||

Turcja to pierwsza zapora

Wojna w Iranie już teraz zmienia ceny europejskiego łańcucha dostaw, a Warszawa czyta niewłaściwą stronę o Ankarze.

W nocy 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły ataki na Iran, które w ciągu kilku godzin zabiły najwyższego przywódcę Alego Chameneiego i zapoczątkowały najniebezpieczniejszą od pokolenia eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Sześć dni później wojna nie wykazuje oznak wyhamowania. Iran podjął kroki w celu zamknięcia Cieśniny Ormuz. Katar wstrzymał produkcję LNG po irańskich atakach na jego infrastrukturę energetyczną. Przestrzeń powietrzna Zatoki Perskiej jest zamknięta nad ZEA, Katarem, Kuwejtem i Bahrajnem. Ponad 170 kontenerowców utknęło w Zatoce Perskiej. Irański pocisk balistyczny, przechwycony przez obronę powietrzną NATO nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego, pozostawił po sobie odłamki w pobliżu Dörtyol w tureckiej prowincji Hatay. Według amerykańskich źródeł prawdopodobnym celem była baza lotnicza İncirlik, gdzie stacjonują polscy żołnierze.

Dla polskich firm nie jest to już scenariusz, do którego można się dopasować. To koszt, który już ponoszą i który będzie rósł.

Polityka: co pokazują liczby

W polskich mediach finansowych w tym tygodniu dominowała następująca narracja: polskie firmy w ZEA pozostają na miejscu, działalność jest kontynuowana, ZEA radziło sobie już z kryzysami. Maciej Białko, dyrektor biura handlowego Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Dubaju i przewodniczący tamtejszej Polskiej Rady Biznesu, potwierdził, że dla 453 polskich firm zarejestrowanych w Dubajskiej Izbie Handlowej pierwszy wpływ wojny był głównie pośredni: nastąpiły zakłócenia w logistyce, podwyższono składki ubezpieczeniowe i ograniczono dostępność lotów. Nie nastąpiło zawieszenie działalności.


Która strona Iranu będzię bardziej aktywna?


Białko widzi jednak również pewien próg: „Jeśli zakłócenia na szlakach żeglugowych będą się utrzymywać, firmy operujące w Zatoce Perskiej prawdopodobnie zaczną ponownie szacować logistykę i łańcuchy dostaw w ciągu tygodni, a nie dni”. Ten czas przyspieszył z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz.

Uzależnienie od surowców pogłębia się w miarę trwania operacji w Zatoce Perskiej. Polska zdywersyfikowała dostawy gazu z Rosji po 2022 r. – korzystając z LNG ze Stanów Zjednoczonych i Kataru oraz gazu rurociągowego z Norwegii przez Baltic Pipe. Katar odegrał kluczową rolę w tej strategii. Teraz QatarEnergy wstrzymał nie tylko produkcję LNG, ale także produkcję metanolu, polimerów i mocznika. Firmy Qatar i Mesaieed Petrochemical zmniejszyły lub zawiesiły produkcję. Qatar Aluminum rozpoczął kontrolowane zamknięcie, którego odwrócenie może potrwać nawet rok. Holenderski kontrakt TTF wzrósł o ponad 33 proc. w ciągu jednego dnia po wstrzymaniu produkcji w Katarze, po wzroście o około 40 proc. dzień wcześniej. Polscy konsumenci przemysłowi nie muszą importować gazu z Zatoki Perskiej bezpośrednio, aby to odczuć. Europejskie ceny spot są ustalane na poziomie marży, która obecnie gwałtownie spada.

Polscy eksporterzy i importerzy korzystający z tras tranzytowych Zatoki Perskiej płacili już wysokie premie za ryzyko wojenne związane z kampanią Huti na Morzu Czerwonym. Obecna wojna nałożyła na istniejące wysokie stawki kolejne, większe zakłócenia. Odkąd 170 kontenerowców utknęło w Zatoce Perskiej, decyzje o zmianie trasy nie są już teoretyczne.

Turcja: Warszawa się przygląda. Polska prasa biznesowa nie zadaje właściwych pytań

Warszawska społeczność zajmująca się polityką zagraniczną uważnie i z dużym wyczuciem obserwuje Turcję. Ośrodek Studiów Wschodnich opublikował w tym tygodniu szczegółową analizę Karola Wasilewskiego, obejmującą dyplomatyczne manewry Ankary, jej zależność gazową od Iranu, wymiar kurdyjski oraz cztery scenariusze, które najprawdopodobniej wciągną Turcję w bezpośrednie działania wojenne. To poważna praca dla poważnej publiczności: dyplomatów, analityków bezpieczeństwa i urzędników państwowych.

Ani ta analiza, ani nikt inny w polskiej prasie w tym tygodniu nie pytał, co narastający kryzys w Turcji oznacza dla polskich firm. Na to pytanie czytelnicy „Gazety Finansowej” potrzebują odpowiedzi.

OSW identyfikuje cztery scenariusze, które mogłyby przechylić szalę Turcji z niepewnej neutralności w stronę aktywnej wrogości: dalsze irańskie ataki na İncirlik lub instalację radarową NATO w Kürecik; presja USA na Ankarę, jeśli Trump wykluczy negocjacje; przyłączenie się państw arabskich do konfliktu i zmuszenie Turcji do wyboru między sojuszem z Katarem a szerszą postawą regionalną; irańskie ataki na rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan, którym przesyłane jest około 30 proc. izraelskiego importu ropy naftowej, lub powtórka irańskiego ataku z 5 marca na lotnisko w Nachiczewanie w Azerbejdżanie – sojusznika Turcji w ramach traktatu i bliskiego partnera Izraela. Każda z wymienionych sytuacji zmieni postawę Turcji z neutralnego gracza, odczuwającego presję, w agresywnego uczestnika konfliktu. Konsekwencje biznesowe tej transformacji nie zostały jeszcze oszacowane.

Pozycja gospodarcza Turcji już się pogarsza. Kraj ten importuje 10 mld m3 gazu ziemnego rocznie z Iranu na mocy umowy z 1996 r. za pośrednictwem rurociągu Tebriz-Ankara. Umowa ta wygasa w lipcu 2026 r. – za cztery miesiące, w trakcie wojny. Były wysoki rangą urzędnik BOTAŞ, tureckiej państwowej firmy rurociągowej, ostrzegł w tym tygodniu, że jeśli irańska infrastruktura produkcyjna lub rurociągowa ulegnie uszkodzeniu, najbardziej narażonymi prowincjami będą: Kahramanmaraş, Gaziantep, Adana i Mersin. „Tej zimy prawdopodobnie damy radę” – powiedział urzędnik. „Pytanie brzmi, co będzie następnej zimy”.


🔴 MANUFAKTURA, NIE MASÓWKA. DLACZEGO WOLA PRZYCIĄGA INWESTORÓW?


Liczby stojące za tą oceną są miażdżące. Güldem Atabay, jedna z najpilniej obserwowanych niezależnych ekonomistek w Turcji, opublikowała w tym tygodniu swoją ocenę sytuacji wojennej w Paraanaliz. Deficyt na rachunku bieżącym Turcji, przewidywany przed wojną na poziomie 35 mld dol., może sięgnąć 55-60 mld dol., jeśli cena ropy naftowej utrzyma się powyżej 100 dol. za baryłkę. Wzrost PKB, oficjalnie prognozowany na 3,8 proc. do 2026 r., najprawdopodobniej wyniesie od 1 do 2,5 proc. Rentowność dwuletnich obligacji wzrosła z 6,2 proc. 25 lutego do 7,6 proc. do 4 marca. To zmiana o 140 punktów bazowych w ciągu jednego tygodnia. Doświadczony ekonomista Mahfi Eğilmez dodaje praktyczną regułę, która sprawdza się w każdym scenariuszu: każdy wzrost cen ropy o 10 dol. zwiększa deficyt na rachunku bieżącym Turcji o co najmniej 2,5 mld dol. i o około jeden punkt procentowy inflacji.

Dla Polski nie jest to tylko abstrakcyjny problem Turcji. Turcja to kraj tranzytowy, który po 2022 r. zastąpił rosyjskie szlaki. Polskie towary transportowane na wschód przemieszczają się przez tureckie korytarze logistyczne lub w ich pobliżu. Polska strategia dywersyfikacji energetycznej została zbudowana częściowo na założeniu stabilnej, funkcjonalnej Turcji jako bramy do alternatywnych źródeł zaopatrzenia z Azji Środkowej i Zatoki Perskiej. Turcja pod jednoczesną presją militarną, napiętą sytuacją walutową, wzrostem inflacji i kontraktem na rurociąg w trakcie wojny staje się mniej niezawodnym elementem tej architektury.

Droga przed nami

Zamknięcie Cieśniny Ormuz stanowi kluczową zmienną. Arabia Saudyjska już teraz kieruje ropę naftową swoim rurociągiem wschód-zachód do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, aby ominąć Ormuz – ale to obejście ma ograniczenia przepustowości i nie pomaga Katarowi, który nie ma dostępu do Morza Czerwonego. Białko zauważył, że geopolityczne perturbacje często zmieniają popyt, a nie tylko go ograniczają, i wskazał cyberbezpieczeństwo, infrastrukturę danych i odporność łańcucha dostaw jako sektory, w których polskie firmy mogą znaleźć nowe możliwości. To z jednej strony realistyczna interpretacja.

Druga strona jest trudniejsza. Warszawscy analitycy ds. bezpieczeństwa opracowali scenariusze, w których Turcja zostanie wciągnięta w tę wojnę. Pytanie, które polska społeczność biznesowa musi teraz zadać, jest prostsze i bardziej bezpośrednie: w którym momencie pogorszenie się sytuacji gospodarczej w Turcji – niezależnie od tego, czy przystąpi ona do walk – zacznie uwzględniać koszty polskiego łańcucha dostaw? Odpowiedź, oparta na tym, co już publikują tureccy ekonomiści, brzmi: proces się rozpoczął. Zegar opisany przez Białkę – tygodnie, a nie dni, zanim zależność od sytuacji w Zatoce Perskiej wymusi konkretne decyzje – porusza się w tym samym tempie, co turecka lira, kontrakt Tebriz i zmiany rentowności obligacji w Stambule.

Warszawa obserwuje Turcję przez właściwy teleskop, tylko czyta niewłaściwą stronę.

Podobne wpisy