Suffering podatników i zachłanny „trzeci sektor”
Miał być profesjonalny portret Polaków, wyszedł portret systemu, w którym publiczne pieniądze można wydawać na raporty pisane językiem sztucznej inteligencji, a ich autorów obsadzać w rządowych gabinetach. Historia Barbary Mróz-Gorgoń to jednak nie tylko opowieść o jednym kompromitującym dokumencie. To pytanie o to, ile jeszcze publicznych pieniędzy płynie do „trzeciego sektora” w zamian za projekty, których nikt później nie czyta.

Autorka raportu „Polaków Portret Własny” miała pomóc Polsce stworzyć profesjonalną kampanię wizerunkową, lecz niechcący odsłoniła przed opinią publiczną rozbudowany mechanizm wyłudzania publicznych pieniędzy.
Afera z Barbarą Mróz-Gorgoń w roli głównej w pewnym sensie nie miała prawa się wydarzyć. Powołując ją 29 lipca na stanowisko pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polski (w randze podsekretarza stanu) Donald Tusk zatrudniał przecież osobę, która uchodziła za wysokiej jakości specjalistkę od wizerunku i promocji. Nadszarpnięta niekończącymi się aferami reputacja rządu miała tym samym zostać naprawiona nie tylko na odcinku budowania pozytywnych skojarzeń związanych z naszym krajem u mieszkańców całego świata, ale także w polityce krajowej. Na specjalnej konferencji prasowej premier zdradzał, że Barbara Mróz-Gorgoń doradza także jego rządowi i nazwał ją „najwybitniejszą w Polsce specjalistką od kształtowania marek”.
Ośmieszony rząd
Po wydarzeniach z ostatnich dni Donald Tusk nie będzie już zapewne skłonny do tego rodzaju pochwał, gdyż autorka raportu „Polaków Portret Własny” w naprawdę spektakularny sposób ośmieszyła nie tylko siebie, ale i cały rząd. W kosztującym podatnika ok. 200 tys. zł dokumencie pojawiły się liczne sformułowania, które najprawdopodobniej na długie lata zadomowią się w języku politycznej satyry.
Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powstały przy pomocy sztucznej inteligencji raport nie został nigdy przez nikogo przeczytany, ponieważ od samego początku nikt nie traktował całego projektu poważnie – zlecający wykonanie raportu politycy chcieli wypłacić wspierającemu ich środowisku finansową rentę, a wykonawcy jak najszybciej zainkasować wysoką pieniężną kwotę przy minimalnym wysiłku. Warto bowiem mieć na uwadze, że Barbara Mróz-Gorgoń była zapewne zaledwie eksponentem większej grupy, która w podobny sposób pozyskiwała znaczne sumy od innych ministerstw, urzędów czy też samorządów na liczne projekty i realizacje. Wszystkie te powiązania powinna pilnie zbadać prokuratura. Biorąc jednak pod uwagę to, jak silne były związki „najwybitniejszej w Polsce specjalistki od kształtowania marek” z politykami obozu rządzącego, można jednak zasadnie powątpiewać w to, czy organy ścigania zechcą w ogóle zainteresować się tym tematem. Przykład Dawida Kacprzyka i afery Szpitala Południowego pokazuje dobitnie, że wymiar sprawiedliwości pod rządami ministra Waldemara Żurka wykazuje się w niewygodnych dla obozu rządzącego sprawach skrajnie posuniętą biernością.
Informując opinię publiczną o swojej rezygnacji z funkcji rządowej pełnomocniczki Barbara Mróz-Gorgoń stwierdziła, że padła ofiarą hejtu. Tego rodzaju interpretacja faktów świadczy nie tylko o braku przyzwoitości, ale także o braku szacunku wobec milionów podatników, których pieniądze zmarnowała rzekoma specjalistka od wizerunku. Słowa krytyki łatwo zbyć jako „hejt”, lecz w tym przypadku były przecież w pełni uzasadnione. Nie dość bowiem, że sam raport okazał się prawdziwym bełkotem, to na dodatek zawierał sformułowania nie mające nic wspólnego z językiem polskim, a nawet żadnym istniejącym językiem.
KSeF nie zapomina. Każdy błąd zostaje w systemie!
Kompleks niższości ekspertki
Jeśli chcielibyśmy doszukiwać się gdziekolwiek „hejtu” to w największym stopniu wykazała się nim sama Barbara Mróz-Gorgoń względem milionów Polaków, marnotrawiąc efekty ich pracy w postaci podatków. Na dodatek tezy stawiane przez byłą już rządową pełnomocniczkę przedstawiały Polaków w dość krzywym zwierciadle. Autorka doceniała wprawdzie rodaków za osiągnięty sukces, gospodarcze wyniki, pracowitość czy też solidarność, lecz jednocześnie oskarżyła ich zbiorowo o „hejterską” postawę w mediach społecznościowych, nadmierne kultywowanie doznanych historycznie krzywd (czyli słynne już „zakorzenienie w kulturze sufferingu”), zazdrość, niską skłonność do współpracy i ogólnie pojęty deficyt w kwestiach estetycznych.
Tego rodzaju portret Polaków mógł powstać jedynie za sprawą osoby naznaczonej silnym kompleksem niższości względem innych narodowości. W pewnym sensie Mróz-Gorgoń dokonała projekcji swoich własnych niedomagań na całe społeczeństwo, na które spogląda z trudną do zakamuflowania wyższością. Nieustanne posiłkowanie się przez autorkę raportu anglicyzmami ma rzekomo sugerować jej eksperckość i obycie z międzynarodową fachową literaturą, lecz w istocie zdradza ucieczkę przed własną tożsamością narodową i logicznym myśleniem.
Afera z raportem „Polaków Portret Własny” nie jest niestety tylko i wyłącznie skandalem wywołanym przez pojedynczą osobę uchodzącą za specjalistkę od wizerunku. Jak już wspomniano, doniesienia medialne z ostatnich dni pozwoliły wstępnie zrekonstruować całą sieć złożoną z polityków, samorządowców, działaczy i biznesmenów, którzy partycypowali w pozyskiwaniu publicznych środków na przedsięwzięcia o podobnym charakterze. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wpadka Barbary Mróz-Gorgoń okazała się więc być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, którą na przestrzeni ostatnich lat stworzyły inne lukratywne zlecenia.
Potrzebny raport o NGO
„Najlepsza w Polsce specjalistka od wizerunku” powinna przede wszystkim zwrócić pieniądze za wykonany raport. W dalszej kolejności konieczne wydaje się jednak uporządkowanie kwestii finansowania tzw. trzeciego sektora w Polsce, który obecnie służy w znacznym stopniu do obsypywania pieniędzmi środowisk sprzyjającym danej władzy. Afera z raportem „Polaków Portret Własny” wybuchła w znacznej mierze właśnie dlatego, że obecne przepisy tak bardzo rozzuchwaliły środowisko trzeciego sektora oraz obóz rządzący, że przestano nawet zadawać sobie trud związany z respektowaniem podstawowych procedur.
Oficjalne zarobki polityków są dziś na tle wynagrodzeń dostępnych w sektorze prywatnym dość niewygórowane. Niedogodności tej najbardziej energiczne osoby próbują zaradzić m.in. poprzez wyłudzanie rozmaitych dodatków lub świadczeń. Dużo bardziej dyskretnym sposobem na polepszenie własnej sytuacji materialnej jest jednak finansowanie rozmaitych projektów w ramach trzeciego sektora i budowanie tym samym ogromnego kapitału przysług dla określonego środowiska lub sieci znajomych. Opinia publiczna nie przygląda się przecież pilnie każdemu z tysięcy projektów i zleceń finansowych przez poszczególne ministerstwa i centralne urzędy. Jedynie raporty wspominające o „polskich płaskiz” i „emocjonalnym resilience” pozwalają na krótko zwrócić powszechną uwagę na prawdziwy bezmiar programów, dotacji i analiz, których jedyną racją bytu jest wypłacanie własnemu politycznemu środowisku wynagrodzenia za udzielane poparcie.
Polacy są w stanie osiągać sukcesy gospodarcze bez pomocy strategii wizerunkowych tworzonych przez rząd. Dużo bardziej przydatny byłby natomiast rzetelnie opracowany raport na temat polskich organizacji pozarządowych, które są dziś prawdziwą kulą u nogi dla rodzimego rozwoju. W przeciwieństwie do wielu innych szanujących się państw w Polsce mogą działać zupełnie swobodnie NGO-sy finansowane przez obce rządy. Kolejną wielką wadą trzeciego sektora jest żerowanie na pieniądzach podatnika pomimo rażącego niedofinansowania w wielu innych obszarach działalności państwa. I wreszcie organizacje pozarządowe w sposób szczególny są dziś zaangażowane w promocję rozmaitych radykalnych agend nie znajdujących aprobaty zdecydowanej większości społeczeństwa.
Jednym z głównych negatywnych bohaterów ewentualnego raportu na temat „trzeciego sektora” w Polsce byłaby z pewnością Barbara Mróz-Gorgoń. Pomimo oczywistych uchybień wykazała się skrajnie posuniętą butą oraz brakiem uczciwości, a jej słynny już raport jeszcze długo pozostanie symbolem pseudoeksperckiej „mowy-trawy”.