Unia poszerza cyfrową kontrolę
Zasłaniając się chęcią zwalczania przestępczości w świecie cyfrowym, UE tworzy system inwigilacji. Wchodzący w jego skład tzw. Chat Control został przyjęty pomimo sprzeciwu większości głosujących w Parlamencie Europejskim.

Okres wakacyjny to w większości państw na świecie czas obniżonej aktywności parlamentów i władzy wykonawczej. Nie dotyczy to niestety Unii Europejskiej, w której rządzący establishment, wykorzystując przerwy urlopowe części europarlamentarzystów, przeforsował bardzo niebezpieczne rozwiązanie.
Głosowanie bez zapowiedzi
Uwagę zwraca przede wszystkim to, że do przeforsowania kontrowersyjnej inicjatywy doszło w bardzo niecodziennych okolicznościach. Po raz ostatni Parlament Europejski zajmował się pakietem Chat Control w marcu, lecz wobec braku możliwości zebrania wystarczającej liczby głosów poparcia dla tej inicjatywy całą sprawę odłożono na później i stwierdzono, że wymaga ona przeprowadzenia dalszych konsultacji rządowych.
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom pakiet Chat Control został nagle włączony do porządku obrad w czwartek, 9 lipca. W pierwszym głosowaniu większość parlamentarna odrzuciła projekt, lecz nie była to większość bezwzględna, dlatego głosowanie powtórzono. Drugie podejście również nie zapewniło sprzeciwowi większości bezwzględnej, lecz tylko zwykłą, dlatego przewodnicząca obrad Roberta Metsola uznała sprzeciw za nieważny.
Tym samym w bardzo podstępny sposób udało się przeforsować rozwiązanie zakładające przywrócenie działania przepisów określanych jako Chat Control 1.0, umożliwiających regulatorom swobodne skanowanie prywatnej korespondencji z internetowych platform i czatów. Przepisy te były dotąd zamrożone, ponieważ wzbudzały kontrowersje i wymagały dalszej dyskusji na poziomie państw członkowskich. Głosowanie sprzed kilku dni sprawi natomiast, że będą obowiązywały aż do końca 2028 r.
Część europosłów żywi nadzieję, że zgłoszona w ostatnim momencie poprawka pozwoli wyłączyć z zakresu kontroli komunikację typu end-to-end. Rada Europejska może jednak ją odrzucić, co niestety sprawi, że unijne władze będą miały dostęp nawet do szyfrowanych wiadomości odczytywanych bezpośrednio na urządzeniu odbiorcy.
VAT na wodę to absurd? Ekspert tłumaczy, dlaczego Polacy płacą więcej
Zasłona pretekstów
W typowy dla siebie sposób zwolennicy pełnej federalizacji Unii Europejskiej przekonują, że podstawowym uzasadnieniem dla procedowania Chat Control jest chęć walki z przestępczością na tle seksualnym wobec nieletnich (chodzi o tzw. CSAM, czyli child sexual abuse material). W rzeczywistości pakiet ten otwiera furtkę dla nieograniczonego i bezprawnego skanowania komunikacji prywatnej w celach politycznych.
Zwolennicy Chat Control posądzają swoich adwersarzy o doszukiwanie się spisków i nadmierne wyczulenie na punkcie prywatności. Tymczasem warto wspomnieć, iż stosowaniem w Europie masowej inwigilacji na potrzeby walki politycznej chwalił się kilka lat temu m.in. Alex Karp, czyli dyrektor generalny Palantir Technologies. Jego firma dostarcza rozwiązania informatyczne m.in. rządom Niemiec, Francji czy Belgii.
Gdyby rządzący Unią Europejską establishment miał dobre intencje, nie zdecydowałby się nigdy na zastosowanie podstępu i narzucenie rozwiązania bez uprzedniej debaty dopuszczającej wysłuchanie głosów sprzeciwu. Wybrano rozwiązanie, które jednoznacznie wskazuje na nieczyste zamiary oraz chęć jak najszybszego wprowadzenia Chat Control w życie tak, aby mógł współgrać z innymi niepokojącymi inicjatywami.
Inwigilacyjna ofensywa
Warto mieć na uwadze to, że kontrola prywatnych wiadomości to część dużo większej cyfrowej ofensywy Unii Europejskiej, która skrupulatnie dąży do tego, aby opleść prywatność obywateli gęstą siecią narzędzi służących inwigilacji i kontroli. Sercem całego projektu są europejski portfel tożsamości cyfrowej oraz cyfrowe euro. Pierwszy z nich ma pełnić rolę cyfrowego dowodu osobistego, bazy danych osobowych oraz certyfikatu służącego do podpisywania dokumentów, a drugie zapewniać władzy pełną wiedzę o dokonywanych transakcjach. Oprócz nich szczególny niepokój budzi DSA, czyli Akt o Usługach Cyfrowych, regulujący treści dostępne na platformach społecznościowych.
Sama w sobie cyfryzacja nie jest niczym złym, lecz w rękach eurokratów stwarza ogromne niebezpieczeństwo nadużycia. Szczególnie że koncepcja cyfrowej waluty banku centralnego (CBDC) jest sama w sobie błędna i nie przedstawia żadnych istotnych korzyści. Z kolei europejski portfel cyfrowej tożsamości niesie ze sobą zbyt wielkie niebezpieczeństwo przekształcenia się w cyfrową przepustkę do zewnętrznego świata, stwarzającą zbyt wielki stopień uzależnienia obywatela od aparatu władzy.
Zaledwie w kwietniu Komisja Europejska przedstawiła kolejny element swojej cyfrowej architektury, czyli specjalną aplikację potwierdzającą wiek użytkownika. Ochrona nieletnich przed nadużyciami jest konieczna, niemniej jednak ta sama Komisja Europejska stała się w ostatnich latach jednym z głównych promotorów skrajnych ideologii postulujących seksualizację nieletnich. Gdyby dobro dzieci i młodzieży rzeczywiście leżało na sercu Brukseli, z pewnością powstrzymałaby się od wspierania wszelkich inicjatyw wspierających rewolucję w obszarze obyczajowym.
Nie ulega zatem wątpliwości, że nadrzędnym celem, jaki przyświeca eurokratom, jest chęć przejęcia kontroli nad społeczeństwem oraz wykorzystywania nowoczesnych narzędzi technologicznych do walki politycznej. Organy unijne przyznają otwarcie, że Chat Control stanowi naruszenie prawa do prywatności w komunikacji elektronicznej, lecz zasłaniają się rzekomą potrzebą niesienia pomocy nieletnim.
From the British Army to Defence Industry Leader: Peter Rafferty on Poland and NATO
Walka o władzę
Rzeczywistym celem wielkiej ofensywy na rzecz cyfrowej kontroli wydaje się być chęć powstrzymania wielkich politycznych zmian, które są już od dłuższego czasu widoczne w sondażach. W najważniejszych państwach europejskich, czyli m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii czy Polsce, najbliższe wybory prezydenckie i parlamentarne mogą wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wynieść do władzy ugrupowania przeciwne obecnemu kursowi politycznemu w UE. Potencjalni nowi liderzy chcą ograniczyć zakres imigracji, politykę klimatyczną oraz, co najważniejsze, zatrzymać forsowne tempo federalizacji i centralizacji w ramach wspólnoty. Rządzący obecnie Unią establishment pragnie za wszelką cenę nie dopuścić do tych zmian, upatrując w kontroli prywatnej korespondencji jedno z kluczowych narzędzi służących walce z ideowymi przeciwnikami.
W kontrowersyjnym głosowaniu nad Chat Control swój udział miała także polska delegacja posłów do Parlamentu Europejskiego. Oprócz przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej przynależących do Europejskiej Partii Ludowej zielone światło dla projektu dało także aż dziesięciu przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem rozszerzenie uprawnień organów unijnych w sposób bardzo niebezpieczny przybliża moment, w którym eurokraci zechcą wprowadzić przepisy umożliwiające skrajnie posuniętą ingerencję w wolność słowa pod pretekstem walki z „mową nienawiści”.
Unia Europejska podąża niestety konsekwentnie ścieżką wiodącą ku coraz dalej idącemu ograniczaniu wolności osobistych obywateli, upatrując w niej magiczne remedium na swoje coraz większe problemy. Stawianie na inwigilację i kontrolę to jednak dość wątpliwy sposób na ożywienie kontynentu, który nie potrafi wyrwać się z marazmu. Wedle ostatnich szacunków prognoza wzrostu PKB dla Unii Europejskiej w 2026 r. wynosi zawrotne 1 proc. Przedstawiciele Komisji Europejskiej od kilku lat nieustannie mówią o potrzebie zwiększenia konkurencyjności, ale póki co potrafią co najwyżej prześcigać się w szkodliwych dla wolności projektach.