Klimatyczna kwadratura koła
Światowa Organizacja Meteorologiczna wraz z serwisem Copernicus ogłosiła, iż w 2025 r. Europa ogrzewała się dwukrotnie szybciej od średniej światowej. No proszę, dotąd uczono nas, że klimat jest globalny, a pogoda lokalna, lecz teraz weszliśmy w nową „mądrość etapu” i okazuje się, że każdy region świata, każdy kontynent ma swój własny, osobny klimat, a Europa to już w szczególności.

Gdy na przełomie maja i czerwca pisałem tutaj o odwołanej klimatycznej apokalipsie, nie przypuszczałem, że inwencja twórcza klimatycznego lobby posunie się do zanegowania przynajmniej części dotychczasowych dogmatów, byle tylko uratować cel nadrzędny, jakim pozostaje europejskie obsesyjne dążenie do zeroemisyjności. Okazuje się jednak, że dla chcącego nic trudnego. Przypomnę dla porządku, iż ONZ-owski panel IPCC pod naporem faktów musiał usunąć ze swych prognoz trzy najbardziej katastroficzne scenariusze, w tym model RCP8.5 z 2011 r., który legł u podstaw unijnej polityki klimatycznej i Zielonego Ładu. Wydawałoby się więc, że w ślad za tym powinna nastąpić co najmniej daleko idąca rewizja europejskich celów klimatycznych, tym bardziej że reszta świata, z największymi emitentami gazów cieplarnianych na czele, od dawna już ma cały ten klimatyzm w głębokim poważaniu. Na tym tle wysiłki Europy, emitującej marne 7–8 proc. CO₂, wyglądają szczególnie absurdalnie – tym bardziej zważywszy na monstrualne koszty tego eksperymentu, skutkujące rozłożonym na raty gospodarczym samobójstwem ze szczególnym samoudręczeniem.
Tymczasem nic z tych rzeczy. Pretekstu do nowej propagandowej ofensywy dostarczyła bowiem kilkudniowa fala upałów z końca czerwca, z temperaturami sięgającymi miejscami czterdziestu stopni Celsjusza. Przez media przetoczyła się fala paniki wedle dobrze znanego schematu – płoniemy, giniemy, w Koziej Wólce odnotowano rekord ciepła, a tak poza tym „anomalie klimatyczne” będą zdarzać się coraz częściej i doprowadzą nas do zagłady. Cóż, kiedyś takie zjawiska meteorologiczne nazywano „kaprysami pogody”, ale ponieważ, jak wiadomo, język kształtuje nasze myślenie i postrzeganie świata, wystarczyło nazwać je „anomaliami klimatycznymi”, by wszystko nagle nabrało odpowiedniego ciężaru i posmaku grozy. Pojawiły się wyliczenia, że „ekstremalne zjawiska pogodowe” w latach 1980-2023 kosztowały polską gospodarkę 20 mld euro, a w skali Europy to już w ogóle ho, ho i jeszcze trochę. Cóż, wolałbym zobaczyć wyliczenie, ile kosztowały nas unijne idiotyzmy klimatyczne, ale mówienie o tym nie jest mile widziane, gdyż obowiązuje doktryna eurokomisarza Wopkego Hoekstry, który wyhalucynował, iż „Unia Europejska udowodniła, że działania na rzecz klimatu mogą iść w parze ze wzrostem gospodarczym”. Wprawdzie mamy za sobą mroźną zimę (czyli normalną), chłodną wiosnę (zdarza się), a w ubiegłym roku prawdziwego lata praktycznie nie było – ale co tam, to zapewne tylko „pogoda”, natomiast niecały tydzień upałów pod koniec czerwca to już „klimat”. Zresztą po tych upałach lato nagle się wychłodziło i temperatury rzadko przekraczały 20°C, prognozy jednak mówią, że za parę dni znów skoczą w okolice 30 stopni i cała histeria rozpocznie się od nowa.
Dorota Gardias szczerze o agroturystyce, miłości, hejcie i strachu po diagnozie
Ciekawsze jednak jest, jak poradzono sobie z uzasadnieniem, że nie wolno odstąpić ani na krok od klimatycznej agendy. Otóż (proszę trzymać się foteli) Światowa Organizacja Meteorologiczna wraz z serwisem Copernicus ogłosiła, iż w 2025 r. Europa ogrzewała się dwukrotnie szybciej od średniej światowej. No proszę, dotąd uczono nas, że klimat jest globalny, a pogoda lokalna, lecz teraz weszliśmy w nową „mądrość etapu” i okazuje się, że każdy region świata, każdy kontynent ma swój własny, osobny klimat, a Europa to już w szczególności. Pamiętajmy zatem: już nie „planeta”, tylko „Europa” płonie! Płonie i płonąć musi, bo inaczej jeszcze ludzie zaczęliby powątpiewać w „konsensus naukowy” i domagać się odejścia od Zielonego Ładu, a do tego dopuścić nie wolno, ponieważ wciąż są do zarobienia miliardy na spekulacjach systemem ETS i dotacjach do różnych, mówiąc klasykiem, „OZE-sroze”. Nawiasem mówiąc, czerwiec był wprawdzie rekordowy pod względem produkcji energii z paneli fotowoltaicznych, ale równie rekordowe było ich odłączanie od sieci w celu ochrony przed przeciążeniem systemu. To „nierynkowe redysponowanie OZE” objęło w sumie jedną trzecią miesiąca, za co producenci otrzymali, rzecz jasna, rekompensaty. „Czy się stoi, czy się leży, kasa się należy” – złoty interes!
Dlaczego jednak Europa, która kosztem gigantycznych wyrzeczeń zredukowała swe emisje o 30 proc., tak dramatycznie się nagrzewa? Na to również znaleziono odpowiedź – m.in. dlatego, że mamy zbyt czyste powietrze! Zanieczyszczenia bowiem mają to do siebie, iż tworzą w atmosferze swoistą „tarczę” odbijającą część promieni słonecznych. My natomiast poradziliśmy sobie z zanieczyszczeniami tak skutecznie, że teraz promienie słoneczne docierają bez przeszkód do powierzchni kontynentu i stąd cały ambaras. Tak, szanowni Państwo, padliśmy ofiarą własnego sukcesu w walce o klimat. Na dobrą sprawę powinniśmy więc teraz uruchomić z powrotem te wszystkie kopalnie, elektrownie węglowe, huty, cementownie i przywrócić do łask samochody spalinowe, żeby ponownie nieco schłodzić Europę. Istna klimatyczna kwadratura koła, bo, jak łatwo zauważyć, w ten sposób to można sobie walczyć z klimatem do końca świata i jeden dzień dłużej.