||

RAPORT BANKU ŚWIATOWEGOI JEGO KRYTYKA

Zmiana stanowiska BŚ nie wynikała z faktu, że nowe pokolenie ekonomistów w końcu przeanalizowało dane historyczne i odkryło, że industrializacja sterowana przez państwo działa. Ona nie działa, działają za to czynniki czysto polityczne w BŚ.

W marcu Bank Światowy (BŚ) opublikował raport: „Industrial Policy for Development: Approaches in the 21st Century” („Polityka przemysłowa na rzecz rozwoju: podejścia w XXI w”.). W zajawce dokumentu czytamy, że stanowi on „pierwszy kompleksowy przewodnik po polityce przemysłowej na rzecz rozwoju w XXI w., wyróżniający się pod czterema względami: obejmuje 15 narzędzi polityki – znacznie wykraczających poza dotychczasową literaturę skupiającą się na taryfach i subsydiach; dostarcza praktycznych wskazówek dotyczących projektowania i wdrażania, w tym sposobów ukierunkowania polityki na branże i tworzenia skutecznych instytucji; opiera się na nowych dowodach z ponad 60 gospodarek; oraz identyfikuje ukierunkowane podejścia dla rządów wykorzystujących politykę przemysłową do realizacji określonych celów, od pozyskiwania dewiz i tworzenia miejsc pracy po redukcję zanieczyszczenia oraz wzmacnianie bezpieczeństwa i odporności”.

Veronique de Rugy, dr nauk ekonomicznych, pracownik naukowy w Mercatus Center na Uniwersytecie George’a Masona, związana z konserwatywnymi i libertariańskimi think tankami, poddała ów raport wnikliwej analizie i ostrej krytyce. Jej artykuł przedrukowały zarówno liczne media tradycyjne, jak i zamieściły portale internetowe. Ja korzystam z publikacji zamieszczonej na Newsmax. Uwagi dr de Rugy są dość oczywiste dla Czytelnika „Gazety Finansowej”. Raport BŚ liczy ponad 270 stron i popiera ideę, że polityka przemysłowa powinna „należeć do narzędzi polityki krajowej wszystkich państw”. Veronique de Rugy podnosi, że „jest to znaczący zwrot w karierze instytucji, która przez dziesięciolecia nakłaniała kraje rozwijające się do przestrzegania dyscypliny fiskalnej, otwartego handlu i liberalizacji rynku”. Na czym polega polityka przemysłowa, niezależnie od tego, czy prowadzona jest przez kraje rozwinięte, czy dopiero rozwijające się? „Polityka ta polega na tym, że urzędnicy państwowi przemieszczają wypracowane przez społeczeństwo zasoby do konkretnych gałęzi przemysłu”. Takie „odgórne” oddziaływanie na gospodarkę jest oczywiście nie do pogodzenia z wolnym rynkiem – stwierdza ekonomistka.

Uzasadniając ten „interwencjonizm”, państwo często powołuje się na bezpieczeństwo narodowe lub ochronę „strategicznych” gałęzi przemysłu przed konkurencją. „Niezależnie od tego, co myśleć o tych wymówkach, polityka przemysłowa jest finansowana przez podatników, gdy wybranym instrumentem są dotacje, przez konsumentów, gdy narzędziem są cła, i zawsze przez inne krajowe firmy, które są po cichu wypierane, gdy kapitał przepływa do ich politycznie faworyzowanych konkurentów”.

Jak wspomniano, BŚ zmienił swoje dotychczasowe stanowisko względem sposobów, w jakie najlepiej się gospodaruje. Do tej pory optował raczej za wolnym rynkiem i odrzucał wszelkie formy protekcjonizmu, interwencjonizmu i regulacji. Jednak jego najwięksi udziałowcy – Stany Zjednoczone i kraje Europy Zachodniej – zwrócili się w stronę otwartego i agresywnego realizowania polityki przemysłowej. „W obliczu lawiny zielonych subsydiów dla przemysłu za rządów Obamy i Bidena oraz protekcjonistycznych ceł i ‘złotych akcji’ za rządów Trumpa pouczanie krajów rozwijających się o niebezpieczeństwach związanych z pozwalaniem rządom na wybieranie zwycięskich przedsiębiorstw stało się niemożliwe. Innymi słowy, intelektualna zmiana nastąpiła po zmianie politycznej, a nie odwrotnie”. Czyli nie jest tak, że zmiana stanowiska Banku Światowego wynikała z faktu, że nowe pokolenie ekonomistów w końcu przeanalizowało dane historyczne i odkryło, że industrializacja sterowana przez państwo działa. Ona nie działa – działają za to czynniki czysto polityczne w BŚ. I to one zdecydowały, że bankierzy i biurokraci z BŚ nagle „pokochali” interwencjonizm państwowy.


Nowe porządki w Polskiej Polityce?! I Gac I Świetlik


Raport Banku Światowego pełni zatem funkcję podręcznika dla rządów, które zamierzają prowadzić politykę przemysłową bez względu na to, co mówią im inni.

Zaczyna się od uznania, że wszystkie 183 przebadane kraje wspierają co najmniej jedną branżę. Przestaje jednak dyskutować o zasadności polityki przemysłowej, a zamiast tego próbuje zdiagnozować, jakie narzędzia rządy są w stanie wykorzystać, nie wyrządzając przy tym więcej szkody niż pożytku. Raport przedstawia 15 różnych instrumentów polityki – od prostych i niskiego ryzyka po złożone i wymagające – i wielokrotnie ostrzega rządy przed niedelikatnymi instrumentami, które są łatwe pod względem politycznym, ale kosztowne pod względem ekonomicznym, oraz apeluje do rządów o wysłuchanie sugestii i kierowanie się nimi w swoich decyzjach.

Ale te apele odbiją się od ściany – rządy nie posłuchają. Przyczyny tego „nieusłuchania” są dobrze udokumentowane, strukturalne i ponadpartyjne. Pierwszą przeszkodą jest to, co ekonomiści nazywają „problemem wiedzy”. Veronique de Rugy powołuje się na Scotta Lincicome’a z Cato Institute, który zauważył, że scentralizowane próby zidentyfikowania kluczowych technologii stale kończą się niepowodzeniem, ponieważ rządy nie są w stanie przewidzieć, które z nich okażą się najcenniejsze ani jak rozwiną się rynki. Np. w latach 90. rządy wybrały właściwe gałęzie przemysłu – półprzewodniki i superkomputery – ale nieodpowiednie produkty i firmy. I nic w tym nie zmieni fakt lepszego wykształcenia biurokratów lub pracowników wdrażających odgórne decyzje. „Tylko rynki gromadzą niezliczone ilości wiedzy ekonomicznej za pośrednictwem przybliżonych cen, reagujących na popyt i podaż oraz dobrowolnej wymiany”.

Raport zachwala parki przemysłowe, których celem jest przezwyciężenie problemów z koordynacją, oraz programy rozwoju umiejętności, których celem jest wyeliminowanie niedoinwestowania kapitału ludzkiego. Jednak ktoś musi zdecydować, gdzie powstanie park i jakie umiejętności zostaną sfinansowane w poszczególnych sektorach. To prognozy dotyczące potrzeb gospodarki, opracowane przez tych samych urzędników, którzy borykają się z tymi samymi ograniczeniami informacyjnymi co każdy inny planista. Również ten, który w czasach Peerelu kreślił ambitne plany pięcioletnie – moglibyśmy dodać, bazując na doświadczeniach lat przeszłych.

Drugą przeszkodą w kierowaniu się zasadami umożliwiającymi, przy prowadzeniu odgórnej polityki ekonomicznej, wolnemu rynkowi w miarę swobodne „oddychanie”, jest polityka. Przedsiębiorcy, biznesmeni, prezesi firm działają pod rządami i w ramach struktur państwowych, gdzie ministrowie mają swoich wyborców. I wówczas pojawia się dylemat – dać pieniądze na przedsięwzięcie, które wprawdzie nie rokuje nadziei ekonomicznych, ale polityczne – i owszem. Bowiem „dotacja” przyczyni się do wzrostu poparcia „wpływowych kręgów”, co otwiera radosną perspektywę dalszego rządzenia. A może jednak, kierując się czystą kalkulacją ekonomiczną, zaniechać wspomożenia finansowego? Tylko że wówczas „wpływowe kręgi” doznają wzburzenia, a ono – jak na wzburzenie przystało – nigdy nie wróży dobrze dalszej karierze decydenta, który zostanie z tymi swoimi kalkulacjami ekonomicznymi na mieliźnie kariery, a i tak ktoś inny, „gorzej” potrafiący liczyć, udzieli dotacji. To nic, że nietrafionej ekonomicznie, ale za to słusznej politycznie.

Dr de Rugy podaje przykład przemysłu stalowego w USA, który przez dziesięciolecia cieszył się ochroną polityczną. W końcu przyjął rolę aktora politycznego, wywierającego presję na polityków, by móc otrzymać więcej pieniędzy z budżetu państwa. Ponieważ protekcjonizm osłabia rzeczywistą konkurencyjność branży, wówczas, chcąc coś osiągnąć, trzeba nie tylko być dobrym w swojej dziedzinie, ale też umiejętnie wpływać na polityków. Jeśli taki wpływ zostanie osiągnięty, wówczas nie będzie miało znaczenia, czy jest się w swojej branży dobrym, przeciętnym, nijakim czy okrągłym zerem. A skoro tak, to rychło do głosu dochodzi prawo Kopernika–Greshama: okrągłe zera wypierają z „obiegu” wartościowe jednostki. Przedsiębiorcy zostają pokonani przez politycznych hochsztaplerów i specjalistów od wydatkowania nieswojego grosza.

Podobne wpisy