21.3 C
Warszawa
poniedziałek, 20 maja 2024

Babciowe, czyli demograficzna gra na alibi

Program „Aktywny rodzic” (znany powszechnie jako „babciowe”) rozszerza tzw. godnościowy obszary wydatków polskiego państwa, ale wprowadzenie go nie wpłynie w żaden sposób na coraz bardziej tragiczną sytuację demograficzną.

Jakub Wozinski

Obietnica „babciowego” została rzucona przez Donalda Tuska po raz pierwszy ponad rok przed wyborami, gdy obóz przeciwników „dobrej zmiany” podjął się próby przelicytowania jej na obietnice socjalne. Jak pokazał wynik wyborów, tak sformułowany postulat okazał się strzałem w dziesiątkę i choć na przedstawienie jego założeń trzeba było czekać niemal cztery miesiące, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wypłata świadczeń rozpocznie się już po wakacjach.

Dobre rozdawnictwo, bo „nasze”

Nazwa „babciowe” jest w przypadku programu „Aktywny rodzic” stosowana bardzo nieadekwatnie, ponieważ tradycyjny model, w którym opiekę nad najmłodszymi sprawują babcie, jest spotykany coraz rzadziej. Równie aktywni co sami rodzice są dziś nierzadko dziadkowie i babcie, a faktycznymi opiekunkami są osoby niepowiązane jakimikolwiek więzami krwi. Prawidła marketingu politycznego nakazują jednak, aby możliwie jak najobficiej korzystać ze słownictwa przywodzącego na myśl bliskie relacje międzyludzkie.

Program „Aktywny rodzic” co do zasady nie różni się od wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Gwoli przypomnienia, owa wcześniejsza wersja programu dopłat dla rodziców małych dzieci zakładała, że na każde dziecko w wieku od 1 do 3 lat przysługiwało miesięczne świadczenie w wysokości 500 zł (które można było również uzyskać w kwocie 1000 zł wypłacanej tylko przez rok.

W wersji przygotowanej przez nowy rząd Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (RKO) ma zostać przyznany matkom wybierającym samodzielną opiekę nad dzieckiem (dotąd przysługiwał wszystkim bez wyjątku). Matkom pracującym wypłacane będzie świadczenie w wysokości 1,5 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie zwiększone zostanie dofinansowanie do żłobka również do kwoty 1,5 tys. zł.

Co ciekawe, „uśmiechniętej koalicji” tak bardzo zależy na tym, aby zaprezentować „babciowe” jako całkowicie autorski pomysł, iż dotychczasowa ustawa o RKO ma zostać wręcz anulowana i zastąpiona zupełnie nową. W gruncie rzeczy jednak podstawowa różnica między obiema wersjami programu dopłat sprowadza się do kwestii drugorzędnych, ponieważ samą ich istotą jest stworzenie poduszki finansowej dla rodziców małych dzieci.

Godnościowa agenda

Doprawdy komicznie brzmią słowa Donalda Tuska, który przekonuje, iż wprowadzenie programu „Aktywny rodzic” ma wymiar „godnościowy”. Jego dotychczasowe rządy w latach 2007-2014 stały bowiem pod znakiem udowadniania, że polskiego państwa absolutnie nie stać na żadne programy społeczne. W tamtym okresie dbano przede wszystkim o „godność” licznych mafii podatkowych.

Słowo „godność” weszło do politycznego wokabularza dopiero za sprawą „dobrej zmiany”, choć nie doszło do tego w sposób zamierzony. Pierwotnym zamierzeniem obozu Zjednoczonej Prawicy przy wprowadzaniu rozbudowanej oferty socjalnej była chęć zaradzenia kiepskim danym demograficznym i dopiero gdy po kilku latach stało się jasne, że program „500 plus” nie podniesie dzietności, rządzący zaczęli akcentować aspekt likwidacji ubóstwa. Nagle okazało się, że w przeciwieństwie do pierwotnych deklaracji, najważniejszym celem stałego zwiększania transferów socjalnych było dokonanie rzekomej „rewolucji godnościowej”.

Jak się później okazało, owa „rewolucja godnościowa” nakręciła rewolucyjny poziom inflacji oraz doprowadziła do rewolucyjnego zwiększenia poziomu wydatków. Gdy w grudniu nowy obóz rządzący przejmował władzę, okazało się nawet, że budżet stał się tak bardzo „godnościowy”, iż nie dało się w nim upchnąć żadnych nowych wydatków.

Wprowadzając „babciowe”, rząd Donalda Tuska stawia siebie w roli rozdającego prezenty na wzór swoich poprzedników. Tego rodzaju prezent nie pretenduje już jednak do rangi środka służącego uratowaniu kraju przed demograficznym kataklizmem. Fakt wymierania Polski nie stanowi w ogóle dla „uśmiechniętej koalicji” przedmiotu jakiejkolwiek realnej troski. Donald Tusk puszcza do swoich wyborców oko, sugerując, że pomaga młodym matkom w opiece nad dziećmi, a przy okazji nieco przyczynia się do poprawy sytuacji demograficznej. W rzeczywistości postulat zwiększenia finansowania przysługującego rodzicom dzieci w wieku od 1 do 3 lat nie zmieni w tej kwestii niczego, tak jak nie uczynił tego Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.

Optymalizacja zasobów

W całej dyskusji nad programem „Aktywny rodzic” bardzo rzadko zwraca się uwagę na to, że stanowi on w istocie jeden z elementów polityki zrównoważonego rozwoju. Rozpisany w 17 punktach program uszczęśliwiania ludzkości na siłę zakłada, że zapewniając małym dzieciom odpowiednio dobrą opiekę na wczesnym etapie rozwoju, zwiększa się prawdopodobieństwo, że wykształcą kompetencje szczególnie cenne na rynku pracy. Tego rodzaju perspektywa optymalizacji „zasobów ludzkich” nie liczy się zupełnie z perspektywą demograficznej implozji, ponieważ jednym z dogmatów zrównoważonego rozwoju jest przecież chęć doprowadzenia do zmniejszenia liczby osób żyjących na świecie.

Prawdziwe intencje władzy zdradziła niechcący minister pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w jednym z wywiadów stwierdziła, iż zależy jej na sformalizowaniu i uregulowaniu opieki świadczonej nawet przez członków rodziny. Za szklanymi paciorkami „babciowego” przekazanymi społeczeństwu stoi więc chęć poddania go jeszcze ściślejszej kontroli.

Oprócz tego na plan pierwszy wysuwa się także kwestia mnożenia niepotrzebnych kosztów w sytuacji, gdy potrzeby wydatkowe w innych obszarach są zdecydowanie bardziej pilne. Wystarczy wspomnieć o konieczności zakupu rekordowej ilości uzbrojenia, nie wspominając o tym, że polskie państwo musi priorytetowo wydać ogromne kwoty na budowę elektrowni atomowych oraz realizację najważniejszych przedsięwzięć infrastrukturalnych jak choćby Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Zarówno „babciowe” jak i Rodzinny Kapitał Opiekuńczy są programami zbędnymi, które zamiast sytuacji demograficznej poprawiają co najwyżej słupki sondażowe. Już samo świadczenie wychowawcze „800 plus” wiąże się z kolosalnymi jak na polskie warunki wydatkami rzędu 65 mld zł, a uzupełnianie ich kolejnymi kilkunastoma miliardami na „Aktywnego rodzica” jedynie pogłębi skalę nieroztropnego gospodarowania publicznymi środkami.

Jeżeli Polska ma uniknąć całkowitej zapaści demograficznej, politycy głównego nurtu nie mogą dłużej grać na socjalne alibi, tylko uczynić z zachęcania do posiadania dzieci absolutny priorytet polityki państwa. Wymagałoby to przede wszystkim promowania na wszelkie możliwe sposoby tradycyjnych wzorców zakładania rodziny, premiowania wielodzietności w systemie podatkowym, zdrowotnym i prawnym czy też sfinansowania wielkiej reformy służby zdrowia w duchu ułatwiającym rodzenie dzieci.

Wiele krajów na świecie próbowało już ratować swoje kiepskie wyniki demograficzne przy pomocy rozmaitych zachęt socjalnych i niestety nawet przeznaczając na ten cel dużo więcej środków niż Polska, ponosiły spektakularną klęskę. Aby wyrwać nasz kraj ze spirali wymierania, potrzebne są działania nieszablonowe i niekonwencjonalne, lecz niestety rząd Donalda Tuska wybrał opcję „kopiuj-wklej” i choć nie zmieni to absolutnie niczego, ma przynajmniej satysfakcję, że ograł swojego przeciwnika.

Obietnica „babciowego” została rzucona przez Donalda Tuska po raz pierwszy ponad rok przed wyborami, gdy obóz przeciwników „dobrej zmiany” podjął się próby przelicytowania jej na obietnice socjalne. Jak pokazał wynik wyborów, tak sformułowany postulat okazał się strzałem w dziesiątkę i choć na przedstawienie jego założeń trzeba było czekać niemal cztery miesiące, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wypłata świadczeń rozpocznie się już po wakacjach.

Dobre rozdawnictwo, bo „nasze”

Nazwa „babciowe” jest w przypadku programu „Aktywny rodzic” stosowana bardzo nieadekwatnie, ponieważ tradycyjny model, w którym opiekę nad najmłodszymi sprawują babcie, jest spotykany coraz rzadziej. Równie aktywni co sami rodzice są dziś nierzadko dziadkowie i babcie, a faktycznymi opiekunkami są osoby niepowiązane jakimikolwiek więzami krwi. Prawidła marketingu politycznego nakazują jednak, aby możliwie jak najobficiej korzystać ze słownictwa przywodzącego na myśl bliskie relacje międzyludzkie.

Program „Aktywny rodzic” co do zasady nie różni się od wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Gwoli przypomnienia, owa wcześniejsza wersja programu dopłat dla rodziców małych dzieci zakładała, że na każde dziecko w wieku od 1 do 3 lat przysługiwało miesięczne świadczenie w wysokości 500 zł (które można było również uzyskać w kwocie 1000 zł wypłacanej tylko przez rok.

W wersji przygotowanej przez nowy rząd Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (RKO) ma zostać przyznany matkom wybierającym samodzielną opiekę nad dzieckiem (dotąd przysługiwał wszystkim bez wyjątku). Matkom pracującym wypłacane będzie świadczenie w wysokości 1,5 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie zwiększone zostanie dofinansowanie do żłobka również do kwoty 1,5 tys. zł.

Co ciekawe, „uśmiechniętej koalicji” tak bardzo zależy na tym, aby zaprezentować „babciowe” jako całkowicie autorski pomysł, iż dotychczasowa ustawa o RKO ma zostać wręcz anulowana i zastąpiona zupełnie nową. W gruncie rzeczy jednak podstawowa różnica między obiema wersjami programu dopłat sprowadza się do kwestii drugorzędnych, ponieważ samą ich istotą jest stworzenie poduszki finansowej dla rodziców małych dzieci.

Godnościowa agenda

Doprawdy komicznie brzmią słowa Donalda Tuska, który przekonuje, iż wprowadzenie programu „Aktywny rodzic” ma wymiar „godnościowy”. Jego dotychczasowe rządy w latach 2007-2014 stały bowiem pod znakiem udowadniania, że polskiego państwa absolutnie nie stać na żadne programy społeczne. W tamtym okresie dbano przede wszystkim o „godność” licznych mafii podatkowych.

Słowo „godność” weszło do politycznego wokabularza dopiero za sprawą „dobrej zmiany”, choć nie doszło do tego w sposób zamierzony. Pierwotnym zamierzeniem obozu Zjednoczonej Prawicy przy wprowadzaniu rozbudowanej oferty socjalnej była chęć zaradzenia kiepskim danym demograficznym i dopiero gdy po kilku latach stało się jasne, że program „500 plus” nie podniesie dzietności, rządzący zaczęli akcentować aspekt likwidacji ubóstwa. Nagle okazało się, że w przeciwieństwie do pierwotnych deklaracji, najważniejszym celem stałego zwiększania transferów socjalnych było dokonanie rzekomej „rewolucji godnościowej”.

Jak się później okazało, owa „rewolucja godnościowa” nakręciła rewolucyjny poziom inflacji oraz doprowadziła do rewolucyjnego zwiększenia poziomu wydatków. Gdy w grudniu nowy obóz rządzący przejmował władzę, okazało się nawet, że budżet stał się tak bardzo „godnościowy”, iż nie dało się w nim upchnąć żadnych nowych wydatków.

Wprowadzając „babciowe”, rząd Donalda Tuska stawia siebie w roli rozdającego prezenty na wzór swoich poprzedników. Tego rodzaju prezent nie pretenduje już jednak do rangi środka służącego uratowaniu kraju przed demograficznym kataklizmem. Fakt wymierania Polski nie stanowi w ogóle dla „uśmiechniętej koalicji” przedmiotu jakiejkolwiek realnej troski. Donald Tusk puszcza do swoich wyborców oko, sugerując, że pomaga młodym matkom w opiece nad dziećmi, a przy okazji nieco przyczynia się do poprawy sytuacji demograficznej. W rzeczywistości postulat zwiększenia finansowania przysługującego rodzicom dzieci w wieku od 1 do 3 lat nie zmieni w tej kwestii niczego, tak jak nie uczynił tego Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.

Optymalizacja zasobów

W całej dyskusji nad programem „Aktywny rodzic” bardzo rzadko zwraca się uwagę na to, że stanowi on w istocie jeden z elementów polityki zrównoważonego rozwoju. Rozpisany w 17 punktach program uszczęśliwiania ludzkości na siłę zakłada, że zapewniając małym dzieciom odpowiednio dobrą opiekę na wczesnym etapie rozwoju, zwiększa się prawdopodobieństwo, że wykształcą kompetencje szczególnie cenne na rynku pracy. Tego rodzaju perspektywa optymalizacji „zasobów ludzkich” nie liczy się zupełnie z perspektywą demograficznej implozji, ponieważ jednym z dogmatów zrównoważonego rozwoju jest przecież chęć doprowadzenia do zmniejszenia liczby osób żyjących na świecie.

Prawdziwe intencje władzy zdradziła niechcący minister pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w jednym z wywiadów stwierdziła, iż zależy jej na sformalizowaniu i uregulowaniu opieki świadczonej nawet przez członków rodziny. Za szklanymi paciorkami „babciowego” przekazanymi społeczeństwu stoi więc chęć poddania go jeszcze ściślejszej kontroli.

Oprócz tego na plan pierwszy wysuwa się także kwestia mnożenia niepotrzebnych kosztów w sytuacji, gdy potrzeby wydatkowe w innych obszarach są zdecydowanie bardziej pilne. Wystarczy wspomnieć o konieczności zakupu rekordowej ilości uzbrojenia, nie wspominając o tym, że polskie państwo musi priorytetowo wydać ogromne kwoty na budowę elektrowni atomowych oraz realizację najważniejszych przedsięwzięć infrastrukturalnych jak choćby Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Zarówno „babciowe” jak i Rodzinny Kapitał Opiekuńczy są programami zbędnymi, które zamiast sytuacji demograficznej poprawiają co najwyżej słupki sondażowe. Już samo świadczenie wychowawcze „800 plus” wiąże się z kolosalnymi jak na polskie warunki wydatkami rzędu 65 mld zł, a uzupełnianie ich kolejnymi kilkunastoma miliardami na „Aktywnego rodzica” jedynie pogłębi skalę nieroztropnego gospodarowania publicznymi środkami.

Jeżeli Polska ma uniknąć całkowitej zapaści demograficznej, politycy głównego nurtu nie mogą dłużej grać na socjalne alibi, tylko uczynić z zachęcania do posiadania dzieci absolutny priorytet polityki państwa. Wymagałoby to przede wszystkim promowania na wszelkie możliwe sposoby tradycyjnych wzorców zakładania rodziny, premiowania wielodzietności w systemie podatkowym, zdrowotnym i prawnym czy też sfinansowania wielkiej reformy służby zdrowia w duchu ułatwiającym rodzenie dzieci.

Wiele krajów na świecie próbowało już ratować swoje kiepskie wyniki demograficzne przy pomocy rozmaitych zachęt socjalnych i niestety nawet przeznaczając na ten cel dużo więcej środków niż Polska, ponosiły spektakularną klęskę. Aby wyrwać nasz kraj ze spirali wymierania, potrzebne są działania nieszablonowe i niekonwencjonalne, lecz niestety rząd Donalda Tuska wybrał opcję „kopiuj-wklej” i choć nie zmieni to absolutnie niczego, ma przynajmniej satysfakcję, że ograł swojego przeciwnika.

Obietnica „babciowego” została rzucona przez Donalda Tuska po raz pierwszy ponad rok przed wyborami, gdy obóz przeciwników „dobrej zmiany” podjął się próby przelicytowania jej na obietnice socjalne. Jak pokazał wynik wyborów, tak sformułowany postulat okazał się strzałem w dziesiątkę i choć na przedstawienie jego założeń trzeba było czekać niemal cztery miesiące, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wypłata świadczeń rozpocznie się już po wakacjach.

Dobre rozdawnictwo, bo „nasze”

Nazwa „babciowe” jest w przypadku programu „Aktywny rodzic” stosowana bardzo nieadekwatnie, ponieważ tradycyjny model, w którym opiekę nad najmłodszymi sprawują babcie, jest spotykany coraz rzadziej. Równie aktywni co sami rodzice są dziś nierzadko dziadkowie i babcie, a faktycznymi opiekunkami są osoby niepowiązane jakimikolwiek więzami krwi. Prawidła marketingu politycznego nakazują jednak, aby możliwie jak najobficiej korzystać ze słownictwa przywodzącego na myśl bliskie relacje międzyludzkie.

Program „Aktywny rodzic” co do zasady nie różni się od wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Gwoli przypomnienia, owa wcześniejsza wersja programu dopłat dla rodziców małych dzieci zakładała, że na każde dziecko w wieku od 1 do 3 lat przysługiwało miesięczne świadczenie w wysokości 500 zł (które można było również uzyskać w kwocie 1000 zł wypłacanej tylko przez rok.

W wersji przygotowanej przez nowy rząd Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (RKO) ma zostać przyznany matkom wybierającym samodzielną opiekę nad dzieckiem (dotąd przysługiwał wszystkim bez wyjątku). Matkom pracującym wypłacane będzie świadczenie w wysokości 1,5 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie zwiększone zostanie dofinansowanie do żłobka również do kwoty 1,5 tys. zł.

Co ciekawe, „uśmiechniętej koalicji” tak bardzo zależy na tym, aby zaprezentować „babciowe” jako całkowicie autorski pomysł, iż dotychczasowa ustawa o RKO ma zostać wręcz anulowana i zastąpiona zupełnie nową. W gruncie rzeczy jednak podstawowa różnica między obiema wersjami programu dopłat sprowadza się do kwestii drugorzędnych, ponieważ samą ich istotą jest stworzenie poduszki finansowej dla rodziców małych dzieci.

Godnościowa agenda

Doprawdy komicznie brzmią słowa Donalda Tuska, który przekonuje, iż wprowadzenie programu „Aktywny rodzic” ma wymiar „godnościowy”. Jego dotychczasowe rządy w latach 2007-2014 stały bowiem pod znakiem udowadniania, że polskiego państwa absolutnie nie stać na żadne programy społeczne. W tamtym okresie dbano przede wszystkim o „godność” licznych mafii podatkowych.

Słowo „godność” weszło do politycznego wokabularza dopiero za sprawą „dobrej zmiany”, choć nie doszło do tego w sposób zamierzony. Pierwotnym zamierzeniem obozu Zjednoczonej Prawicy przy wprowadzaniu rozbudowanej oferty socjalnej była chęć zaradzenia kiepskim danym demograficznym i dopiero gdy po kilku latach stało się jasne, że program „500 plus” nie podniesie dzietności, rządzący zaczęli akcentować aspekt likwidacji ubóstwa. Nagle okazało się, że w przeciwieństwie do pierwotnych deklaracji, najważniejszym celem stałego zwiększania transferów socjalnych było dokonanie rzekomej „rewolucji godnościowej”.

Jak się później okazało, owa „rewolucja godnościowa” nakręciła rewolucyjny poziom inflacji oraz doprowadziła do rewolucyjnego zwiększenia poziomu wydatków. Gdy w grudniu nowy obóz rządzący przejmował władzę, okazało się nawet, że budżet stał się tak bardzo „godnościowy”, iż nie dało się w nim upchnąć żadnych nowych wydatków.

Wprowadzając „babciowe”, rząd Donalda Tuska stawia siebie w roli rozdającego prezenty na wzór swoich poprzedników. Tego rodzaju prezent nie pretenduje już jednak do rangi środka służącego uratowaniu kraju przed demograficznym kataklizmem. Fakt wymierania Polski nie stanowi w ogóle dla „uśmiechniętej koalicji” przedmiotu jakiejkolwiek realnej troski. Donald Tusk puszcza do swoich wyborców oko, sugerując, że pomaga młodym matkom w opiece nad dziećmi, a przy okazji nieco przyczynia się do poprawy sytuacji demograficznej. W rzeczywistości postulat zwiększenia finansowania przysługującego rodzicom dzieci w wieku od 1 do 3 lat nie zmieni w tej kwestii niczego, tak jak nie uczynił tego Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.

Optymalizacja zasobów

W całej dyskusji nad programem „Aktywny rodzic” bardzo rzadko zwraca się uwagę na to, że stanowi on w istocie jeden z elementów polityki zrównoważonego rozwoju. Rozpisany w 17 punktach program uszczęśliwiania ludzkości na siłę zakłada, że zapewniając małym dzieciom odpowiednio dobrą opiekę na wczesnym etapie rozwoju, zwiększa się prawdopodobieństwo, że wykształcą kompetencje szczególnie cenne na rynku pracy. Tego rodzaju perspektywa optymalizacji „zasobów ludzkich” nie liczy się zupełnie z perspektywą demograficznej implozji, ponieważ jednym z dogmatów zrównoważonego rozwoju jest przecież chęć doprowadzenia do zmniejszenia liczby osób żyjących na świecie.

Prawdziwe intencje władzy zdradziła niechcący minister pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w jednym z wywiadów stwierdziła, iż zależy jej na sformalizowaniu i uregulowaniu opieki świadczonej nawet przez członków rodziny. Za szklanymi paciorkami „babciowego” przekazanymi społeczeństwu stoi więc chęć poddania go jeszcze ściślejszej kontroli.

Oprócz tego na plan pierwszy wysuwa się także kwestia mnożenia niepotrzebnych kosztów w sytuacji, gdy potrzeby wydatkowe w innych obszarach są zdecydowanie bardziej pilne. Wystarczy wspomnieć o konieczności zakupu rekordowej ilości uzbrojenia, nie wspominając o tym, że polskie państwo musi priorytetowo wydać ogromne kwoty na budowę elektrowni atomowych oraz realizację najważniejszych przedsięwzięć infrastrukturalnych jak choćby Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Zarówno „babciowe” jak i Rodzinny Kapitał Opiekuńczy są programami zbędnymi, które zamiast sytuacji demograficznej poprawiają co najwyżej słupki sondażowe. Już samo świadczenie wychowawcze „800 plus” wiąże się z kolosalnymi jak na polskie warunki wydatkami rzędu 65 mld zł, a uzupełnianie ich kolejnymi kilkunastoma miliardami na „Aktywnego rodzica” jedynie pogłębi skalę nieroztropnego gospodarowania publicznymi środkami.

Jeżeli Polska ma uniknąć całkowitej zapaści demograficznej, politycy głównego nurtu nie mogą dłużej grać na socjalne alibi, tylko uczynić z zachęcania do posiadania dzieci absolutny priorytet polityki państwa. Wymagałoby to przede wszystkim promowania na wszelkie możliwe sposoby tradycyjnych wzorców zakładania rodziny, premiowania wielodzietności w systemie podatkowym, zdrowotnym i prawnym czy też sfinansowania wielkiej reformy służby zdrowia w duchu ułatwiającym rodzenie dzieci.

Wiele krajów na świecie próbowało już ratować swoje kiepskie wyniki demograficzne przy pomocy rozmaitych zachęt socjalnych i niestety nawet przeznaczając na ten cel dużo więcej środków niż Polska, ponosiły spektakularną klęskę. Aby wyrwać nasz kraj ze spirali wymierania, potrzebne są działania nieszablonowe i niekonwencjonalne, lecz niestety rząd Donalda Tuska wybrał opcję „kopiuj-wklej” i choć nie zmieni to absolutnie niczego, ma przynajmniej satysfakcję, że ograł swojego przeciwnika.

Obietnica „babciowego” została rzucona przez Donalda Tuska po raz pierwszy ponad rok przed wyborami, gdy obóz przeciwników „dobrej zmiany” podjął się próby przelicytowania jej na obietnice socjalne. Jak pokazał wynik wyborów, tak sformułowany postulat okazał się strzałem w dziesiątkę i choć na przedstawienie jego założeń trzeba było czekać niemal cztery miesiące, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wypłata świadczeń rozpocznie się już po wakacjach.

Dobre rozdawnictwo, bo „nasze”

Nazwa „babciowe” jest w przypadku programu „Aktywny rodzic” stosowana bardzo nieadekwatnie, ponieważ tradycyjny model, w którym opiekę nad najmłodszymi sprawują babcie, jest spotykany coraz rzadziej. Równie aktywni co sami rodzice są dziś nierzadko dziadkowie i babcie, a faktycznymi opiekunkami są osoby niepowiązane jakimikolwiek więzami krwi. Prawidła marketingu politycznego nakazują jednak, aby możliwie jak najobficiej korzystać ze słownictwa przywodzącego na myśl bliskie relacje międzyludzkie.

Program „Aktywny rodzic” co do zasady nie różni się od wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Gwoli przypomnienia, owa wcześniejsza wersja programu dopłat dla rodziców małych dzieci zakładała, że na każde dziecko w wieku od 1 do 3 lat przysługiwało miesięczne świadczenie w wysokości 500 zł (które można było również uzyskać w kwocie 1000 zł wypłacanej tylko przez rok.

W wersji przygotowanej przez nowy rząd Rodzinny Kapitał Opiekuńczy (RKO) ma zostać przyznany matkom wybierającym samodzielną opiekę nad dzieckiem (dotąd przysługiwał wszystkim bez wyjątku). Matkom pracującym wypłacane będzie świadczenie w wysokości 1,5 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie zwiększone zostanie dofinansowanie do żłobka również do kwoty 1,5 tys. zł.

Co ciekawe, „uśmiechniętej koalicji” tak bardzo zależy na tym, aby zaprezentować „babciowe” jako całkowicie autorski pomysł, iż dotychczasowa ustawa o RKO ma zostać wręcz anulowana i zastąpiona zupełnie nową. W gruncie rzeczy jednak podstawowa różnica między obiema wersjami programu dopłat sprowadza się do kwestii drugorzędnych, ponieważ samą ich istotą jest stworzenie poduszki finansowej dla rodziców małych dzieci.

Godnościowa agenda

Doprawdy komicznie brzmią słowa Donalda Tuska, który przekonuje, iż wprowadzenie programu „Aktywny rodzic” ma wymiar „godnościowy”. Jego dotychczasowe rządy w latach 2007-2014 stały bowiem pod znakiem udowadniania, że polskiego państwa absolutnie nie stać na żadne programy społeczne. W tamtym okresie dbano przede wszystkim o „godność” licznych mafii podatkowych.

Słowo „godność” weszło do politycznego wokabularza dopiero za sprawą „dobrej zmiany”, choć nie doszło do tego w sposób zamierzony. Pierwotnym zamierzeniem obozu Zjednoczonej Prawicy przy wprowadzaniu rozbudowanej oferty socjalnej była chęć zaradzenia kiepskim danym demograficznym i dopiero gdy po kilku latach stało się jasne, że program „500 plus” nie podniesie dzietności, rządzący zaczęli akcentować aspekt likwidacji ubóstwa. Nagle okazało się, że w przeciwieństwie do pierwotnych deklaracji, najważniejszym celem stałego zwiększania transferów socjalnych było dokonanie rzekomej „rewolucji godnościowej”.

Jak się później okazało, owa „rewolucja godnościowa” nakręciła rewolucyjny poziom inflacji oraz doprowadziła do rewolucyjnego zwiększenia poziomu wydatków. Gdy w grudniu nowy obóz rządzący przejmował władzę, okazało się nawet, że budżet stał się tak bardzo „godnościowy”, iż nie dało się w nim upchnąć żadnych nowych wydatków.

Wprowadzając „babciowe”, rząd Donalda Tuska stawia siebie w roli rozdającego prezenty na wzór swoich poprzedników. Tego rodzaju prezent nie pretenduje już jednak do rangi środka służącego uratowaniu kraju przed demograficznym kataklizmem. Fakt wymierania Polski nie stanowi w ogóle dla „uśmiechniętej koalicji” przedmiotu jakiejkolwiek realnej troski. Donald Tusk puszcza do swoich wyborców oko, sugerując, że pomaga młodym matkom w opiece nad dziećmi, a przy okazji nieco przyczynia się do poprawy sytuacji demograficznej. W rzeczywistości postulat zwiększenia finansowania przysługującego rodzicom dzieci w wieku od 1 do 3 lat nie zmieni w tej kwestii niczego, tak jak nie uczynił tego Rodzinny Kapitał Opiekuńczy.

Optymalizacja zasobów

W całej dyskusji nad programem „Aktywny rodzic” bardzo rzadko zwraca się uwagę na to, że stanowi on w istocie jeden z elementów polityki zrównoważonego rozwoju. Rozpisany w 17 punktach program uszczęśliwiania ludzkości na siłę zakłada, że zapewniając małym dzieciom odpowiednio dobrą opiekę na wczesnym etapie rozwoju, zwiększa się prawdopodobieństwo, że wykształcą kompetencje szczególnie cenne na rynku pracy. Tego rodzaju perspektywa optymalizacji „zasobów ludzkich” nie liczy się zupełnie z perspektywą demograficznej implozji, ponieważ jednym z dogmatów zrównoważonego rozwoju jest przecież chęć doprowadzenia do zmniejszenia liczby osób żyjących na świecie.

Prawdziwe intencje władzy zdradziła niechcący minister pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która w jednym z wywiadów stwierdziła, iż zależy jej na sformalizowaniu i uregulowaniu opieki świadczonej nawet przez członków rodziny. Za szklanymi paciorkami „babciowego” przekazanymi społeczeństwu stoi więc chęć poddania go jeszcze ściślejszej kontroli.

Oprócz tego na plan pierwszy wysuwa się także kwestia mnożenia niepotrzebnych kosztów w sytuacji, gdy potrzeby wydatkowe w innych obszarach są zdecydowanie bardziej pilne. Wystarczy wspomnieć o konieczności zakupu rekordowej ilości uzbrojenia, nie wspominając o tym, że polskie państwo musi priorytetowo wydać ogromne kwoty na budowę elektrowni atomowych oraz realizację najważniejszych przedsięwzięć infrastrukturalnych jak choćby Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Zarówno „babciowe” jak i Rodzinny Kapitał Opiekuńczy są programami zbędnymi, które zamiast sytuacji demograficznej poprawiają co najwyżej słupki sondażowe. Już samo świadczenie wychowawcze „800 plus” wiąże się z kolosalnymi jak na polskie warunki wydatkami rzędu 65 mld zł, a uzupełnianie ich kolejnymi kilkunastoma miliardami na „Aktywnego rodzica” jedynie pogłębi skalę nieroztropnego gospodarowania publicznymi środkami.

Jeżeli Polska ma uniknąć całkowitej zapaści demograficznej, politycy głównego nurtu nie mogą dłużej grać na socjalne alibi, tylko uczynić z zachęcania do posiadania dzieci absolutny priorytet polityki państwa. Wymagałoby to przede wszystkim promowania na wszelkie możliwe sposoby tradycyjnych wzorców zakładania rodziny, premiowania wielodzietności w systemie podatkowym, zdrowotnym i prawnym czy też sfinansowania wielkiej reformy służby zdrowia w duchu ułatwiającym rodzenie dzieci.

Wiele krajów na świecie próbowało już ratować swoje kiepskie wyniki demograficzne przy pomocy rozmaitych zachęt socjalnych i niestety nawet przeznaczając na ten cel dużo więcej środków niż Polska, ponosiły spektakularną klęskę. Aby wyrwać nasz kraj ze spirali wymierania, potrzebne są działania nieszablonowe i niekonwencjonalne, lecz niestety rząd Donalda Tuska wybrał opcję „kopiuj-wklej” i choć nie zmieni to absolutnie niczego, ma przynajmniej satysfakcję, że ograł swojego przeciwnika.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Najnowsze