Landlordowie od Airbnb
Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych, zawierający regulacje dotyczące tzw. najmu krótkoterminowego. Prace nad projektem przebiegały w atmosferze kontrowersji spotęgowanych jego finalną wersją uchwaloną po autopoprawkach Ministerstwa Sportu i Turystyki. Przyjęto bowiem absolutne minimum wynikające z rozporządzenia Komisji Europejskiej.

Właściciele lokali będą zobowiązani zgłosić prowadzenie działalności najmu w gminie, w wyniku czego otrzymają numer identyfikacyjny, który będą musieli zamieszczać w ogłoszeniach, przygotować regulamin lokalu, a także spełnić szereg wymogów przeciwpożarowych. Ponadto powstanie Centralny Wykaz Turystyczny Obiektów Noclegowych – i to w zasadzie tyle. W proponowanych przepisach zabrakło natomiast kluczowych rozwiązań mających zaradzić szerzącemu się zjawisku określanemu niekiedy mianem „patonajmu”, czyli prowadzeniu quasi-hotelarskiej działalności w budynkach mieszkalnych. Właśnie to bowiem jest główną przyczyną, dla której rynek najmu krótkoterminowego powinien zostać uregulowany. Nie wprowadzono więc postulowanego przez min. Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz oraz organizacje społeczne prawa pozwalającego wspólnotom mieszkaniowym i spółdzielniom na uchwalenie zakazu najmu krótkoterminowego w podległych im budynkach oraz regulacji umożliwiających samorządom ustanawianie stref, w których taki najem byłby ograniczony lub zakazany.
Problem jest poważny i dotyczy przede wszystkim dużych miast oraz miejscowości turystycznych. Jeżeli w bloku mieszkalnym lub kamienicy część lokali jest wynajmowanych turystycznie, to nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uświadomić sobie, jakie niedogodności wiążą się z tym dla stałych mieszkańców. Imprezy, zakłócanie ciszy nocnej, dewastacje i zanieczyszczenia klatek schodowych, notoryczne obcowanie z niekoniecznie trzeźwymi „turystami”, głośne nocne grupowe powroty, nie mówiąc już o tym, że niewiedza na temat tego, kto akurat nocuje w sąsiednim mieszkaniu, również nie poprawia komfortu życia – wymieniać można by długo. W skrajnych przypadkach takie sąsiedztwo uniemożliwia wręcz normalne funkcjonowanie i korzystanie z własnego mieszkania. Czyli klasyczna prywatyzacja zysków i uspołecznianie strat. Wszystko to sprawia, że niezbędne są regulacje ograniczające tego typu proceder. Również dlatego, że działalność hotelarska w budynkach mieszkalnych jest zwyczajnie sprzeczna z przeznaczeniem takich nieruchomości, albowiem – cóż za odkrycie – mieszkanie służy do mieszkania, a nie jako notoryczna „imprezownia”. Przeciwnicy ograniczeń podnoszą przy tej okazji często zasadę „świętego prawa własności”, które rzekomo ma pozwalać właścicielowi na dowolne dysponowanie swoją nieruchomością. Otóż nie – prócz prawa własności istnieje bowiem również coś takiego, jak mir domowy oraz zasady współżycia społecznego, które takie „turystyczne” sąsiedztwo notorycznie narusza.
Zmiany w VAT, CIT i PIT!? Co naprawdę czeka polskich przedsiębiorców?
Powyższe jednak najwyraźniej nie interesuje wiceministra Ireneusza Rasia odpowiedzialnego za przeforsowanie omawianego projektu – i łatwo się domyślić dlaczego. Posłanka Paulina Matysiak zwracała uwagę na lobbying ze strony internetowego giganta najmu krótkoterminowego, czyli Airbnb – i cóż za zaskoczenie – ostateczna wersja przepisów jest w stu procentach zgodna z jego oczekiwaniami. Jest jednak i druga grupa nacisku: mianowicie „landlordowie”, którzy zainwestowali w „betonowe złoto” i są żywotnie zainteresowani jak najwyższą stopą zwrotu – a tak się składa, że najem krótkoterminowy jest po prostu bardziej opłacalny od „zwykłego” najmu długoterminowego. Zresztą, jak ustaliła Wirtualna Polska, sam wiceminister Raś był właścicielem trzech mikrokawalerek pod wynajem, które przed wejściem do resortu zbył na rzecz swojej byłej żony i brata – ks. Dariusza Rasia. Takich „landlordów” wśród posłów i ministrów jest zresztą więcej, co tłumaczy niechęć do ukrócenia „krótkoterminowego” procederu. Padały w tym kontekście argumenty, że wielu Polaków wzięło kredyty na „inwestycyjne” nieruchomości, więc ograniczenie najmu uderzyłoby ich po kieszeniach. Tego, że o wiele więcej Polaków zakredytowało się, by móc w spokoju mieszkać wraz z rodzinami, jakoś pod uwagę nie wzięto.
Tego typu najem jest plagą całej turystycznej Europy, prowadząc m.in. do zawyżania cen i spadku podaży mieszkań dla stałych mieszkańców, stąd też np. Hiszpania i Francja wprowadziły szereg ograniczeń, podobnych do tych, które ostatecznie wypadły z rządowego projektu, natomiast władze Barcelony pod naciskiem zdesperowanych mieszkańców całkowicie zakazały najmu krótkoterminowego od 2028 r. Na koniec – dla tych, którzy z najmu krótkoterminowego chcą sobie zrobić sposób na biznes, istnieje proste rozwiązanie. Wystarczy zainwestować w lokal w jednym z przeznaczonych do tego apartamentowców wyrastających jak grzyby po deszczu w różnych turystycznych miejscowościach, jak Polska długa i szeroka – wtedy wszystko będzie na swoim miejscu.