Dotacja to nie prezent. To odpowiedzialność, której nie widać z zewnątrz
O funduszach europejskich najłatwiej mówić przez pryzmat kwoty. Kilka milionów złotych dobrze wygląda w nagłówku. Znacznie rzadziej mówi się o tym, co stoi za tą liczbą: miesiącach przygotowań, dokumentacji, kontrolach, ryzyku i odpowiedzialności. A właśnie to jest sednem.
Nikodem Dolata
przedsiębiorca, samorządowiec i inicjator projektów społecznych
Dotacja nie jest nagrodą dla przedsiębiorcy. Jest narzędziem do wykonania konkretnego zadania i zobowiązaniem, że zostanie ono wykonane zgodnie z określonymi zasadami.
Od lat działam na styku biznesu, działalności społecznej i samorządu. Prowadzenie firmy nauczyło mnie podejmowania decyzji. Samorząd – współpracy. Projekty społeczne, że nie każdą wartość da się zmierzyć wynikiem finansowym.
W jednym z realizowanych przeze mnie przedsięwzięć udało się pozyskać ponad 4,5 mln zł dofinansowania na projekt „Jazdam Senior” – miejsce dziennego wsparcia dla seniorów w Żninie.
Można zatrzymać się na tej kwocie. Ja wolę patrzeć dalej.
Widzę ludzi, którzy będą z tego miejsca korzystać. Partnerów, z którymi trzeba przeprowadzić projekt. Dziesiątki decyzji, procedur i dokumentów. I odpowiedzialność za to, żeby każda publiczna złotówka została wydana zgodnie z przeznaczeniem. Bo beneficjent nie dostaje worka pieniędzy i wolnej ręki.
Są zasady konkurencyjności. Są postępowania zakupowe. Są kontrole. Są ograniczenia dotyczące podmiotów powiązanych. Są wydatki, których nie wolno sfinansować. Błąd może oznaczać korektę finansową albo obowiązek zwrotu części środków. I tak powinno być.
Pieniądze publiczne wymagają publicznej odpowiedzialności
Jeden z protokołów kontroli naszego projektu liczył kilkadziesiąt stron. To dobrze pokazuje różnicę między rzeczywistością a prostym stwierdzeniem: „ktoś dostał dotację”.
Projekt zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy przelew. Najpierw trzeba znaleźć możliwość, przeczytać dokumentację, zrozumieć kryteria, znaleźć partnerów, przygotować koncepcję i budżet. Potem trzeba reagować na problemy, zmiany kosztów, wykonawców czy lokalizacji. A na końcu wszystko jeszcze prawidłowo rozliczyć. To właśnie jest przedsiębiorczość, o której mówi się za rzadko.
Nie tylko zakładanie firmy i generowanie przychodu. Przedsiębiorczość to zdolność dostrzegania możliwości tam, gdzie inni widzą przeszkody, i konsekwencja potrzebna do tego, żeby doprowadzić pomysł do końca.
Łatwiej jest oceniać. Komentarz w internecie można napisać w kilkanaście sekund. Znacznie dłużej trwa przeczytanie dokumentacji konkursowej, przygotowanie projektu i wzięcie odpowiedzialności za jego realizację przez kilka kolejnych lat. Dlatego nieprzychylne komentarze coraz rzadziej traktuję personalnie.
Najczęściej widzę za nimi brak wiedzy.
Ktoś widzi kilka milionów złotych i myśli: „dostał pieniądze”. Nie widzi ryzyka. Nie widzi kontroli. Nie widzi godzin pracy. Nie widzi zespołu. Nie widzi odpowiedzialności. Dlatego zamiast się obrażać, wolę tłumaczyć.
Wiedza jest jednym z najlepszych sposobów na rozbrajanie stereotypów
I właśnie dlatego warto powiedzieć jeszcze jedną rzecz: środki europejskie nie są zarezerwowane dla wybranych. Konkursy mają swoje kryteria. Informacje są dostępne. Można je znaleźć, przeczytać, przeanalizować i nauczyć się z nich korzystać. Nie każdy projekt otrzyma finansowanie. Nie każdy pomysł będzie pasował do danego programu. Nie każdy przedsiębiorca będzie chciał podjąć związane z nim ryzyko.
Ale możliwość istnieje. I tutaj zaczyna się różnica. Jedni widzą kilkadziesiąt stron dokumentacji i zamykają plik. Inni zaczynają czytać. Jedni widzą procedurę. Inni pytają: czego muszę się nauczyć, żeby przez nią przejść? Jedni mówią: „tego się nie da”. Drudzy szukają sposobu. Wierzę też, że duże projekty społeczne wymagają współpracy. Sam biznes nie zrobi wszystkiego. Sam samorząd również nie. Fundacja także nie.
Potrzebni są ludzie, którzy potrafią połączyć te światy. Doświadczyłem tego również przy działaniach naszej fundacji związanych z bezpieczeństwem. Kiedy w jednym miejscu spotykają się młodzież, służby, samorząd i przedsiębiorcy, efekty są większe niż suma działań każdego z osobna.
Lider nie powinien wyłącznie komentować rzeczywistości. Powinien umieć łączyć ludzi, instytucje i możliwości
Tę zasadę staram się stosować zarówno w biznesie, działalności społecznej, jak i samorządzie.
Krytyka nie jest więc dla mnie powodem, żeby się zatrzymać. Jeśli wiem, że projekt ma sens, przeszedł wymagane procedury i może realnie pomóc ludziom, pojedynczy komentarz nie może być ważniejszy niż jego cel. Przedsiębiorca potrzebuje odporności. Ale jeszcze bardziej potrzebuje kompasu. Musi wiedzieć, po co coś robi. Bo sukces projektu społecznego nie zawsze widać w Excelu. Czasem jest nim senior, który przestaje być samotny. Czasem młody człowiek, który dzięki konkretnemu działaniu znajduje dla siebie nową drogę. Czasem niewykorzystany budynek, który zaczyna służyć mieszkańcom. I właśnie dlatego nie uważam, że największą kompetencją przedsiębiorcy jest umiejętność zdobywania pieniędzy.
Znacznie ważniejsza jest umiejętność zamieniania dostępnych możliwości w realną wartość. Pieniądze są narzędziem. Fundusze są narzędziem. Programy są narzędziem.
Ostatecznie decyduje człowiek: jego wiedza, odpowiedzialność, konsekwencja i zdolność współpracy. Dlatego kiedy ktoś pyta mnie, jak zdobywa się środki na duże projekty, nie zaczynam od pieniędzy.
Zaczynam od pytania: Czy jesteś gotowy nie tylko po tę możliwość sięgnąć, ale również przez kolejne lata odpowiadać za to, co dzięki niej stworzysz? Bo możliwość jest przywilejem. Odpowiedzialność za jej wykorzystanie jest obowiązkiem.