Ulgi na innowacje dopiero po roku. Firmy mogłyby odczuć ich efekt znacznie wcześniej
Polski system podatkowy od kilku lat coraz mocniej premiuje przedsiębiorstwa inwestujące w badania i rozwój, automatyzację czy przygotowanie nowych produktów do wejścia na rynek. Problem w tym, że moment, w którym firma ponosi wydatki, i moment, w którym realnie odczuwa korzyść podatkową, często dzieli wiele miesięcy. Ulga na działalność badawczo-rozwojową, ulga na robotyzację czy ulga na prototyp są bowiem co do zasady rozliczane dopiero w zeznaniu rocznym.

W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca finansuje inwestycję na bieżąco, natomiast na dodatkowe odliczenie podatkowe musi poczekać do zakończenia roku. Oczywiście same wydatki mogą wcześniej stanowić koszty uzyskania przychodów na zasadach ogólnych. Różnica dotyczy dodatkowej preferencji przewidzianej przez ustawodawcę. W przypadku ulgi na robotyzację przedsiębiorca może obecnie odliczyć dodatkowo 50 proc. kosztów kwalifikowanych. W efekcie wydatek może być uwzględniony w podatku w wysokości odpowiadającej 150 proc. kosztu – 100 proc. jako zwykły koszt uzyskania przychodu i kolejne 50 proc. w ramach ulgi. Samo dodatkowe odliczenie następuje jednak w rozliczeniu rocznym.
Z punktu widzenia fiskusa konstrukcja jest stosunkowo prosta. Podatnik zamyka rok, zna wysokość dochodu, ustala ostateczną wartość kosztów kwalifikowanych i dopiero wtedy korzysta z preferencji. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa sytuacja wygląda jednak inaczej. Największe zapotrzebowanie na gotówkę pojawia się właśnie w czasie realizacji inwestycji – przy zakupie urządzeń, prowadzeniu prac rozwojowych, testach technologicznych, zatrudnianiu specjalistów czy przygotowywaniu produkcji. Korzyść podatkowa otrzymana kilka lub kilkanaście miesięcy później poprawia wynik całej inwestycji, ale nie pomaga finansować jej w najbardziej kapitałochłonnym momencie.
Stąd pojawiający się postulat, aby wybrane ulgi innowacyjne mogły być uwzględniane już podczas obliczania zaliczek na podatek dochodowy. Takie rozwiązanie oznaczałoby, że przedsiębiorca nie musiałby czekać do rozliczenia rocznego, aby wykorzystać część przysługującego mu odliczenia. Jeżeli w danym miesiącu lub kwartale poniósłby kwalifikowane wydatki, mógłby odpowiednio obniżyć bieżącą zaliczkę na podatek.
Z ekonomicznego punktu widzenia zmiana nie musiałaby oznaczać zwiększenia nominalnej wartości samej ulgi. Państwo przyznawałoby tę samą preferencję, ale wcześniej. Dla przedsiębiorcy różnica mogłaby być jednak istotna, ponieważ poprawiałaby płynność finansową w trakcie realizacji projektu. Dotyczyłoby to szczególnie firm przemysłowych, w których robotyzacja lub uruchomienie nowej linii technologicznej wymaga jednorazowo dużych nakładów, oraz przedsiębiorstw prowadzących intensywne prace badawczo-rozwojowe.
Możliwość wcześniejszego rozliczenia ulg mogłaby również zmniejszyć potrzebę finansowania inwestycji kredytem lub kapitałem obrotowym. Przy wysokich nakładach nawet kilkumiesięczne przesunięcie momentu uzyskania korzyści podatkowej ma znaczenie. Zamiast odzyskiwać część ekonomicznej wartości ulgi po zamknięciu roku, firma pozostawiałaby część pieniędzy w kasie już w momencie realizacji przedsięwzięcia.
Pomysł nie jest wyłącznie teoretyczny. Kwestia możliwości rozliczania ulgi B+R, ulgi na robotyzację oraz ulgi na prototyp już na etapie obliczania zaliczek na CIT została przedstawiona Ministerstwu Finansów w interpelacji poselskiej nr 14 277. Resort nie zdecydował się jednak poprzeć takiego kierunku. W odpowiedzi wskazał, że obecnie nie prowadzi prac nad rozwiązaniem pozwalającym na takie bieżące uwzględnianie wskazanych preferencji. Oznacza to, że na dziś mówimy o postulacie możliwej reformy systemu, a nie o zmianie, której wejście w życie zostało już zaplanowane.
Nie oznacza to jednak, że sama koncepcja nie może wrócić. System ulg wspierających innowacyjność był w ostatnich latach wielokrotnie modyfikowany, a ustawodawca zna już mechanizmy pozwalające wykorzystywać preferencje wcześniej niż w klasycznym rocznym rozliczeniu. Przykładem jest ulga na innowacyjnych pracowników, będąca rozwinięciem ulgi B+R. W określonych sytuacjach pozwala ona przedsiębiorcy wykorzystać niewykorzystaną ulgę poprzez pomniejszanie zaliczek na PIT pobieranych od wynagrodzeń pracowników zaangażowanych w działalność badawczo-rozwojową. Nie jest to wprawdzie to samo co bezpośrednie obniżanie własnych zaliczek na CIT, ale pokazuje, że bieżące oddziaływanie preferencji podatkowej nie jest rozwiązaniem całkowicie obcym polskiemu systemowi.
Podatkowe miny w biznesie. VAT, eksport, kontrahenci i dokumenty pod lupą eksperta
Gdyby ustawodawca zdecydował się rozszerzyć tę logikę, reforma mogłaby zostać zaprojektowana stosunkowo ostrożnie. Przedsiębiorcy mogliby na przykład pomniejszać zaliczki wyłącznie o ulgę odpowiadającą kosztom rzeczywiście poniesionym i odpowiednio udokumentowanym do danego momentu. Ostateczna weryfikacja następowałaby w zeznaniu rocznym, a ewentualne różnice byłyby wtedy korygowane. Innym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie limitu części preferencji możliwej do wykorzystania w ciągu roku, pozostawiając pozostałą kwotę do rozliczenia rocznego.
Takie zabezpieczenia ograniczałyby ryzyko, że przedsiębiorcy nadmiernie obniżą zaliczki na podstawie wydatków, które ostatecznie nie spełnią ustawowych warunków. Z punktu widzenia administracji skarbowej istotna byłaby również możliwość kontrolowania prawidłowości bieżących odliczeń. Reformie musiałoby więc towarzyszyć możliwie jasne określenie kosztów kwalifikowanych oraz zasad dokumentowania inwestycji. Bez tego korzyść wynikająca z wcześniejszego rozliczenia mogłaby zostać częściowo zniwelowana przez dodatkowe obowiązki administracyjne.
Osobną kwestią pozostaje przyszłość samej ulgi na robotyzację. Zgodnie z obecnymi przepisami obejmuje ona koszty ponoszone od początku roku podatkowego rozpoczynającego się w 2022 r. do końca roku podatkowego rozpoczynającego się w 2026 r. W Sejmie pojawił się jednocześnie poselski projekt przewidujący usunięcie ograniczenia czasowego oraz zwiększenie dodatkowego odliczenia z 50 do 100 proc. kosztów poniesionych na robotyzację. Projekt ten pokazuje, że dyskusja o podatkowym wspieraniu automatyzacji nie dotyczy już tylko utrzymania istniejących rozwiązań, ale także ich potencjalnego rozszerzenia.
Możliwe są więc dwa kierunki zmian. Pierwszy polegałby na zwiększaniu wartości preferencji – na przykład przez podwyższanie procentu kosztów podlegających dodatkowemu odliczeniu lub przedłużanie okresu obowiązywania poszczególnych ulg. Drugi, mniej spektakularny na papierze, mógłby polegać właśnie na zmianie momentu ich wykorzystania. Dla przedsiębiorstwa inwestującego kilka milionów złotych w technologię możliwość pozostawienia części podatku w firmie kilka miesięcy wcześniej może być równie istotna jak sama wysokość nominalnego odliczenia.
Dyskusja o ulgach na innowacje coraz częściej sprowadza się więc nie tylko do pytania, ile państwo jest gotowe odliczyć przedsiębiorcy od podstawy opodatkowania, ale również kiedy przedsiębiorca może z tej preferencji skorzystać. Jeżeli celem ulg ma być rzeczywiste pobudzanie inwestycji w badania, nowe produkty, automatyzację i robotyzację, mechanizm powinien działać przede wszystkim wtedy, gdy firmy ponoszą największe nakłady. Bieżące rozliczenie mogłoby dodatkowo pomóc sfinansować inwestycję. I właśnie ta różnica może w przyszłości stać się jednym z ważniejszych tematów debaty o dalszym kształcie ulg dla innowacyjnych przedsiębiorstw.