23 C
Warszawa
czwartek, 11 sierpnia 2022

Kryptowaluta atomową bombą klimatyczną?

Koniecznie przeczytaj

Ludzkość stoi w obliczu katastrofy klimatycznej, a za główną przyczynę uchodzi energia pozyskiwana z węgla i gazu. Gdy państwa i korporacje podejmują zobowiązania dekarbonizacyjne, globalna armia producentów cyfrowych walut zużywa więcej energii elektrycznej niż całe regiony świata.

Jak wielkie jest ryzyko, że kryptowaluty doprowadzą do zniszczenia planety?

Problem ograniczania emisji szkodliwych substancji to główny temat globalnej polityki i mediów. Na świecie trwa wojna z koncernami naftowymi, węglowymi i przewoźnikami lotniczymi. Ostatnio powszechna histeria skierowała się przeciwko rynkowi kryptowalut.

Proces wydobywania cyfrowych pieniędzy jest bardzo energochłonny. Każda transakcja aktywuje tysiące potężnych komputerów. Maszyny walczą o to, która szybciej odszyfruje kod i potwierdzić transakcję, bo tak rodzi się nowa jednostka płatnicza. W ten sposób właściciel komputera staje się inwestorem. Tyle że nie chodzi o pojedyncze komputery, tylko farmy górnicze. Tysiące lub dziesiątki tysięcy procesorów są podłączone do sieci energetycznej 24 godziny na dobę.

Najpopularniejsza sieć bitcoin odpowiada za około 0,5 proc. światowego zużycia energii. Jako że zdecydowana większość państw wytwarza elektryczność z węgla i gazu, farmy w coraz większym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia atmosfery.

– Wydobywanie bitcoina wymaga gigantycznej mocy obliczeniowej, która zużywa więcej energii niż całe kraje, a nawet regiony świata. Jednym z najprostszych działań, które możemy podjąć, aby powstrzymać kryzys klimatyczny, jest zablokowanie rozwoju kryptowalut – powiedziała wpływowa amerykańska senator Elizabeth Warren.

To prawda. Globalna sieć bitcoina jest bardziej energochłonna od potrzeb energetycznych takich państw jak Malezja, Szwecja czy Norwegia. Ponadto w czasie gdy świat ogranicza emisję CO2, gwałtownie rozwijający się rynek kryptowalut zwiększa zanieczyszczenia w tempie geometrycznym.

W sieci pojawia się coraz więcej górników, którzy chcą zarobić, rośnie więc konkurencja, a wraz z nią „żarłoczność energetyczna” farm. Gdyby dziś użyć komputera osobistego z poprzedniej dekady, potrzebowałyby na wydobycie jednostki 13 lat.

Stany Zjednoczone już podejmują próby środowiskowej kontroli rynku kryptowalut. Chiny zdelegalizowały ich generowanie, tłumacząc decyzję ekologiczną niespójnością procesu. Zielona agenda stała się światową modą, tymczasem znany zwolennik kryptowalut Elon Musk pozwolił klientom kupować pojazdy Tesli za bitcoiny. Zrezygnował dopiero pod presją ekologów, kiedy Greenpeace przestała przyjmować darowizny w bitcoinach ze względu na ich ślad węglowy.

Naukowcy ostrzegają, że wpływ rynku walut cyfrowych zanieczyszcza atmosferę w ogromnej skali. Raport czasopisma „Nature” przekonuje, że tylko sieć bitcoin może podnieść temperaturę planety o dwa stopnie Celsjusza. Według prognozy badaczy z University of Cambridge, w 2021 r. sieć bitcoin zużyje 119,65 terawatogodzin energii elektrycznej, podczas gdy w 2018 r. potrzebowała zaledwie 29 terawatogodzin. Gdyby bitcoin był państwem, zajmowałby 32 miejsce w rocznym zużyciu energii elektrycznej, pomiędzy Argentyną i Holandią.

Z kolei portal Forex Suggest.com ocenia, że w 2020 r. sieć bitcoin wygenerowała 59,9 mln ton dwutlenku węgla, co stanowiło 0,16 procent globalnej kwoty emisji. Przed delegalizacją udział Chin w światowym rynku wynosił 46 proc. podczas gdy Państwo Środka generuje 83 proc. energii elektrycznej ze spalania węgla i gazu.

Nie jest tak źle?

Analitycy popularnonaukowego magazynu „Harvard Business Review” uważają, że rzeczywista skala negatywnego wpływu rynku kryptowalut na środowisko jest znacznie mniej niepokojąca, niż się powszechnie wydaje. Ich zdaniem, w porównaniu z innymi branżami gospodarki, sytuacja nawet nie zbliża się do krytycznej.

Po pierwsze, kopanie nie jest jedynym sposobem pozyskiwania kryptowalut. Tradycyjnie do wydobycia jednostek używa się algorytmu Proof-of-work (PoW). Popularność zdobywa jednak metoda, która wykorzystuje algorytm Proof-of-stake (PoS). Nie wymaga dużej mocy obliczeniowej i jest praktycznie nieszkodliwa dla środowiska.

Dlatego druga z najdroższych kryptowalut – Ethereum, już w 2020 r. ogłosiła przejście na PoS. Firma uznała ochronę środowiska za główny cele reformy. Twórcy obiecali, że zużycie energii elektrycznej obniży się o 99,95 proc.

Po drugie, zbawienny wpływ ma „emigracja” inwestorów z Chin. Wielkość szkodliwej emisji zależy przecież od rodzaju zużytej energii, czyli od jej źródła. Jeśli w tradycyjnych gałęziach przemysłu energia musi być produkowana w bliskim sąsiedztwie, wydobywać cyfrowe waluty można z dowolnego punktu na świecie.

W wielu krajach można to robić przy użyciu odnawialnych zasobów o zerowej emisji dwutlenku węgla, czyli energii jądrowej, słonecznej, wiatrowej, wodnej oraz źródeł geotermalnych. Na przykład jednym z największych ośrodków wydobywczych na świecie jest Islandia, która blisko 100 proc. energii elektrycznej produkuje w elektrowniach wodnych i geotermalnych. Podobna sytuacja panuje w Norwegii, dlatego kraje skandynawskie stają się popularnym kierunkiem imigracji górników.

Dla odmiany Salwador, który uznał bitcoin za krajową walutę, postanowił wykorzystać do jego generacji czynny wulkan. W tym celu władze wybudowały węzeł wydobywczy o mocy 95 megawatów w pobliżu naturalnego źródła energii. Testowanie systemu rozpoczęło się w październiku.

Globalne badanie grupy non-profit Bitcoin Mining Council za trzeci kwartał 2021 r. wykazało, że 57,7 proc. energii pochodziło ze źródeł odnawialnych. Ze względu na emigrację górników z Chin zielony udział wzrósł po prawie 20 proc. Natomiast założycielka firmy inwestycyjnej ARK Invest Katie Wood oświadczyła, że cyfrowa waluta pomoże ekologii planety bardziej niż jakikolwiek program rozwoju czystej energii. Stoi za tym fakt, że nowym liderem z udziałem 35,4 proc. światowej mocy obliczeniowej zostały Stany Zjednoczone.

Najpopularniejszym obecnie miejscem eksploracji jest Teksas, w którym działa 150 elektrowni wiatrowych. Gubernator Greg Abbott wspiera kryptowalutę, a Teksas stał się drugim stanem po Wyoming, który dopuścił cyfrowe pieniądze cyfrowe jako prawny instrument finansowy.

Taką samą drogą podąża Floryda. Burmistrz Miami Francis Suarez stara się przekształcić miasto w dochodową lokalizację dla górników, giełd kryptowalut i firm kryptograficznych. Floryda to stan z rozbudowaną energetyką jądrową.

Wreszcie po czwarte, rynek kryptowalut próbuje zrekompensować szkody wyrządzone planecie. Kanadyjska firma inwestycyjna Accelerate obiecała zasadzić 3450 drzew za każdy milion dolarów zainwestowanych w Bitcoin ETF. Również samo wydobycie może być narzędziem redukcji emisji dwutlenku węgla. Amerykańska firma Great American Mining wykorzystuje do zasilania swoich komputerów innowacyjne źródło energii, jakim jest gaz ropopochodny.

Metan uwalnia się podczas wydobycia paliwa, a przy braku innego zastosowania był dotąd bezużytecznie spalany. Tymczasem firma wykorzystuje jego energię do produkcji cyfrowej waluty. Z kolei kanadyjski startup Mint Green opatentował tak zwane „cyfrowe kotły”, które odzyskują ponad 96 procent energii elektrycznej wykorzystywanej do wydobywania bitcoinów. Gotowe technologie przejęli amerykańscy i kanadyjscy giganci naftowi, którzy produkują wystarczającą ilość metanu, aby zasilić całą sieć Bitcoin.

W rzeczywistości tradycyjne rynki finansowe okazują się znacznie bardziej szkodliwe dla planety niż przemysł kryptowalut. Ekspert ds. górnictwa Hass McCook szacuje, że wydobycie cyfrowej waluty odpowiada za ok. 5 proc. ogólnej kwoty emisji dwutlenku węgla generowanej przez światowy sektor finansowy. Zatem potępianie kryptowalut to populizm podgrzewany spekulacjami kapitałowymi?

W grudniu 2020 r. koncern Tesla kupił bitcoiny za 1,5 mld dolarów, a następnie odsprzedał z zyskiem 100 mln dolarów. Natomiast kosmiczna korporacja Mask SpaceX ogłosiła, że zaakceptuje kryptowalutę, jako zapłatę za wystrzelenie księżycowego satelity.

W rzeczywistości udziałowcy rynku kryptowalut na wzór porozumienia paryskiego podpisali własną umowę klimatyczną. Sygnatariusze Crypto Climate Accord, publicznie zobowiązali się do zerowej emisji szkodliwych emisji do 2030 r. Umowę podpisało już ponad 200 firm z całego świata.

– Jeżeli przedstawiciele kryptorynku będą pracowali nad zmniejszeniem śladu węglowego, udowodnią, że wartość cyfrowych pieniędzy jest adekwatna do kosztów wykorzystania zasobów energetycznych – twierdzi „Harvard Business Review”.

Autor

Najnowsze