Wojna pogrąża metale szlachetne
Aby zaradzić kryzysowi, rządzący razem z bankami centralnymi wcześniej czy później sięgną po środki, które stosują w tego typu sytuacjach niemal od zawsze, i zadbają o to, aby w gospodarce pojawiło się bardzo dużo nowego pieniądza.
W dość zaskakujący sposób, w następstwie przedłużającej się izraelsko-amerykańskiej agresji przeciwko Iranowi, ceny metali szlachetnych odnotowały w ostatnich dniach drastyczne spadki.
Trwająca już niemal miesiąc wojna zaczyna wyrządzać coraz większe zniszczenia nie tylko materialne, ale także gospodarcze na całym globie. Im bardziej Izrael, Stany Zjednoczone i Iran stają się nieprzejednane w swojej postawie, tym bardziej cierpią na tym kraje niemające teoretycznie z całym konfliktem zbyt wiele wspólnego.
Historyczny spadek
Najlepszym tego przykładem jest rynek metali szlachetnych, na którym od końca ubiegłego tygodnia mają miejsce największe od lat osiemdziesiątych spadki. W chwili, gdy powstaje ten tekst, cena złota spadła nawet do poziomu niemal 4100 dol. za uncję, a srebra do 43 dol. Tym samym likwidacji uległ cały spektakularny wzrost cen obu kruszców z ostatniego kwartału, kiedy to złoto zbliżyło się do rekordowej ceny 5600 dol. za uncję.
Rynek metali szlachetnych, do którego napłynęły w ostatnich latach ogromne ilości kapitału, jest oczywiście bardzo zmienny. Oznacza to, że obecne spadki mogą już wkrótce zostać błyskawicznie zrekompensowane ogromnymi wzrostami. Metale szlachetne imponowały wszak w ostatnich latach trendami wzrostowymi, których na próżno było szukać w innych aktywach.
58 mld euro z KPO zmarnowane? 90% na płynność, a termin 2026!
Obecne trudności świadczą jednak niewątpliwie o tym, że światowa gospodarka będzie musiała zmierzyć się z perturbacjami, na które większość nie była zapewne gotowa. Być może wiele osób zakładało, że obecny konflikt będzie stanowił zaledwie powtórkę z poprzedniej krótkotrwałej wymiany ciosów z czerwca 2025 r., lecz szanse na to drastycznie zmalały.
Początkowo sytuacja na rynku metali szlachetnych niemal dokładnie odwzorowywała powszechne oczekiwania. Ceny złota i srebra pozostawały względnie stabilne, ponieważ dominowało przekonanie, że Stany Zjednoczone i Izrael dokonają precyzyjnego i krótkotrwałego ataku, który potwierdzi ich jednoznaczną dominację w regionie. Realizację takiego scenariusza potwierdzały zresztą niektóre wypowiedzi Donalda Trumpa, który dawał do zrozumienia, że koniec operacji wojskowej jest już bliski.
Eskalacja pogłębia obawy
W ubiegłym tygodniu zwyciężyło jednak przekonanie, że tak optymistyczny wariant nie będzie miał miejsca. Zepchnięty początkowo do głębokiej defensywy Iran zaczął stopniowo nasilać swoje ataki, uderzając przed kilkoma dniami m.in. w miasto Dimona na południu Izraela, w którym zlokalizowana jest elektrownia jądrowa. Żelazna Kopuła nie zdołała także powstrzymać innych rakiet, które spadły na miasto Arad oraz na Tel Awiw, raniąc setki osób. Iran zaskoczył także wszystkich, przeprowadzając atak wprost na amerykańską bazę Diego Garcia na Oceanie Indyjskim. W chwili, gdy powstaje ten tekst, eskalacja konfliktu przybiera coraz bardziej niepokojący kształt.
W następstwie nasilonych ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na cele wojskowe i cywilne Iran zagroził, że podejmie kolejne ataki na infrastrukturę służącą do eksportu surowców oraz odsalania wody, dzięki której wiele państw w regionie zaopatruje się w najbardziej niezbędną do życia ciecz. Co jednak najważniejsze, jeszcze bardziej odległy niż kiedykolwiek dotąd stał się moment odblokowania cieśniny Ormuz, która stanowi newralgiczny z punktu widzenia całego świata przesmyk umożliwiający handel z regionem.
Z wszystkich wymienionych tu powodów w ostatnich dniach miało miejsce prawdziwe tąpnięcie. Wyczekujący rychłego końca konfliktu popadli w panikę i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa postanowili upłynnić posiadane metale szlachetne, żeby pokryć straty lub zdobyć gotówkę. W tym czasie pojawiły się także niepotwierdzone do końca informacje o tym, że za wielką wyprzedażą złota stoją głównie inwestorzy z krajów arabskich. W Dubaju cena złota spadała znacznie szybciej niż gdziekolwiek indziej, gdyż ponoszący znaczne straty Arabowie musieli podejmować w ostatnim czasie wiele trudnych decyzji.
Wydaje się jednak, że spadek cen złota i srebra wynika także z czynników mających dużo mniej lokalny charakter. Przesądzony już w tej chwili kryzys energetyczny, związany z wysokimi cenami ropy naftowej i gazu, będzie się przekładał na szybszy wzrost cen. W tej sytuacji banki centralne nie będą zbyt szybko skore do obniżki stóp procentowych, co z kolei powinno przełożyć się na umocnienie dolara. W takich okolicznościach złoto nie przedstawia się jako kandydat do wielkich wzrostów.
Dlaczego Twój dom nie ma duszy? Błędy w designie. Polscy Kreatorzy Architektury – Leszek Kalandyk
Pytania o przyszłość
Tak przynajmniej można odczytywać wydarzenia w bliższym horyzoncie czasowym. W dłuższej perspektywie można jednak wciąż zasadnie twierdzić, że sytuacja ulegnie zmianie. Donald Trump zdążył do tej pory dać bardzo wiele powodów do tego, aby zakładać, że będzie mimo wszystko nalegał na politykę niskich stóp procentowych. Jego ogromny upór w tym zakresie demonstruje choćby trwający długo „casting” na szefa Rezerwy Federalnej, który ostatecznie wygrał Kevin Warsh (czekający wciąż na oficjalne zatwierdzenie). Na dodatek perspektywa Stanów Zjednoczonych w zakresie stóp procentowych będzie zupełnie inna niż większości innych państw zachodnich. Za sprawą rewolucji łupkowej USA stały się największym producentem ropy naftowej na świecie, dlatego nie będą odczuwały tak silnej presji związanej ze wzrostem cen.
Warto także zwrócić uwagę na sytuację na rynku obligacji, który zazwyczaj w kryzysowych sytuacjach stawał się jedną z podstawowych bezpiecznych przystani. Tym razem jednak rentowność najbardziej popularnych papierów dłużnych zauważalnie wzrosła. Dotyczy to zarówno obligacji amerykańskich, jak i europejskich, które znalazły się pod wyraźną presją. Zapewne tym właśnie trzeba tłumaczyć fakt, że Niemcy, Włochy czy inne kraje, po początkowo sceptycznej postawie, zaangażowały się energicznie w doprowadzenie do odblokowania cieśniny Ormuz. Tylko w ten sposób będą bowiem w stanie przynieść ulgę swoim finansom publicznym.
Trwająca wojna doprowadziła tym samym do znacznych zawirowań, które nie przestają zaskakiwać nawet najbardziej wytrawnych analityków. I właśnie w nietypowości obecnej sytuacji jest swego rodzaju nadzieja dla metali szlachetnych, których atrakcyjność wynika w znacznej mierze z narastającego braku zaufania do obecnego systemu walutowo-finansowego.
Szok cenowy związany z zamknięciem cieśniny Ormuz rozlewa się coraz bardziej po świecie, a jego podstawowym efektem będzie spadek zdolności konsumpcyjnych ludności większości państw. Aby temu zaradzić, rządzący razem z bankami centralnymi wcześniej czy później sięgną po środki, które stosują w tego typu sytuacjach niemal od zawsze, i zadbają o to, aby w gospodarce pojawiło się bardzo dużo nowego pieniądza. Metale szlachetne zapewne znów będą świeciły wzrostami, choć trzeba jeszcze na to trochę poczekać.