|||

Gospodarka pod presją. Między spadkiem dochodów a kosztownymi decyzjami

Rząd wprowadza jednocześnie kosztowne ulgi, ryzykowne reformy i nowe obowiązki dla firm – wszystko w momencie, gdy gospodarka znajduje się pod silną presją zewnętrzną. Efekt? Rosnące wydatki, malejące dochody i coraz większa niepewność.

Przełom marca i kwietnia przyniósł wydarzenia o charakterze nadzwyczajnym – takie, które nie mają precedensu przynajmniej w ostatnich latach, a być może nawet w całym trzydziestoleciu. Można odnieść wrażenie, że są one symbolicznym domknięciem pewnego etapu funkcjonowania państwa i jego gospodarki.

Z jednej strony obserwujemy bezprecedensowe działania w obszarze dochodów budżetowych i polityki cenowej. Po raz pierwszy wprowadzono jawną kontrolę cen na paliwa silnikowe – kluczowe nie tylko z punktu widzenia fiskalnego, ale również całej gospodarki i konsumentów. Z drugiej strony, niemal równolegle, wdrażane są rozwiązania, które budzą poważne wątpliwości co do ich sensowności i skutków.

Najbardziej wyrazistym przykładem jest wprowadzenie obowiązkowego systemu KSeF. Wielu ekspertów ostrzegało, że forsowanie tego rozwiązania w obecnych warunkach może przynieść więcej szkód niż korzyści. Mimo to zdecydowano się na jego wdrożenie, obejmujące nie – jak wcześniej wskazywano – około 1,4 mln podmiotów, lecz blisko 3 mln.

Nowy system zmienia fundamentalnie sposób obiegu faktur: dokumenty nie trafiają bezpośrednio do kontrahentów, lecz do centralnego systemu administracji skarbowej. Krytycy wskazują na liczne absurdy i ryzyka, a skala negatywnych opinii wykracza daleko poza środowiska tradycyjnie krytyczne wobec rządu. Mimo to projekt jest konsekwentnie realizowany – zarówno przez jego autorów, jak i ich politycznych następców.

Problem polega na tym, że zmiany te zbiegły się z wyjątkowo niekorzystną sytuacją zewnętrzną. Polska, w wyniku prowadzonej przez lata polityki energetycznej, w znacznym stopniu uzależniła się od importu ropy z kierunków obarczonych wysokim ryzykiem geopolitycznym. W efekcie napięcia międzynarodowe i konflikty zbrojne doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen surowców – w tym ropy, której cena wzrosła o kilkadziesiąt procent.


Polska a UE: Czy NBP nagina prawo? Nowe zadłużenie czy prawdziwi obrońcy?


W reakcji na te zjawiska władze zdecydowały się na obniżenie podatków pośrednich na paliwa – zarówno VAT (z 23 do 8 proc.), jak i akcyzy. Choć decyzja ta była racjonalna z punktu widzenia łagodzenia skutków kryzysu, jej konsekwencje dla budżetu są znaczące. Szacuje się, że utrzymanie tych rozwiązań do końca roku może oznaczać ubytek dochodów rzędu kilkunastu, a nawet blisko 20 miliardów złotych.

Jednocześnie coraz mniej przekonująco brzmią zapowiedzi, że wprowadzenie nowych rozwiązań w systemie fakturowania przyniesie wzrost wpływów budżetowych. W praktyce część podatników nie zamierza stosować nowych obowiązków – jedni pozostaną przy dotychczasowych metodach, inni ograniczą aktywność. To z kolei może dodatkowo osłabić dochody państwa.

Już pierwszy kwartał roku przyniósł wyniki gorsze od oczekiwanych. Przyczyniły się do tego m.in. błędne założenia dotyczące warunków pogodowych – zamiast łagodnej zimy pojawiły się wyższe koszty ogrzewania, co odbiło się zarówno na gospodarstwach domowych, jak i finansach publicznych. Co istotne, problemy te wystąpiły jeszcze przed wejściem w życie KSeF i przed kolejną falą wzrostu cen surowców.

Lista wyzwań na tym się jednak nie kończy. Państwo planuje kolejne wydatki osłonowe – dopłaty do paliwa rolniczego, wsparcie dla transportu oraz subsydia dla nawozów, których ceny są silnie uzależnione od kosztów gazu ziemnego.

W efekcie gospodarka znajduje się pod rosnącą presją kosztową, wynikającą nie tylko z czynników krajowych, ale przede wszystkim z wydarzeń międzynarodowych. Coraz trudniej oddzielić to, co „zewnętrzne”, od tego, za co faktycznie płacimy jako państwo i gospodarka.

W tej sytuacji szczególnie wyraźnie ujawnia się problem braku zdolności do przewidywania. Zbyt często tłumaczymy rzeczywistość jej rzekomą nieprzewidywalnością, zamiast przyznać, że zawiodły mechanizmy analizy i planowania. Skutki tych błędów są jednak bardzo konkretne – i odczuwalne dla podatników.

Wszystko wskazuje na to, że dochody budżetowe w bieżącym roku spadną – być może znacząco. A nawet jeśli nie nastąpi to bezpośrednio, wzrosną wydatki publiczne związane z koniecznością łagodzenia skutków kryzysu.

W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie: co można zrobić tu i teraz? Odpowiedź nie musi być rewolucyjna. Po pierwsze, konieczne jest realne przyspieszenie dywersyfikacji źródeł dostaw surowców. Po drugie, niezbędne są działania osłonowe dla branż najbardziej narażonych – nie tylko transportu i rolnictwa, ale wszystkich sektorów o niskiej rentowności, które nie są w stanie przenieść rosnących kosztów na klientów.

Równie istotne jest jednak unikanie decyzji, które mogą pogłębić problemy. W tym kontekście zasadne wydaje się ponowne przemyślenie tempa i zakresu wdrażania obowiązkowego systemu fakturowania. Tym bardziej że już dziś widać, iż wielu podatników nie zamierza się do niego stosować, a same przepisy przewidujące surowe sankcje wejdą w życie dopiero w przyszłym roku.

Co więcej, istnieją narzędzia pozwalające na bardziej elastyczne podejście – choćby możliwość wyłączenia określonych branż z obowiązku stosowania nowych rozwiązań czy wprowadzenia progów kwotowych dla faktur.

W obecnych warunkach najważniejsza powinna być zasada minimalizowania szkód. W sytuacji, gdy czynniki zewnętrzne już silnie obciążają gospodarkę i finanse publiczne, państwo nie powinno dokładać kolejnych, niekoniecznych obciążeń.

Podobne wpisy