony jako świetny sposób zarządzania kryzysem. Ów sposób zaś polegał zwyczajnie na bezczelnym kłamaniu. Dla polityków i osób publicznych w Polsce kłamstwo zaczęło być narzędziem pracy i sposobem na funkcjonowanie zawodowe. W tym celu do polityki wprowadzono chwyty, którymi posługują się najlepiej wyszkoleni kłamcy, czyli szpiedzy. Dobry kłamca, to taki, który umie tworzyć wiarygodne kłamstwa. Najlepiej niesprawdzalne lub trudno weryfikowalne. Zapomnijcie o scenach filmowych, na których bohater pluje w twarz przesłuchującemu z okrzykiem „nic ze mnie nie wyciśniecie”. Dobry kłamca będzie mówił dużo i namiętnie. W jego opowieści ponad 90 proc. będzie prawdą, jednocześnie brakujące kilka procent będzie tak zniekształcało całościowy obraz, że przesłuchujący niewiele z tego wyniesie. Tak dziś zaczynają kłamać politycy.

Umiejętne mieszanie prawdy i fikcji, a jednocześnie szybka konsumpcja mediów sprawiają, że prawda nie ma znaczenia. Starcie medialne wygrywa ten, kto ma lepszą historię do opowiedzenia. Dobry kłamca jest spokojnym człowiekiem. Jednym z podstawowych błędów kłamcy jest oburzenie. Jak zauważył już niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche „Nikt tak nie kłamie, jak człowiek oburzony”. Im człowiek bardziej się oburza, tym jego kłamstwo staje się bardziej widoczne. W polskiej rzeczywistości publicznej takich oburzonych kłamców było wyjątkowo dużo. Najbardziej znanym wypadkiem jest Lech Wałęsa, oburzający się na każdego, kto pytał go o związki ze Służbą Bezpieczeństwa. Wałęsa nie był specjalnie przeszkolonym kłamcą, i to było po nim widać. Odwrotnością prymitywizmu Wałęsy były publiczne wystąpienia byłego peerelowskiego oficera wywiadu, działającego pod fałszywą tożsamością Tomasza Turowskiego. Swoją szpiegowską misję w Watykanie przedstawił nie jako inwigilowanie stolicy apostolskiej i papieża, lecz jako jego… ochronę. Jest to klasyczne bezczelne bezpieczniackie kłamstwo, którego nie sposób wprost obalić. Turowski wie, że nikt w PRL-u nie wytworzył dokumentów na temat prawdziwych intencji działalności sowieckich (a więc również tych z PRL) służb w Watykanie. Pomysł, że komunistyczni kacykowie tak drżeli o życie Jana Pawła II, że posyłali do Watykanu szpiegów, jest tyleż zabawny, co niedorzeczny. Turowski, jako zawodowy kłamca, nie ma z tym kłopotu. On po prostu opowiada historię, w którą ktoś może wierzyć lub nie, ale ta historia jest spójna.

Dobrzy kłamcy muszą mieć dobrą pamięć. To znaczy, że nie można kłamać wiarygodnie, jeżeli nie pamięta się, co się mówiło. „Nigdy nie zalecałbym oszustwa czy kłamstwa. Zwłaszcza dla człowieka, który ma kiepską pamięć, kłamstwo jest największym wrogiem. Prawda jest twoim najlepszym przyjacielem, w każdych okolicznościach” – przekonywał – Abraham Lincoln, uważany za jednego na najbardziej wybitnych prezydentów w historii USA. W tekście Lincolna zawarta jest recepta na doskonałe kłamstwo. Czyli można mówić prawdę i kłamać jednocześnie. Po pierwsze nie mówiąc całej prawdy, po drugie opierając swoje kłamstwo o fakty, które łatwo zweryfikować. Dobry kłamca nie tylko powtarza sobie w myślach swoją historię, lecz przede wszystkim sprawdza wszystkie jej słabe strony. Jest świadomy tego, że jego historia może być zdemaskowana. Ale ma w zanadrzu argumenty ratujące historię. Może też założyć pozorną wpadkę, która zwiększy jego wiarygodność. Jeżeli bowiem okaże się, że rozmawiający z nim dziennikarz lub polityk zarzuci mu kłamstwo, który to zarzut będzie w stanie błyskawicznie odeprzeć lub ośmieszyć, to jego wiarygodność wzrośnie. To zaczynają być – niestety – umiejętności, o których zależy sukces w polskiej polityce.

 

Autor

Poprzedni artykułPółnoc skręca w prawo
Następny artykułGra o bilion złotych II

Najnowsze