|

Wokeizm w Państwowej Inspekcji Pracy

Penalizacja przedsiębiorców za zły dobór formy gramatycznej w ogłoszeniach o pracę w sytuacji narastającego zapóźnienia europejskiej gospodarki to zdecydowanie zły pomysł.
Na kilka tygodni przed wejściem w życie przepisów regulujących formę ogłoszeń o pracę w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym szef Państwowej Inspekcji Pracy, Marcin Stanecki, skierował wobec polskich przedsiębiorców groźbę.

Prezent od zgrywusa

Jak przekonywał długowłosy urzędnik, każdy, kto nie sformułuje oferty pracy w sposób neutralny płciowo, narazi się na karę wynoszącą nawet 4 tys. zł. Najbardziej intrygujące w całej sytuacji było jednak to, że obecny rząd zdecydował się wprowadzić nowe przepisy 24 grudnia. Nie 1 stycznia czy 1 lipca, ale właśnie w Wigilię Bożego Narodzenia.

Wdrażanie zmian w dniu, w którym Polacy zasiadają do najbardziej celebrowanej kolacji w ciągu całego roku, może się na pozór wydawać zaledwie niewiele znaczącym szczegółem. W rzeczywistości tego rodzaju decyzja demonstruje, jak bardzo woke’istowski jest obecny rząd, a w szczególności personel zarządzający Ministerstwem Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej. Resort zarządzany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk zachował się tak, jakby chciał Polakom wręczyć na święta prezent, ale koniec końców okazał się on darem od zgrywusa.

„Prezent od zgrywusa” może się wydawać dość ostrym sformułowaniem, ale niestety właśnie taki charakter mają świeżo wprowadzone przepisy. Wymóg formułowania neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę nie został przecież narzucony w odpowiedzi na realne problemy zgłaszane przez istotną część społeczeństwa. Dotychczasowymi treściami ogłoszeń o pracę mogły się czuć urażone co najwyżej skrajnie zideologizowane środowiska, dążące do osiągnięcia radykalnych i szkodliwych celów. Jednocześnie pracodawcy nie stosowali nagminnie form męskich dlatego, że chcieli kogoś dyskryminować, lecz niemal wyłącznie ze względu na powszechną i ugruntowaną wieloletnim zwyczajem praktykę językową.

Pomimo tego na przedsiębiorców założono kolejną już pułapkę. Zamiast umożliwić im pełne skupienie się choćby na wdrożeniu rewolucyjnych zmian związanych z Krajowym Systemem e-Faktur, zmuszono ich do pilnowania, aby wpisywać do ogłoszeń formy w rodzaju: osoba spawająca, osoba wykonująca prace budowlane czy osoba sprzątająca.


Atak Trumpa na Wenezuele! Co na to Polska? I Palade Komentuje


Pisanie raportów

Przepisy dotyczące treści ogłoszeń o pracę pokazują niestety, jak bardzo wokeizm zawładnął umysłami osób tworzących w Polsce prawo. Ów umysłowy wirus, zmuszający zarażonych nim do odkrywania wciąż nowych obszarów rzekomej dyskryminacji, stał się jedną z głównych bolączek całego zachodniego świata. Wiele osób żyjących w demokracjach liberalnych najzwyczajniej w świecie nie zdaje sobie sprawy z tego, że woke’istowskie dylematy to narastający balast, który skazuje kolejne gospodarki na gospodarczy niebyt.

Wolna od wirusa wyzwalania z wszechobecnej dyskryminacji gospodarka chińska ucieka ostatnio Europie w zawrotnym tempie. W Państwie Środka nikt nie traci czasu na polowanie na przedsiębiorców z tak błahych powodów, gdyż zbiorowy wysiłek społeczeństwa ukierunkowany jest ku dużo bardziej poważnym celom.

W Unii Europejskiej przyjęto niestety skrajnie odmienną perspektywę, zgodnie z którą rządzący skupiają się na rozwiązywaniu nieobecnych lub posiadających marginalne znaczenie problemów. Pokazuje to choćby mający zostać wdrożony do 7 czerwca 2026 r. obowiązek wynikający z dyrektywy Parlamentu Europejskiego w sprawie równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Zgodnie z nim firmy będą musiały pisać specjalne raporty na temat „luki płacowej”, a pracodawcy zostaną zmuszeni do przedstawiania pracownikom specjalnych uzasadnień wysokości wypłacanych stawek wynagrodzeń.

Woke’istowski zarząd Państwowej Inspekcji Pracy z pewnością zaciera już ręce, ponieważ nowe przepisy znacząco zwiększą liczbę przeprowadzanych kontroli i wymuszą zatrudnienie nowych urzędników. Dużo gorsza perspektywa roztacza się za to przed pracodawcami, którzy będą musieli przechodzić specjalne szkolenia, pisać raporty, przyjmować wnioski i ujawniać dane na temat wynagrodzeń. Równościowa dyrektywa płacowa stanowi więc nie tylko szkodliwą ingerencję w relacje między pracodawcami i pracownikami, ale także mechanizm zwiększający koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Za jej sprawą prowadzący działalność gospodarczą stracą jeszcze więcej cennego czasu na wypełnianie druków i tłumaczenie się z podejmowania decyzji, do których mają święte prawo.

Wdrażanie dyrektywy o równych zarobkach przedstawia się jako wyjątkowo niemądry pomysł, w szczególności w naszym kraju, w którym luka płacowa ze względu na płeć pozostaje od wielu lat jedną z najniższych na świecie. Co ciekawe, taki stan rzeczy nie został wymuszony żadnymi dyrektywami czy kontrolami z PIP, lecz stanowi naturalny rezultat dominujących w Polsce norm kulturowych. Woke’istowscy prawodawcy są jednak na ten fakt zupełnie ślepi i już wkrótce zafundują biznesowi kolejną transzę zbędnych regulacji.


🔴 MIESZKANIE PREMIUM NA WŁOCHACH: 10 MIN OD CENTRUM


„Kary korzystne dla przedsiębiorców”

Logikę, jaką kieruje się w obszarze rynku pracy oraz sektora prywatnego obecny rząd, najlepiej kwituje wypowiedź, jakiej udzielił portalowi oko.press wspomniany już Marcin Stanecki. Główny Inspektor Pracy stwierdził w niej, że wysokie kary są korzystne dla przedsiębiorców, bo chronią przed nieuczciwą konkurencją. Gdyby jednak podążać konsekwentnie tym tropem, należałoby wprowadzić kary oznaczające konfiskatę całego majątku przedsiębiorcy.

W wersji najbardziej optymistycznej Główny Inspektor Pracy zwyczajnie pomieszał maksymy głoszące, że wysokie kary są niekiedy potrzebne, żeby wymusić przestrzeganie prawa, oraz że konkurencja jest uczciwa tylko wtedy, gdy przebiega wedle określonych zasad. Dużo bardziej realistyczna interpretacja tej wypowiedzi ukazuje jednak Staneckiego jako osobę, która przy pomocy coraz bardziej szkodliwych i woke’istowskich przepisów pragnie przedsiębiorcom dokręcić przysłowiową śrubę. Niestety interpretacja ta znajduje potwierdzenie w szeregu innych wypowiedzi Głównego Inspektora Pracy, który dawał już do zrozumienia, że nie ma większego pojęcia o tym, z jak dużo wyższymi kosztami wiąże się zatrudnienie kogoś na umowę o pracę w porównaniu do innych form zatrudnienia.

Wiele powodów do niepokoju daje w ostatnim czasie także planowana wielka akcja przymusowej zamiany umów cywilnoprawnych na umowy o pracę. Nad całym przedsięwzięciem ma czuwać ta sama instytucja, której właśnie nadano szczególne uprawnienia związane z wymogiem neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę. Szanse na obiektywne i rzeczowe kontrole nie są niestety zbyt wielkie, ponieważ na czele instytucji mających teoretycznie za zadanie dbać o rynek pracy zasiadają osoby, którymi zawładnął już duch woke’izmu.

Wszystko to stanowi niestety dość pesymistyczny prognostyk dla Polski, której kultura i obyczaje stanowią jeden z najważniejszych atutów przesądzających o jej pozycji gospodarczej. Nasz kraj nie ma własnych globalnych marek ani liderów biznesu z pierwszej setki listy tygodnika „Forbes”, lecz zdołał wypracować pokaźny kapitał społeczny, ugruntowany swoją wielowiekową historią. Przyzwalanie na to, aby woke’istowski wirus niszczył budowane od pokoleń normy, stanowi fundamentalne zagrożenie dla zasobów, które w wielu krajach zachodnich są coraz trudniej dostępne. I choćby z tego powodu warto dyrektywy równościowe jak najszybciej wyrzucić do kosza.

Podobne wpisy