14.7 C
Warszawa
wtorek, 4 października 2022

Hiszpania skręca w prawo

Koniecznie przeczytaj

Separatyści w parlamencie

Hiszpanie pokazali żółtą kartkę premierowi Pedro Sánchezowi i socjaliści nie będą w stanie stworzyć stabilnego samodzielnego rządu. Za to prawica zdobyła ponad dwa razy więcej miejsc w parlamencie niż w kwietniu.

Przedterminowe wybory w Hiszpanii okazały się wielkim rozczarowaniem dla socjalistów i lewicy. Po kwietniowym impasie premier Pedro Sánchez liczył, że wcześniejsza elekcja pozwoli mu zdobyć dodatkowe, brakujące miejsca w parlamencie do utworzenia rządu. Tak się jednak nie stało. Co więcej, dotychczasowy koalicjant Sáncheza – lewicowy blok Unidas Podemos w niedzielę stracił 7 parlamentarzystów. Aby utworzyć rząd, Sánchez musiałby uzyskać poparcie wszystkich parlamentarzystów, którzy nie są z prawicy (nawet katalońskich separatystów). A prawica ma co świętować. Konserwatywna Partia Ludowa zwiększyła liczbę swoich posłów z 66 do 87. Za to mocno prawicowa VOX zdobyła aż 52 miejsc, z 24 w kwietniu, kiedy to po raz pierwszy udało się jej dostać do parlamentu. Co dalej czeka Hiszpanię? Czy Madryt będzie zmuszony pójść na ustępstwa wobec Katalonii? Czy Hiszpanie pójdą do urn po raz trzeci?

Zabójcza taktyka
Socjalistyczna Partia Robotnicza Hiszpanii (PSOE) zdobyła 120 miejsc z 350 w Kongresie Deputowanych. To o trzy mniej niż w kwietniu. O ile wówczas rząd nie mógł powstać ze względu na negocjacyjny impas między socjalistami a lewicą w postaci Unidas Podemos, to teraz szansa na „zlepienie” większości jest niemal niemożliwa. Unidas Podemos ma obecnie tylko 35 posłów. Más PaÍs, czyli lewicowa formacja, która powstała w wyniku kwietniowych tarć wewnątrz Unidas Podemos, zyskała zaledwie 3 mandaty. Nie wiadomo, jak zachowają się trzej deputowani-rozłamowcy lewicy. Jeżeli nawet weszliby w koalicję z socjalistami i swoimi byłymi kolegami z Unidas Podemos, to do utworzenia rządu wciąż brakuje głosów. Trzeci potencjalny koalicjant Sáncheza – liberalna partia Ciudadanos poniosła druzgocącą porażkę. Ciudadanos w porównaniu z kwietniem straciła aż 47 mandatów. Jej stan posiadania w izbie niższej wynosi teraz zaledwie 10 mandatów. Oznacza to utratę ok. 2,5 miliona głosów. Po ogłoszeniu wyników lider Ciudadanos Albert Rivera poinformował, że podaje się do dymisji i odchodzi z życia publicznego.

– W poczuciu odpowiedzialności muszę odejść ze stanowiska. Złe wyniki należą do lidera – powiedział 39-letni Rivera, który na czele formacji stał od jej powstania w 2006 roku. Los Ciudadanos jest o tyle istotny, że była to partia katalońska, opowiadająca się za jednością Hiszpanii. Po ostatnich zamieszkach wywołanych wyrokami na organizatorów referendum niepodległościowego i brutalną pacyfikacją Katalończyków sympatyzujących z separatystami Ciudadanos i jej politycy byli przedstawiani jako zdrajcy. Po kwietniowych wyborach, gdy do parlamentu po raz pierwszy dostali się z jednej strony prawicowcy z VOX, którzy domagają się rozprawienia z separatystami, a z drugiej zwolennicy katalońskiej autonomii, Rivera bał się koalicji z socjalistami i lewicą. Teraz Ciudadanos ma tak niewielką reprezentację, że trudno ocenić, jak zachowają się jej posłowie. W wariancie koalicji wszystkich wyżej wymienionych formacji premier Sánchez miałby tylko 168 głosów, czyli mniej niż połowę.

Separatyści w parlamencie
W nowym parlamencie Hiszpanii znajdzie się spora reprezentacja zwolenników autonomii, a wręcz odłączenia się poszczególnych regionów królestwa. Samą Katalonię będą reprezentowały aż trzy formacje. Separatystyczna Republikańska Lewica Katalonii zdobyła 13 mandatów i będzie piątą siłą w Kongresie Deputowanych. Pozostałymi reprezentantami zwolenników odłączenia się Katalonii od Hiszpanii będą: Razem dla Katalonii (8 mandatów) i Kandydatura Jedności Ludowej (2 mandaty). To jednak dopiero początek problemów Sáncheza. W parlamencie znajdą się bowiem również zwolennicy odłączenia się od Hiszpanii Kraju Basków. Separatyści z Nacjonalistycznej Partii Basków zdobyli 7 mandatów, a Euskal Herria Bildu (Jedność Kraju Basków) 5 mandatów. Navarra Suma oraz Koalicja Kanaryjska dostały 2 mandaty, po jednym zaś Koalicja na rzecz Melilli, Nacjonalistyczny Blok Galicyjski, Regionalna Partia Kantabrii i wreszcie Teruel Existe. Na uzyskanie poparcia któregokolwiek z posłów tych formacji premier Sánchez raczej nie ma szans. Przed wyborami spekulowano o ewentualnym sojuszu z Republikańską Lewicą Katalonii, ale z jednej strony Sánchez nie ma im wiele do zaproponowania (jakiekolwiek ustępstwa w stosunku do Barcelony tylko ściągną na niego problemy), z drugiej nastroje antymadryckie wśród Katalończyków są tak duże, że posłowie RLK raczej nie zaryzykują negocjacji z Sánchezem.

Prawica otwiera szampana
Największymi zwycięzcami listopadowych wyborów są politycy prawicy. Zarówno tej umiarkowanej, jak i mocno konserwatywnej. Partia Ludowa (Partido Popular), która istnieje od lat 70., w kwietniu odniosła druzgoczącą porażkę. Liczba jej deputowanych spadła, w stosunku do wyborów z 2016 roku, z 137 do 66. Teraz Partia Ludowa odbudowała nieco zaufanie i powiększyła swoją reprezentację z 66 do 87 posłów. Jej politycy na koalicję z Sánchezem i resztą lewicy się nie zgodzą. Jednak już teraz część hiszpańskich mediów spekuluje, co dałby ludowcom PSOE w zamian za przynajmniej poparcie rządu.

– Być może przewodniczący Pablo Casado powinien rozważyć rządzenie z PSOE. Nie z Pedro Sánchezem, który poniósł sromotną klęskę, ale z socjalistami owszem – spekulował Salvador Sostres z konserwatywnego dziennika „ABC”. Dla Partii Ludowej koalicja z PSOE, nawet bez Sáncheza w fotelu premiera, mogłaby się okazać jednak zabójcza. Tuż obok starej partii konserwatywnej urosła bowiem nowa, znacznie bardziej radykalna i ciesząca się szybko rosnącą popularnością nowa prawica – VOX. Powstała pod koniec 2013 roku formacja zrzesza młodych, nowych polityków prawicy, jak i byłych członków Partii Ludowej, którzy nie zgadzali się na dotychczasowy „miękki” kurs kierownictwa. Partia pierwszy raz wystartowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, ale nie zdobyła ani jednego mandatu. W wyborach do parlamentu krajowego w 2015 i 2016 roku VOX również nie zdobyła ani jednego mandatu. Przełomowym dla formacji stały się wydarzenia w Katalonii. VOX, która od początku domagała się ostrych działań wobec separatystów z Katalonii czy Kraju Basków, zaczęła błyskawicznie rosnąć. W kwietniu poparcie VOX wzrosło z 0,21 proc. (2016) do 10,26 proc. Parlamentarzyści radykalnej prawicy po raz pierwszy zasiedli w poselskich ławach.

Ostatnie wydarzenia w Katalonii i bezradność Madrytu tylko napędziły VOX sympatyków. Po listopadowych wyborach reprezentacja VOX wzrosła z 24 do aż 52 deputowanych (15 proc.). Podwojenie swojej reprezentacji w ciągu pół roku zrobiło wrażenie nie tylko na Hiszpanach. Oprócz „rozprawienia się” z separatystami VOX domaga się deportacji nielegalnych imigrantów, reformy prawa, obniżenia podatków, delegalizacji aborcji oraz zapewnienia ochrony rodzinom i osobom starszym.

Autor

Poprzedni artykułPrzerwana tama
Następny artykułBoty atakują NATO

Najnowsze