17.3 C
Warszawa
piątek, 19 lipca 2024

Dostałam drugą szansę | FMC27 ZDROWIE

W pierwszym programie z serii #MocniRazem, redaktor Fabiola Samborska rozmawia z Sylwią Garbaciok, blogerką, od 6 lat walczącą z nowotworem
i inspirującą kobiety znajdujące się w podobnej sytuacji.

Trudno uwierzyć, że sześć lat temu usłyszała Pani druzgocącą diagnozę. Jaka to była diagnoza? Jak do tego doszło, że usłyszała ją Pani całkowicie przez przypadek?

Pracowałam na onkologii w Gliwicach, gdzie trwał program badawczy, do którego się zgłosiłam. Wtedy przez przypadek okazało się, że mam zmianę na macicy wielkości pięciu centymetrów. Uspokajano mnie, że to jest tylko torbiel, taki stan zapalny… Jednak nie dawało mi to spokoju. Po wielu badaniach i wizytach u różnych specjalistów przyszła druzgocąca diagnoza.

Dziś wiem, że mój stan byłby dużo gorszy, gdyby nie moja intuicja, która podpowiadała mi, że coś jest nie tak.

Jakie było rokowanie?

Moja pani doktor mówiła: „Pamiętaj, nawet jak to jest 1 proc., to się nie przejmuj, bo to jest 1 proc.!”. Minęło już 6 lat i jestem tutaj.

Była Pani pracownikiem na oddziale onkologicznym, a potem została pacjentką takiego oddziału…

To jest najgorsze. Zna się ten świat od zaplecza, a nagle idzie się na tę drugą stronę. Czasami, jak człowiek wie za dużo, to wcale nie jest tak dobrze. Natomiast, to mi też bardzo dużo ułatwiło, bo miałam olbrzymie wsparcie ze strony lekarzy, personelu oraz moich koleżanek i kolegów.

Czy wiedziała Pani krok po kroku, co będzie się działo?

Wiedziałam mniej więcej, jak to wygląda. Natomiast psychicznie absolutnie się tego nie spodziewałam. Miałam pretensje do siebie, że może coś źle zrobiłam. Diagnoza to był szok dla mnie i dla mojej rodziny. Powiem szczerze, że najcięższe było to dla moich rodziców, brata i męża. Spotkałam się z członkami rodziny i dałam im wytyczne. Na przykład mój brat studiował prawo i powiedziałam mu, że ma się uczyć i zdawać egzaminy. Przyjechaliśmy do moich rodziców, do mamy, której było bardzo ciężko. Powiedziałam: Ty rozmawiaj z Tym u góry i to jest Twoje zadanie na moje leczenie. Mężowi mówiłam, że jak przychodzę po chemioterapii, to musi być sterylnie czysto w domu. Uczyłam się komunikować to, czego potrzebowałam, że potrzebuję wsparcia słownego albo właśnie tego, żeby ktoś mnie przytulił, złapał za rękę…

Każdy miał swoje zadanie.

Jak dzisiaj wygląda Pani stan zdrowia? Czy można powiedzieć, że jest Pani wyleczona?

Rak jest chorobą przewlekłą, więc nie mogę powiedzieć, że zostałam wyleczona całkowicie. Cieszę się, że żyję i doceniam każdy dzień, ale życie jest już całkiem inne.

Ma Pani wpis na TikToku, że żeby zacząć prawdziwie żyć, trzeba trochę umrzeć. Co to znaczy?

Tamta Sylwia umarła. Taka beztroska, taka Sylwia, która myślała, że wszystko jest jej dane i że jest nieśmiertelna. Teraz staram się żyć tu i teraz. Nawet nagrałam film na swojego YouTuba i mówiłam o tym, że się trochę pożegnałam z tamtą Sylwią. Po prostu czasami trzeba niektóre rzeczy zaakceptować, bo mamy taką tendencję, że lubimy żyć przeszłością, grzebać w niej, wracać do niej, albo martwimy się o przyszłość, a nie żyjemy tu i teraz. Staram się już nie grzebać w przeszłości.

Pani podejście do życia się zmieniło. Czy dziś Pani planuje, ma marzenia?

Oczywiście, że planuję. Jesteśmy tylko ludźmi i planujemy wakacje, myślimy o swojej przyszłości. Mam swój biznes, więc myślę o tym. Natomiast już niczego nie jestem pewna, nic nie zakładam i też nie mam oczekiwań wobec życia, że to musi się udać, że tak musi być. Życie jest nieprzewidywalne i już nieraz mi pokazało, że mogę mieć swoje plany, a ono toczy się całkowicie inaczej.

Przeszła Pani wielką przemianę zawodową, bo pracowała Pani na onkologii przez szesnaście lat. Co się stało, że postanowiła Pani dokonać zmiany?

Bardzo upadłam na zdrowiu psychicznym, bo ogólnie zaczęłam każdego młodego pacjenta analizować, czy ma przerzuty, jakie ma rokowania. Pomyślałam wtedy, że… Sylwia dostałaś drugą szansę i musisz zrobić wszystko, żeby wyeliminować to, co jest szkodliwe dla ciebie, czyli jakiekolwiek stresy. Jeżeli praca na onkologii była dla mnie stresująca, to musiałam z niej zrezygnować. Jeżeli byli wokół mnie toksyczni ludzie, którzy nie dmuchali w skrzydła, tylko wręcz odwrotnie, powinnam ich unikać. Dlatego podjęłam taką decyzję, że chcę spróbować gdzie indziej i zobaczyć, jak to będzie.

To bardzo inspirująca historia. Proszę powiedzieć, co Pani teraz robi?

Prowadzę sklepy dla pacjentek onkologicznych.

Czyli dalej Pani pomaga pacjentom?

Tak, stworzyłam piękne miejsca dla chorych. Jak kupowałam perukę, to ktoś obok kupował pampersy, a ekspedientka kazała mi wyjść na zewnątrz i zobaczyć, czy dobrze wyglądam. Dla mnie to jeszcze nie był etap przepracowany i obiecałam sobie, że stworzę piękne miejsce, gdzie kobiety będą otoczone opieką, gdzie będzie przyjemna atmosfera oraz pełne zrozumienie.

Cały odcinek dostępny na naszym kanale Youtube:

Najnowsze