Czy stać nas na podatkowe obietnice wyborcze?
Rok 2026 prawdopodobnie zakończy się rekordowym zadłużeniem i deficytem liczonym w setkach miliardów złotych. To dobry moment, by – w roku bez ogólnopolskich wyborów –przyjrzeć się najważniejszym, wciąż niezrealizowanym podatkowym obietnicom wyborczym.

Kwota wolna od podatku i zniesienie podatku Belki – nieskonkretyzowane konkrety
Niewątpliwie najgłośniejsza medialnie była obietnica zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Był to postulat nr 4 ze słynnej listy „stu konkretów” Platformy Obywatelskiej przed wyborami w 2023 r. Koszt dla państwa? Zgodnie z wyliczeniami Ministerstwa Finansów, od ok. 56 mld zł w 2026 r., do 63,2 mld zł w 2029 r., wskutek utraconego dochodu z PIT. To mniej więcej tyle, ile rocznie kosztuje program „Rodzina 800+” (61,7 mld w 2026 r.).
Kolejny niezrealizowany „konkret”, 37 na liście, to zniesienie podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatek Belki) dla oszczędności i inwestycji do 100 tys. zł rocznie. Jakie skutki dla budżetu? Gdyby wprowadzić obietnicę w życie w tym roku, to już w przyszłym, dochody z podatku od zysków kapitałowych spadłyby o ponad 4,6 mld zł rocznie. Ministerstwo Finansów zastrzega, że wobec braku danych jednostkowych na temat przychodów z odsetek od lokat i obligacji, rozliczanych na tym samym formularzu, łączny koszt może być nieco zawyżony.
Prezydenckie propozycje dla rodzin czy najbogatszych?
Przenieśmy się półtora roku w przyszłość, do kolejnej kampanii, tym razem prezydenckiej. Wówczas to Karol Nawrocki zaprezentował koncepcję „PIT Zero. Rodzina na plus”. Rodzina z dwójką i więcej dzieci miała nie zapłacić podatku dochodowego do poziomu dochodów 140 tysięcy złotych na małżonka. Po objęciu urzędu, prezydent skierował do Sejmu projekt ustawy realizującej tę obietnicę.
Jaki koszt? Zgodnie z wyliczeniami Ministerstwa Finansów od 22 mld zł w 2026 r. do 27,2 mld zł w 2029 roku. Jednocześnie MF wskazało, że najwięcej na zmianie zyskałyby gospodarstwa o średnich i wyższych dochodach. Największy względny zysk odniosłyby osoby z wyższej części klasy średniej. Łącznie ponad 86 proc. kosztów reformy przypadłoby na gospodarstwa z górnej połowy rozkładu dochodów, czyli lepiej zarabiające rodziny.
Brak obniżki to największa podwyżka – problem drugiego progu podatkowego
Kolejną z obietnic obecnego prezydenta było podwyższenie drugiego progu podatkowego w PIT do 140 tys. zł. Taka podwyżka wiązałaby się ze spadkiem dochodów publicznych od 9,7 mld zł w 2026 r. do 15,6 mld zł w 2029 r. Tutaj również MF wskazało, że zyski z reformy byłyby silnie skoncentrowane wśród najlepiej zarabiających – 10 proc. podatników otrzymałoby 91,5 proc. całkowitej korzyści.
Na marginesie, zamrożenie drugiego progu w PIT od pięciu lat, działa w praktyce jak ukryta podwyżka podatków. W 2022 r. drugi próg przekraczało 750 tys. podatników, a w 2025 r., mogło być ich nawet ponad trzykrotnie więcej! W projekcie budżetu na 2026 r. rząd szacował, że wskutek braku zmian systemowych na skali podatkowej, dochody budżetowe są większe o niemal 14 mld zł
Bierność w tym obszarze jest więc korzystna dla rządu – już w 2027 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej ma przekroczyć 10 tys. zł, co sprawi, że przekraczanie drugiego progu podatkowego nie będzie oznaką wysokich zarobków, a czymś powszechnym.
Będąc w temacie ulg prorodzinnych, MF wskazało, że rozszerzenie ulgi na dziecko dla podatników rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem kosztowałoby państwo ok. 1,1 mld zł rocznie. Tutaj również należy zwrócić uwagę na fakt, że ok. 57 proc. zysków z tytułu ulgi trafiłoby do 10 proc. najlepiej zarabiających podatników.
22 proc. VAT, odliczenie składki zdrowotnej – kosztowne powroty do przeszłości
Stare rosyjskie przysłowie mówi, że „nic nie jest bardziej trwałe niż tymczasowe rozwiązanie”. W tym roku mija już piętnaście lat od „tymczasowej” podwyżki stawek VAT. Podwyżki, z której wiele ugrupowań zdążyło już obiecać się wycofać.
Taka obietnica również byłaby kosztowna. MF szacuje, że sama obniżka podstawowej stawki VAT, z powrotem do 22 proc. kosztowałaby ok. 12 mld w 2026 r. Zgodnie z obecnymi przepisami, podwyższone stawki VAT będą z nami tak długo, aż poziom długu publicznego nie spadnie poniżej 43 proc. – nie zanosi się, żeby coś w tym zakresie miało się więc zmienić.
Dużo większe skutki dla budżetu miałoby często postulowane w debacie publicznej przywrócenie wysokości i zasad rozliczania składki zdrowotnej przed tzw. Polskiego Ładu. MF wskazuje, że po przywróceniu odliczenia składki zdrowotnej tylko 22,3 proc. podatników na skali miałoby podatek do zapłaty.
Dochody sektora finansów publicznych spadłyby od 117,2 mld zł w 2026 r. do aż 145,9 mld zł w 2029 r.! Ministerstwo Finansów zaznaczyło, że taka zmiana wiązałaby się ze znaczącym zmniejszeniem środków trafiających do NFZ i budżetu państwa z tytułu PIT i oznaczałoby konieczność pokrywania rosnących braków dotacjami budżetowymi.
Na stole leżą setki miliardów złotych rocznie
Opisane tu propozycje opiewają łącznie na ponad 200 mld zł rocznie. Oczywiście nie można po prostu sumować tych kosztów, bo wiele preferencji dotyczy tych samych podatników i tych samych dochodów. Natomiast ta sama liczba może dawać już do myślenia.
Szczególnie, że opisano tu tylko kilka najpopularniejszych pomysłów, które są obecne w debacie publicznej. Propozycje prezydenckie doczekały się projektów ustaw, a „konkrety” pozostają formalnie złożoną obietnicą największej partii w koalicji rządzącej.
Kończy się przestrzeń fiskalna na kosztowne obietnice
Pierwszym zasadniczym problemem, z realizacją tych obietnic są ograniczenia budżetowe, nawet nie ekonomiczne, tylko prawne. W tym roku nasz dług sektora instytucji rządowych i samorządowych po raz pierwszy osiągnie pułap 60 proc. PKB, co oznacza przekroczenie referencyjnej wartości z Traktatu z Maastricht. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych od trzech lat oscyluje wokół poziomu 6-7 proc. PKB – Polska dwukrotnie przekracza limity z Maastricht. I o ile Komisja Europejska może przymykać oko na rosnące wydatki z uwagi na konieczność zbrojenia się, czy transformacji energetycznej, o tyle wątpliwe, że z taką samą pobłażliwością będzie patrzeć na rosnący deficyt z powodu kolejnych obniżek podatków. Tym bardziej, że Polska zobowiązała się wobec Komisji Europejskiej do intensywnej konsolidacji dochodów publicznych w najbliższych latach,
Na krajowym podwórku nie jest lepiej, bo tylko wypychaniu zadłużenia poza sektor finansów publicznych zawdzięczamy, że dług publiczny liczony wg metodyki krajowej, jest mniejszy o ponad 10 punktów procentowych od długu liczonego dzięki metodyce unijnej (odpowiednio 48,9 proc. i 59,8 proc. na koniec 2025 r.). Tylko dlatego nie dotarliśmy jeszcze do konstytucyjnego limitu zadłużenia, którego przekroczenie uniemożliwiałoby nam dalsze zaciąganie jakichkolwiek zobowiązań.
Ulgi podatkowe nas kosztują. Weryfikujmy koszty i efekty
Kończąca się przestrzeń fiskalna będzie stanowić poważne wyzwanie przed przyszłoroczną kampanią wyborczą. Nie dość, że nie zrealizowano zaległych obietnic, to jeszcze zapewne padną nowe. Być może to najwyższy czas, żeby zmienić podejście do ulg podatkowych i obietnic wyborczych? Przestać traktować ulgi podatkowe jako narzędzie politycznej konkurencji, a skupić się na tym ile kosztują, i czy realizują efekty zamierzone przez ustawodawcę?
W sensie ekonomicznym, preferencje podatkowe nie różnią się tak bardzo od wydatków publicznych. I o ile te drugie są każdego roku skrupulatnie sumowane i autoryzowane w ustawie budżetowej, to raz uchwalona ulga z reguły, siłą inercji, w systemie zostaje. W raporcie sprzed 15 lat, MF szacowało, że koszt wszystkich preferencji podatkowych to aż 73,8 mld zł, czyli ponad 13 proc. dochodów finansów publicznych. Dla porównania, to o ponad 20 mld więcej niż trafiło wówczas do budżetu z akcyzy.
W Polsce wciąż nie prowadzi się systemowego przeglądu kosztów i efektów ulg podatkowych. Trzeba zacząć, bo nie mamy już czym szastać.
Źródła: Rządowy projekt ustawy budżetowej na 2026 r., Średniookresowy plan budżetowo-strukturalny na lata 2025-2028, MF: Preferencje podatkowe w Polsce, Raport nr 2 (2010), NIK: Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2010 roku, MF: Odpowiedź na interpelację nr 11 707