||

CPN i inflacja

Rząd wprowadził pakiet osłonowy o sentymentalnej (dla starszych) nazwie CPN. Czy wyhamuje on wzrost inflacji w Polsce?

Rząd zdecydował się na wprowadzenie pakietu, który ma ograniczyć wzrost cen oleju napędowego i benzyny. I nazwał go pewnie nieprzypadkowo CPN. Dla starszych: to pierwotna nazwa Orlenu. CPN, czyli Centrala Produktów Naftowych. Teraz chodzi o „ceny paliwa niżej”. Bez względu jednak na etymologię skrótu oczekiwany przez wielu program został wprowadzony. Jakie będą jego skutki?

Zacznę od tego, że moim zdaniem decyzja jest jednak trochę spóźniona. Przynajmniej z punktu widzenia PR politycznego. Opozycja dawno zgłaszała pomysły na tego typu rozwiązania, zresztą nawiązując do własnych decyzji z 2022 r. Wtedy obniżono podatek VAT. Otoczenie rządu tłumaczyło, że czekano na rozwój sytuacji, było bowiem ryzyko, że ropa podrożeje jeszcze bardziej. Gdyby tak się stało, to wcześniejsze wprowadzenie programu nie zostałoby tak jednoznacznie zauważone przez społeczeństwo. Oczywiście ceny byłyby niższe, niż byłyby, gdyby program nie został wprowadzony, ale i tak byłyby bardzo wysokie, co przykryłoby efekt. Oczywiście można się z tym zgadzać lub nie, ale i tak uważam, że warto było zadziałać wcześniej. Tym bardziej że nie wiemy, czy maksymalny poziom cen już osiągnęliśmy – przecież możemy mieć eskalację konfliktu i przebić poziom 117 dol. zaobserwowany 9 marca. A zawsze gospodarstwa domowe przez te kilka tygodni mogłyby coś zaoszczędzić.

Jak wiemy, CPN ma trzy główne elementy, czyli obniżenie stawki VAT, obniżenie akcyzy i wprowadzenie ceny maksymalnej. Warto zwrócić uwagę na kilka kwestii związanych z tymi decyzjami.

Po pierwsze, w pełni odczują zmianę tylko gospodarstwa domowe. Po prostu koszt w ich przypadku mocno spadnie, czyli będzie to oznaczało realne oszczędności. W przypadku firm już tak nie będzie, bo tu mamy rozliczenie VAT-u w ramach prowadzonej działalności. Czyli sam fakt, że VAT spada z 23 proc. do 8 proc., nie oznacza niższych kosztów. Oznacza tylko poprawę płynności, jeśli można tak to określić, czyli mniejsze płatności na stacjach. Oszczędność będzie zatem wynikała tylko z obniżenia akcyzy. Ma to oczywiście swoje konsekwencje. Ograniczenie przenoszenia się wyższych cen paliw na ceny dóbr i usług będzie znacznie mniejsze, niż wynikałoby to ze spadku cen na stacjach.


Ceny ropy spadają – mocna reakcja rynku


Po drugie, dość ciekawą decyzją jest wprowadzenie cen maksymalnych. To rozwiązanie rodem z poprzedniego systemu nie może nie budzić kontrowersji. To ewidentnie mocne zaburzenie rynku. Już pojawiły się dowcipy o kolejnych decyzjach rządu, na przykład w kwestii maksymalnych cen jajek — w końcu święta za pasem. Ale trochę usprawiedliwiam ten pomysł. W przeciwieństwie bowiem do roku 2022 teraz nie tylko doszło do potężnego wzrostu cen ropy, ale mamy do czynienia ze znacznie większą zmiennością. Wystarczy jakiś wpis Trumpa o nasileniu ataków albo informacja o zaatakowaniu celu przez Iran i ropa drożeje o kilkanaście procent albo tanieje o tyle, jeśli pojawia się szansa na deeskalację. To z kolei oznacza potencjał na szybkie, mocne ruchy cen produktów gotowych, czyli benzyny i oleju napędowego. I może stanowić łatwe usprawiedliwienie wzrostów także na poziomie końcowego elementu łańcucha, czyli samych stacji. Wcale nie muszą one więcej płacić w hurcie, ale sama informacja o zmianie cen na świecie może być wytłumaczeniem dla podwyższenia cen na stacji. Na zasadzie, mówiąc kolokwialnie, „klient łatwiej to łyknie”. No i rząd chciał się przed czymś takim zabezpieczyć. Zobaczymy, jak to będzie działać w praktyce. Na razie pięknie wyglądają stacje przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, które przyzwyczaiły nas do cen często o złotego wyższych niż w miastach, a teraz nie mają wyjścia i muszą sprzedawać paliwo po tyle samo co ich odpowiednicy poza dwupasmówkami.

A straty budżetu? Ministerstwo Finansów mówi o 1,5 mld zł miesięcznie. Ale trudno wyrokować. Przecież mamy dużą zmienność cen, a VAT jest podatkiem procentowym. Im drożej, tym większe wpływy z tego podatku. Akcyza jest kwotowa – tu łatwiej o szacunki. Ale nawet jeśli byłoby to około 1,5 mld zł miesięcznie, to jeśli taka sytuacja potrwałaby kilka miesięcy, budżetu to nie załamie. Choć z drugiej strony wiemy, że jego sytuacja łatwa nie jest i każdy miliard się liczy.

No dobrze, a jak to wpłynie na inflację? W marcu zobaczyliśmy mocny skok. Wskaźnik CPI osiągnął 3 proc. rok do roku – to wstępne dane; w lutym było 2,1 proc. rok do roku. To oczywiście efekt wzrostu cen paliw. Pamiętajmy, że w koszyku inflacyjnym mamy ceny paliw wprost i to właśnie ten wzrost odpowiada za skok inflacji. Ale mamy także efekt pośredni. Drożejące paliwa wpływają bowiem na wzrost cen innych towarów i usług. W inflacji marcowej ten efekt był jeszcze słaby. To, co będzie dalej, będzie zależało od cen w kolejnych tygodniach – niższych w związku z CPN, ale póki co jednak wyższych niż przed wojną z Iranem. No i trzeba pamiętać o kwestii ograniczonego wpływu CPN na koszty w firmach. Jeśli jednak maksymalne ceny już widzieliśmy, to inflacja za kwiecień powinna znowu mocno spaść. Nie zmienia to jednak faktu, że wobec takiej nieprzewidywalności i zmienności Rada Polityki Pieniężnej na razie raczej nic robić nie będzie. Prawdę mówiąc, może się okazać, że 3,75 proc. to minimum w tym cyklu obniżania stóp.

Podobne wpisy