|

Kto zyskał, kto stracił w 2025 roku? Jaki może być 2026?

Mijający rok skłania do pytań, które wracają co dwanaście miesięcy, ale tym razem brzmią wyjątkowo mocno: kto wygrał, a kto przegrał politycznie w 2025 roku? I czego możemy spodziewać się w 2026 – nie tylko w Polsce, lecz także na świecie, gdyż globalne wydarzenia mają dziś dla nas znaczenie większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Krzysztof Ziemiec

Czy to się komuś podoba, czy nie, rok 2025 w polityce międzynarodowej należał do Donalda Trumpa, a w polityce krajowej do Karola Nawrockiego. To oni zdefiniowali reguły gry na swoich politycznych boiskach i to oni będą nadawać ton nadchodzącym miesiącom.

Donald Trump w istocie już teraz pokazał, w jakim kierunku zmierza światowa polityka. Wchodzi ona w epokę, w której liczy się przede wszystkim realna siła, a nie deklarowane wartości. Pytanie, czy kiedykolwiek było inaczej. Być może różnica polegała na tym, że wcześniej cynizm przykrywano językiem idei. Dziś nie ma już potrzeby udawania. Nawet jeśli świat będzie się temu opierał, narzekał, to i tak będzie musiał nauczyć się grać według tej melodii.

Przemeblowanie

Jak wygląda sytuacja w Polsce? Wybór Karola Nawrockiego – w mojej ocenie psychologicznie trudny do wyobrażenia bez zwycięstwa Trumpa za oceanem i licznych wypowiedzi ludzi z jego otoczenia – otworzył nową oś politycznego sporu. W pewnym sensie przemeblował także krajową scenę polityczną.

Od kilku miesięcy premier Donald Tusk nie prowadzi już głównej walki z Jarosławem Kaczyńskim i samym PiS-em, którym – jak się okazuje – wciąż skutecznie straszy się „małe dzieci” w debacie publicznej. Dziś jego realnym przeciwnikiem stał się Nawrocki: polityk młody, dynamiczny i zdecydowany. Co ciekawe, ta konfrontacja paradoksalnie dodaje Tuskowi nowego blasku, energii i znaczenia – mimo wieku, który w polityce bywa bezlitosnym argumentem.

To m.in. stąd bierze się konsolidacja obozu rządzącego oraz wzrost notowań Koalicji Obywatelskiej. Ci, którzy nie akceptują wszystkiego, co prawicowe lub konserwatywne, zyskali nowy, wygodny cel krytyki, nowy „worek do bicia”.

Wybór Nawrockiego wprowadził też nową dynamikę do środowisk prawicowych – ośmielił część radykalnych polityków i ich zwolenników, w tym takich postaci jak Grzegorz Braun. Co więcej, sondaże pokazują, że już 25 proc. Polaków popiera postulaty wyjścia Polski z Unii Europejskiej, co pokazuje rosnące znaczenie tych nurtów.

Karol Nawrocki – jak na „boksera” przystało – idzie jak burza. Nie bierze jeńców i jak dotąd nie zaliczył poważnej wpadki politycznej ani komunikacyjnej, co w polityce ma ogromne znaczenie. Oczywiście przeciwnicy zawsze znajdą pretekst do krytyki, wyciągając weta i drobne potknięcia – choć w rzeczywistości są one znacznie mniej liczne niż podpisane przez niego ustawy. Jak wiadomo, w polityce narracja często liczy się bardziej niż fakty.

Rok 2025 był również rokiem polityków takich jak Donald Tusk, Mateusz Morawiecki, Włodzimierz Czarzasty, a niektórzy odważnie wskazują również Szymona Hołownię. Donald Tusk wyróżnia się niesamowitą zdolnością do „odradzania się”. Pokazał to już po powrocie do kraju z Brukseli w 2021 roku, a później – wczesną jesienią – kiedy po przegranych wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego i krótkim okresie niepewności, jego strategia pozwoliła Platformie Obywatelskiej odzyskać energię i pozycję w politycznej rywalizacji.


CO SZYKUJĄ PARTIE NA 2026? 🔥WSZYSCY ZABRALI GŁOS!


Rok 2026 zapowiada się więc jako czas intensywnej gry politycznej: nowych sojuszy, sporów i testów zarówno dla młodych liderów, jak i doświadczonych graczy sceny krajowej.

Donald Tusk umiejętnie zdefiniował swojego nowego przeciwnika, skonsolidował własne zaplecze, wchłaniając tzw. „przystawki”, i zmienił narrację z dotychczasowo liberalnej na bardziej narodową. Trudno uwierzyć, że ten sam polityk, który kiedyś wyśmiewał ideę repolonizacji gospodarki, dziś mówi o niej otwarcie – używając dokładnie tych samych argumentów, które wcześniej były domeną PiS. I to właśnie jemu przynosi korzyść.

W oczekiwaniu na poprawę jakości życia

Wzrost poparcia dla Koalicji Obywatelskiej pokazuje, że notowania rządu słabną. Dwa lata po wyborach okazało się, że nawet dla przeciwników PiS tradycyjne „czystki”, rozliczenia czy obiecanki nie są wystarczające. Obywatele, w tym również komentatorzy i dziennikarze przychylni dotąd rządowi, oczekują poprawy jakości życia – zwłaszcza w służbie zdrowia, która nadal nie napawa optymizmem.

Polacy chcą nowych narracji, nowych projektów narodowych i infrastrukturalnych. Chcą wreszcie zobaczyć Centralny Port Komunikacyjny czy pierwszą elektrownię jądrową. Ich aspiracje są dziś zupełnie inne niż jeszcze dziesięć lat temu – a rządzący nie zawsze zdawali sobie z tego sprawę.

Młodzi Polacy oczekują przede wszystkim dobrej, stabilnej pracy. Marzą także o własnym mieszkaniu, ale wiedzą, że bez pracy nie jest ono osiągalne. Dziś zdobycie mieszkania bez znajomości czy wsparcia, jak dawniej, wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem.

Słynne hasło „robimy, nie gadamy” stało się wśród młodych raczej memem, ale w przypadku Donalda Tuska wcale mu to nie szkodzi. Wina w polityce spada na zaplecze – starą, wypróbowaną metodę, według której odpowiedzialni są bojarzy, a sam „car” pozostaje nietykalny. Podobnie do niedawna działało to w PiS, choć w tej partii mechanizm ten przestał już działać w pełni.

Zwycięzcy i przegrani

Dlatego wśród zwycięzców 2025 r. umieściłem nie Jarosława Kaczyńskiego, lecz polityka, który wysuwa się na pierwszy plan – Mateusza Morawieckiego. Kaczyński na razie celowo przesuwa się na dalszy plan, pozostając w tle. Morawiecki natomiast zrozumiał przyczyny porażki PiS w 2023 roku, wyciągnął wnioski, policzył swoje zaplecze i ma jasny plan działania. Potrafi „gryźć trawę” – co jest równie istotne w polityce, jak w sporcie – i wykazuje zarówno pomysł, jak i odwagę, by stawiać czoła przeciwnikom, zarówno tym z Platformy, jak i we własnych szeregach. Czy uda mu się usamodzielnić? To pokaże czas.

Kolejnym zwycięzcą 2025 roku, według mnie, jest Włodzimierz Czarzasty. Przeszedł prawdziwą „reanimację” jako polityk lewicowy, spokojnie przejmując fotel marszałka po Szymonie Hołowni. Wrócił na szczyty władzy jako czołowa postać w państwie, a jego głównym przeciwnikiem nie jest już Kaczyński, lecz Karol Nawrocki. Czarzasty walczy głównie o siebie, ale jednocześnie toruje drogę nowej lewicy do wejścia do Sejmu w nadchodzących wyborach parlamentarnych – co nie było wcale takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że w 2015 roku lewica nie weszła do Sejmu.


🔴 MIESZKANIE PREMIUM NA WŁOCHACH: 10 MIN OD CENTRUM


Nie można pominąć również Szymona Hołowni. Choć część obserwatorów może uznać go za polityka przegranego w 2025 r., uważam inaczej. Może chwilowo musi zejść w cień politycznego Olimpu, bo na krajowej scenie miejsca dla takich osób jest ograniczone. Jednak warto go zapamiętać i docenić za dwie rzeczy. Po pierwsze – nie uległ presji swojego środowiska i dopuścił do zaprzysiężenia nowego prezydenta, co wielu polityków opcji rządowej do dziś mu wybaczyć nie może. Po drugie – w kwietniu nie dopuścił do naruszenia dobrych obyczajów i przepisów przez TVP, zachowując profesjonalizm i standardy, które w polityce często bywają ignorowane.

Rok 2025 pokazał więc, że scenę polityczną w Polsce kształtują zarówno doświadczeni gracze, jak i młodzi liderzy, a wygrani to ci, którzy potrafią łączyć odwagę, spryt i konsekwencję w działaniu.

Warto przypomnieć, że w kampanii prezydenckiej 2025 r. doszło do sytuacji bez precedensu – Szymon Hołownia wymusił debatę tylko między Karolem Nawrockim a Rafałem Trzaskowskim przed pierwszą turą wyborów. Nigdy wcześniej w historii nie zdarzyło się, aby ktoś w państwowej telewizji wybierał sobie dwóch polityków do debaty i sam w ten sposób wkraczał do jej centrum. Hołownia zrobił to częściowo w swoim interesie, bo sam startował w wyborach, ale przede wszystkim pokazał, jaką rolę w tym czasie przyjęła państwowa telewizja.

Kampania była brutalna i pełna manipulacji. Niektóre media były wykorzystywane w sposób wątpliwy prawnie. Państwowe media również odegrały w tym czasie kontrowersyjną rolę – co otwarcie skomentował w wywiadzie Rafał Trzaskowski. Jednak konsekwencji w tej sprawie nie było. To przestroga dla obserwatorów polityki – podobne mechanizmy mogą zostać powtórzone w przyszłych wyborach.

Równocześnie w tym czasie swoją rolę odegrał Krzysztof Stanowski i jego kanał. Choć sam brał udział w kampanii, jego platforma stała się miejscem debat prezydenckich, które w rzeczywistości były bardziej merytoryczne niż te w TVP. Tam właśnie odbywały się prawdziwe konfrontacje kandydatów, co znacząco wpłynęło na medialny krajobraz kampanii.

Prezydencka kampania 2025 roku wykreowała także nowych politycznych graczy. Do czołówki wszedł Grzegorz Braun, który, opuszczając niedawno Konfederację, zaskoczył nie tylko PiS, ale i samą Konfederację. Braun w krótkim czasie stał się istotnym punktem sceny politycznej, wprowadzając element nieprzewidywalności i nową dynamikę do debaty publicznej.

Grzegorz Braun będzie w najbliższym czasie przyciągał uwagę mediów i może wkrótce stać się istotnym graczem decydującym o tym, z kim powstanie przyszła koalicja rządowa – w pewnym sensie podobnie jak przez lata robiło to Polskie Stronnictwo Ludowe. Warunek jest jednak jeden: Braun musi zbudować struktury i przygotować listy wyborcze. Na razie jego partia to właściwie „jeden Braun”, a to zdecydowanie za mało, by realnie rywalizować w wyborach.

Mimo tego, jego znaczenie będzie rosło, ku przerażeniu liberalnych wyborców i komentatorów. Ci wciąż nie rozumieją, że własne działania – walka z „ciemnogrodem”, z Kościołem, z „ruskimi onucami” czy przesadne zaangażowanie w krytykę Unii, włącznie z próbami delegalizacji partii Brauna – tylko wzmacniają jego pozycję. Nie dostrzegają, że w Polsce istnieje niepokorna, niezależna mentalność wyborców, z którą Braun potrafi grać skutecznie, niezależnie od zewnętrznych prób ograniczenia jego wpływu.

Sukces Grzegorza Brauna to poważne wyzwanie i potencjalne zagrożenie dla PiS. To między innymi dlatego partia Jarosława Kaczyńskiego w ostatnim czasie zmaga się z trudnościami – przez lata skutecznie kontrolowała prawą flankę sceny politycznej, ale pojawienie się Brauna może to zmienić.

Jarosław Kaczyński przez lata skutecznie dbał o utrzymanie jedności PiS, ale czas robi swoje. Coraz wyraźniej w partii pojawiają się liczne frakcje, które aspirują do przejęcia schedy po „ojcu założycielu”. Na razie ani Kaczyński nie udał się na polityczną emeryturę do Sulejówka, ani PiS nie rozpadł się. Poszczególne frakcje są zbyt mądre, by teraz iść własnymi drogami – w polityce, oprócz procentów poparcia, liczy się też „The End”, czyli strategiczne wygrane, które premiują duże ugrupowania, a mniejsze skutecznie spycha na margines.

To m.in. tłumaczy rosnącą rolę Grzegorza Brauna, której Platforma Obywatelska nie kryje się, że korzysta. Prawicowe ugrupowania są dziś rozproszone: możemy mówić o trzech, a wkrótce może nawet czterech większych partiach, podczas gdy po stronie liberalnej funkcjonuje praktycznie jedna silna formacja Koalicja Obywatelska. Wciąż jednak jej działania pośrednio wspierają PiS, bo podział prawicy utrzymuje przewidywalność sceny politycznej.

Jeżeli dojdzie do rozłamu w PiS lub nowa partia Mateusza Morawieckiego nie przekroczy progu wyborczego 5 proc., to skutkiem będzie „turbodoładowanie” Platformy, podobne do tego, które w 2015 roku dało PiS samodzielną władzę. W takiej sytuacji droga do kolejnej kadencji Donalda Tuska może stać otworem. W skrócie: jeśli po prawej stronie sceny politycznej dojdzie do dużego przegrupowania, a część ugrupowań nie wejdzie do Sejmu, Tusk zyskuje znaczącą przewagę i może liczyć na kolejną silną kadencję.


Co oni robią?! Największe polityczne wpadki roku 2025!


Co przyniesie rok 2026?

Trzeba by mieć szklaną kulę, aby odpowiedzieć na to pytanie dokładnie, ale kilka tez już teraz można postawić. Wydaje się, że nie dojdzie do wcześniejszych wyborów ani do rozpadu koalicji rządzącej, mimo tarć wewnątrz i niepewnej przyszłości partii Szymona Hołowni. Powód jest prosty – władzę spaja władza sama w sobie, a jej utrata byłaby po prostu nieopłacalna. Podobnie PiS nie powinien rozpaść się w najbliższym czasie, choć emocje polityczne mogą w każdej chwili wprowadzić nieprzewidywalne zawirowania.

Nie można wykluczyć powstania tzw. „trzeciej drogi” – dużej partii Centrum pod parasolem Mateusza Morawieckiego, która mogłaby przyciągnąć rozłamowców z PiS i polityków z Polski 2050, którzy nie znajdą miejsca w KO czy PSL. Na razie taki twór wydaje się odległą perspektywą, ale w polityce wszystko jest możliwe.

Grzegorz Braun wciąż będzie pełnił funkcję politycznego „igraszka” – przyciągając uwagę, wywołując medialne dyskusje i integrując własny elektorat. Jego popularność będzie rosła, a Konfederacja raczej nie straci pozycji, choć młodzi wyborcy i antypatia części mediów mogą zmieniać jej dynamikę.

Rok 2026 przyniesie także wyzwania gospodarcze: coraz bardziej pusty budżet, problemy w służbie zdrowia i rosnące koszty energii. Wprowadzenie ETS 2 czy kontynuacja unijnej polityki „zielonej transformacji” może wywołać dodatkowe trudności dla firm i gospodarstw domowych, co w naturalny sposób może przesuwać nastroje społeczne w prawicowym kierunku.

Popularność eurosceptycznych postulatów, w tym tych głoszonych przez Brauna, będzie wzrastać proporcjonalnie do działań Brukseli zmierzających do dalszej centralizacji Unii. Polska, jako mniejszy kraj, może odczuwać ograniczenie suwerenności, zwłaszcza w obliczu wciąż trudnej sytuacji geopolitycznej – wojny na Ukrainie, rosnącej pozycji Chin oraz nieprzewidywalnej polityki USA, zwłaszcza Donalda Trumpa wobec Europy.

Podsumowując, rok 2026 może nie przynieść dramatycznych zmian na scenie krajowej w sensie wyborów, ale będzie rokiem ciekawym i pełnym napięć politycznych oraz wyzwań gospodarczych. Z pewnością nie zabraknie tematów do dyskusji i komentarzy, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Podobne wpisy