Własny biznes może być najlepszą inwestycją w Twoim portfelu
Kiedy pytam właścicieli średnich firm, gdzie lokują kapitał, zwykle wymieniają mieszkania na wynajem, fundusze czy akcje. Rzadko pada odpowiedź: we własny biznes. A przecież to właśnie on – dobrze zarządzany i świadomie rozwijany – potrafi wygenerować stopę zwrotu, której żaden fundusz inwestycyjny nie obiecuje.
Iwona Borawska
founderka | CEO The Process
Przez ostatnie dwie dekady pracy z polskimi firmami rodzinnymi i właścicielskimi widziałam ten sam schemat. Właściciel zarabia, wypłaca dywidendę, kupuje mieszkanie. Kupuje kolejne. W międzyczasie firma zatrzymuje się w miejscu, bo brakuje kapitału obrotowego, nowoczesnych narzędzi, kompetentnych menedżerów. Brakuje też najważniejszego – właściciela, który porzuci rolę operacyjną
i wejdzie w świadome rozwijanie strategii Paradoks? Raczej klasyczna pułapka, której można było uniknąć.
Warto zadać sobie jedno pytanie: gdyby Twój biznes był spółką giełdową, czy kupiłbyś jej akcje?
Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „nie” – to znak, że kapitał jest trzymany w złym miejscu. Bo firma, którą prowadzisz, jest aktywem. I to aktywem, na który masz większy wpływ niż na kurs walutowy
czy decyzje FED.
Kiedy inwestycja we własny biznes ma sens
Nie każda złotówka włożona w firmę się opłaca. Inwestowanie w biznes ma sens, gdy spełnione są trzy warunki. Po pierwsze – firma ma udowodniony model i powtarzalnych klientów: wrzucanie kapitału
w przedsięwzięcie szukające swojego miejsca na rynku to spekulacja, nie inwestycja. Po drugie – istnieje zidentyfikowane wąskie gardło blokujące wzrost, czy to brak kompetentnych menedżerów, archaiczne procesy, czy technologia z poprzedniej dekady. Po trzecie – właściciel jest gotowy oddać znaczną część kontroli kadrze managerskiej. Inwestycja w skalowanie nie działa, jeśli jednocześnie trzymasz ranną rękę na decyzjach operacyjnych.
Pracowałam niedawno z firmą logistyczną z Wielkopolski o obrotach blisko 40 milionów złotych. Właściciel od lat wypłacał dywidendy, inwestując je w nieruchomości, podczas gdy firma dawno temu przestała się rozwijać. Gdy przeanalizowałam strukturę kosztów, okazało się, że brakuje jednego dobrego dyrektora operacyjnego i systemu zarządzania sprzedażą. Roczny koszt tych dwóch elementów: około 350 tysięcy złotych. Prognozowany efekt w ciągu dwóch lat: wzrost obrotów o 30 proc. i uwolnienie właściciela od operacji. Żadna nieruchomość nie da takiej stopy zwrotu przy podobnym ryzyku.
W co warto inwestować
Jeśli firma ma solidne fundamenty i zidentyfikowane wąskie gardła, hierarchia inwestycji jest prosta. Zawsze zaczyna się od ludzi – konkretnie od kompetencji menedżerskich na poziom wyższy niż obecny. Większość firm średnich reaguje na kryzys kompetencyjny, zatrudniając specjalistów tam, gdzie brakuje rąk. Tymczasem jeden dobry dyrektor, który umie budować i prowadzić zespoły, może zrobić więcej niż dziesięciu średnich specjalistów razem wziętych.
Na kolejnych miejscach: automatyzacja procesów (polskie MŚP wciąż tracą ogromne pieniądze na czynności możliwe do zautomatyzowania) oraz systemowa sprzedaż – nie kolejne szkolenie dla handlowców, ale przewidywalny lejek z mierzalną konwersją na każdym etapie.
Kiedy nie warto
Inwestowanie w biznes nie ma sensu, gdy właściciel nie jest gotowy odpuścić operacyjnej kontroli. Kapitał włożony w rozwój organizacji, którą i tak kontroluje w każdym detalu, zwyczajnie przepadnie. Nie ma sensu również wtedy, gdy firma nie ma jeszcze udowodnionego modelu. Widziałam wiele przedsiębiorstw, które zainwestowały w rozbudowę mocy produkcyjnych przed sprawdzeniem popytu. Efekt – nowiutka fabryka i pusty folder z zamówieniami. I wreszcie – nie warto inwestować strukturalnie, gdy właściciel planuje wyjście z biznesu w ciągu dwóch – trzech lat. W takim horyzoncie pieniądze lepiej włożyć w porządkowanie finansów i wynik EBITDA – to podnosi wycenę, a nie nowe maszyny.
Legenda polskiego sportu bez cenzury. Andrzej Supron o medalach, show-biznesie i Edycie Górniak
Jak inwestować, żeby to miało sens
Kapitał włożony w biznes powinien działać jak dźwignia, nie jak ratownik. Przed każdą inwestycją należy odpowiedzieć na pytanie: co dokładnie się zmieni i po jakim czasie to zobaczymy w wynikach?
Jeśli nie ma odpowiedzi – nie ma inwestycji. Jest wydatek. Dobra inwestycja w biznes jest skwantyfikowana (wiemy, ile kosztuje i jakiego efektu oczekujemy w liczbach), mierzalna (za sześć miesięcy wiemy, czy działa) i zintegrowana ze strategią. To nie może być tylko odpowiedź na bieżącą bolączkę, ale część planu biznesu na najbliższe trzy lata.
Kiedy warto wejść jako inwestor do cudzego biznesu
Osobnym modelem jest inwestowanie kapitału w inne przedsiębiorstwa – nie jako fundusz, ale jako aktywny inwestor branżowy wnoszący wiedzę i sieć kontaktów. Najlepsze okazje często leżą w branżach tradycyjnych, gdzie profesjonalizacja zarządzania i automatyzacja mogą dać skokowy wzrost wartości w krótkim czasie. Widziałam niejedną firmę produkcyjną z obrotami 20 milionów złotych, która po dwóch latach pracy nad procesami i sprzedażą osiągała 50 i była warta wielokrotność początkowej wyceny. Czego unikać? Firm, w których sukces zależy od jednej osoby lub jednego klienta, firm bez danych i kultury analitycznej oraz – przede wszystkim – firm, gdzie właściciel chce kapitału, ale nie chce partnera. To scenariusz na straty po obu stronach.
Biznes jako fundament majątku
Najzamożniejsi przedsiębiorcy, z którymi miałam okazję pracować, mają jedno wspólne doświadczenie: przez długi czas reinwestowali w swoje firmy zamiast szukać zewnętrznych form lokowania kapitału. Nie dlatego, że nie rozumieli dywersyfikacji – ale dlatego, że rozumieli, iż ich firma daje im lepszą kontrolę nad ryzykiem i lepszą stopę zwrotu niż większość alternatyw.
Moment, w którym warto zacząć poważnie dywersyfikować majątek poza biznesem, to moment, gdy firma skaluje się bez Twojej ciągłej obecności operacyjnej. Jeśli jesteś wciąż niezbędny, firmie brakuje fundamentów, które warto najpierw zbudować. Bo aktywo, który nie działa bez Ciebie, nie jest aktywem. To dobrze płatny etat.