|

Twierdza Budapeszt zdobyta

Wraz z porażką wyborczą partii Fidesz Wiktora Orbana znika jedna z najważniejszych przeszkód na drodze do pełnej federalizacji Unii Europejskiej.

Jakub Wozinski

Jeszcze do niedawna Węgry przedstawiały się jako kraj odporny na jakąkolwiek większą polityczną zmianę. Sprawujący rządy nieprzerwanie od 2010 r. Wiktor Orban stworzył system polityczny, w którym opozycji bardzo trudno było zmobilizować siły potrzebne do odsunięcia go od władzy.

„Autorytaryzm”, który oddał władzę

12 kwietnia 2026 r. ta sztuka udała się wreszcie Peterowi Magyarowi i jego partii Tisza. Zwycięstwo to nie byłoby możliwe bez ogromnego zaangażowania „zagranicy”. Kontrowersyjny lider opozycji od dłuższego czasu mógł liczyć na niezwykle przychylne stanowisko wiodących światowych mediów, które namaściły go na wyzwoliciela Węgier. Magyar czerpał także obficie ze wsparcia finansowego i organizacyjnego zapewnionego m.in. przez fundacje należące do Alexa Sorosa. Wiktor Orban potrafił latami skutecznie przeciwstawiać się George’owi Sorosowi i ograniczyć jego wpływy w kraju, ale ostatecznie przegrał batalię z jego synem, który w wyborczy wieczór triumfalnie cieszył się z sukcesu Tiszy.

Wiktora Orbana i jego Fidesz latami oskarżano o przekształcenie Węgier w dyktaturę, ale jak widać, kiepska była to dyktatura, skoro pokornie uznała swoją porażkę. Lider węgierskiej centroprawicy z pewnością podejmował wiele działań mających na celu podporządkowanie całego państwa interesowi swojej partii, a kilkukrotne zmiany w ordynacji wyborczej stanowiły bezsprzecznie nadużycie. Systemowi daleko było jednak do domknięcia, a rządzący od 16 lat Fidesz przegrał trochę na własne życzenie.

W wielu europejskich krajach rządzący zapłacili wysoką cenę za restrykcyjną, czy też wręcz destrukcyjną politykę pandemiczną. Wiktor Orban był odporny na ten trend i wygrał wybory w 2022 r. W międzyczasie miały jednak miejsce dwa duże konflikty z udziałem Izraela, które silnie spolaryzowały opinię publiczną na całym świecie. Węgierski premier stanął jednoznacznie po stronie Benjamina Netanjahu, co być może nie miało decydującego wpływu na wynik wyborów, ale dopomogło w wyobcowaniu władzy względem młodszych pokoleń. Zakończone wybory pokazały bowiem, że o zwycięstwie Tiszy zadecydowały głosy zmobilizowanych nowych wyborców, którzy masowo ruszyli do urn, dając wyraz powszechnemu zmęczeniu dotychczasową władzą.


Schrony wracają! Co oznacza nowa ustawa dla inwestorów?


Plebiscyt przeciwko Orbanowi

Utrzymujące się długo przy władzy ekipy mają do siebie to, że po pewnym czasie spoczywają na laurach i tracą zdolność do wyczuwania nastrojów społecznych. Fidesz Orbana nieco zlekceważył tendencje, które zaznaczały się od dłuższego czasu, zakładając, że żelazny elektorat i tak zapewni mu zwycięstwo. Tymczasem decydujący cios w wyborach zadał polityk, który jeszcze w 2024 r. sam należał do środowiska rządzącej partii. Peter Magyar przez ponad 20 lat był działaczem robiącym karierę w strukturach Fidesz, pnąc się powoli po szczeblach kariery. Najprawdopodobniej dopiero rozwód z minister sprawiedliwości z rządu Orbana doprowadził do chęci osobistej zemsty, którą zastępczo dokonał na całej formacji swojej eksmałżonki.

Fakt, iż nowym premierem Węgier zostanie niedawny funkcjonariusz Fideszu, pokazuje dobitnie, że decydującym czynnikiem zwycięstwa opozycji nie był wcale przygotowywany od dawna plan naprawy i reformy państwa. Węgierskie starcie nie było wcale sporem równorzędnych wizji prowadzenia polityki, lecz wielkim plebiscytem, w którym społeczeństwo miało się opowiedzieć za lub przeciw Orbanowi.

Nie jest dziełem przypadku to, że stosunkowo niewielkie Węgry były w ostatnich dniach na ustach dosłownie całego świata, ponieważ tamtejsze wybory dotyczyły polityka, który symbolizował politykę suwerennościową. W światowej hierarchii państw państwo Madziarów zajmuje nominalnie odległą pozycję, lecz mimo wszystko Wiktorowi Orbanowi udawało się latami oddziaływać na światową politykę niemal tak, jakby stał na czele regionalnego mocarstwa. I właśnie ta jego umiejętność wywoływała tak wielką nienawiść wrogich mu środowisk, którym nie po drodze było przeciwstawianie się masowej imigracji czy też polityce równościowej.

Przez szereg lat Wiktor Orban niemal w pojedynkę chronił Europę przed polityką agresywnej centralizacji i federalizacji. Gdy w 2015 r. Bruksela chciała narzucić swój Pakt Migracyjny, sprzeciw napotkała głównie w Budapeszcie. Podobnie było przy okazji proponowanej nowej polityki azylowej. W pamiętny sposób w 2018 r. Parlament Europejski uruchomił nawet procedurę z art. 7 Traktatu UE przeciwko Węgrom za „ryzyko poważnego naruszenia wartości UE”. Bruksela zapoczątkowała tym samym proces wieloletniego nękania Budapesztu, traktując go jako wewnętrznego wroga i blokując dostęp do unijnych funduszy. Wstrzymywanie wypłaty pieniędzy i pogarszanie tym samym kondycji węgierskiej gospodarki stało się zresztą jedną z głównych przyczyn tegorocznej porażki.

Ostatni bastion?

Mimo iż Wiktor Orban walczył przez wiele lat niczym lew, ostatecznie niestety skapitulował. Początkowo wprawdzie zablokował Fundusz Odbudowy, lecz w grudniu 2020 r. wspólnie z Mateuszem Morawieckim zgodzili się na wprowadzenie mechanizmu warunkowości w ramach NextGenerationEU oraz zaakceptowali emisję wspólnotowego długu. Węgierski premier popełnił tym samym kardynalny błąd, który dopomógł w obaleniu sprzyjającego mu rządu Zjednoczonej Prawicy w Polsce. Mimo iż jak nikt inny poznał, na czym polega stosowany przez Brukselę szantaż finansowy, w niezrozumiały sposób zgodził się na jego prolongatę i rozszerzenie.

W ostatnich latach Wiktor Orban wykorzystywał swoje prawo weta głównie do tego, aby blokować sankcje przeciw Rosji. Lider Fideszu demonstracyjnie okazywał swoje dobre relacje z Władimirem Putinem, choć bardzo często przyjmowały one kształt usłużności, a nie taktycznego sojuszu.

Pomimo tego Orban stanowił niewątpliwie jeden z ostatnich bastionów oporu przeciwko federalistycznym roszczeniom Brukseli. Zbiorowe seanse nienawiści przeciwko niemu, urządzane regularnie w Brukseli czy Strasburgu, demonstrowały najlepiej, jak bardzo uwierał środowiskom, które prą nieubłaganie do przekształcenia Unii Europejskiej w superpaństwo. W nowym politycznym rozdaniu Węgry Petera Magyara staną się podmiotem usłużnym względem Niemiec, na równi z Polską Donalda Tuska.

Opozycyjna Tisza zdobyła w wyborach konstytucyjną większość w węgierskim parlamencie. Otwiera jej to furtkę do dokonania naprawdę daleko idących zmian, które mogą na wiele lat uniemożliwić opozycji powrót do władzy. Dla Wiktora Orbana najbliższe lata będą stanowiły być może najcięższy test w całej dotychczasowej karierze politycznej, która przecież do najłatwiejszych nie należała. Fidesz zwyciężył wyraźnie jedynie wśród najstarszego elektoratu (65 i więcej lat), a Tisza znokautowała go wśród wszystkich grup poniżej 50. roku życia. W sposób analogiczny do Prawa i Sprawiedliwości w Polsce partia Orbana musi dokonać fundamentalnych zmian wizerunkowych i programowych, gdyż w przeciwnym razie grozi jej dalszy ubytek zwolenników. Liczący 63 lata Orban jest jeszcze wystarczająco młody, aby wykazać się dostateczną elastycznością i jeszcze kiedyś powrócić do władzy.

Podobne wpisy