|

Państwo (nie) chce ze mną grać w pokera, czyli o absurdach regulacji polskiego hazardu

Za kilka miesięcy minie siedemnaście lat od wybuchu afery hazardowej. Za rok to niesławne „dziecko” polskiej polityki mogłoby legalnie kupić w sklepie alkohol, pójść do kasyna i zagrać w pokera… Szkoda tylko, że tego pokera po 2009 r. praktycznie w Polsce nie ma.

Afera hazardowa, chociaż wybuchła wokół automatów do gier (tzw. jednorękich bandytów), rykoszetem uderzyła w rozwijającego się pokera. Trafiła tak skutecznie, że ten do dzisiaj się nie podniósł. I nie wiadomo do końca, dlaczego.

Poker – gra szczęścia czy umiejętności?

Czym jest poker? Zapewne każdy z czytelników słyszał o jego istnieniu. To gra karciana, w którą gra się na pieniądze (najczęściej reprezentowane przez wymienialne żetony). Zwycięstwo zależy od siły kart, które dostaniemy do ręki w rozdaniu – tej rzeczywistej albo domniemanej. W grę wchodzi blef – można bowiem sposobem swojej gry zasygnalizować, że ma się dobre karty i wystraszyć przeciwników, którzy mogliby nas potencjalnie sprawdzić.

Czy poker to gra hazardowa? Jak najbardziej. Polska ustawa o grach hazardowych wprost zalicza do nich gry w karty (w tym pokera), jeżeli są rozgrywane o nagrody pieniężne lub rzeczowe. Słownik języka polskiego PWN definiuje hazard jako „gry lub zakłady, w których stawką są pieniądze”.

Czy jest grą losową, czyli taką, gdzie wynik zależy przede wszystkim od przypadku? Nie do końca. Badania naukowe wskazują, że w perspektywie krótkoterminowej decyduje przede wszystkim siła kart, które dostaniemy do ręki. Natomiast w perspektywie długoterminowej kluczową rolę zaczynają odgrywać umiejętności gracza i jego odporność psychiczna (zob. przegląd badań zaprezentowany w: M. Czajkowski, „Poker – gra szczęścia czy umiejętności? Przegląd analiz teoretycznych i empirycznych oraz wnioski dla regulacji”, „Ekonomia” nr 40/2015). Ten mieszany charakter pokera zaczynają dostrzegać też sądy na całym świecie, m.in. we Francji, Niemczech, USA czy Brazylii.

Zresztą najlepszym dowodem na odrębność pokera od innych gier hazardowych jest sam fakt istnienia profesjonalistów, którzy są w stanie utrzymywać się z samej gry, a nawet zarabiać na tym grube miliony. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie profesjonalistów grających w ruletkę? Albo mistrzostwa świata w grę na automatach?

Afera hazardowa pogrzebała polskiego pokera

Ustawa hazardowa z 2009 r. zupełnie przemilczała ten aspekt. Urządzanie turniejów w pokera możliwe było tylko w kasynach przy spełnieniu surowych wymogów. Jednocześnie ciężar podatku od gier przeniesiono z kasyna na gracza. Opodatkowano wygraną z turnieju pomniejszoną o koszt wpisowego stawką 25 proc. Zabiło to raczkującą inicjatywę organizowania międzynarodowych turniejów pokerowych w Polsce. Jeszcze w 2009 r., przed aferą hazardową, organizowano European Poker Tour Warsaw.

Jednocześnie kompletnie przemilczano kwestię rozwijającego się przemysłu pokera online. Gra przez internet była nielegalna, ale w praktyce nikt tego nie kontrolował. Można było grać w szarej strefie, nie płacąc żadnych podatków – nie było to zbyt mądre rozwiązanie z punktu widzenia fiskalnego interesu państwa.


Kamila Wybrańczyk bez filtra: operacja nosa, Fame MMA, hejt i własna marka


Opresyjna liberalizacja

Rząd Zjednoczonej Prawicy, wkrótce po objęciu władzy, zapowiedział, że wreszcie ureguluje problem gier na pieniądze, zamieciony pod dywan przez koalicję PO-PSL po wybuchu afery hazardowej. Wicepremier Jarosław Gowin w 2016 r. obiecywał, że przygotują nową ustawę hazardową, która „zliberalizuje to tak, żeby można było wreszcie spokojnie grać w pokera, żeby to już nie była szara strefa”.

No i słowa dotrzymali, tylko w połowie. Od 2017 r. poker prawnie nie jest uznawany już za grę losową. Niemniej szara strefa w pokerze online zniknęła bo zniknął cały poker online.

Wprowadzono rejestr domen zakazanych, gdzie umieszczono wszystkie nielegalne strony hazardowe – obecnie jest ich ponad 55 tys.! Kiedy polski internauta próbuje na nie wejść, widzi tylko pouczenie, że uczestnictwo w nielegalnej grze hazardowej stanowi wykroczenie skarbowe i podlega karze grzywny.

Przez pewien czas poker roomy próbowały obchodzić rejestr, często w mało wysublimowany sposób. Przykładowo Unibet za każdym razem, kiedy jego strona została zablokowana, wykupywał nową domenę i dopisywał do jej adresu cyfrę 1. Skończyło się dopiero na pl.unibet-82.com. Z czasem większość dostawców wycofała się z kraju i pod presją regulatora przestała umożliwiać grę Polakom.

Państwo jak pies ogrodnika

Poker online, jak wiele innych gier hazardowych, został za to objęty monopolem państwowym. Dawało to warunki do zaoferowania Polakom możliwości zagrania u legalnego, bezpiecznego i zaufanego operatora.

Niestety, ten monopol do dzisiaj nie został wykorzystany! Realizuje go Totalizator Sportowy, który w grudniu 2018 r. stworzył Total Casino – państwowe kasyno online. W ofercie jest ponad 1000 gier – w tym automaty, ruletka, black jack. Klasycznego pokera, rozgrywanego pomiędzy graczami, do dzisiaj nie ma…

W grze na żywo nie jest lepiej. Zrobiono mały ukłon w stronę hobbystycznych graczy poprzez dopuszczenie możliwości urządzania rozgrywek poza kasynami – gra może toczyć się jedynie o nagrody rzeczowe o wartości nieprzekraczającej 50 proc. kwoty bazowej, a więc ok. 4,5 tys. zł w tym roku.

Podatek również od straty

Niestety, w grze na pieniądze zostawiono poprzednią konstrukcję podatku od gier – 25 proc. od wygranych minus wpisowe. Co to oznacza? Uniemożliwiono w ten sposób odliczanie strat z turniejów, gdzie gracz opłacił wpisowe (poniósł koszty), ale nie wygrał. Przykładowo, jeśli ktoś w danym roku zagrał w sześciu turniejach o wpisowym 1000 zł i dopiero w ostatnim wygrał 5000 zł, to realnie zanotuje stratę. Mimo to opodatkowane zostanie 4000 zł i zapłaci z tego tytułu kolejny tysiąc w podatku.

Kompletnie zabiło to koncept profesjonalnego grania w Polsce. Jednocześnie wygrane – zarówno te odniesione w turniejach w Polsce, jak i na terenie całego Europejskiego Obszaru Gospodarczego – zwolnione są w całości z PIT-u.

Mistrzostwa Polski na Słowacji

Jak więc wygląda rzeczywistość? Polscy pokerzyści grają u siebie o nagrody rzeczowe, jakimi są… wejściówki na mistrzostwa Polish Poker Masters rozgrywane w czeskim Rozvadovie czy Polish Poker Championship w stolicy Słowacji. Podatki płacą z tego tytułu czeskie i słowackie kasyna – dochody trafiają więc do budżetu naszych południowych sąsiadów.

Najsmutniejsze w tej historii jest chyba to, że działania państwa nie mają żadnego sensu – próżno szukać tu spójności i konsekwencji w działaniu. Z jednej strony mamy liberalizację – poker nie jest już uznawany za grę losową. Niestety, turnieje pokerowe nadal opodatkowane są jak gra losowa. Zamiast obciążyć kasyna lub graczy, analogicznie jak inwestorów (często przecież też amatorów), a więc podatkiem od dochodu z możliwością odliczania strat, mamy podatek od gier, który zabija cały przemysł.

Na tym wszyscy tracą

Z kolei w sieci, w teorii, stworzono warunki do bezpiecznej i legalnej gry. W praktyce poker traktowany jest gorzej niż ruletka czy automaty, bo państwo od dziewięciu lat tych warunków nie wykorzystuje. Z nie do końca jasnych przyczyn wyeliminowano całkiem spory rynek. Na amatorach pokera nie zarobi Totalizator Sportowy ani budżet państwa (gry inne niż turniejowe opodatkowane są stawką 50 proc. zysku kasyna). Nikt na tym nie wygrywa.

PRL skończył się 37 lat temu. Poker nie powinien się w społecznej świadomości kojarzyć z „Wielkim Szu”, tylko z normalną rozrywką, a dla niektórych źródłem zarobku. W kraju, w którym państwo samo zachęca do puszczania totolotka i pozwala na reklamy mamiące perspektywą zysku w bukmacherce, powinno dać się normalnie zagrać w karty. Tylko tyle i aż tyle.

Podobne wpisy