Unia ma kłopoty, a my razem z nią
Przeciętny pracownik w kraju UE płaci o 49 proc. wyższe podatki, czyli o 11 676 dolarów więcej niż podobny pracownik w Stanach Zjednoczonych. Średnia indywidualna konsumpcja w USA – miara dobrobytu materialnego – jest o 70 proc. wyższa niż w krajach UE.

W ciągu ostatnich kilku lat, szczególnie po pandemii, dyscyplina fiskalna w Polsce uległa rozluźnieniu w związku z wyraźną zmianą nastawienia politycznego w kierunku zwiększenia transferów socjalnych. Inwazja na Ukrainę wymusiła dodatkowe wydatki na obronę w momencie, gdy przestrzeń fiskalna zaczęła się pogarszać. Polska weszła w fazę niestabilności fiskalnej, z deficytem przekraczającym 6 proc. PKB, mimo że wzrost gospodarczy utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. Naszemu krajowi grozi popadnięcie w stan charakteryzujący się coraz wyższymi podatkami i coraz niższym wzrostem gospodarczym. Taką opinię wyraził dr Adam N. Michel, ekonomista, który jest dyrektorem studiów nad polityką podatkową w Cato Institute (CI).
Niekorzystne zjawiska gospodarcze zachodzące w Polsce wpisują się w całokształt tendencji występujących w UE. Można powiedzieć, trzymając się opinii eksperta CI, że błędne decyzje gospodarcze kolejnych rządów są multiplikowane przez błędną politykę gospodarczą Unii, do której wytycznych Polska musi się dostosować. I się dostosowuje, mimo zapewnień kolejnych premierów, że trzymamy osobny kurs gospodarczy i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby mimo unijnych dyrektyw obierać własną drogę rozwojową (polską drogę do socjalizmu a’la tow. Wiesław?). Tymczasem, jak przekonuje dr Michel, „Polska dopiero teraz mierzy się z kosztami szybkiego rozszerzania programów socjalnych, kowidowych i postkowidowych, na które nakładają się trudności demograficzne”.
Ekspert CI zwraca uwagę, że programy ratunkowe z czasów pandemii nigdy nie zostały w pełni wycofane. Zamiast tego rządy krajów zachodnich nakładały nowe zobowiązania wydatkowe na i tak już rozdęte budżety, jednocześnie wprowadzając nowe regulacje i wymogi sprawozdawcze dotyczące rynków energii, innowacji technologicznych i przemysłu.
Zmiany w VAT, CIT i PIT!? Co naprawdę czeka polskich przedsiębiorców?
Dr Michel zwraca też uwagę na to, że wolniejszy wzrost gospodarczy dzisiaj oznacza niższy standard życia w przyszłości, mniej przełomowych odkryć medycznych, mniejszą mobilność ekonomiczną pracowników i rodzin oraz mniejsze możliwości dla następnego pokolenia. „Osiągnięcia minionego stulecia opierały się na trwałym wzroście produktywności. Kiedy wzrost gospodarczy słabnie, trajektorie te ulegają spłaszczeniu, a finansowanie innowacji i amortyzowanie wstrząsów staje się trudniejsze”. Dr Tyler Cowen, profesor ekonomii na Uniwersytecie George’a Masona w Południowej Wirginii i stały felietonista Bloomberga, pisał w tym magazynie, że Europa w chwili obecnej traci wpływy, pogrążając się w stagnacji gospodarczej i kulturowej. Kontynentowi potrzebne są gruntowne reformy.
Wróćmy do rozważań Adama N. Michela, na których oparłem tekst. Uczony ekonomista większą część swojego tekstu zamieszczonego na portalu GIS poświęca zilustrowaniu tezy, że „Jednym ze strukturalnych powodów, dla których Europa pozostaje w tyle, jest kumulacja regulacji, która hamuje innowacyjność i konkurencyjność”. W tym kontekście padają wymowne wyliczenia i porównania. W latach 2019-2024 UE przyjęła ponad 13 000 aktów ustawodawczych, w porównaniu z zaledwie 3500 na szczeblu federalnym w USA. Europa uchwala prawie cztery razy więcej nowych przepisów rocznie niż USA. W UE występuje również więcej barier pozataryfowych niż w USA, co sugeruje znacznie szersze stosowanie zarządzania regulacyjnego w gospodarce. Szczególnie uciążliwe i przytłaczające dla rozwoju i innowacyjności jest raportowanie „zrównoważonego rozwoju”. Większość firm z siedzibą w UE musi przestrzegać sieci nakładających się przepisów.
„Małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) w Europie zgłaszają wysokie koszty przestrzegania przepisów. Wielu dostawców zatrudniło pełnoetatowych pracowników wyłącznie do zarządzania zbieraniem danych dotyczących zrównoważonego rozwoju. Badania nastrojów biznesowych potwierdzają tę tezę: dwie trzecie firm z UE postrzega regulacje jako barierę dla długoterminowych inwestycji. W USA porównywalne badania pokazują, że tylko 20 proc. firm uważa regulacje za istotną barierę. To uderzająca różnica”.
W krajach unijnych rośnie dług publiczny. Jack Salmon z Mercatus Center na Uniwersytecie George’a Masona dokonał szczegółowej analizy wyników badań zawartych w literaturze przedmiotu, dotyczących wpływu długu publicznego na wzrost gospodarczy. Wnioski są, zatrważająco, jednoznaczne. Rządy na całym świecie, w tym w USA, zareagowały na kryzys pandemiczny ekspansywnymi działaniami fiskalnymi, które doprowadziły dług publiczny do niespotykanego dotąd poziomu. „Badanie to potwierdziło jednoznaczny i spójny wniosek empiryczny: wyższy poziom długu publicznego wiąże się ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego, zwłaszcza gdy wskaźniki zadłużenia przekraczają pewien krytyczny zakres. Większość danych plasuje go między 75 a 80 proc. PKB w gospodarkach rozwiniętych. Długoterminowa akumulacja długu publicznego pociąga za sobą namacalne koszty: ograniczenie inwestycji prywatnych, presję na wzrost stóp procentowych oraz podwyższoną inflację i premie za ryzyko kredytowe. I kolejny wniosek: dla gospodarek rozwiniętych dążących do trwałego dobrobytu utrzymanie długu poniżej 80 proc. PKB powinno być priorytetem.
Jak już było sygnalizowane wyżej, wraz z mnożeniem się regulacji rozrasta się machina biurokratyczna, mająca dopilnować, czy i jak wdrażane są nowe przepisy i… tworząca nowe regulacje „uzupełniające”. Rosną koszty utrzymania tej machiny, czyli rosną podatki.
CI przeprowadził badania na ten temat, dochodząc do, bynajmniej nieodkrywczego, wniosku, że „większy rząd oznacza rezygnację obywatela z prawie połowy pensji”. I tu ponownie pojawiają się interesujące porównania UE z Ameryką. Stany Zjednoczone pobierają niższe podatki i wydają mniej niż kraje europejskie. W 2022 r. 22 kraje członkowskie UE i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) pobrały od obywateli w formie podatków średnio 43,8 proc. dochodów z tytułu działalności gospodarczej. Dochody pobrane w Stanach Zjednoczonych na wszystkich szczeblach administracji publicznej wyniosły 35 proc. produktu krajowego brutto (PKB) w 2022 r., czyli o prawie 9 p.p. mniej niż średnia dla krajów UE.
Przeciętny niemający rodziny pracownik bezdzietny w krajach UE płaci średnią stawkę podatkową w wysokości 47 proc. Podobny pracownik w Stanach Zjednoczonych płaci 32 proc. podatku, prawie 12 000 dolarów mniej.
W Stanach Zjednoczonych niemający rodziny pracownik zarabiający średnią krajową mógłby mieć dochód około 75 000 dolarów rocznie w 2023 r., gdyby nie nałożono na niego podatków. Przeciętny pracownik w USA płaci rządowi 23 732 dolary podatków (11 233 dolary podatku dochodowego, 5177 dolarów podatku od wynagrodzeń pracowników, 5501 dolarów podatku od wynagrodzeń pracodawców i 1821 dolarów podatku od sprzedaży), co daje mu 51 268 dolarów dochodu osobistego po opodatkowaniu. Pracownik ten może zatrzymać 68 proc. swoich całkowitych zarobków.
Poland, Turkey and the New Defence Map: Why 2027 Could Be a Turning Point
Tymczasem taki sam pracownik zarabiający średnią krajową w UE zarabiałby również około 75 000 dolarów, gdyby nie nałożono na niego podatków (podatek konsumpcyjny – z uwzględnieniem kosztów pracy brutto). W krajach UE przeciętny pracownik płaci rządowi 35 408 dolarów podatków (9799 dolarów podatku dochodowego, 6697 dolarów podatku od wynagrodzeń pracowników, 12 297 dolarów podatku od wynagrodzeń pracodawców i 6616 dolarów podatku VAT), co daje mu 39 592 dolary. Pracownik może zatrzymać jedynie 53 proc. swoich całkowitych zarobków. Przeciętny pracownik w kraju UE płaci o 49 proc. wyższe podatki, czyli o 11 676 dolarów więcej niż podobny pracownik w Stanach Zjednoczonych.
W Stanach Zjednoczonych średnia indywidualna konsumpcja – miara dobrobytu materialnego – jest o 70 proc. wyższa niż w krajach UE. Względne poziomy konsumpcji mierzą zdolność społeczeństw do zakupu żywności, mieszkań, usług zdrowotnych, technologii, rozrywki i wszelkich innych dóbr lub usług, których potrzebują jednostki. Całkowita konsumpcja obejmuje również dobra i usługi zapewniane przez rząd, które są finansowane z wyższych podatków. Gdyby tysiące dolarów dodatkowych podatków płaconych przez europejskich pracowników sprawiły, że państwo wydaje więcej na wzrost dobrostanu obywateli, oczekiwalibyśmy, że te dobra i usługi zapewniane przez rząd będą wykazane jako wyższa konsumpcja. Tymczasem CI przedstawia średnią indywidualną konsumpcję na mieszkańca w cenach bieżących i kursach wymiany, skorygowaną o parytet siły nabywczej; Stany Zjednoczone są w tym zestawieniu porównawczym indeksowane do 100. W 2020 r. średnia indywidualna konsumpcja była o 12 proc. niższa w Luksemburgu (kraju UE o najwyższej konsumpcji) i o 58 proc. niższa na Węgrzech (kraju UE o najniższej konsumpcji) niż w Stanach Zjednoczonych, natomiast w naszym kraju była niższa o 50 proc. w porównaniu z indywidualną konsumpcją w USA.