1 C
Warszawa
czwartek, 1 grudnia 2022
Advertisement

Berlin i Paryż walczą o Europę

Koniecznie przeczytaj

Wojna o przywództwo

Kogo Angela Merkel nazywa hobbystą destrukcyjnej polityki? Z pewnością nie chodzi o Putina. To Emmanuel Macron, który „uśmiercił NATO, zablokował rozszerzenie UE, jest pożytecznym idiotą Moskwy, a przede wszystkim kosztem Niemiec próbuje zająć tron Zjednoczonej Europy.

“Rozumiem pańskie upodobanie do destrukcyjnej polityki, ale mam już dość zbierania odłamków. Wciąż i wciąż sklejam filiżanki, które Pan raczy stale rozbijać, abyśmy mogli wspólnie usiąść i napić się herbaty” – takimi słowami wg „The New York Times” niemiecka kanclerz strofowała prezydenta Macrona podczas uroczystych obchodów 30. rocznicy upadku muru berlińskiego. To i tak delikatniej niż „Svenska Dagbladet”, która wprost pisze: „ Macron, ty durniu! Zaćmienie umysłu z powodu śmierci mózgu”. Gdzieś pośrodku naprawdę szerokiej gamy nieprzychylnych komentarzy znalazła się wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego. Podczas sejmowego wystąpienia nazwał francuskiego kolegę „pozerem” puszącym piórka. Ponieważ fala krytyki, jaka spadła ostatnio na Emmanuela Macrona, wykracza bardzo daleko poza ramy przyjęte na Zachodzie, warto zapytać, o co ten cały zgiełk? Z twitterową zwięzłością powody wyjaśnił brytyjski dziennikarz Ben Judah.

„W przeciągu pół roku Macron opowiedział się za powrotem Rosji do Rady Europy i G7; przyjął Putina w Pałacu Elizejskim; poinformował swoich ambasadorów o ociepleniu relacji z Moskwą; zablokował rozszerzenie Unii Europejskiej; powiedział, że NATO znajduje się w stanie śmierci mózgu”. Jak na sześć miesięcy francuski prezydent postarał się, żeby zniechęcić do siebie europejskich polityków i opinię publiczną. I nie tylko europejską, ponieważ wywołał wojnę handlową z USA. Waszyngton zdenerwował się bowiem mocno, gdy Macron zawetował start unijno-amerykańskich negocjacji w sprawie traktatu handlowego. Odmówił zaprzestania subsydiowania koncernu Airbus, czym złamał reguły WTO (Światowej Organizacji Handlu). Ponadto Donald Trump kilkukrotnie wskazywał, że Paryż uprawia protekcjonistyczną politykę rolną, co powiększa ujemny bilans amerykańskiego salda gospodarczego w relacjach z UE. Na koniec Macron wystąpił z projektem obłożenia firm sprzedających cyfrowe usługi nowym podatkiem w wysokości 3 proc. rocznych dochodów. Ponieważ pomysł objął koncerny IT o rocznych obrotach powyżej 750 mln euro, jasne było, że uderzył w Amazon, Apple, Google i Facebook.

Odpowiedź nadeszła w październiku, gdy Biały Dom odpowiedział nałożeniem cła w wysokości 10 proc. na wyroby europejskiego przemysłu lotniczego oraz w wysokości 25 proc. na europejski eksport serów, wina, oliwek oraz kawy. Do kogo Macron udał się wtedy na skargę? Tak, do Angeli Merkel. W październiku francuski przywódca gościł w Tuluzie niemiecką delegację na czele z panią kanclerz. Z okazji wspólnego posiedzenia obydwu rządów wydał obiad w oryginalnej atmosferze pokładu ćwiczebnego Airbusa A-350. W trakcie obrad zwrócił się o wsparcie w wojnie celnej z USA, która bije we francuski przemysł i rolnictwo, ale także w gospodarkę UE. Merkel zdobyła się tylko na słowa pocieszenia: „Sojusz niemiecko-francuski trwa 50 lat. Zrobimy wszystko, żeby przetrwał obecne trudności”. Zero obietnic i konkretów.

Lista rozbieżności
Niepokój Berlina budzi natomiast groźba francuskiej blokady rozszerzenia UE. Jak podkreśla „The Times”: „Unia powinna oświadczyć państwom zachodnich Bałkanów, że mają otwartą perspektywę europejską, czego dowodem jest obietnica akcesji. Kluczem jest dotrzymanie słowa Macedonii Północnej i Albanii, bo spełniły postawione warunki” – wzywa brytyjski tytuł. Tymczasem Macron w wywiadzie dla „The Economist” mówi: veto! „Rozszerzona Unia to słaba Unia. Najpierw wewnętrzne wzmocnienie i reformy, inaczej Zjednoczona Europa przekształci się w chaos”. No tak, nie można jeszcze zapomnieć o Ankarze, która zdaniem Paryża „sama wykluczyła się z NATO”, atakując syryjskich Kurdów bez konsultacji z NATO. Dlatego tureckie media opublikowały serię zjadliwych komentarzy oskarżających Francję o wszystkie nieszczęścia Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Zdaniem Ankary decyzja Paryża o powietrznej inwazji na Libię otworzyła w 2011 r. bramy piekła ISIS na cały basen Morza Śródziemnego. Inaczej mówiąc, to Francja uruchomiła procesy, które wylały się na Turcję i Europę milionowymi falami uchodźców wojennych i ekonomicznych imigrantów. Na tym tle Berlin ma do Paryża własne pretensje. Po zabójstwie saudyjskiego dziennikarza Niemcy nałożyły na Rijad embargo zbrojeniowe, podczas gdy Francja nadal sprzedaje broń Saudyjczykom. Macron nie zapomniał o Europie Środkowej. Zraził naszą część kontynentu szalonymi koncepcjami przyspieszenia integracji, czyli przekształcenia UE w federację Stanów Zjednoczonych Europy. Kielich goryczy przelały propozycje Macrona, aby Unia zwinęła amerykański parasol militarnej ochrony i zastąpiła go własnym. Wraz z diagnozą o „mózgowej śmierci” Sojuszu Pałac Elizejski wystąpił z propozycją zmiany obowiązującej od 2010 r. doktryny obronnej. Na podstawie tej koncepcji kolejne szczyty liderów NATO przyjęły twardy kurs wobec Moskwy.

Tymczasem Macron wyciąga do Rosji rękę na zgodę w myśl kremlowskiej definicji pożytecznego idioty. Od czasu letniej narady z własnymi ambasadorami powtarza: zapomnijmy o Krymie i wojnie na Ukrainie albo przynajmniej uznajmy to za nieporozumienie. „Im częściej będziemy powtarzali w Moskwie: jesteście europejskim mocarstwem, tym bardziej europejska stanie się Rosja” – utrzymuje. Jeden z polskich komentatorów nazwał francuskie pomysły „gwarancją politycznej impotencji”. Z kolei czescy analitycy są zdania, że „ Macron, który był w przeszłości bankierem, pomylił kalkulacje finansisty z rolą prezydenta drugiego po Niemczech europejskiego państwa”. Właśnie za to Mateusz Morawiecki porównał Macrona z fanfaronem, jego idee uznał za niebezpieczne, potwierdzając, że NATO jest „najważniejszym Sojuszem globalnie broniącym pokoju i wolności”. Rzadko kiedy Donald Tusk zgadza się z opiniami urzędującego premiera, a jednak w tym przypadku osiągnęli konsensus. Kończąc kadencję, przewodniczący Rady Europejskiej skwitował nagły wybuch miłości Macrona do Rosji następująco: „Mam nadzieję, że stanie się tak bez szkody dla europejskiej suwerenności”. Na nic też zdały się francuskie próby wywarcia nacisku na Viktora Orbána, aby ten złamał opór kolegów z Grupy Wyszehradzkiej w sprawie rosyjskich zagrożeń. Premier Węgier odpowiedział Macronowi retorycznie: „Kto przekona Polaków, że z Moskwy nie grozi im niebezpieczeństwo? Nie życzę innym europejskim premierom takiego zadania”.

Tymczasem Pałac Elizejski o podważenie spójności wspólnoty euroatlantyckiej oskarża Donalda Trumpa. Według radia RFI prezydent Francji, gdy usłyszał słynną już reprymendę Merkel, odpowiedział: „Nie będę milczał na londyńskim szczycie NATO”. Jego zdaniem, podejmując decyzję o wycofaniu kontyngentu z Syrii, Trump nie działał w interesie zbiorowego bezpieczeństwa. „Nie będę się zachowywał, jakby nic się nie stało” – cytuje go RFI. Skąd więc ostra reakcja Merkel, która po spotkaniu z francuskim adwersarzem oświadczyła: „Moje poglądy nie odpowiadają jego opiniom. Nawet jeśli nasi sojusznicy prowadzą między sobą spory, nie upoważnia to nikogo do wypadów skierowanych przeciwko pozostałym”. Po czym w specjalnym oświadczeniu podkreśliła: „Z punktu widzenia narodowego bezpieczeństwa Niemiec NATO odgrywa tak samo fundamentalną rolę, jak podczas zimnej wojny”.

Wojna o przywództwo
Międzynarodowa ofensywa Macrona ma podwójne dno. Amerykański portal Politico uważa, że prawdziwym podłożem jest rywalizacja francusko-niemiecka o przywództwo w Europie. Jego zdaniem „Berlin podejrzewa, że Paryż chce podważyć niemiecką dominację ekonomiczną w UE i zastąpić ją francuską hegemonią w sferze bezpieczeństwa i obrony”. Mówiąc prościej, Macron marzy, aby rolę motoru napędowego Europy odebrać niemieckiej gospodarce, którą zastąpi francuska armia.
„To niestety prawda, że stosunki francusko-niemieckie są napięte i noszą systemowy charakter. Po zgodnym duecie Paryż-Berlin, który sterował Unią, nie pozostało wiele” – kończy Politico. Z dyplomatycznego zaplecza pani kanclerz dobiegają opinie, że Merkel popełniła błąd. Zanim Macron rzucił się w wir wielkiej polityki, dokonał kilku trudnych reform wewnętrznych. Uprościł prawo pracy. Z jednej strony ograniczył bariery administracyjne w gospodarce, z drugiej zredukował nakłady socjalne. Zapłacił za nie ogromną cenę, ponieważ rachunek wystawili Francuzi z ruchu żółtych kamizelek. Kiedy Macron ugiął się pod ich naporem i zaczął szukać finansowej pomocy w Niemczech, Berlin nie zgodził się na poważną reformę strefy euro, imitując zmiany kosmetycznymi poprawkami. Chłodny stosunek Merkel zadecydował o tym, że dziś Macron forsuje jednostronne koncepcje, nie oglądając się na drugiego członka tandemu, jakim są Niemcy. Robi to, co uważa za konieczne, nie licząc się z nikim.

Rezultat ocenia Claudia Major z Niemieckiego Instytutu Polityki i Bezpieczeństwa: „Już dawno nie widziałam, żeby relacje francusko-niemieckie spadły do takiego poziomu. Rzadko obserwowałam wzajemne rozdrażnienie i nieufność”. Sytuacji nie poprawia osobowość Macrona ani zbliżające się wybory. Francuski prezydent „sypie pomysłami z szybkością i w manierze neurotyka” – mówi Major. I dodaje, że Macron chce przewodzić oraz knuć. Dlatego, jak uważa „Th e New York Times”: „Ambicje prezydenta z nieomal monarszymi kompetencjami nadanymi w konstytucji wywołują pogardę dla chłodnego i niespiesznego pragmatyzmu Merkel”. Macron wchodzi bowiem w kolizję z niemieckim systemem decyzyjnym, szczególnie podczas ostatniej kadencji Merkel, bo kto z polityków u schyłku kariery chce ryzykować? Tymczasem Pałac Elizejski chce inicjować, przedstawiać strategie na lata do przodu. Oczywiście w porównaniu z Berlinem, gdzie swoich dni dożywa koalicja chadeków z socjaldemokratami, a wspólny rząd zastanawia się nad dymisją. Jeśli rzecz idzie o osobistą chemię między politykami, Macron fałszywie odczytał intencje Merkel, przypisując jej chęć pozostawiania, wzorem Helmuta Kohla, historycznego spadku – twierdzi Politico.

Tymczasem pani kanclerz nie ma wielkich idei oraz ambicji, stąd rozczarowanie i wzajemne niezrozumienie. Tarcia na linii Paryż–Berlin mnożą się od ubiegłego roku. Poparciem zaostrzenia dyrektywy energetycznej UE Francja na krótko zablokowała niemiecki priorytet, którym jest druga nitka gazociągu bałtyckiego Nord Stream z Rosji. Następnie Macron odmówił Merkel wspólnego wystąpienia na konferencji bezpieczeństwa w Monachium, które miało podkreślić dobrą kondycję relacji francusko-niemieckich. Potem przyszła pora ataku na NATO, a przecież jak powiedział sekretarz generalny Jens Stoltenberg w wywiadzie dla hiszpańskiego „El Pais”: „ten, kto osłabia Sojusz, naraża Unię Europejską na zniszczenie”. Z kolei jak podkreśla szwajcarski „Neue Zurcher Zeitung”, francuska dynamika jest wynikiem zaburzenia równowagi UE wywołanego brexitem. Brak trzeciego, w wielu przypadkach kluczowego głosu Wielkiej Brytanii wywołuje polityczną próżnię, którą również stara się zapełnić Paryż. Pamiętajmy jednak, jak wiele Macron zrobił dla separacji Londynu z Brukselą, począwszy od podgrzewania nastrojów plebiscytowych w Wielkiej Brytanii, a zakończywszy na żądaniu twardych warunków jak najszybszego wyjścia z UE. A co z konfliktu państw fundamentalnych dla europejskiego bezpieczeństwa wynika dla Polski?

Putin pije szampana
„Le Monde” ubolewa, że rywalizacja Macron– Merkel jest tylko nową wersją odwiecznego konfliktu Francji i Niemiec o kontynentalną dominację. „Od początku powojennych procesów integracyjnych Paryż zazdrośnie strzegł Europy, którą uważał za swoją strefę wpływów. Długo blokował akces Wielkiej Brytanii i Hiszpanii”. Również dlatego sprzeciwiał się rozszerzeniu UE i NATO na Wschód, uważając, że tym samym niebezpiecznie rosną wpływy niemieckie w Europie Środkowej. Dziś Macron nie ma czego przeciwstawić Berlinowi w sferze gospodarczej, sięga więc po politykę rosyjską, odpychając od siebie jednocześnie innych partnerów europejskich. „The National Interest” podkreśla: „ Macron nieskromnie widzi się jako autor strategii myślenia o bezpieczeństwie europejskim z udziałem Rosji”. Jego doradcy tłumaczą rosyjski zwrot Paryża chęcią odciągnięcia Moskwy od Pekinu. W ten sposób ma zostać przywrócona wielkość Francji, która na równi z innymi mocarstwami buduje nową architekturę światowego ładu. Według amerykańskiego tytułu fala negatywnych ocen wynika z tego, że Macron stara się przewrócić filar europejskiego bezpieczeństwa. Co więcej, niszczy przekonanie opinii publicznej o tym, że Kreml jest nieobliczalnym agresorem. Dla państw Europy Środkowej i Wschodniej jest to powód do obaw. Zdaniem Deutsche Welle Warszawa, Praga czy Ryga i Tallin obawiają się, że z francusko-niemieckiej rywalizacji zwycięsko wyjdzie Moskwa. Dlaczego? Według „Neue Zurcher Zeitung” uzasadnione są obawy, że za aktywnością Macrona kryje się chęć dogadania z Putinem i podział Europy na strefy wpływów. Stąd blokowanie rozszerzenia UE o Bałkany, które same wpadną w rosyjskie, a być może chińskie ręce. Putin może otwierać szampana, twierdzi „NYT” i sądząc z odzewu Kremla ma rację. „ Macron podważa punkt 5 traktatu waszyngtońskiego o wspólnej obronie zaatakowanego członka bloku”, mówi w oficjalnym wystąpieniu rzecznik prasowy rosyjskiego MSZ. Maria Zacharowa dodaje, że „prezydent Francji ujawnił prawdę, że celem Sojuszu jest antyrosyjska polityka, punkt 5 jest bowiem wymierzony wyłącznie w Moskwę”.

Satysfakcję z francuskiej polityki wyraził także przedstawiciel Kremla w UE. Władimir Czyżow nie krył, że dla Rosji „lepsza jest Europa podzielona, niż posiadająca wspólną politykę zagraniczną”. Za wyraźną chęcią Paryża do eliminacji amerykańskiej obecności w Europie kryje się ambicja rozciągnięcia nad nią francuskiego parasola jądrowego. Arsenał atomowy ma uczynić Pałac Elizejski gwarantem stabilności, który będzie mógł narzucać UE, jak ma wyglądać i co robić. I to jest trzeci powód do radości dla Kremla, gdyż Francja ma 60 rakiet, natomiast Rosja 1,5 tys. głowic wraz z triadą odpowiednich środków przenoszenia. Polska ma więc prawo obawiać się polityki Macrona i czynnie jej przeciwdziałać. Nie chcemy stać się z powrotem szarą strefą, którą połknie Rosja. Bez amerykańskiej obecności jest to nieodległa perspektywa, tym bardziej, że Paryż nie widzi w Moskwie żadnego zagrożenia. Czy hamulcem lekkomyślności, a zdaniem europejskiej prasy bezmyślności francuskiego prezydenta staną się Niemcy? Na pewno uzyskały wpływ na dalszy rozwój wydarzeń. Merkel pozwoliła Macronowi powołać „Konferencję Europejską”, inicjatywę, którą francuski prezydent uważa za platformę debat na temat przyszłości, a więc niezbędnych reform UE. Według niego „Konferencja” pozwoli na szybkie zmiany pod dyktando Paryża. Ponadto obsadził swoimi kandydatami najważniejsze stanowiska w unijnych instytucjach, nie wyłączając przychylnej szefowej KE. Nie jest tajemnicą, że Macron storpedował wybór Manfreda Webera z CSU, po to, aby Ursula von der Leyen czuła się wobec Pałacu Elizejskiego mocno zobowiązana. Faktycznie w jej exposé dużo miejsca zajmuje geopolityka, a więc francuskie podejście do USA i Rosji.

Tymczasem Berlin widzi w „Konferencji” narzędzie powstrzymywania zapalczywego Francuza i rozciągnięcia w czasie kluczowych decyzji. Macron uważa 2020 r. za ostateczny termin zakończenia unijnych debat programowych. Merkel postara się o to, aby decyzje nie zapadły przed wyklarowaniem się politycznej sytuacji w Niemczech. To znaczy nie wcześniej, niż gdy pod jej kuratelą powstanie nowy rząd w Berlinie. Dopiero zmiana politycznej warty na tamtejszej scenie politycznej pozwoli Niemcom na nowy impuls i przyspieszenie w polityce europejskiej. Do tego czasu cała nadzieja paradoksalnie w Putinie. Kreml nie podchodzi do Macrona entuzjastycznie. Traktuje prezydenta jako „bołtuna”, co w języku rosyjskim oznacza amatora-gawędziarza.
„ Macron uprawia politykę haseł, za którymi nie idą konkretne rozwiązania” – głoszą przecieki z rosyjskiego MSZ. A to przeszkoda, aby uznać go za poważnego partnera. Polityka obliczalnego, który kierując się ambicją i koniunkturą, nagle nie zmieni zdania. A więc Macron jest wyłącznie pożytecznym instrumentem Moskwy, ale nie kimś, z kim można usiąść i przy stakanie czaju dobić poważnej transakcji.

Autor

Poprzedni artykułKozi róg PiS-u
Następny artykułZła passa bankierów

Najnowsze