|

Opresyjny liberalizm – podatkowe rozdwojenie jaźni w polskim wydaniu

Rząd obiecuje kolejny pakiet uszczelniający system podatkowy. Czy czeka nas „Polski Ład 2.0”?

Michał Ostrowski

Bruksela chce redukcji deficytu, rząd szuka pieniędzy

Mamy wysokie oczekiwania społeczne co do zwiększenia wydatków i zmniejszenia podatków. Jaki jest tego skutek? Między 2023 a 2026 r. nominalny PKB ma wzrosnąć o ok. 22 proc., dochody podatkowe budżetu – o 14 proc., a wydatki – o ok. 40 proc. Czyli wydatki rosną szybciej niż gospodarka, a podatki – wolniej.

To nie może wiecznie trwać. Ten sam rząd, który obiecuje deregulację i ulgi dla przedsiębiorców, zobowiązał się przed Komisją Europejską do drastycznej redukcji deficytu – finansowanej przede wszystkim podwyżkami podatków. Rząd zadeklarował, że w 2026 r., dzięki konsolidacji po stronie dochodów, deficyt zmniejszy się o 0,84 proc. PKB, czyli ok. 35 mld zł.

Zamiast strategii – łatanie dziur

Niestety, zamiast skupić się na strategii, rząd stara się punktowo łatać dziury, nie patrząc na długoterminowe efekty. Konsolidację opieramy np. na zamrożeniu skali podatkowej, co prowadzi do niesprawiedliwego obciążenia klasy średniej. Do tego dochodzi nadprogramowa podwyżka akcyzy – złamanie ustaleń z mapy drogowej akcyzy, czyli wieloletniej „umowy” rządu z przedsiębiorcami.

W tę logikę dobrze wpisuje się tegoroczna ofensywa legislacyjna.

Ministerstwo Finansów w marcu 2026 r. opublikowało nową wersję projektu zmian w podatkach dochodowych. Dokument po raz pierwszy pojawił się na stronie RCL we wrześniu ubiegłego roku, z planowanym terminem wejścia w życie od 1 stycznia 2026 r. W toku konsultacji publicznych napotkał silny opór i ostatecznie utknął.

Nowa, poszerzona wersja przewiduje 31 zmian, które mają wejść w życie od 1 stycznia 2027 r. Co w niej znajdziemy? Głównie ograniczenia w preferencjach podatkowych wprowadzanych w ostatnich latach.

Usługi świadczone na rzecz podmiotów powiązanych będą opodatkowane jednolitą stawką ryczałtu 17 proc., niezależnie od dotychczasowej, zazwyczaj niższej stawki. W praktyce oznacza to, że wspólnik spółki z o.o., wystawiający jej faktury za usługi IT, zarządcze, reklamowe czy doradcze, opodatkowany np. stawką 8,5 proc. lub 12 proc., zostanie zmuszony do zapłaty 17 proc. od całego przychodu – lub do zmiany formy opodatkowania.

Inna zmiana to wprowadzenie progu 100 tys. zł w przypadku popularnej stawki 8,5 proc. ryczałtu. Nadwyżka ponad tę kwotę ma być opodatkowana stawką 15 proc. – chyba że przedsiębiorca zatrudnia co najmniej jednego pracownika na pełen etat przez cały rok.


Czy Polska BOI się opodatkować gigantów? Kulisy decyzji


Ulgi z datą ważności

W IP Box czeka nas koniec preferencji dla samozatrudnionych programistów. Projekt dodatkowo włącza objęte ulgą dochody do podstawy daniny solidarnościowej, czyli 4 proc. od dochodu powyżej 1 mln zł rocznie.

W obu tych obszarach nadużycia były sygnalizowane od dawna, a programiści byli obciążeni mniej niż reszta podatników. Ale czy nie takie było zamierzenie przyświecające tym rozwiązaniom? Albo chcemy być tanim, konkurencyjnym hubem IT, albo nie. Po co tworzyć przywileje, które za kilka lat stracą sens?

Podobnie jest ze zmianami dotyczącymi estońskiego CIT-u, wprowadzanymi pod przykrywką uszczelnienia systemu. Poszerzenie definicji ukrytych zysków w praktyce zwiększy obciążenia podatników. Eksperci wskazują, że po zmianach wielu przedsiębiorców będzie zmuszonych do porzucenia tej formy opodatkowania. I znowu – albo wprowadzamy preferencję i trzymamy się jej, żeby ułatwić życie biznesowi, albo nie wprowadzajmy jej wcale.

Projekt eliminuje też możliwość wstecznego korygowania stawek amortyzacyjnych po upływie terminu złożenia zeznania podatkowego. Przepisy są bezpośrednią odpowiedzią na orzecznictwo sądów administracyjnych, które przez lata, wbrew stanowisku skarbówki, potwierdzały prawo podatników do takich korekt. Można to podsumować w ten sposób: państwo przegrywa, więc obrażone zrzuca pionki z szachownicy i zmienia reguły gry.

Uszczelnianie za grosze

Tych zmian pozostało do omówienia jeszcze wiele i można by się nad nimi znęcać w nieskończoność – ale nie to jest celem tego artykułu.

Pytanie brzmi: jaki będzie zysk państwa z tych wszystkich zmian? MF wskazuje na 7 mld zł tyle że w ciągu najbliższych 10 lat. To daje ok. 700 mln rocznie. To dwukrotnie mniej niż dochody z opłaty cukrowej.

Czy naprawdę warto przestawiać cały system podatkowy do góry nogami dla groszy w skali budżetu państwa? MF w pogoni za pieniędzmi w ogóle nie uwzględnia efektów wtórnych.

Żeby dostarczyć te 700 mln do budżetu, przedsiębiorcy będą musieli ponieść ogromne koszty dostosowania się do zmian. Każda z nich wymaga odrębnych nakładów na systemy IT, szkolenia, konsultacje z ekspertami i przeglądu umów. Czy przeanalizowano straty wynikające z potencjalnego odpływu inwestycji i zmniejszenia bazy podatkowej?

Największy koszt: niepewność

Ciągłe zmiany pozbawiają podatników tego, co najważniejsze – stabilności. Ryzyko regulacyjne zwiększa koszty prowadzenia biznesu w Polsce. Bo kto zdecyduje się na inwestycję w kilkudziesięcioletnim horyzoncie ze względu na preferencje podatkowe, które z dnia na dzień mogą zostać odebrane?

W rankingu konkurencyjności podatkowej Tax Foundation 2025 Polska zajęła 35. miejsce na 38 państw OECD – cztery pozycje niżej niż rok wcześniej i najgorzej od dekady. W kategorii opodatkowania osób fizycznych zanotowała dramatyczny spadek o 24 pozycje. Przoduje Estonia – ojczyzna estońskiego CIT-u, który Polska skopiowała, a teraz chce ochoczo zdemontować.

To pokazuje skalę systemowego problemu. Przed Polską znajdują się również państwa o wyższych stawkach podatkowych, więc problem nie sprowadza się do ich poziomu. Chodzi o niestabilność, złożoność i nieprzewidywalność prawa

Skandynawskie wydatki publiczne, szwajcarskie stawki podatkowe i pruski aparat represji. Ta polska mieszanka prowadzi do osobliwego kompromisu. Może i budżet nie ma pieniędzy, ale za to podatnicy nie mają ani stabilności, ani zaufania do państwa.

Podobne wpisy