16.6 C
Warszawa
środa, 22 maja 2024

Wielcy nietykalni?

Elon Musk odłączył Ukrainie Starlinki, niszcząc efekty międzynarodowej pomocy. Mark Zuckerberg nie wykonuje dyrektyw UE, mając w nosie wspólnotowe cyberbezpieczeństwo. Apple unika płacenia podatków, a Microsoft jest winne amerykańskiemu fiskusowi 28 mld dolarów i nie zamierza ich zwracać. Dlaczego kasta najbogatszych ludzi świata niszczy demokrację? Skąd miliarderzy, tacy jak Bezos lub Musk, czerpią przekonanie o własnej nietykalności?

Robert Cheda

Nowi władcy świata

Orwellowska rzeczywistość staje się faktem. Będąc właścicielami globalnych korporacji, beneficjenci nowej gospodarki uzyskują dominujący wpływ na politykę całych państw. Kształtują również globalne stosunki ekonomiczne i geopolityczne. Pseudoelity lekceważą i atakują Biały Dom oraz Komisję Europejską. Tak jakby te nie otrzymały mandatu rządzenia od setek milionów wyborców, tylko od miliarderów.

Żądza zysków sprawia, że najbogatsi ludzie na Ziemi niszczą prawo, a wraz z nim demokratyczne wartości. Uzależniają od siebie zachodnie społeczeństwa w nowym modelu panowania nad światem. Warstwy najzamożniejsze zawsze usiłowały z ukrycia pociągać za polityczne sznurki. Obecnie robią to jawnie, na oczach mediów i opinii publicznej. Już nie maskują się wsparciem ekologii, transformacji energetycznej lub chęcią utrzymania pokoju na świecie. Przestały udawać, że pomagają najważniejszym instytucjom, takim jak ONZ i obywatelskim inicjatywom społecznym. Miliarderzy jednoosobowo podejmują decyzje, którymi przesilają globalne procesy w stronę wygodną wyłącznie dla siebie, a nie dla ludzkości.

Przykłady są drastyczne. Ilu Ukraińców poległo na marne, gdy Elon Musk doznał napadu lękowego i wyłączył swoje satelity nad Ukrainą w chwili, gdy ta rozpoczęła atak na okupowany przez Rosjan Krym? W rzekomo niekontrolowany strach, który spowodował decyzję tragiczną dla milionów osób, trudno uwierzyć. Budując imperium biznesowe, Musk ryzykował o wiele więcej i jakoś nie trafił do zakładu psychiatrycznego. Jest za to jednym z pięciu najbogatszych ludzi świata.

Według magazynu „The New Yorker”, kreującego poglądy amerykańskiej klasy średniej, napad lękowy to medialna ściema. Musk rozważał odebranie Ukrainie dostępu do systemów satelitarnych Starlink już w sierpniu tego roku po odbyciu świetnej rozmowy z Władimirem Putinem. „The New Yorker” nie rzucił bezpodstawnych oskarżeń, tylko opublikował informacje z Pentagonu. System globalnego śledzenia Narodowej Agencji Bezpieczeństwa USA jest, jak widać, tym bardziej niezbędny. We wrześniu miliarder odłączył Ukrainę od internetu, aby nie być odbierany przez Moskwę jako podżegacz wojenny. Po rozmowie z Putinem nagle nabrał przekonania, że Starlink jest niezbędny do prowadzenia przez Ukraińców działań wojennych, np. atakowania rosyjskiej floty czarnomorskiej morskimi dronami. Jakby dotychczas tego nie wiedział z Pentagonu. Za to Muskowi nie przeszkadzał fakt, że kontaktuje się ze zbrodniarzem wojennym, a Rosja jest sponsorem terroryzmu.

Wszystko jest tak nielogiczne, że wyjaśnień należy szukać w działalności biznesowej miliardera. Po pierwsze, chciał i wymusił w ten sposób na Białym Domu opłacenie kosztów dostarczania Ukrainie internetu za pośrednictwem własnych satelitów. Po drugie, ale to już pytanie, jak lukratywne oferty przedstawił Muskowi Putin? Bez względu na odpowiedź, najważniejszy jest fakt, że Elon Musk jednoosobowo wpłynął na przebieg wojny. Dokonał tego ze skutkiem negatywnym dla Ukrainy i całego Zachodu, udowadniając po raz kolejny, że zysk jest dla niego wszystkim, a deklarowane publicznie wartości wspierania demokracji, są niczym. A co, jeśli Muskowi przyjdzie do głowy postąpić identycznie wobec Izraela lub UE? Szczególnie, że z Europą miliarder ma na pieńku. Ma też wprawę, której nabył w trakcie publicznej przepychanki z Białym Domem.

Na przełomie 2021/2022 r. w USA wybuchła medialna afera, bo do jej rozpętania Musk był ulubieńcem Joe Bidena. Propagował intensywnie wizję zielonej, a więc elektrycznej Ameryki, której każdy obywatel miał poruszać się samochodem Tesla Elona Muska. Nagle brutalnie zaatakował Biały Dom. Joe Biden nie zachwycił się „ekologicznym”, za to niezwykle opłacalnym dla miliardera, autonomicznym system jazdy bez udziału człowieka. Prezydent USA poddał go krytyce, ponieważ z powodu jego wad na drogach Ameryki ginęli kierowcy. Musk odpowiedział na taki zarzut frontalnym atakiem w mediach i sieciach społecznościowych. Przegrał z Białym Domem, tracąc polityczne wpływy oraz miliardy dolarów. Nie ma wątpliwości, że starcie z Joe Bidenem skłoniło Muska do gigantycznej transakcji przejęcia Twittera.

Co prawda obecnie, w związku z transakcją, organ regulacyjny Wall Street (instytucja SEC) bada potencjalne naruszenie amerykańskich przepisów dotyczących obrotu papierami wartościowymi. SEC chce zmusić Muska do złożenia zeznań w śledztwie dotyczącym Twittera. Dla użytkowników w Europie pozostaje najważniejsze, że zmieniając jego nazwę na X, biznesmen złagodził regulamin komunikatora, wywołując wojnę z Unią Europejską.

Wzorem ukraińskich oligarchów

11 października europejski komisarz Thierry Breton napisał do właściciela spółki-matki Facebook-Meta, Marka Zuckerberga. Listownie poprosił o oficjalną odpowiedź w ciągu 24 godzin. Breton to główny urzędnik KE ds. technologii cyfrowych, dlatego zobowiązał Zuckerberga do przedstawienia planu eliminacji dezinformacji i nielegalnych treści pojawiających się w Mecie na temat ataku Hamasu na Izrael. Kolejny miliarder ma zapewnić zgodność treści ze wspólnotowymi ustawami o moderowaniu i usługach cyfrowych (DSA). Jak informuje portal Politico, list do Mety był następstwem identycznego wezwania, które wcześniej trafiło do Elona Muska.

Komisja Europejska ostro skrytykowała właściciela X za dopuszczenie do szerzenia dezinformacji oraz treści zawierających przemoc i propagandę. Zarzuty dotyczą więc nie tylko Hamasu ale też Rosji oraz Iranu. Według portalu to tylko najnowsza odsłona sporu KE z Muskiem w sprawie polityki moderacji online jego platformy. Lecz na tym lekceważenie prawa przez gigantów IT wcale się nie kończy. Apple oraz Microsoft zalegają z opłaceniem amerykańskiemu departamentowi skarbu gigantycznych podatków. Tylko Microsoft w latach 2004-2007 nie uiścił fiskusowi 28 mld dolarów zaległej daniny. Medialne szacunki wskazują na kwotę tego samego rządu wielkości, z jaką zalega Apple.

Oba koncerny grają na nosie urzędnikom skarbowym, pewne swoich politycznych wpływów gwarantujących nietykalność. Tymczasem eksperci ostrzegają, że cyfrowi giganci: Amazon, Google, Meta oraz X i TikTok zalewają internet treściami mającymi mało wspólnego z wartościami demokratycznymi, a za to wiele z interesami samych korporacji. Według niemieckiego badacza Martina Andree cytowanego przez rozgłośnię Deutsche Welle, światu pozostało tylko sześć lat na zmianę sytuacji. Andree twierdzi, że Musk, Zuckerberg, Bezos oraz inni miliarderzy mają ogromny głód władzy.

Platformy cyfrowe będące ich własnością w ciągu kilku lat przejęły internet i za pomocą niejasnych metod przekształciły się w monopole, które osiągają olbrzymie zyski, same pozostając poza kontrolą jakichkolwiek regulatorów.

– Do 2029 r. nadal możliwy jest opór, potem już nie – alarmuje naukowiec, dodając, że jeśli tego nie zmienimy, wkrótce nastąpi koniec naszej demokracji! Największy paradoks polega na tym, że zachodni politycy nie chcą dostrzec tego procesu, choć jego skutki, jak na dłoni widać na Ukrainie. Tamtejsi miliarderzy skupili w swoim ręku własność aktywów ekonomicznych, a następnie media. Utworzyli oligarchiczne konglomeraty własnościowe po to, aby organizować własne partie polityczne. Za ich pośrednictwem sterowali parlamentem, rządem, a w efekcie systemem prawnym i każdą dziedziną życia. Tak próbowali zagwarantować sobie nietykalność.

Tyle że cena jest ogromna, a Ukraina zaatakowana przez Rosję właśnie ją płaci. Oligarchia zniszczyła państwo, społeczeństwo i siły zbrojne. Wypaczyła rodzącą się demokrację, wpędzając Ukrainę w systemową korupcję. Taki sam proces, tyle że pod kontrolą Putina, przekształcił Rosję w sponsora terroryzmu i agresora, który powraca do totalitaryzmu. Taka sama ścieżka czeka na zachodnie demokracje, jeśli nie zapobiegną wrogiemu przejęciu systemu wartości, prawa, a zwłaszcza opinii publicznej. Czy najbogatszym ludziom świata, pewnym swojej nietykalności, a zatem bezkarności, uda się powtórzyć osiągnięcia ukraińskiej oligarchii, tyle że w skali globalnej?

Najnowsze