||

Monetyzowanie wojny na ukrainie

To amerykańscy giganci są największymi beneficjentami konfliktu na Ukrainie, czerpiąc korzyści w postaci europejskich kontraktów i rozbudowy aktywów nabytych na Ukrainie po obniżonych cenach, a także w formie przejmowania obiecanych przedsiębiorstw rządowych i nowych kontraktów obronnych.

Ktoś zapytany o to, kto najbardziej traci na wojnie Rosji z Ukrainą, zapewne odpowie bez wahania, że największym przegranym są obywatele naszego południowo-wschodniego sąsiada. Trwoga o życie i zdrowie rodziny i swoje, troska o dobytek – plon wieloletniej pracy, często za marne grosze. Obawy dotyczące losu kraju. A nade wszystko przeżywany dramat śmierci najbliższych na froncie czy też w wyniku nalotów oraz konieczność wegetacji w zrujnowanych miastach o zniszczonej infrastrukturze. To straszna cena, którą płaci naród ukraiński za agresywną politykę Moskwy. Nota bene, w czasie gdy piszę te słowa, Kijów stwierdził, że nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie ze skutkami ostatniego rosyjskiego ataku na ukraińską sieć energetyczną. – Ukraina zwróciła się do Polski o pilną pomoc energetyczną po kolejnym masowym ataku Rosji na obiekty systemu energetycznego kraju – poinformował minister energetyki Denys Szmyhal.

Druga odpowiedź, podobnie jak pierwsza, nasuwa się automatycznie i dotyczy pytania o beneficjentów konfliktu. Stąd zapewne nie zdziwią czytelnika opinie wyrażone przez ekspertów The New Strategic Concept (NSC) w obszernej, ponad siedemdziesięciostronicowej broszurze „EU defense industry corruption amid the Ukrainian conflict” (Korupcja w przemyśle obronnym UE w czasie konfliktu ukraińskiego). W książeczce, sygnowanej przez dr. Andreę Galliego, czytamy: „Nasze dochodzenie pokazuje, że elity i grupy przemysłu zbrojeniowego w USA i UE celowo i konsekwentnie lobbują za pomocą dla Ukrainy, ponieważ istnieje bezpośredni związek między taką pomocą a wzrostem zysków i inwestycji”.

Eksperci NSC są zdania, że „pomoc dla Ukrainy, podobnie jak sama wojna i związane z nią ryzyko eskalacji, są monetyzowane na ogromną skalę przez producentów broni, którzy korzystają z systemowej integracji ze strukturami politycznymi”. Powołując się na prognozy MFW, analitycy NSC piszą dalej, że dane finansowe za pięcioletni okres od 2021 do 2026 r, obiecują zysk w wysokości 150 mld dol,, czyli 37 proc., „przy dwukrotnie wolniejszym wzroście gospodarek rozwiniętych”.

NSC nie ma wątpliwości, że to amerykańscy giganci są największymi beneficjentami konfliktu na Ukrainie, czerpiąc korzyści w postaci europejskich kontraktów i rozbudowy aktywów nabytych na Ukrainie po obniżonych cenach, a także w formie przejmowania obiecanych przedsiębiorstw rządowych i nowych kontraktów obronnych. „Należą do nich BlackRock, J.P. Morgan i Carlyle Group oraz inne elity finansowe reprezentujące flagowe firmy amerykańskiego przemysłu obronnego – Lockheed Martin, Raytheon, General Dynamics i inne”. Beneficjentami są też rodziny Bushów, Clintonów, Pritzkerów i Rockefellerów wraz z bliskim kręgiem wysoko postawionych urzędników, głównie z Partii Demokratycznej USA i przywódców NATO – kontynuuje wyliczenie NSC. I będą zyskiwać tak długo, jak trwać będzie straszny konflikt na rubieżach Europy.


🔴 MANUFAKTURA, NIE MASÓWKA. DLACZEGO WOLA PRZYCIĄGA INWESTORÓW?


Duże znaczenie w tej układance odgrywać mają Rothschildowie, posiadający wielostronny wpływ na francuski sektor obronny oraz największą reprezentację w establishmencie UE. Konkurencyjną grupę tworzy amerykański sektor zbrojeniowy, wspierany przez kapitał inwestycyjny Rockefellera, który wywiera decydujący, choć ukryty, wpływ na decyzje polityczne UE. Obie grupy łączą działania w zakresie militaryzacji UE i restrukturyzacji modelu gospodarczego w kierunku kapitalizmu społecznego (degrowth). Przypomnijmy, że degrowth (dewzrost lub postwzrost) to koncepcja społeczno-ekonomiczna postulująca celowe, demokratyczne ograniczenie produkcji i konsumpcji w celu zmniejszenia zużycia zasobów, aby ratować środowisko naturalne, przy jednoczesnym zwiększeniu sprawiedliwości społecznej i poprawie jakości życia, zamiast dążenia do ciągłego wzrostu. Tak oto najzamożniejsi ludzie świata, którzy dorabiają się na wyniszczającej – również dla środowiska naturalnego – wojnie, chcą zafundować nam globalny socjalizm. Tym razem nie czerwony, a zielony. Ciekawe, jaki „ustrój” zamierzają stworzyć dla siebie, wszak niepodobna, aby miał to być system „demokratycznego samoograniczania” w produkcji, a zwłaszcza konsumpcji.

European Policy Center, think tank lobbingowy powiązany z podmiotami lobbingowymi ukraińskiego oligarchy Achmetowa, wytycza strategiczną ścieżkę dla procesów umożliwiających wzrost popytu na militaria. Według NSC Niemcy są głównym polem bitwy dla gigantów zbrojeniowych walczących o europejski rynek zbrojeniowy.

Kto jeszcze zyskuje gospodarczo?
Singapurski Think China zwraca uwagę na to, że również komunistyczne Chiny odnoszą korzyści ze zbrojnego konfliktu na dalekim wschodzie Europy. Po wybuchu wojny Państwo Środka przyjęło postawę „tego rozsądnego” i podjęło się roli mediatora, czerpiąc korzyści z obu stron. Z jednej strony wezwało do poszanowania integralności terytorialnej Ukrainy, z drugiej – do utrzymania bliskich więzi gospodarczych i handlowych z Rosją. Chociaż Stany Zjednoczone i Unia Europejska wielokrotnie oskarżały Chiny o dostarczanie Rosji towarów podwójnego zastosowania, co w praktyce wspierało rosyjską inwazję na Ukrainę, Chiny podkreślają swoje prawo do rozwijania normalnych stosunków handlowych z Rosją.

Chiny zdywersyfikowały również dostawy energii, znacznie zwiększając import surowców z Rosji. Dzięki surowym sankcjom Zachodu wobec Rosji chińskie firmy z branży motoryzacyjnej, maszynowej i elektronicznej wkroczyły na rosyjski rynek i wypełniły pustkę pozostawioną przez wycofujące się firmy zachodnie, japońskie i południowokoreańskie. Jednocześnie Państwo Środka zacieśniło współpracę gospodarczą i handlową z krajami Azji Środkowej oraz przyspieszyło budowę linii kolejowej Chiny–Kirgistan–Uzbekistan, projektu od dawna blokowanego przez Rosję. Chiny i Rosja pogłębiają również współpracę w zakresie rozwoju rosyjskiego Dalekiego Wschodu, co w znacznym stopniu przyczynia się do rewitalizacji północno-wschodniego regionu Chin. Tyle informacji z Think China.

Z kolei Lowy Institute for International Policy, australijski think tank z siedzibą w Sydney, podkreśla, że chińskie mocarstwo stało się obecnie głównym odbiorcą rosyjskich paliw kopalnych, ponieważ Kreml – niemal całkowicie odcięty od europejskiego rynku energii – sprzedaje gaz ziemny Pekinowi po cenach o 23,2 proc. niższych niż ceny obowiązujące w krajach europejskich. UAWire informowało jesienią ubiegłego roku, że Rosja sprzedaje Chinom gaz z niemal 40-procentowym rabatem, tłumacząc, iż surowiec ten musi być tańszy niż np. w Europie, ponieważ linia przesyłowa jest krótsza niż na nasz kontynent.

Z perspektywy energetycznej Pekin zyskuje przewagę, podczas gdy Rosja pozostaje uwikłana w konflikt na Ukrainie. Nic więc dziwnego, że Chiny wielokrotnie odrzucały żądania prezydenta USA Donalda Trumpa, by zaprzestać kupowania rosyjskiej ropy, zwłaszcza że jest ona oferowana po obniżonej cenie. To pan Trump, jako biznesmen pierwszego sortu, winien to zrozumieć.

Ta sytuacja stała się potężnym problemem dla Moskwy. Kraj nadmiernie uzależnia się od południowego sąsiada. Rosja planuje nawet zwrócić się do chińskich władz o budowę 410-kilometrowej linii kolejowej Kuragino–Kyzył w Tuwie na Syberii, w zamian za przyznanie chińskim inwestorom prawa do eksploatacji złóż metali rzadkich i ziem rzadkich w regionie. Jest to krok desperacki, również z punktu widzenia geostrategicznego. Igor Sieczin, wieloletni sojusznik prezydenta Rosji Władimira Putina i prezes rosyjskiego giganta naftowego Rosnieft, oświadczył niedawno, że Rosja jest „gotowa służyć Chinom jako baza surowcowa”.

W takich okolicznościach, gdy Moskwa stała się młodszym partnerem Pekinu, czy Chiny rzeczywiście mają jakikolwiek interes w zmuszeniu Kremla do zakończenia wojny na Ukrainie? – pyta retorycznie Nikola Miković, niezależny dziennikarz, badacz i analityk mieszkający w Serbii, publikujący swoje opinie na portalu The Interpreter think tanku Lowy Institute.

Podobne wpisy